hej dziewczyny, są święta i zupełnie nieodpowiedni czas na takie wyznania, ale w zasadzie chciałam się wyżalić. Mam bardzo trudne relacje z bratem, chyba go nienawidzę za całą krzywdę, którą mi wyrządził i to głownie słowem...
On jest ode mnie sporo starszy. Ma już żonę, córkę. Gdy byłam mała bardzo mnie kochał. Nie chcę pisać, że zmieniła go dziewczyna (obecna żona), ale może trochę tak jest. Pamiętam sytuację kiedy poszłam do niego do pokoju oglądać telewizję i zjadłam klilka takich płatków z nadzieniem. Zrobili mi wtedy straszną aferę, oczywiscie wyolbrzymili to, miałam wtedy 5 lat. Z kolei mój brat, który miał wtedy około 20 zabrał mi takiego misia z magnesami w rączkach, który drugi brat kupił mi w Paryżu i dał go tej dziewczynie. Wiem, że to głupie, ale to zapamiętałam jako dziecko i to mnie wtedy bolało. po kilku latach mój brat wsiadł z pijanym kolegą do samochodu, mieli wypadek, cudem przeżył, teraz nie rusza prawą ręką. Na początku zmieniło go to na lepsze, ale później było coraz gorzej. Wziął ślub z tą dziewczyną, nie dogadywał się z teściami (mieszkali razem), potrafił swojej żonie nawyzywać od kur@ew za co teściowie wyrzucili go z domu. Facet w wieku ok 30 lat zamieszkał znów z rodzicami i rodzeństwem w trzypokojowym mieszkaniu. To był koszmar. Ciągle pił, robił awantury na podwórku, sąsiedzi nie wzywali policji tylko dlatego, że znali go od dziecka, przychodził z rozbitą głową. W końcu wynajęli z żoną mieszkanie. Nawet tej żony mi nie szkoda, bo ona jest jego warta, jest naprawdę podła, wyciąga najbardziej intymne szczegóły, wykorzystuje to w kłótni. On przynajmniej się na nią nie skarży, ona wręcz przeciwnie - opowiada komu się da - wyzywając go od ch... itd. Ma pretensje, że on się ogląda za gówniarami w moim wieku, ale kiedy byli razem przed ślubem 10 lat, to na wakacje się niby rozchodzili - ona się puszczała z kim chciała, on też, a po wakacjach się schodzili. Dopiero jak to piszę to widzę jaka to patologia. Przy tym nikt by mojego brata nie posądził o cokolwiek złego, skończył studia, ona też, mają dobrą pracę, on jest inteligentny, ma dużą wiedzę, interesuję się polityką, przy tym wszystkich uważa za głąbów.
Każde święta to dla mnie masakra, chcę jak najszybciej wyjść z domu - iść do chłopaka, bo wiem, że mój brat będzie ze mnie drwił.
Opiszę Wam dwie sytuacje. Po maturze poszłam na prawo, jednak zrozumiałam, że to mnie nie interesuje, tęskniłam głownie za mamą, bo studiowałam daleko od domu, poza tym wykańczały mnie sprawy finansowe. To zaważyło na mojej rezygnacji. Oczywiście nikt nie był zadowolony, ale nikt nie dał mi tego wprost odczuć. Nawet mój ojciec, który jest bardzo skąpy, a w zasadzie to wyrzucił pieniądze w błoto. Tylko mój brat, przyjechał kiedyś na obiad z żoną. I się zaczęło: wyzwiska, że zmarnowałam życie, że nic nie osiągnę, to tylko delikatne przykłady. Nawet nie chcę tego pisać, bo jest mi przykro. Siedziałam wtedy przy tym stole i łzy ma kapały po policzkach, a ten jeszcze bardziej się nakręcał (wtedy sobie pomyślałam, że on nie ma uczuć), słyszał go chyba cały blok. Wyzywał mnie od darmozjadów, choć przecież on mnie nie utrzymywał.
To co stało się dziś zupełnie mnie dobiło. Okazało się, że do jego pracy przyszła nowa dziewczyna - mój największy wróg. Gdy była w gimnazjum ona się nade mną znęcała. Wierzcie mi, naprawdę wypłakałam przez nią morze łez. Straszyła mnie, że mi podpali włosy, że je obetnie. No masakra. Nic się nie dało z tym zrobić. Dyrektor już nie mógł tego słuchać. Teraz ona jest najlepszą przyjaciólką mojego brata. Leci na nią jak na każdą młodą. Zaczął tłumaczyć, że ona miała taką trudną sytuacją rodzinną, bo rodzice się rozwiedli (moi też!), wyszło że to moja wina. W dodatku powiedziała, że chodziła z moim chłopakiem, ale zostawiło go bo nie było z nim przyszłości. Ja wiedziałam o tej historii od mojego chłopaka. Mówił, że spotykał sie z nią w przeciągu dwóch tygodni, może ze dwa razy się pocałowali - i to wszystko. Nawet jak się mijają to nie mówią sobie cześć. Ale on oczywiście chciał mi sprawić przykrość. W dodatku jego żona każdemu kto przyszedł na kolację, musiała wykrzykiwać, że nowa koleżanka jej męza, chciała jej szwagierce podpalić wlosy i się smiała. Dzięki niej śmiała się ze mnie cała rodzina. W końcu powiedziałam, zeby już przestała i może coś innego zapamiętała z opowiadań tej dziewczyny. Wtedy ona się obraziła. Ja wyszłam z domu bo nie mogłam tego znieść. A moj brat powiedział, że czepiać mogę się jego a nie jego żony. Szkoda, że nie wie jak bardzo ona na niego nadaje.
Nie wiem czy jestem przewrażliwiona. Mój brat jest po prostu wredny i podły. Ja tego nie wyolbrzymiam. Może nie umiem tego jasno przedstawić, ale było dużo więcej sytuacji, w których wykazał się tymi cechami wobec mnie. Wolałabym go nie widzieć w święta, ale czy to metoda, żeby mieć spokój?
Tylko proszę, jeśli chcecie mnie skrytykować, to w delikatny sposób, gdyż dziś to chyba wszystko doprowadzi mnie do łez.
1 2014-12-25 01:20:28 Ostatnio edytowany przez margaret09 (2014-12-25 01:26:50)
Podobne tematy
A ja cię wcale nie zamierzam krytykować
Trochę cię rozumiem.
Najlepsze wyjście według mnie - zacisnąć zęby i wytrzymać aż będziesz mogła się wyprowadzić i uświadomić sobie, że wtedy już nic ci nie będą mogli zrobić, a ich gadanie jest g... warte.
Stałaś się takim kozłem ofiarnym swojego brata i niestety pewnie mu to nie minie...
Czy Twoja mama nie staje w Twojej obronie, pozwala bratu, żeby ten Cię dręczył? Jak to możliwe, że bratowa pozwala sobie na kpiny z Ciebie, a reszta rodziny śmieje się z tego powodu? Aż trudno uwierzyć, zwłaszcza, że ostatnia sytuacja miała miejsce dzisiaj tzn. podczas wigilii? Może watro jej uświadomić, że skoro przychodzi z wizytą do cudzego domu, to niech się liczy ze słowami i nie obraża domowników. Masz jeszcze jednego brata, jakie masz a nim układy, czy nie zwraca uwagi bratu? Uważam, że przede wszystkim powinnaś porozmawiać z mamą, zwrócić jej uwagę, że brat przekracza granice, że czujesz się udręczona i oczekujesz od mamy jakiejś reakcji. Dobrze byłoby, gdybyś zdecydowała się jednak na podjęcie jakiś studiów, mogłabyś wyjechać z domu i odpocząć od tej ciężkiej atmosfery. Spróbuj go też unikać i ignorować. Nie musisz przecież siedzieć z nimi przy stole. Teraz, w czasie świąt trudno będzie Ci tego uniknąć, ale w przyszłości możesz wychodzić, gdy on się zjawia. Piszesz, że rodzice są rozwiedzeni. Tato nie może ci pomóc, może z nim spędzisz święta? Dałoby to może mamie do myślenia.
4 2014-12-25 10:11:02 Ostatnio edytowany przez margaret09 (2014-12-25 11:52:02)
Już odpowiadam. Ja zaczęłam studia. Jestem na drugim roku. Teraz przyjechałam na święta. Ojciec mówi, żebym się nie przejmowała. A mama po prostu nie chce kłótni, szczególnie w święta. Jak wtedy brat przyjechał, kiedy rzuciłam te studia, to strasznie krzyczał. Mama powiedziała, żeby nie krzyczał. A on do niej z pyskiem, że jeszcze nawet nie zaczął. Mama chcę mi pomóc, ale tak naprawdę nikt jej nie słucha. W święta ona się namęczy, narobi, a oni wszystko zjedzą, a później idą do kolegi pić. Mama mnie broni, ale jak ich trzech i jeszcze żona tamtego się zbierze, to ją zakrzyczą.
Nie mogę nic powiedzieć bratowej, bo brat by mnie zabił. Kiedyś obraził się, że nie przyjechałam na urodziny ich córki i się do mnie nie odzywał. Wszystkim na mnie gadał. Ale to, że jego nie było na mojej komunii, która jest raz w życiu, to nie pamiętał.
Mnie on się czepia o wszystko. Nawet o to, że powinnam wrócić wcześniej ze szkoły i pomóc mamie. I tak jej pomagam jak mogę. Kiedyś też była sytuacja, że przyjechał w wigilię, zdjął koszulę i powiedział, żebym mu uprasowała. To nie ma żony? W ogóle ja mam czterech braci. Wśród nich jest taka tendencja, żeby mi dokuczać. Może nie aż tak, ale inni też potrafią powiedzieć, że uczyłam się wszystkiego na pamięć, ale nie jestem inteligentna, że po swoich studiach na pewno nie znajdę pracy. To jest takie ciągłe poniżanie. Tylko jeden mój brat - wiedział o całej sytuacji i powiedział tamtemu, żeby się ode mnie odpier***ł, ale to pomogło tylko na jakiś czas.
Jeżeli chodzi o sytuację z tamtą dziewczyną, to miałam nadzieję, że będzie trzymał stronę siostry, a nie jej prześladowczyni. O tamtej sprawie przez tyle lat oprócz mamy nikt nie wiedział, a dzięki bratowej - wie teraz każdy.
Faktycznie, znalazłaś się w trudnej sytuacji. Wygląda na to, że dostałaś w rodzinie rolę chłopca do bicia, a bracia bawią się Twoim kosztem i być może leczą w ten sposób swoje kompleksy. Myślę jednak, że cała nadzieja jest w Twoich rodzicach. Porozmawiaj z każdym z osobna, powiedz to co tutaj napisałaś, opowiedz o traumie jaką zafundowała Ci tamta dziewczyna i jak się czujesz, gdy brat z żoną kpią z Ciebie w związku z tamtymi wydarzeniami, przedstaw konkretne sytuacje, gdy brat/bracia znęcają się nad Tobą. Zasugeruj rodzicom poważną rozmowę z braćmi, wręcz wymuś ją na nich, nie daj się zbyć jakimś "nie przejmuj się". Może mają jeszcze na nich jakiś wpływ. Wykłócanie się w momencie, kiedy już dochodzi do rodzinnych spotkań i słownych napaści na Ciebie, nie ma sensu, choć mama zawsze powinna ukrócić takie zachowania, a i Ty też możesz się odciąć i odpowiedzieć. Trudno, żebyś siedziała ze spuszczoną głową pochlipując z żalu gdy inni po Tobie jadą. Ze swojej strony możesz ograniczyć do minimum spotkania w gronie rodzinnym. Pretensjami brata nie przejmuj się, nie musisz utrzymywać z nim kontaktów.
Bratowej, która kpiła z Ciebie, powiedziałabym, żeby raczej uważała na swoje włosy, bo owa panienka leci na jej męża z wzajemnością. Wiem, złośliwe, ale może spuściłaby z tonu. Co znaczy, że brat by Cię zabił, gdybyś coś powiedziała jego żonie, pobiłby Cię? a Ty złożyłabyś doniesienie na policji.
Margaret, na tyle Ci dowalą, na ile sobie pozwolisz. Ogranicz wizyty w domu, mamę poproś, żeby organizowała spotkania z synami, gdy Ciebie nie ma (któryś z nich jeszcze mieszka w domu rodzinnym?), w ostateczności gdy zostaniesz tak osaczona po prostu wyjdź z domu, do chłopaka, koleżanki czy po prostu na spacer.
Kochana, po pierwsze nie zamierzam Cie krytykowac. Jedyne, co chce Ci powiedziec to jest - nie przejmuj sie. Tak, wiem, brzmi to idiotycznie i banalnie, ale nie mozesz pozwolic, zeby taki czlowiek (nawet jezeli jest Twoim bratem) mial taki wplyw na Twoje zycie. To wszystko co on mowi, robi, jak sie zachowuje kiedys do niego wroci. Zycie mu odplaci. Fakt, ze sa swieta i ze nie chcesz robic przykrosci mamie nie pokazujac sie w domu, nie oznacza, ze musisz sie godzic na takie traktowanie. Uwazam, ze nie masz obowiazku pojawiania sie na urodzinach ich corki jezeli tak spotkania maja wygladac. Uwazam tez, ze nie mozesz pzejmowac sie opiniami ludzi, oczernianiem, plotkami - jezeli ktos, kto Cie zna, wierzy w te brednie - to jest idiota a na takich ludzi jest szkoda czasu, zdrowia i energii. Ludzie, ktorzy Cie znaja i ktorzy sa madrzy, bede wiedzieli jaka jest prawda i sami beda wyciagac obiektywne wnioski. Masz dwa rozwiazania: nie spedzac swiat w takim gronie albo siedziec przy stole i ich kompletnie ignorowac. Owszem, przywitac sie mozna, itp. ale w momencie kiedy pol stolu robi sobie z Ciebie ponizajacy pojazd to nie reagowac, nie odpowiadac na zaczepki, nie plakac, po prostu "wylaczyc sie". Wiem, ze to jest woda na mlyn dla tego typu ludzi i moze doprowadzic do jeszcze wiekszych wrzaskow i awantur i obgadywania, ale jak juz nie mozesz wytrzymac to po prostu wstan i wyjdz. Idz na spacer, ochlon, mysl o sobie, o tym co chcesz osiagnac w kolejnym roku, mysl o dobrych rzeczach, ktore chcesz zrobic, wyprobowac, osiagnac. Skoncentruj sie na sobie. Jezeli jestes osoba wierzaca, pojdz do kosciola, czasami to pomaga niektorym sie wyciszyc. I nie placz, nie daj sie poniesc frustracji, nie musisz sie modlic za nich, modl sie o sile dla siebie samej - nie po to, zeby przetrwac zycie z idiotami, ale po to, zebys byla dalej fantastyczna i wrazliwa kobieta - taka jaka jestes.
Powiem Ci, ze jest dzisiaj pierwszy dzien swiat - nigdy nie sadzilam, ze dojdzie do sytuacji, ze wpisze po kolacji wigilijnej w Google "jak przetrwac klotnie przy wigilijnym stole". Moj kompletnie zidiocialy brat cioteczny wykrecil wczoraj takie teksty do swojej rodzonej siostry w niecale pol godziny po przelamaniu sie oplatkiem i zlozeniu sobie zyczen, ze ta po prostu wyszla z wigilii i wrocila do domu ryczac jak dziecko (dorosla kobieta). Zachowanie jednego debila nie zrujnowalo na szczescie wieczoru kompletnie, ale to byla kolejna sytuacja, kiedy czlowiek pomyslal "ze w tej rodzinie, jak ludzie spotykaja sie w tym skladzie, nigdy nic nie moze byc normalnie". Mimo tego, ze ich konflikt kompletnie nie dotyczy mojej osoby to na pewno nie akceptuje takiego zachowania w domu moich rodzicow i go po prostu ignorowalam. Jak robilam zdjecia i powiedzial "wez mi przeslij to na maila" (bez zadnego "prosze" czy cos) to powiedzialam, ze nie mam jego adresu (co jest zgodne z prawda). Jak rzucil tekst: "to sobie zapiszesz" to powiedzialam, ze kartki i dlugopis sa w drugim pokoju jak ma ochote swoj adres mailowy zostawic. Jak w inej sytuacji rzucil jakims kretynskim pytaniem dotyczacym mojego zycia prywatnego to kompletnie zignorowalam, nie odzywalam sie, nie patrzylam nawet w jego kierunku. Na pytanie, dlaczego nie odpowiadam, wzielam talerz z ryba i zapytalam, czy ma ochote sie poczestowac. Generalnie - grunt to nie znizyc sie do takiego dna jaki jest prezentowany przez ten typ ludzi.
To, czego chcialabym Ci zyczyc w te swieta to tego, zebys nie nienawidzila swojego brata. Jest idiota - z tego co piszesz, jego zona nie prezentuje sie wcale lepiej. Ale ta nienawisc nie wplynie na poprawe sytuacji a jedynie zniszczy Ciebie sama, bedzie Cie to zjadalo od srodka. Zostaw to, odetnij sie i nie pozwol, aby takie zero mialo wplyw na Twoja samoocene, plany zyciowe, sposob w jaki patrzysz na swoje zycie i siebie sama. Z tego co piszesz, mam wrazenie, ze masz fajna mame, ktora ma w miare obiektywny obraz sytuacji, ale nie ma sily przebicia. Wspieraj ja jak mozesz i kiedy mozesz, pomagaj jej i zawsze badz wdzieczna za wsparcie jakie od niej otrzymujesz. Ale na takie sytuacje godzic sie nie musisz w imie dobrego samopoczucia mamy. Czy moge Cie zapytac, jak wygladaja Twoje relacje z tata? Wspomnialas, ze rodzice sa rozwiedzeni, czy myslalas o tym, zeby takie swieta spedzac wlasnie z ojcem?
Jezeli jednak to wszystko nie pomaga to pisz - my tu jestesmy, wysluchamy, ustawimy do pionu jak bedzie trzeba i powiemy Ci, jak fantastyczna mloda kobieta jestes
Pozdrawiam Cie i zycze wytrwalosci!
Gdyby to dotyczyło kogoś bliskiego memu sercu bym doradziła DYSTANS.
Czyli mimo "bólu serca" stawianie własnych granic. Czy nie na tym (m. in.) polega dorosłość?
Z "głupimi" nie warto sobie strzępić jeżyka, bo najpierw sprowadzą nas do swego poziomu, a potem pokonaja doświadczeniem.
Zawsze można zastosować sugestie z mej sygnaturki...