Mam wszystkiego dość, ciągle płaczę. Ten człowiek mnie wykańcza.
Mam 24 lata. Mieszkam z ojcem, ponieważ umarli jego rodzice, z którymi całe życie mieszkał (małą przerwą był związek z moją mamą).
W dzieciństwie spędzałam z nim 2 dni w tygodniu i tydzień wakacji. Nigdy nie mieliśmy bliskiego kontaktu. Całe życie pił, dla mnie był oschły. Pomagał finansowo ile mógł (raczej ile babcia mogła). Od kilku lat jest na rencie,bo zachorował. Ma tej renty 600 zł, bo część zabiera mu komornik. Mi na życie daje 500 zł.
Ciągle na mnie krzyczy, ubliża mi. Jeśli czasami wyjdę gdzieś z koleżankami i wrócę później, to wyzywa mnie od ku..., że pewnie się puszczam za pieniądze. Ciągle ma jakieś zachcianki, chce jeść wszystko co najdroższe i nie rozumie, że mnie po prostu na to nie stać. Czepia się naprawdę bez powodu, wyzywa. Podejrzewam, że gdyby miał więcej siły to by mnie bił. Raz się wyprowadziłam, ale wróciłam, bo i tak musiałam go utrzymywać. Nie dałam zapłacić za stancję i za jego zachcianki.
Ja też nie jestem święta, chyba zwariowałam. Ciągle jestem zdenerwowana i nienawidzę jak on się do mnie odzywa. Też często podnoszę głos. Nie daję już sobie z tym rady.
Bardzo chciałabym się wyprowadzić i całkowicie zerwać z nim kontakt, ale coś mnie hamuje. Chyba boję się wyrzutów sumienia gdyby coś się stało. Często mam ochotę po prostu się zabić i mieć spokój z tym wszystkim.
Chciałam się tylko wygadać, bo chyba nikt mi nie może pomóc ![]()
Podobne tematy
Według mnie warto zastanowić się na d własnym życiem. Czy faktycznie chcesz tak dalej żyć. Wydaje mi się , że nie. Zostaw ojca i układaj sobie życie. Powodzenia.
Oczywiście, że nie chcę tak żyć. Ale nie mogę się przemóc, żeby go zostawić samego, on nie ma nikogo oprócz mnie. Chociaż nie robi to na nim wrażenia
a ja ciągle mam w głowie, że jak się wyprowadzę, to coś mu się przeze mnie stanie.
Namaste, Twój ojciec jest dorosły, nie potrzebuje opiekunki. A Ty weszłaś w rolę jego matki. Zostaw go, niech sam rządzi za 500 zł miesięcznie i zacznij własne życie. To on odpowiada za swoje życie, nie Ty.
Też mam ojca alkoholika. Ma przerwy, że raz pije a raz nie. Nienawidzę go za to. Też wyzywa, czasem z nożem skakał i sie do mnie dobierał. Każdy mówi, że najlepiej się wyprowadzić, ale to tak łatwo się mówi. Ja się wyprowadzę jak wyjdę za mąż. Chcesz to możemy na priv pogadać.
Lucinda, dziękuję, to bardzo mądre co powiedziałaś. Jednak jest we mnie jakiś irracjonalny lęk, np. że on umrze i nikt go nie znajdzie (?) Chcę się wyprowadzić i całkowicie zerwać z nim kontakt, ale nie umiem znaleźć w sobie siły.
Niki, chciałam wysłać do Ciebie e-mail, ale masz zablokowaną tę opcję.
To na początek po prostu się wyprowadź i odwiedzaj go np. raz w tygodniu, potem stopniowo coraz rzadziej, potem tylko dzwoń, potem całkiem zerwij kontakt. Ojciec nie mieszka pewnie na odludziu, w razie czego sąsiedzi zaalarmują policję, że np. nie widać go od paru dni. Wbrew pozorom to dosyć częsta sytuacja.
Mam wszystkiego dość, ciągle płaczę. Ten człowiek mnie wykańcza.
Mam 24 lata. Mieszkam z ojcem, ponieważ umarli jego rodzice, z którymi całe życie mieszkał (małą przerwą był związek z moją mamą).
W dzieciństwie spędzałam z nim 2 dni w tygodniu i tydzień wakacji. Nigdy nie mieliśmy bliskiego kontaktu. Całe życie pił, dla mnie był oschły. Pomagał finansowo ile mógł (raczej ile babcia mogła). Od kilku lat jest na rencie,bo zachorował. Ma tej renty 600 zł, bo część zabiera mu komornik. Mi na życie daje 500 zł.
Ciągle na mnie krzyczy, ubliża mi. Jeśli czasami wyjdę gdzieś z koleżankami i wrócę później, to wyzywa mnie od ku..., że pewnie się puszczam za pieniądze. Ciągle ma jakieś zachcianki, chce jeść wszystko co najdroższe i nie rozumie, że mnie po prostu na to nie stać. Czepia się naprawdę bez powodu, wyzywa. Podejrzewam, że gdyby miał więcej siły to by mnie bił. Raz się wyprowadziłam, ale wróciłam, bo i tak musiałam go utrzymywać. Nie dałam zapłacić za stancję i za jego zachcianki.
Ja też nie jestem święta, chyba zwariowałam. Ciągle jestem zdenerwowana i nienawidzę jak on się do mnie odzywa. Też często podnoszę głos. Nie daję już sobie z tym rady.
Bardzo chciałabym się wyprowadzić i całkowicie zerwać z nim kontakt, ale coś mnie hamuje. Chyba boję się wyrzutów sumienia gdyby coś się stało. Często mam ochotę po prostu się zabić i mieć spokój z tym wszystkim.
Chciałam się tylko wygadać, bo chyba nikt mi nie może pomóc
Z własnego doświadczenia (mój ojciec też jest alkoholikiem i musiałam zajmować się rodziną jako dziecko) radzę Ci - wiej. Twój ojciec jest dorosły, cokolwiek się z nim stanie - to na jego odpowiedzialność wyłącznie. Nawet jeżeli to brzmi okrutnie - jeśli chcesz uratować siebie, musisz go zostawić, on ci pożera twoje własne życie.
Jeśli nadal z nim zostaniesz, dopadnie cię syndrom "współuzależnienia" (poczytaj - DDA - współuzależnienie), a z tego nie łatwo wyjść. Wiem, bo sama jestem "współuzależniona" choć wcale nie pije, nie ćpam ani nic z tych rzeczy.
10 2015-08-18 05:50:44 Ostatnio edytowany przez Monar (2015-08-18 05:51:31)
Mój ojciec również jest alkoholikiem, matka toksyczna choleryczka, którą - choćbyś po stopach calował - wciąż będzie z ciebie niezadowolona. Po którejś z kolei awanturze, gdy ojciec powymieniał zamki w drzwiach i musiałyśmy wezwać policję, wyprowadziłam się. Sama. W wieku 17 lat.
Uciekaj od niego jak najszybciej, nie masz obowiązku sprawować nad nim opieki, zwłaszcza, gdy robi ci coś takiego. Nikt nie ma prawa cię krzywdzić, obojętnie, czy to twój ojciec czy kolega. Zadbaj w końcu o siebie, pomyśl o sobie samej w pierwszej kolejności, nie o nim. Trzymam za ciebie kciuki.
Mój ojciec też był alkoholikiem, w dodatku tyranem i znęcał się psychicznie nad całą rodziną (najbardziej na mnie i mamie), efekt jest taki że ze mną nie jest w porządku pierwsze myśli samobójcze w wieku 15 lat, brak kolegów brak znajomych nigdzie nie wychodze z nikim sie nie spotykam, wydaje mi sie ze jestem dziwakiem i nie potrafie odnaleźć się w tym świecie. Nie wiem jak to sie skonczy ale nie zmierza w dobrym kierunku, dlatego jesli masz okazje to uciekaj od niego jak najdalej, póki nie jest za późno.
Cześć.
Wiesz, spędziłam pół życia na terapiach, żeby nauczyć się myśleć asertywnie i przestać się obwiniać za alkoholizm mojego ojca.
Nie nienawidzę go już, choć zmarnował moje życie, skrzywił spojrzenie na wiele rzeczy. Prędko zmarł, ale czułam się, jakby dalej żył i mnie prześladował.
Dziś już tego nie odczuwam, a nawet mu współczuję, bo ciężko miał w życiu.
Nie warto nienawidzić. Możesz wziąć życie w swoje ręce, zadbać o swoje szczęście.
To dla Ciebie szansa. Ojciec jest dorosły, poradzi sobie. Może go to ruszy i zastanowi się nad sobą?
A jeśli nie, to przynajmniej uratujesz siebie. Nie miej wyrzutów sumienia.