Jestem zakochana po uszy... spotykamy się od kilku miesięcy. Zaczęliśmy jak on był jeszcze z kimś, nie będę teraz pisać co było i jak było, bo to, bez sensu... w każdym razie ja kilka razy rezygnowałam, bo on wciąż powtarzał, ze chce być sam... i wtedy jak ja robiłam w tył zwrot to on nagle mnie kochał i chciał spróbować... próbować, ale... wyjazdy na weekendy, gdzie wiem, ze nie był sam, wizyty u byłej dziewczyny w ważnych dla mnie dniach... kolejne kłamstwa, których już nawet nie zliczę... chyba sam się z nich gubi... pytany o sylwestra wciąż mówi, nie wiem... jak można nie wiedzieć czy chce się z kimś pędzić taki wieczór... czuję się upodlona i bez radości... ale wciąż czekam, ze to się zmieni... potrzebuję siły, której nie mam, żeby to zakończyć, jak można żyć wciąz nie wiedząc jak jest... nie daję rady pracować, spotykać się ze znajomymi, bo wciąż myślę o nim... wciąż zastanawiam sie jak to będzie... Jak coś doniego dotrze, że ja mam dość to nagle jest super... spędzamy razem czas, śmiejemy się, przytula, całuje, pokazuje że jestem ważna... a jak ja znów zaczynam wierzyć, ze może być dobrze, to się odwarca, jest zimny i arogancki... nie radzę sobie z tym...
Mam 28 lat i chcę być po prostu kochana, wiem, że to śmieszne, ale boję się , że zostanę sama i już nigdy nie spotkam kogoś, z kim zbuduję wartościowy związek... jak mam sobie dać spokoj z kimś kto wciąż kłamie i wciąz bawiu się moimi emocjami...
czuję się upokorzona i pozbyta własnej wartości...
nie wiem czemu akurat tutaj pisze to wszystko.. po prostu potrzebuję pomocy... dajcie mi siłę, której tak mi brak...
jak sobie poradzić po rozstaniu? jak życ i nie dzwonic, nie pisać, jak zapomnieć... nie umiem tego zrobić... Nie potrafię zakończyć tej znajomości, bo wiem, że nie będę miała siły, żeby się odciąć, a bardzo bym chciała...