netkobietyWszystkie działy
Styl życia i społeczeństwo kobiecym okiem

Życie na kredyt

33 odpowiedzi13 118 wyświetleńzałożony przez cslady, 05.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

1

Temat: Życie na kredyt

Wartość kredytów hipotecznych w Polsce pod koniec 2014 roku wyniosła ok. 350 mld zł. Ubiegły rok przyniósł również rekordową sprzedaż kredytów konsumpcyjnych, których wartość osiągnęła ok. 77 mld zł. Mogłoby się wydawać, że najczęściej bierzemy kredyt na własne mieszkanie, jednak kredyty hipoteczne to zaledwie 10% wszystkich kredytów udzielanych przez banki. Co czwarty kredyt ma charakter konsumpcyjny. Aż 48% dorosłych Polaków posiada czynny kredyt. Oczywisty jest fakt, że nie zawsze to jest nasz wybór, bo często zmusza do tego rzeczywistość. Chyba większość osób postrzega kredyty jako zniewolenie, strach przed niewypłacalnością, zobowiązanie najgorsze z możliwych. Jednak niektórzy biorą kredyty nie z przymusu, ale po to, by podnieść sobie poziom życia i móc pozwolić na więcej, bo nie potrafią sobie odmówić przyjemności.

Psycholodzy podkreślają, że życie na kredyt może bardzo negatywnie wpłynąć na nasze relacje z najbliższymi. Zwłaszcza, gdy rodzinę utrzymuje tylko mąż. Cały stres i odpowiedzialność spada na niego. Może mieć pretensje, że żona za dużo wydaje, że dzieci ciągle czegoś chcą itp. Partnerka w końcu zaczyna irytować i przypominać o złej sytuacji finansowej. Statystyki podają, że ludzie będący w związkach najczęściej kłócą się o pieniądze. Wspólny kredyt często uniemożliwia rozwiązanie toksycznego związku, gdy obie strony zwyczajnie nie stać na to, by zacząć nowe życie w pojedynkę.

A jak Wy postrzegacie życie na kredyt? Unikacie ich jak ognia (o ile to tylko możliwe), czy raczej widzicie w nich szansę na spełnienie marzeń np. o własnej firmie albo mieszkaniu? Wolicie brać kredyty konsumpcyjne i podwyższyć sobie niejako poziom życia, czy też preferujecie politykę zaciskania pasa i oszczędzania na przyjemnościach? Czy na co dzień odczuwacie strach i stres spowodowane tym, że zaciągnęliście duże zobowiązanie zawodowe? Odbija się to na Waszym życiu rodzinnym?

2

Odp: Życie na kredyt

Sam szczęśliwie kredytu nie mam bo tak gospodarujemy aby nie musieć wpaść w tą sieć banksterskich pułapek kredytowych. Gwoli ścisłości dla mnie kredyt to kwota powyżej 500 000 zł , poniżej to pożyczka. Jednak do życia na kredyt wielu wpędza się samych a nie dlatego, że im życie nóż do gardła podstawiło. Ile teraz "młodych, wykształconych z wielkich miast" pokupowało sobie domki, apartamenty czy inne deweloperskie cuda po to aby być w "towarzystwie". Wiadomo, domek, dwie gabloty, prywatne przedszkole/szkoła to atrybuty dzisiejszej ekipy sukcesu...na kredyt.
Na naszej ulicy jest kilkanaście domów, tylko nasz i dwa inne mają czyste hipoteki i nie są niczym obciążone. Reszta rezydencji ale Kalifornia to jeden wielki kredyt.  Ciekaw jestem co zrobią ci członkowie "towarzystwa" jak ten rząd na sam koniec dowali nam podatek katastralny. Liczba bezdomnych w Polsce będzie rosnąć wprost proporcjonalnie do ilości nieruchomości i gruntów przejętych przez banki-kredytodawców. No ale wysoka jest cena za bycie "kimś" w dzisiejszej Polsce.

3

Odp: Życie na kredyt

Nas czeka wziecie kredytu na budowe domu, boimy sie strasznie bo nigdy nie wiadomo co sie w zyciu wydarzy ale bedziemy mieli swoj dom, kredytu nie wezmiemy w polsce tylko w niemczech, nie uwazam wziecia kredytu na budowe czy kupno domu jako zbedny lub ekstrawagancki, jest to kredyt na budowanie wlasnej przyszlosci, natomiast nie wyobrazam sobie wziecia kredytu np. na wakacje

4 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-05 19:10:11)

Odp: Życie na kredyt
Chillgressive napisał/a:

Sam szczęśliwie kredytu nie mam bo tak gospodarujemy aby nie musieć wpaść w tą sieć banksterskich pułapek kredytowych. Gwoli ścisłości dla mnie kredyt to kwota powyżej 500 000 zł , poniżej to pożyczka. Jednak do życia na kredyt wielu wpędza się samych a nie dlatego, że im życie nóż do gardła podstawiło. Ile teraz "młodych, wykształconych z wielkich miast" pokupowało sobie domki, apartamenty czy inne deweloperskie cuda po to aby być w "towarzystwie". Wiadomo, domek, dwie gabloty, prywatne przedszkole/szkoła to atrybuty dzisiejszej ekipy sukcesu...na kredyt.
Na naszej ulicy jest kilkanaście domów, tylko nasz i dwa inne mają czyste hipoteki i nie są niczym obciążone. Reszta rezydencji ale Kalifornia to jeden wielki kredyt.  Ciekaw jestem co zrobią ci członkowie "towarzystwa" jak ten rząd na sam koniec dowali nam podatek katastralny. Liczba bezdomnych w Polsce będzie rosnąć wprost proporcjonalnie do ilości nieruchomości i gruntów przejętych przez banki-kredytodawców. No ale wysoka jest cena za bycie "kimś" w dzisiejszej Polsce.

Zgadzam się z Tobą, ale ci "młodzi, wykształceni z wielkich miast" chyba nie narzekają? Jeśli kogoś stać na apartament, to z reguły stać i na spłaty rat. Raczej słyszy się o tym, że to ludzie, których życie zmusiło do wzięcia kredytu, martwią się potem spłatami. Plus wypadki losowe. Ja np. podlegam pod tę kategorię o młodych i wykształconych, którym zachciało się domu. I dla mnie osobiście (oczywiście w moim przypadku, a nie ogólnie) kredyt to nie jest zło. Pewnie, będę musiała oddać więcej niż wzięłam, ale nie chciałabym czekać jeszcze 5-6 lat zanim będzie mnie stać na połowę domu bez kredytu. Nie chciałam też zaciskać pasa, bo nie po to pracuję, by na co dzień czegoś sobie żałować. Jasne, rozsądnie wydaję pieniądze i nie jestem zakupoholiczką, ale też nie liczę każdej złotówki. Mogłam uniknąć kredytu na różne sposoby, np. sprzedać moje panieńskie mieszkanie, ale chcę je mieć pod wynajem jako zabezpieczenie na emeryturę. O złodziejskich odsetkach swoje sądzę, choć i tak mam całkiem fajny kredyt. Pogodziłam się z tym, że będę musiała więcej dołożyć do domu i to akceptuję. Spora część moich znajomych z racji branży zarabia ponad 10 tys. na rękę, a każde z nich ma kredyt. Wolą sobie spokojnie spłacać swój apartament niż od ręki kupić jakąś kawalerkę w słabej dzielnicy i żyć bez kredytów. Słyszałam wiele razy, że moje i ich podejście jest idiotyczne, bo na własne życzenie wpędzamy się w kredyty, choć moglibyśmy tego uniknąć. Trochę nie rozumiem takich zarzutów, bo mam wrażenie, że ludzie demonizują życie na kredyt uważając, że każdy kredyt zawsze jest czymś złym. No moim zdaniem nie zawsze. Chociaż by nie był czymś złym, to musi być spełniony szereg warunków, m.in. stabilna praca, stabilny dochód na zadowalającym poziomie, a nawet rozsądnie byłoby posiadać jakiś plan awaryjny na wypadek "co by było gdyby".

Kasia2303, ja również nie wyobrażam sobie brania kredytu na wakacje. Jeśli mnie nie stać, to nie jadę. W Polsce też jest wiele pięknych miejsc i nie trzeba się zapożyczać, by wypocząć w jakimś urokliwym miejscu. Podobne zdanie mam o kredytach branych na wesele, co jest dla mnie głupim pomysłem, by nowe życie zaczynać zadłużonym tylko dla jednej imprezy.

5

Odp: Życie na kredyt

My tez dalibysmy rade wybudowac dom bez kredytu ( choc trwaloby to dluzej) finanse na to pozwalaja a nawet gdyby cos moglibysmy sprzedac ziemie ktora zapisali nam moi rodzice lub poczekac i sprzedac dom ktory zapisali nam tesciowie ale nie chcemy tego robic, dom i ziemia to nasze zabezpieczenie a poza tym ziemia zawsze jest w cenie

6

Odp: Życie na kredyt
cslady napisał/a:

Zgadzam się z Tobą, ale ci "młodzi, wykształceni z wielkich miast" chyba nie narzekają? Jeśli kogoś stać na apartament, to z reguły stać i na spłaty rat. Raczej słyszy się o tym, że to ludzie, których życie zmusiło do wzięcia kredytu, martwią się potem spłatami. Plus wypadki losowe. Ja np. podlegam pod tę kategorię o młodych i wykształconych, którym zachciało się domu. I dla mnie osobiście (oczywiście w moim przypadku, a nie ogólnie) kredyt to nie jest zło. Pewnie, będę musiała oddać więcej niż wzięłam, ale nie chciałabym czekać jeszcze 5-6 lat zanim będzie mnie stać na połowę domu bez kredytu. Nie chciałam też zaciskać pasa, bo nie po to pracuję, by na co dzień czegoś sobie żałować. Jasne, rozsądnie wydaję pieniądze i nie jestem zakupoholiczką, ale też nie liczę każdej złotówki. Mogłam uniknąć kredytu na różne sposoby, np. sprzedać moje panieńskie mieszkanie, ale chcę je mieć pod wynajem jako zabezpieczenie na emeryturę. O złodziejskich odsetkach swoje sądzę, choć i tak mam całkiem fajny kredyt. Pogodziłam się z tym, że będę musiała więcej dołożyć do domu i to akceptuję. Spora część moich znajomych z racji branży zarabia ponad 10 tys. na rękę, a każde z nich ma kredyt. Wolą sobie spokojnie spłacać swój apartament niż od ręki kupić jakąś kawalerkę w słabej dzielnicy i żyć bez kredytów. Słyszałam wiele razy, że moje i ich podejście jest idiotyczne, bo na własne życzenie wpędzamy się w kredyty, choć moglibyśmy tego uniknąć. Trochę nie rozumiem takich zarzutów, bo mam wrażenie, że ludzie demonizują życie na kredyt uważając, że każdy kredyt zawsze jest czymś złym. No moim zdaniem nie zawsze. Chociaż by nie był czymś złym, to musi być spełniony szereg warunków, m.in. stabilna praca, stabilny dochód na zadowalającym poziomie, a nawet rozsądnie byłoby posiadać jakiś plan awaryjny na wypadek "co by było gdyby".

Kredyt kredytowi nie równy. Jeśli masz dobrze płatną i stabilną pracę to możesz sobie pozwolić na takie ryzyko. Mam świadomość, że patrzę nieobiektywnie na sytuację gdyż nas kupno czy wybudowanie domu ominęło. Teraz po prostu przerabiamy go na własne potrzeby i muszę przyznać, że koszt jest zaskakująco spory.
Pisząc o "młodych....." miałem na myśli ludzi, którzy pomimo braku stabilności dochodów decydują się na ten krok. Wiadomo, że jak kogoś stać to tematu nie ma.

7

Odp: Życie na kredyt

Ja mam kredyt na mieszkanie, ale jak na dzisiejsze czasy dość niski bo nie przekracza 150 tysięcy. Jakoś tak się przyzwyczaiłem do niego, bo rata nie jest wysoka i nie jest nigdy spłacana z bieżących pensji tylko z jakichś dodatków, premii itd. Na dobrą sprawę więc go nie odczuwam. Dużym problemem są raczej wszelkie parabanki oferujące chwilówki i kredyty długoterminowe w zasadzie każdemu. Bo jeśli człowiek ma dobrą historię kredytową to dostanie kredyt w banku, który mimo wszystko zawsze zaoferuje warunki korzystniejsze niż parabank, czy instytucja udzielająca chwilówek. I tak. Jeśli kogoś stać na spłacanie kredytu to czemu nie. Z chwilówek jednak często korzystają ludzie których na to nie stać i jeden kredyt spłacają drugim i tak w kółko (coś jak nasz rząd).

8

Odp: Życie na kredyt

Ja ma kredyt i nie raz się denerwuje czy dam radę spłacać.
Nie rozumiem ludzi którzy biorą pożyczki / kredyt na wakacje a później co po wakacjach?

9

Odp: Życie na kredyt
Nutka 23 napisał/a:

Nie rozumiem ludzi którzy biorą pożyczki / kredyt na wakacje a później co po wakacjach?

My akurat bierzemy sobie pożyczki na wakacje co roku na 12 mcy. Rata średnio wychodzi po 1 200 zł to dla dwóch osób przez 12 mcy nie jest wysiłek ani obciążenie.

10

Odp: Życie na kredyt

Życie na kredyt nigdy nie jest dobrym pomysłem

11

Odp: Życie na kredyt
Full Body Workout napisał/a:
Nutka 23 napisał/a:

Nie rozumiem ludzi którzy biorą pożyczki / kredyt na wakacje a później co po wakacjach?

My akurat bierzemy sobie pożyczki na wakacje co roku na 12 mcy. Rata średnio wychodzi po 1 200 zł to dla dwóch osób przez 12 mcy nie jest wysiłek ani obciążenie.

A nie lepiej zaoszczedzic? Przeciez wtedy moglibyscie wydac na wakacje kwote powiekszona o koszty kredytu.

Raz pojechac na kredyt, to rozumiem, ale co roku swiadomie dokladac sobie kosztow to bledne kolo - zupelnie nieekonomiczne podejscie tongue

12

Odp: Życie na kredyt
Iceni napisał/a:
Full Body Workout napisał/a:
Nutka 23 napisał/a:

Nie rozumiem ludzi którzy biorą pożyczki / kredyt na wakacje a później co po wakacjach?

My akurat bierzemy sobie pożyczki na wakacje co roku na 12 mcy. Rata średnio wychodzi po 1 200 zł to dla dwóch osób przez 12 mcy nie jest wysiłek ani obciążenie.

A nie lepiej zaoszczedzic? Przeciez wtedy moglibyscie wydac na wakacje kwote powiekszona o koszty kredytu.

Raz pojechac na kredyt, to rozumiem, ale co roku swiadomie dokladac sobie kosztow to bledne kolo - zupelnie nieekonomiczne podejscie tongue

Wbrew pozorom nie. Te pożyczki to niewielkie kwoty rzędu 13 - 17 tys. Są rozliczane w ramach rożnych transakcji więc my "fizycznie" ich nie odczuwamy. Ten model kilka lat temu zaproponował nam doradca bankowy i póki co się sprawdza. Faktem jest, że zastrzegł iż to działa bezboleśnie tylko przy niskich wartościach i zdecydowanie odradza takie działanie w przypadku wyższych kwot.
Poza tym odłożyć taką kwotę przez cały rok do 'skarpetki' nie jest tak prosto wbrew pozorom. Kiedyś w ramach testu założyłem subkonto na które miesięcznie wpłacałem jakąś tam symboliczną stówkę. Teoretycznie po 12 mcach powinienem mieć 1200...powinienem bo rok ma 12 mcy w czasie wiele może się stać a pokus jest nie mało oprócz mandatów, opłat manipulacyjnych, szkoły, wycieczek, etc.

13

Odp: Życie na kredyt
gata10 napisał/a:

Życie na kredyt nigdy nie jest dobrym pomysłem

Dlaczego nigdy?

14

Odp: Życie na kredyt
cslady napisał/a:
gata10 napisał/a:

Życie na kredyt nigdy nie jest dobrym pomysłem

Dlaczego nigdy?

Bo wiąże bardziej niż małżeństwo tongue

15

Odp: Życie na kredyt
Iceni napisał/a:
cslady napisał/a:
gata10 napisał/a:

Życie na kredyt nigdy nie jest dobrym pomysłem

Dlaczego nigdy?

Bo wiąże bardziej niż małżeństwo tongue

Niby tak, ale przecież do tego nie odnosi się kategoria "nigdy". Np. mnie kredyt nie wiąże z partnerem. Ot, trochę kłopotów byłoby z uregulowaniem spraw, ale to akurat nic dziwnego. Zawsze się zastanawiałam czy małżeństwa, które razem biorą kredyt, czują z tego powodu większą presję, że związek musi się udać, bo nie ma wyjścia. Niewesoło by mi się żyło z taką świadomością, mimo miłości do partnera. Chociaż nawet gdybym nie miała żadnego mieszkania poza domem, to zawsze mogłabym uciec do rodziców. A kiedy nie ma się nawet jak do nich uciec, to rzeczywiście sporo się kładzie na szali.

16

Odp: Życie na kredyt
Full Body Workout napisał/a:
Iceni napisał/a:
Full Body Workout napisał/a:

My akurat bierzemy sobie pożyczki na wakacje co roku na 12 mcy. Rata średnio wychodzi po 1 200 zł to dla dwóch osób przez 12 mcy nie jest wysiłek ani obciążenie.

A nie lepiej zaoszczedzic? Przeciez wtedy moglibyscie wydac na wakacje kwote powiekszona o koszty kredytu.

Raz pojechac na kredyt, to rozumiem, ale co roku swiadomie dokladac sobie kosztow to bledne kolo - zupelnie nieekonomiczne podejscie tongue

Wbrew pozorom nie. Te pożyczki to niewielkie kwoty rzędu 13 - 17 tys. Są rozliczane w ramach rożnych transakcji więc my "fizycznie" ich nie odczuwamy. Ten model kilka lat temu zaproponował nam doradca bankowy i póki co się sprawdza. Faktem jest, że zastrzegł iż to działa bezboleśnie tylko przy niskich wartościach i zdecydowanie odradza takie działanie w przypadku wyższych kwot.
Poza tym odłożyć taką kwotę przez cały rok do 'skarpetki' nie jest tak prosto wbrew pozorom. Kiedyś w ramach testu założyłem subkonto na które miesięcznie wpłacałem jakąś tam symboliczną stówkę. Teoretycznie po 12 mcach powinienem mieć 1200...powinienem bo rok ma 12 mcy w czasie wiele może się stać a pokus jest nie mało oprócz mandatów, opłat manipulacyjnych, szkoły, wycieczek, etc.

Chcesz sie pochwalic na co cie stac? big_smile
Duzo-nieduzo to pojecie wzgledne. Nie ma najmniejszego znaczenia, czy wydajesz na wakacje 1600 zl czy 16 tys. - tak, czy inaczej jezdzisz na wakacje, na ktore cie w danym momencie nie stac big_smile
No a twoj doradca finansowy ... coz - pracuje sam dla siebie, czy dla banku, w ktorym masz konto?

17

Odp: Życie na kredyt

Sama mam kredyt na mieszkanie, ale równocześnie mam drugie, które stanowi jego równowartość, gdyby więc noga nam się pośliznęła albo zdarzyły się jakiekolwiek sytuacje losowe, to zawsze można je sprzedać. Niemniej nie zawsze tak było. Obecny kredyt potraktowałam jak inwestycję, bo na tę chwilę mieszkanie jest wynajmowane, dzięki czemu rata w większej części pokrywana jest z odstępnego, a w przyszłości to lokum prawdopodobnie otrzyma mój syn.

Osobiście uważam, że dużo lepszym rozwiązaniem jest zaciągnięcie kredytu na mieszkanie niż jego wynajem, choćby dlatego, że nawet mieszkanie z hipoteką zawsze można sprzedać, w ten sposób odzyskując tę część, którą w związku ze spłatą zobowiązania już się wpłaciło. W przypadku wynajmu są to "utopione" pieniądze, czyli już nie do odzyskania.

Nigdy nie zdecydowałabym się na podpisanie umowy na coś, na co mnie w danej chwili nie stać, nawet jeśli spokojnie mogłabym pozwolić sobie na spłatę kolejnych rat, a bez czego mogę się obyć. Do tej listy zaliczam wakacje, drugi samochód, sprzęty domowe, które są snobistyczną fanaberią i tak dalej.
Jednak dzięki pożyczce ratowałabym zdrowie swoje i najbliższych, ale to akurat uważam za dobro nadrzędne.

Kredyt nie musi być złem, pod warunkiem, że potrafi się z tej możliwości korzystać w sposób rozsądny i przemyślany.
Tutaj jako niechlubny przykład mogę podać znajomą, która uważała, że pożyczki/kredyty są po to, aby je brać, zatem brała, ile jej "dali", równocześnie na różne cele. Żyła zdecydowanie ponad stan, zupełnie tego nie kontrolując. Doszło do tego, że zadłużyła siebie samą, swoje dzieci, a nawet prosiła znajomych, aby dla niej (na siebie) brali kolejne zobowiązania. Skutek tego, jak zresztą nietrudno się domyślić, jest opłakany.

18

Odp: Życie na kredyt

Jeszcze trochę (jakies dwa miesiące) i nie będziemy miec z mezem zadnego poważnego zadluzenia, co mnie bardzo cieszy. Cenie sobie stabilność i poczucie bezpieczeństwa finansowego.

Pewnie będzie samochod dla mnie na leasing, ale to w sumie niewielka rata.

19

Odp: Życie na kredyt
Iceni napisał/a:
Full Body Workout napisał/a:
Iceni napisał/a:

A nie lepiej zaoszczedzic? Przeciez wtedy moglibyscie wydac na wakacje kwote powiekszona o koszty kredytu.

Raz pojechac na kredyt, to rozumiem, ale co roku swiadomie dokladac sobie kosztow to bledne kolo - zupelnie nieekonomiczne podejscie tongue

Wbrew pozorom nie. Te pożyczki to niewielkie kwoty rzędu 13 - 17 tys. Są rozliczane w ramach rożnych transakcji więc my "fizycznie" ich nie odczuwamy. Ten model kilka lat temu zaproponował nam doradca bankowy i póki co się sprawdza. Faktem jest, że zastrzegł iż to działa bezboleśnie tylko przy niskich wartościach i zdecydowanie odradza takie działanie w przypadku wyższych kwot.
Poza tym odłożyć taką kwotę przez cały rok do 'skarpetki' nie jest tak prosto wbrew pozorom. Kiedyś w ramach testu założyłem subkonto na które miesięcznie wpłacałem jakąś tam symboliczną stówkę. Teoretycznie po 12 mcach powinienem mieć 1200...powinienem bo rok ma 12 mcy w czasie wiele może się stać a pokus jest nie mało oprócz mandatów, opłat manipulacyjnych, szkoły, wycieczek, etc.

Chcesz sie pochwalic na co cie stac? big_smile
Duzo-nieduzo to pojecie wzgledne. Nie ma najmniejszego znaczenia, czy wydajesz na wakacje 1600 zl czy 16 tys. - tak, czy inaczej jezdzisz na wakacje, na ktore cie w danym momencie nie stac big_smile
No a twoj doradca finansowy ... coz - pracuje sam dla siebie, czy dla banku, w ktorym masz konto?

Nie chwalę się ani się nie wstydzę - mam normalny stosunek do pieniędzy jak wielu innych rzeczy nabytych.
Gdyby mnie nie było stać to byśmy nie jeździli. Zwrot 'w tym momencie' jest abstrakcyjny.
Doradca wykonując swoją pracę nie robi przecież tego dla idei tylko dla zysku. Ja też nie pracuje bo nie mam nic lepszego do roboty, choć swoją pracę lubię i dobrze się w niej czuję.

20

Odp: Życie na kredyt

A co sądzicie o kredytach studenckich? Na początku studiów miałam taki pomysł, by żyć już na własną rękę i m.in. wziąć kredyt, ale rodzice szybko wybili mi go z głowy. Z perspektywy lat uważam, że słusznie, bo i tak byłam w stanie sama się utrzymać. Tzn. rozumiem, że niektórzy nie mają wyjścia, ale jest tylko garstka takich kierunków, które trzeba studiować dziennie, jeśli chce się je skończyć i przy studiowaniu których nie miałoby się czasu na pracę. Jeśli studia są przeciętne, to moim zdaniem nie warto. Tym bardziej, że nie mamy gwarancji, że po studiach znajdziemy pracę i będziemy mieli z czego spłacać. Poza tym przeciętne kierunki mają zwykle swoją wersję zaoczną, więc praca + studia w weekendy to chyba lepsza opcja w takim przypadku. No ale wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Ja wtedy zbyt pochopnie podchodziłam do kwestii kredytu studenckiego. Teraz się cieszę, że go nie wzięłam.

21

Odp: Życie na kredyt
Full Body Workout napisał/a:
Nutka 23 napisał/a:

Nie rozumiem ludzi którzy biorą pożyczki / kredyt na wakacje a później co po wakacjach?

My akurat bierzemy sobie pożyczki na wakacje co roku na 12 mcy. Rata średnio wychodzi po 1 200 zł to dla dwóch osób przez 12 mcy nie jest wysiłek ani obciążenie.

Jak ciebie stać to oki. miałam na myśli ludzi którzy są jak to napisać biedny ledwo żyją od 10 do 10 i biorą kredyt na wakacje.

22

Odp: Życie na kredyt
Nutka 23 napisał/a:

Ja ma kredyt i nie raz się denerwuje czy dam radę spłacać.
Nie rozumiem ludzi którzy biorą pożyczki / kredyt na wakacje a później co po wakacjach?

JA też nie rozumiem takich ludzi,ale jeszcze bardziej nie rozumiem tych którzy wpadają w wir niepotrzebnych kredytów przed Świętami Bożego Narodzenia i Sylwestrem.
Ale w końcu przecież trzeba zrobić wystawne święta i wypasione prezenty oraz bawić się na extra sylwestrze. Martwić się będziemy po.

23 Ostatnio edytowany przez Iris7 (2015-08-10 12:53:28)

Odp: Życie na kredyt
cslady napisał/a:

A co sądzicie o kredytach studenckich? Na początku studiów miałam taki pomysł, by żyć już na własną rękę i m.in. wziąć kredyt, ale rodzice szybko wybili mi go z głowy. Z perspektywy lat uważam, że słusznie, bo i tak byłam w stanie sama się utrzymać. Tzn. rozumiem, że niektórzy nie mają wyjścia, ale jest tylko garstka takich kierunków, które trzeba studiować dziennie, jeśli chce się je skończyć i przy studiowaniu których nie miałoby się czasu na pracę. Jeśli studia są przeciętne, to moim zdaniem nie warto. Tym bardziej, że nie mamy gwarancji, że po studiach znajdziemy pracę i będziemy mieli z czego spłacać. Poza tym przeciętne kierunki mają zwykle swoją wersję zaoczną, więc praca + studia w weekendy to chyba lepsza opcja w takim przypadku. No ale wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Ja wtedy zbyt pochopnie podchodziłam do kwestii kredytu studenckiego. Teraz się cieszę, że go nie wzięłam.

Na kredycie studenckim można nawet zarobić. Wiem, bo zamierzam się niedługo bardziej zainteresować tematem. cool Tylko muszę się jeszcze dokładnie dowiedzieć, czy łapię się na niego, bo są pewne ograniczenia.

Też zawsze byłam przeciwna temu kredytowi, aż do momentu, kiedy dowiedziałam się, że można zarobić. Poza tym, w pewnym momencie życia i tak wezmę kredyt, chociażby na mieszkanie po studiach (chyba mało kto tuż po studiach ma ok 200 tys. na koncie? wink) lub własny interes. A żaden kredyt nie będzie miał mniejszego oprocentowania.

Jeśli będzie konieczność wyprowadzenia się z domu, to jest to dla mnie zawsze jakaś alternatywa, bo z pracą w trakcie roku akademickiego nie jest łatwo. Chociaż nie chciałabym wchodzić w dorosłe życie z kredytem, bo jeśli miesięczną wypłatę tego kredytu (ok 600 zł) wydam na bieżące rzeczy, to nie zarobię. Zarobię przy założeniu, że pieniądze będę odkładać na oprocentowany rachunek oszczędnościowy. A perspektywa skończenia studiów z 30tys. (nawet trochę więcej) na plusie jest całkiem przyjemna. tongue Oczywiście potem trzeba to spłacić, ale jak mówiłam odsetki są bardzo małe, a zysk na czysto wynosi ponad 3tys. Jest o tym bardzo fajna strona, jeśli ktoś chciałby poczytać, to na priv mogę podesłać link. smile Za dużo jest tam tekstu, bym kopiowała tutaj.

24 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-08-23 13:38:58)

Odp: Życie na kredyt
daenerys7 napisał/a:

Na kredycie studenckim można nawet zarobić. Wiem, bo zamierzam się niedługo bardziej zainteresować tematem. cool Tylko muszę się jeszcze dokładnie dowiedzieć, czy łapię się na niego, bo są pewne ograniczenia.

Też zawsze byłam przeciwna temu kredytowi, aż do momentu, kiedy dowiedziałam się, że można zarobić. Poza tym, w pewnym momencie życia i tak wezmę kredyt, chociażby na mieszkanie po studiach (chyba mało kto tuż po studiach ma ok 200 tys. na koncie? wink) lub własny interes. A żaden kredyt nie będzie miał mniejszego oprocentowania.

Jeśli będzie konieczność wyprowadzenia się z domu, to jest to dla mnie zawsze jakaś alternatywa, bo z pracą w trakcie roku akademickiego nie jest łatwo. Chociaż nie chciałabym wchodzić w dorosłe życie z kredytem, bo jeśli miesięczną wypłatę tego kredytu (ok 600 zł) wydam na bieżące rzeczy, to nie zarobię. Zarobię przy założeniu, że pieniądze będę odkładać na oprocentowany rachunek oszczędnościowy. A perspektywa skończenia studiów z 30tys. (nawet trochę więcej) na plusie jest całkiem przyjemna. tongue Oczywiście potem trzeba to spłacić, ale jak mówiłam odsetki są bardzo małe, a zysk na czysto wynosi ponad 3tys. Jest o tym bardzo fajna strona, jeśli ktoś chciałby poczytać, to na priv mogę podesłać link. smile Za dużo jest tam tekstu, bym kopiowała tutaj.

Jeśli rzeczywiście da się zarobić, to fajnie. W sumie na początku studiów aż tak się nie interesowałam tym tematem, żeby dokładnie przeliczyć, więc być może odniosłam mylne wrażenie, że nie warto brać. Niemniej jednak, wtedy moim koronnym argumentem "przeciw" był strach, że nie będę miała pracy od razu po studiach, bo różnie bywa. Nasłuchałam się wtedy mnóstwa opinii jak to po studiach nie można znaleźć pracy i bałam się, że wpadnę w tarapaty nie mając z czego spłacać. Gdybym wówczas mogła przewidzieć trochę przyszłość albo gdybym była bardziej pewna siebie, to wzięłabym ten kredyt.

25

Odp: Życie na kredyt
Chillgressive napisał/a:

Sam szczęśliwie kredytu nie mam bo tak gospodarujemy aby nie musieć wpaść w tą sieć banksterskich pułapek kredytowych. Gwoli ścisłości dla mnie kredyt to kwota powyżej 500 000 zł , poniżej to pożyczka. Jednak do życia na kredyt wielu wpędza się samych a nie dlatego, że im życie nóż do gardła podstawiło. Ile teraz "młodych, wykształconych z wielkich miast" pokupowało sobie domki, apartamenty czy inne deweloperskie cuda po to aby być w "towarzystwie". [...] Na naszej ulicy jest kilkanaście domów, tylko nasz i dwa inne mają czyste hipoteki i nie są niczym obciążone. Reszta rezydencji ale Kalifornia to jeden wielki kredyt.

Chillgressive napisał/a:

Mam świadomość, że patrzę nieobiektywnie na sytuację gdyż nas kupno czy wybudowanie domu ominęło. Teraz po prostu przerabiamy go na własne potrzeby i muszę przyznać, że koszt jest zaskakująco spory.

O jak to fajnie się wymądrzać będąc w tej nielicznej grupie społeczeństwa, która mieszkanko czy domek odziedziczyło czy dostało od rodziny lol Reszta zaś taka głupia, że stara się to mieszkanie czy dom zdobyć...
Kredyt na cele mieszkaniowe jest po prostu najsensowniejszym rozwiązaniem dla tych wszystkich, którzy nie trzymają na koncie wolnej pół bańki. Odkładanie z pensji? Bardzo rozsądne jak się mieszka z mamusią i tatusiem ale wystarczy, że się jednak mieszkanie wynajmuje, a nie jest to koszt mały i nagle ilość możliwych pieniędzy do odłożenia spada. No i jak ktoś wspomniał pieniądze wydane na wynajem, to pieniądze wyrzucone w błoto. Po 10 latach wynajmowania wydało się tyle ile wydało by się w tym czasie na spłacanie kredytu, a mieszkania nadal nie ma... Odkładanie pieniędzy ma sens kiedy odkłada się pieniądze na wkład własny, którego zresztą banki coraz częściej żądają.

26

Odp: Życie na kredyt
Martainn napisał/a:

Ja mam kredyt na mieszkanie, ale jak na dzisiejsze czasy dość niski bo nie przekracza 150 tysięcy. Jakoś tak się przyzwyczaiłem do niego, bo rata nie jest wysoka i nie jest nigdy spłacana z bieżących pensji tylko z jakichś dodatków, premii itd. Na dobrą sprawę więc go nie odczuwam. Dużym problemem są raczej wszelkie parabanki oferujące chwilówki i kredyty długoterminowe w zasadzie każdemu. Bo jeśli człowiek ma dobrą historię kredytową to dostanie kredyt w banku, który mimo wszystko zawsze zaoferuje warunki korzystniejsze niż parabank, czy instytucja udzielająca chwilówek. I tak. Jeśli kogoś stać na spłacanie kredytu to czemu nie. Z chwilówek jednak często korzystają ludzie których na to nie stać i jeden kredyt spłacają drugim i tak w kółko (coś jak nasz rząd).

Ej, chwilówki są spoko! big_smile Znaczy, ja od jakiegoś czasu mam odłożone trochę w banku na nieprzewidziane wydatki (ostatnio się zmniejszyło, bo musiałam kupić nowy laptop, chlip), ale zanim zaczęłam utrzymywać się całkiem sama, to było tak, że dostawałam określoną kwotę od rodziców, a sama pracowałam np. przez kilka miesięcy, potem mi się odechciewało albo tak jak teraz (ile zrobię, tyle dostanę), tylko znacznie mniej, ot, żeby dorobić. I zdarzyło się (dokładnie 3 razy tongue), że brałam chwilówkę, jeśli pojawiło się nagle coś, CZEGO NATYCHMIAST CHCIAŁAM. Raz to był nowy telefon, raz wycieczka w super cenie, raz właściwie nic konkretnego - zebrały się różne pierdoły. A że akurat wypadało to po miesiącach pod hasłem "nie chce mi się pracować", to miałam kasy na tyle, żeby żyć bez oszczędzania, ale nie na to, żeby wywalić jednorazowo do 1000 zł. I wtedy właśnie chwilówka była idealna, bo są te, w których oddajesz tyle, ile pożyczasz za pierwszym razem, więc wzięłam i po prostu musiałam trochę więcej pisać w danym miesiącu, żeby bez problemu na początku następnego spłacić. Owszem, mogłam pożyczyć od mamy czy dziadka, ale po co. Mama by marudziła, że głupia jestem, jak na takie bzdury, a dziadek by nie przyjął zwrotu. big_smile Chwilówki pewnie mogą być koszmarem, ale wtedy, kiedy bierze je ktoś, kto nie ma z czego spłacić. Jak wiesz, że masz, są najlepsze.

Teraz już pewnie nie będę z nich korzystać, bo odłożyłam sobie trochę, ale to wyłącznie zasługa mojej dobrze płatnej pracy z zeszłego roku. Jakbym jej nie miała, to i tak np. musiałabym kupić w lipcu nowy laptop, bo na nim zarabiam, więc to nie fanaberia. A mając do wyboru rozwiązanie yyy... tego czegoś w generali, co się płaci co miesiąc (polisa...? nie wiem, mama ogarniała big_smile) albo wzięcie nawet kilku chwilówek i zapierdzielania przez miesiąc, wybrałabym to drugie.

27

Odp: Życie na kredyt

Czy w dzisiejszych czasach jest ktoś kto nie żyje na kredyt? Sama co prawda kredytu hipotecznego nie mam ale dosć często muszę korzystac z chwilówek - nie jest to oczywiście moje marzenie no ale co zrobić? Trafiłam raz na firmę lendon - nie zawiodłam się i do tej pory korzystam z ich pomocy w trudnych sytuacjach. Sama bym odradzała branie takich kredytów ale wiem, że jak mam z czego spłacać to mogę wziąć na "chwilę".

28

Odp: Życie na kredyt

Każdy jest kowalem swojego losu, gorzej gdy odbija się to na innych.

Kiedyś moja mama miała koleżankę, która żyrowała komuś kredyt, a potem musiała spłacać cudzą pożyczkę. Miałam znajomych - gość rozpił się, zaczęli się zadłużać, a rodzice przejęci sytuacją płacili za ich mieszkanie, w znacznym stopniu utrzymywali ich dziecko, bo no co?... wnuczkowi pozwolisz, by krzywda się działa? Inny znajomy - zarabia dużo pieniędzy, ale de facto ich nie ma, bo co zarobi, to musi spłać a to kredyt na mieszkanie, albo samochód, albo coś tam. Pieniądze cały czas są w obiegu, gdy pojawia się nieprzewidziana sytuacja , to ma problem, by płacić, a często musi używać karty debetowej.
Owszem dla niektórych kredyt jest dobrym rozwiązaniem - moi znajomi kupili sobie mieszkanie, kiedy jeszcze były dość tanie, a potem kupili drugie mieszkanie na kredyt, przy czym to drugie przeznaczyli na wynajem, więc pieniądze z wynajmu pokrywają koszt kredytów obu mieszkań.

29

Odp: Życie na kredyt

Eileen nie napisałem, że chwilówki są złe. Wielu ludzi je biorących są nieodpowiedzialni. Ja też korzystałem z chwilówek, ale wiedziałem, że je za parę dni spłace. A ludzie biorą i z góry wiedzą, że nie spłacą. Dlatego dziwią mnie czasami te narzekania, że są takie złe. Jak się spłaca w terminie to nie są złe.

30

Odp: Życie na kredyt

Ja też brałam kilka razy chwilówki jak mi coś wypadło i spłacałam.
Nie każdy ma na koncie odłożone pieniążki w razie nieprzewidzianych wydatków.
Wolałam to niż  prosic kogoś żeby mi pożyczył.
Tam przynajmniej nikt łaski nie robi  bo zarabiają na tym.

31

Odp: Życie na kredyt

uznaję tylko jeden kredyt - na zakup mieszkania/domu
mam nadzieję, że innych nie będę musiała nigdy brać, tym bardziej żadnych konsumpcyjnych heh

32

Odp: Życie na kredyt

Najlepiej nie brać kredytów wcale. Jeżeli jest chwilowa potrzeba, ostatnio modne stały się chwilówki za darmo. To dobre rozwiązanie pod warunkiem, że pieniądze na spłatę na pewno się znajdą. Ludzie często pogrążają się przez chwilówki. W wielu przypadkach możliwa jest konsolidacja chwilówek, jednak nie każdy wie o istnieniu takiej opcji.

33

Odp: Życie na kredyt

Jeśli chodzi o mnie to unikam i pewnie będę unikać kredytów jak ognia.
Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji ze biorę na ten przykład kredyt na mieszkanie po czym przytrafia mi się nieszczęśliwy wypadek i wszystko tracę bo jak wiadomo w życiu jest różnie.
Tym bardziej warto dodać że w moim mieście trzeba wziąć kredyt o wysokości minimum 200tys aby myśleć o jakimkolwiek mieszkaniu, nie wspominając o czymś lepszym.
A wszelakie chwilówki czy providenty działają na mnie jak płachta na byka, jak mnie na coś w danej chwili nie stać to tego nie kupuję i tyle w temacie.

34

Odp: Życie na kredyt
Tom94 napisał/a:

Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji ze biorę na ten przykład kredyt na mieszkanie po czym przytrafia mi się nieszczęśliwy wypadek i wszystko tracę bo jak wiadomo w życiu jest różnie.

To tak na szczęście nie działa. Sporo jest racji w tym, co napisałeś, ale to nie jest tak, że kupując mieszkanie na kredyt, to w przypadku niemożliwości jego spłacania tracisz wszystko. Po pierwsze można się od takiej sytuacji ubezpieczyć, po drugie zwykle wymagany jest wkład własny, po trzecie bank z egzekucji nieruchomości ma prawo odebrać tylko to, co zostało pożyczone (oczywiście wraz dodatkowymi kosztami, które w takiej sytuacji się pojawiają), a resztę ma obowiązek Ci oddać. Oczywiście bankowi nie będzie zależeć, aby mieszkanie sprzedać korzystnie, ale zawsze możesz pójść na ugodę i szukać innych rozwiązań, na przykład samemu je sprzedać.

Niemniej, cokolwiek by nie powiedzieć, zawsze lepiej niż je mieć - jest kredytów nie mieć smile. Z drugiej strony, gdybym miała wybierać czy mieszkanie wynajmować, czy jednak zdecydować się na kredyt, to pod każdym względem wygrywa druga opcja.

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026