Wartość kredytów hipotecznych w Polsce pod koniec 2014 roku wyniosła ok. 350 mld zł. Ubiegły rok przyniósł również rekordową sprzedaż kredytów konsumpcyjnych, których wartość osiągnęła ok. 77 mld zł. Mogłoby się wydawać, że najczęściej bierzemy kredyt na własne mieszkanie, jednak kredyty hipoteczne to zaledwie 10% wszystkich kredytów udzielanych przez banki. Co czwarty kredyt ma charakter konsumpcyjny. Aż 48% dorosłych Polaków posiada czynny kredyt. Oczywisty jest fakt, że nie zawsze to jest nasz wybór, bo często zmusza do tego rzeczywistość. Chyba większość osób postrzega kredyty jako zniewolenie, strach przed niewypłacalnością, zobowiązanie najgorsze z możliwych. Jednak niektórzy biorą kredyty nie z przymusu, ale po to, by podnieść sobie poziom życia i móc pozwolić na więcej, bo nie potrafią sobie odmówić przyjemności.
Psycholodzy podkreślają, że życie na kredyt może bardzo negatywnie wpłynąć na nasze relacje z najbliższymi. Zwłaszcza, gdy rodzinę utrzymuje tylko mąż. Cały stres i odpowiedzialność spada na niego. Może mieć pretensje, że żona za dużo wydaje, że dzieci ciągle czegoś chcą itp. Partnerka w końcu zaczyna irytować i przypominać o złej sytuacji finansowej. Statystyki podają, że ludzie będący w związkach najczęściej kłócą się o pieniądze. Wspólny kredyt często uniemożliwia rozwiązanie toksycznego związku, gdy obie strony zwyczajnie nie stać na to, by zacząć nowe życie w pojedynkę.
A jak Wy postrzegacie życie na kredyt? Unikacie ich jak ognia (o ile to tylko możliwe), czy raczej widzicie w nich szansę na spełnienie marzeń np. o własnej firmie albo mieszkaniu? Wolicie brać kredyty konsumpcyjne i podwyższyć sobie niejako poziom życia, czy też preferujecie politykę zaciskania pasa i oszczędzania na przyjemnościach? Czy na co dzień odczuwacie strach i stres spowodowane tym, że zaciągnęliście duże zobowiązanie zawodowe? Odbija się to na Waszym życiu rodzinnym?