netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

13 odpowiedzi3 753 wyświetleniazałożony przez Rootkit, 07.07.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

Cześć!

To mój pierwszy post na tym serwisie, więc prosze o wyrozumiałość. Naprawdę liczę na waszą pomoc, skończyły mi się pomysły...
Chciałbym zasięgnąć waszej opinii. Jak byście poradzili sobie z moimi problemami? Chodzi oczywiście o sprawy sercowe.

Mam duży problem z dziewczynami, a ściślej mówiąc z ich postrzeganiem, przez co mam problem z utrzymaniem związków. Problem się tyczy kilku aspektów, od mizoginii, przez syndrom otella (chorobliwa zazdrość), niskie poczucie własnej wartości, na braku zaufania kończąc.

W każdym związku w jakim byłem występował u mnie olbrzymi problem z zazdrością. Obrzydliwym uczuciem, które pompuje we mnie wielkie ilości chorych myśli. Byłem zazdrosny o najmniejsze rzeczy, czasem wręcz błahe, jak przywitanie poprzez przytulanie z innymi kolegami, bądź samą rozmowę z nimi, samotne wyjścia ze znajomymi na piwo... Ogólnie jakiekolwiek skupienie uwagi mojej drugiej połówki na płci przeciwnej (o ile średni poziom danego delikwenta [wygląd, osobowość, wiek] nie jest poniżej jakielkowiek krytyki, w tak oczywistych przypadkach zazdrość nie występuje). Jest to problematyczne dla obu stron. Wzbudza kłótnie, powoduje, że z chłopaka często staję się strażnikiem. Oczywiście towarzyszą temu chore myśli. Moja bogata wyobraźnia często w odniesieniu do jednego aspektu kreuję wiele różnych scenariuszy, tak też jest i w tym przypadku. Chore myśli, podejrzenia, brak zaufania, czy też przekonanie o złych intencjach są standardem.

Drugim moim problemem jest ogólne poczucie niskiej wartości wszelkich kobiet. Nie wiem, czy to kwestia moich poglądów, czy przeżyć, czy tez jednego i drugiego. Mam nieodparte poczucie, że 99% dzisiejszych dziewczyn jest brzydko mówiąc łatwa, co mnie zdecydowanie od nich odpycha. Mam raczej konserwatywne poglądy odnośnie tego jak jak powinna wyglądać taka relacja, czy też jej początek, dlatego raczej wyobrażam sobie proces tworzenia się związku tak, że intymność, bliskość i czułość, a w końcu seks powinny być jakby kuluminacją energii i pożądania nagromadzonych podczas wcześniejszych randek, więc przytulanki całowanie czy seks na 1 spotkaniu to jakaś pomyłka. Z taką wizją ciężko się odnaleźć w dzisiejszych czasach. Każda nowopoznana, normalna dziewczyna zostaje automatycznie przypisana do kategorii łatwych i niewartych zainteresowania (znowu ładnie powiedziane). Nie powinno się tak radykalnie oceniać nowopoznanych osób, jednak u mnie to wszystko dzieje się automatycznie. Te dziewczyny do których czuję lekką chemię również są odrzucane z powodu domysłów o  potencjalnej nieciekawej przeszłości. Marzę o spotkaniu dziewczyny która zrobi na mnie dobre wrażenie, ale mam wrażenie że pomyliłem trochę epoki. Pytanie czy problem tkwi we mnie czy w epoce.

To co napisałem powyżej to tylko kropla w morzu innych, zazębiających się problemów. Chciałbym od Was się dowiedzieć, co o tym sądzicie? Czy jestem ostatnim sprawiedliwym, jednym z niewielu który szuka prawdziwej kobiety, damy z klasą? Czy może mam problem z akceptacją dzisiajszych standardów, nie nadążam za światem, a powinienem się zaadaptować? Czy jestem chorym człowiekiem, który powinien udać się do psychiatry bo ma duży problem z współistnieniem w związku? Czy też może po prostu lepiej by było być samemu (a chyba nie, bo samotność mi nie po drodze), bo przecież są takie osoby?

Dodam jeszcze coś o sobie. Mam 27 lat. W życiu zawodowym osiągnąłem bardzo dużo, jestem ponadprzeciętnie inteligentny, mam dobre wykształcenie, jeszcze lepszą pracę i zarobki. Nie jestem zbyt wysoki, ale jak zauważyłem to nie przeszkadza w tym abym podobał się innym dziewczynom. Trochę dzięki urodzie, trochę dzięki stanowczemu charakterowi i innych osiągnięciach. Mam wielu znajomych, ale wśród nich (i ich koleżanek bo nie uznaje je za swoje) uchodzę za osobę która "nie lubi dziewczyn". W przeciągu 11 lat byłem w 4 związkach, z czego najkrótszy trwał półtorej roku. Tyle też miałem partnerek seksualnych, na przekór wszystkim, jestem bardzo dumny z tego wyniku, jakże niedopasowanego do dzisiajszych realiów.

Czy ktoś ma podobne problemy? Podobne przemyślenia? A może ktoś już sobie z nimi poradził? Z niecierpliwością czekam na Wasze odpowiedzi.

Pozdrawiam!

2

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

Popęd seksualny to biologia, więc dlaczego oceniasz kobiety po tym, że się z kimś kochały? Jako osoba "ponad przeciętnie inteligentna" powinieneś chyba wiedzieć, że ludzie mają potrzeby seksualne i lepiej by je zaspokajali normalnymi kanałami, społecznie akceptowalnymi, niż chowali w sobie.
Potem pojawiają się właśnie mizoginia, otella i tym podobne wyrodnienia charakteru. Do tego, co z tego, że kobieta miała partnerów wcześniej? Traci coś, co jest tak ważne, bo musi być "cnotką", "nieskalaną" niczym mityczna Matka-Dziewica? Tak, ten brudny seks...!
Sam miałeś cztery partnerki, więc analogicznie, jakaś ultrakonserwatystka mogłaby uznać, że jesteś jednak zbyt łatwy, do tego hipokryta, co żąda dziewicy, a sam prawiczkiem nie jest.

Nie udało Ci się w związkach? Ale kobiecie już tego prawa nie dajesz? Słusznie widzisz u siebie mizoginizm.

Ot, paradoks, ale te cztery to też moja liczba, acz u mnie to były same "ekstrema" - dwie dziewice i dwie b. doświadczone; serio, nie wybierałem celowo ani jednych ani drugich, samo wyszło. I żadnej z nich nie robiłem uwag, że ma/nie ma wcześniejszych partnerów. To się nazywa szacunek do ludzkich wyborów i do kobiet, z którymi chcesz być.

A jak masz problem z tym, że kobiety są istotami seksualnymi, to albo idź do seksuologa po pomoc, albo do klasztoru, gdzie żadna niewiasta nie będzie grzeszyć przeciw bogu. I nie, nie jesteś ostatnim sprawiedliwym, raczej kimś, kto nie podchodzi sprawiedliwie do kobiet.

Rada? Przestań czuć pogardę do tzw. natury ludzkiej, przez konserwatystów bardzo mitologizowanej, i zobacz jej biologiczny, fizyczny i seksualny aspekt. Np. to że jak się człowiek niekiedy budzi to ma ochotę się pokochać. I to nie jest problem. I daj kobietom takie same prawa, jakie dajesz mężczyznom: czyli prawo do wyjścia, do flirtu, do różnych zachowań społecznych. Przyjmij do wiadomości, że nie "puści się" od razu z pierwszym-lepszym, bo wyszła z domu!

3

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc
Rootkit napisał/a:

Cześć!

To mój pierwszy post na tym serwisie, więc prosze o wyrozumiałość. Naprawdę liczę na waszą pomoc, skończyły mi się pomysły...
Chciałbym zasięgnąć waszej opinii. Jak byście poradzili sobie z moimi problemami? Chodzi oczywiście o sprawy sercowe.

Mam duży problem z dziewczynami, a ściślej mówiąc z ich postrzeganiem, przez co mam problem z utrzymaniem związków. Problem się tyczy kilku aspektów, od mizoginii, przez syndrom otella (chorobliwa zazdrość), niskie poczucie własnej wartości, na braku zaufania kończąc.

W każdym związku w jakim byłem występował u mnie olbrzymi problem z zazdrością. Obrzydliwym uczuciem, które pompuje we mnie wielkie ilości chorych myśli. Byłem zazdrosny o najmniejsze rzeczy, czasem wręcz błahe, jak przywitanie poprzez przytulanie z innymi kolegami, bądź samą rozmowę z nimi, samotne wyjścia ze znajomymi na piwo... Ogólnie jakiekolwiek skupienie uwagi mojej drugiej połówki na płci przeciwnej (o ile średni poziom danego delikwenta [wygląd, osobowość, wiek] nie jest poniżej jakielkowiek krytyki, w tak oczywistych przypadkach zazdrość nie występuje). Jest to problematyczne dla obu stron. Wzbudza kłótnie, powoduje, że z chłopaka często staję się strażnikiem. Oczywiście towarzyszą temu chore myśli. Moja bogata wyobraźnia często w odniesieniu do jednego aspektu kreuję wiele różnych scenariuszy, tak też jest i w tym przypadku. Chore myśli, podejrzenia, brak zaufania, czy też przekonanie o złych intencjach są standardem.

Drugim moim problemem jest ogólne poczucie niskiej wartości wszelkich kobiet. Nie wiem, czy to kwestia moich poglądów, czy przeżyć, czy tez jednego i drugiego. Mam nieodparte poczucie, że 99% dzisiejszych dziewczyn jest brzydko mówiąc łatwa, co mnie zdecydowanie od nich odpycha. Mam raczej konserwatywne poglądy odnośnie tego jak jak powinna wyglądać taka relacja, czy też jej początek, dlatego raczej wyobrażam sobie proces tworzenia się związku tak, że intymność, bliskość i czułość, a w końcu seks powinny być jakby kuluminacją energii i pożądania nagromadzonych podczas wcześniejszych randek, więc przytulanki całowanie czy seks na 1 spotkaniu to jakaś pomyłka. Z taką wizją ciężko się odnaleźć w dzisiejszych czasach. Każda nowopoznana, normalna dziewczyna zostaje automatycznie przypisana do kategorii łatwych i niewartych zainteresowania (znowu ładnie powiedziane). Nie powinno się tak radykalnie oceniać nowopoznanych osób, jednak u mnie to wszystko dzieje się automatycznie. Te dziewczyny do których czuję lekką chemię również są odrzucane z powodu domysłów o  potencjalnej nieciekawej przeszłości. Marzę o spotkaniu dziewczyny która zrobi na mnie dobre wrażenie, ale mam wrażenie że pomyliłem trochę epoki. Pytanie czy problem tkwi we mnie czy w epoce.

To co napisałem powyżej to tylko kropla w morzu innych, zazębiających się problemów. Chciałbym od Was się dowiedzieć, co o tym sądzicie? Czy jestem ostatnim sprawiedliwym, jednym z niewielu który szuka prawdziwej kobiety, damy z klasą? Czy może mam problem z akceptacją dzisiajszych standardów, nie nadążam za światem, a powinienem się zaadaptować? Czy jestem chorym człowiekiem, który powinien udać się do psychiatry bo ma duży problem z współistnieniem w związku? Czy też może po prostu lepiej by było być samemu (a chyba nie, bo samotność mi nie po drodze), bo przecież są takie osoby?

Dodam jeszcze coś o sobie. Mam 27 lat. W życiu zawodowym osiągnąłem bardzo dużo, jestem ponadprzeciętnie inteligentny, mam dobre wykształcenie, jeszcze lepszą pracę i zarobki. Nie jestem zbyt wysoki, ale jak zauważyłem to nie przeszkadza w tym abym podobał się innym dziewczynom. Trochę dzięki urodzie, trochę dzięki stanowczemu charakterowi i innych osiągnięciach. Mam wielu znajomych, ale wśród nich (i ich koleżanek bo nie uznaje je za swoje) uchodzę za osobę która "nie lubi dziewczyn". W przeciągu 11 lat byłem w 4 związkach, z czego najkrótszy trwał półtorej roku. Tyle też miałem partnerek seksualnych, na przekór wszystkim, jestem bardzo dumny z tego wyniku, jakże niedopasowanego do dzisiajszych realiów.

Czy ktoś ma podobne problemy? Podobne przemyślenia? A może ktoś już sobie z nimi poradził? Z niecierpliwością czekam na Wasze odpowiedzi.

Pozdrawiam!

Hmm powiem Ci ze w sumie nie wiem jak ugryzc Twoj watek. Z jednej strony podpisuje się pod stanowiskiem ze w relacjach damsko-meskich czas,wzajemne poznanie się i zbudowanie autentycznej wiezi powinno byc podbudową dla bliskosci fizycznej a nie odwrotnie ale z drugiej strony zastanawiam się na ile Twoje  podejscie do sprawy jest spowodowane staroswieckim jak moje pojmowaniem swiata a na ile zazdroscią ktora kaze Ci podejrzewac ze kobieta dajaca sie pocalowac i przytulic na 1 randce jest na pewno latwa i nie warto inwestowac w  relacje z nią bo za chwile na 100%  "przyprawi Ci rogi" calujac sie z kolejnym przypadkowym mezczyzna.  Odpowiedz na to pytanie znasz tylko Ty i myslę ze moze byc ona kluczowa do rozwiazania problemu.

4

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

No właśnie, na ile chęć poznania kobiety "wstrzemięźliwej" jest wynikiem tego, ze tak postrzegasz kobietę z klasą, a na ile to ze ew. przeszłość partnerki będzie powodowala kolejne chore projekcje w Twojej głowie.
Czy rzeczywiście to jest tylko staroświeckie podejście czy po prostu chcesz żeby Twoja kobieta byla "tylko Twoja"?

5

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

Hej, dzięki za wszystkie odpowiedzi!

Truhijo napisał/a:

Popęd seksualny to biologia, więc dlaczego oceniasz kobiety po tym, że się z kimś kochały? Jako osoba "ponad przeciętnie inteligentna" powinieneś chyba wiedzieć, że ludzie mają potrzeby seksualne i lepiej by je zaspokajali normalnymi kanałami, społecznie akceptowalnymi, niż chowali w sobie.
Potem pojawiają się właśnie mizoginia, otella i tym podobne wyrodnienia charakteru. Do tego, co z tego, że kobieta miała partnerów wcześniej? Traci coś, co jest tak ważne, bo musi być "cnotką", "nieskalaną" niczym mityczna Matka-Dziewica? Tak, ten brudny seks...!
Sam miałeś cztery partnerki, więc analogicznie, jakaś ultrakonserwatystka mogłaby uznać, że jesteś jednak zbyt łatwy, do tego hipokryta, co żąda dziewicy, a sam prawiczkiem nie jest.

Źle mnie zrozumiałeś, albo źle się wyraziłem. Nie żądam dziewicy, nie mam też nic przeciwko uprawianiu seksu... o ile jak napisałeś potrzeby seksualne są zaspokajane normalnymi, społecznie akceptowalnymi kanałami. Teraz pytanie, co rozumiemy przez te normalne kanały... bo czasem mam wrażenie, że świat idzie w takim kierunku, że niedługo normalnym kanałem do zaspokojenia będzie wykonanie twerku na przypadkowej erekcji pijanego do nieprzytomności kolegi. Moim zdaniem to jest kwestia po części wychowania, a po części własnego poczucia godności, które jednym pozwoli roznegliżować się i przerobić kamasutrę przy znajomym(znajomej) poznanym 15 minut temu, a innym nie. Kwestia dopasowania osób, przy czym ostatnio mam wrażenie, że świat idzie w stronę

feniks35 napisał/a:

ale z drugiej strony zastanawiam się na ile Twoje  podejscie do sprawy jest spowodowane staroswieckim jak moje pojmowaniem swiata a na ile zazdroscią ktora kaze Ci podejrzewac ze kobieta dajaca sie pocalowac i przytulic na 1 randce jest na pewno latwa i nie warto inwestowac w  relacje z nią bo za chwile na 100%  "przyprawi Ci rogi" calujac sie z kolejnym przypadkowym mezczyzna.  Odpowiedz na to pytanie znasz tylko Ty i myslę ze moze byc ona kluczowa do rozwiazania problemu.

Zdecydowanie druga opcja, ale zawsze myślałem, że staroświeckie, radykalne pojmowanie "tych spraw" wynika właśnie z zazdrości. Jeśli chodzi o pojmowanie świata to jestem raczej postępowy.


W sumie treść tematu i postawione pytanie nie zostały przemyślane. Nic dziwnego, że Wasze rady trochę "pływają", bo właściwie to nie narzuciłem konkretnego tematu. Pytanie do załączonego wcześniej obrazu sytuacji powinno brzmieć:

Czy jest szansa, żeby mizogin z syndromem otella i niskim poczuciem wartości mógł zbudować zdrową relację z dziewczyną? Czy jest możliwość adaptacji, bądź zmiany nastawienia?

6 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-07-07 18:02:15)

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc
Rootkit napisał/a:

Hej, dzięki za wszystkie odpowiedzi!

Truhijo napisał/a:

Popęd seksualny to biologia, więc dlaczego oceniasz kobiety po tym, że się z kimś kochały? Jako osoba "ponad przeciętnie inteligentna" powinieneś chyba wiedzieć, że ludzie mają potrzeby seksualne i lepiej by je zaspokajali normalnymi kanałami, społecznie akceptowalnymi, niż chowali w sobie.
Potem pojawiają się właśnie mizoginia, otella i tym podobne wyrodnienia charakteru. Do tego, co z tego, że kobieta miała partnerów wcześniej? Traci coś, co jest tak ważne, bo musi być "cnotką", "nieskalaną" niczym mityczna Matka-Dziewica? Tak, ten brudny seks...!
Sam miałeś cztery partnerki, więc analogicznie, jakaś ultrakonserwatystka mogłaby uznać, że jesteś jednak zbyt łatwy, do tego hipokryta, co żąda dziewicy, a sam prawiczkiem nie jest.

Źle mnie zrozumiałeś, albo źle się wyraziłem. Nie żądam dziewicy, nie mam też nic przeciwko uprawianiu seksu... o ile jak napisałeś potrzeby seksualne są zaspokajane normalnymi, społecznie akceptowalnymi kanałami. Teraz pytanie, co rozumiemy przez te normalne kanały... bo czasem mam wrażenie, że świat idzie w takim kierunku, że niedługo normalnym kanałem do zaspokojenia będzie wykonanie twerku na przypadkowej erekcji pijanego do nieprzytomności kolegi. Moim zdaniem to jest kwestia po części wychowania, a po części własnego poczucia godności, które jednym pozwoli roznegliżować się i przerobić kamasutrę przy znajomym(znajomej) poznanym 15 minut temu, a innym nie. Kwestia dopasowania osób, przy czym ostatnio mam wrażenie, że świat idzie w stronę

feniks35 napisał/a:

ale z drugiej strony zastanawiam się na ile Twoje  podejscie do sprawy jest spowodowane staroswieckim jak moje pojmowaniem swiata a na ile zazdroscią ktora kaze Ci podejrzewac ze kobieta dajaca sie pocalowac i przytulic na 1 randce jest na pewno latwa i nie warto inwestowac w  relacje z nią bo za chwile na 100%  "przyprawi Ci rogi" calujac sie z kolejnym przypadkowym mezczyzna.  Odpowiedz na to pytanie znasz tylko Ty i myslę ze moze byc ona kluczowa do rozwiazania problemu.

Zdecydowanie druga opcja, ale zawsze myślałem, że staroświeckie, radykalne pojmowanie "tych spraw" wynika właśnie z zazdrości. Jeśli chodzi o pojmowanie świata to jestem raczej postępowy.


W sumie treść tematu i postawione pytanie nie zostały przemyślane. Nic dziwnego, że Wasze rady trochę "pływają", bo właściwie to nie narzuciłem konkretnego tematu. Pytanie do załączonego wcześniej obrazu sytuacji powinno brzmieć:

Czy jest szansa, żeby mizogin z syndromem otella i niskim poczuciem wartości mógł zbudować zdrową relację z dziewczyną? Czy jest możliwość adaptacji, bądź zmiany nastawienia?

Myślę że jest możliwa zmiana nastawienia ...niby z wiekiem trudniej się zmienić ale sama po sobie wiem że w jakimś stopniu jest to wykonalne. Sadze również że jest możliwie znalezienie partnera któremu Twój charakter może odpowiadać taki jaki jest w obecnym ksztalcie. Ty uzywasz fachowej nomenklatury: mizoginizm, zespół Otella itp....a być może dla kogoś będziesz po prostu dość trudno dostępnym facetem który nie łatwo wchodzi w relacje ale za to gdy już wejdzie to jest bardzo zaangażowany i zazdrosny o swoją wybrankę. Kwestia osoby i jej interpretacji Twoich zachowan. Na Twoim miejscu na pewno nie przedstawiałabym się nowo poznanym osobom w taki sposób ze " czesc nazywamy się X i jestem mizoginem z zespołem Otella. Pozwol się poznać i dojść danej osobie do samodzielnych wniosków które wcale nie muszą być podobne do Twoich.
P.S. staroświeckie pojmowanie spraw nie wynika z zazdrości bo jaki związek z zazdrością ma podejście, ze oczekuje od mężczyzny wyczucia, klasy i zdrowego dystansu na wstępnym etapie znajomości ( nie mylonego z brakiem zaangażowania i zainteresowania moja osoba).  Jeśli nie będzie miał tych atrybutów mogę uznać że jest poprostu "toporny" i mało inteligentny emocjonalnie a niekoniecznie od razu że jest zapewne babiarzem który chce mnie niecnie wykorzystać i poszukać kolejnej zdobyczy.

7

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc
Rootkit napisał/a:

(...) Czy jest szansa, żeby mizogin z syndromem otella i niskim poczuciem wartości mógł zbudować zdrową relację z dziewczyną? (...)

Nie.


Rootkit napisał/a:

(...) Czy jest możliwość adaptacji, bądź zmiany nastawienia?

Tak. Wymaga to jednak pracy nad sobą pod okiem bardzo dobrego psychoterapeuty.

8

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

Jeśli uważasz, że wszystkie kobiety są nastawione od pierwszej randki wyłącznie na "konsumpcje" znajomości to może czas zmienić towarzystwo?

Mam sporo koleżanek, które wręcz narzekają, że faceci uznają je za jakieś święto*liwe, bo np nie chcą iść z facetem do łóżka po kilku randkach. Ze strony facetów niestety często padają argumenty, że "przecież to normalne", "wszyscy tak robią". Innymi słowy jest to ogólna tendencja, niektóre kobiety rzeczywiście są wyzwolone, niektóre udają, zeby nie wyjść na cnotki niewydymki, ale mówienie w tym kontekście o tym, że to kobiety są "łatwe" jest nieporozumieniem, bo ze strony facetów też są oczekiwania i presja.

9 Ostatnio edytowany przez Truhijo (2015-07-07 18:31:05)

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

Odpowiadając na pytanie: nie i niech nie buduje. Ale ani mizoginia, ani małe poczucie wartości nie są rzeczami stałymi, są nabyte w procesie socjalizacji. Czyli są historycznie zmienne. Tylko trzeba nad tym świadomie popracować. Ja popracowałem, bo jeszcze 10 lat temu też byłem takim ultrakonserwatystą w tych sprawach, więc domyślam się co Ci się dzieje w głowie i jakie to jest frustrujące. Co zrobiłem? Świadomie przestawiłem sobie myślenie: że seksualność to nie problem, tylko coś fajnego, a kobieta może się bzykać bez miłości/z miłością etc. Dzięki temu mogę się związać z każdą kobietą wg moich subiektywnych kryteriów doboru, a która ma dowolne doświadczenia seksualne i nie jestem zazdrosny o "byłych".  Tak, wymaga to samozaparcia niekiedy, bo nieraz aż chce się zgodzić z jakimiś przegrywami seksualnymi, co nadają na "ku*wy" w Internecie. Tyle tylko, że to jest ich własny infantylizm i brak przerobienia elementarza z praw demokratycznych kobiet, spotęgowane własnymi niepowodzeniami.
Przestań patrzeć na kobietę właśnie jakby to miała być "tylko twoja własność". Nigdy nią nie będzie. Ale, jeżeli masz jednak postępowe podejście do świata (poza tą sferą) to mamy tutaj jakieś rozdwojenie, bo postępowy światopogląd powinien rugować mizoginizm i chęć posiadania kobiety na własność. OK, nie jest to takie proste, ale jest przynajmniej jakaś blokada światopoglądowa. Może przyjmij do wiadomości taką oto rzecz: panna, co przed Tobą miała 20 facetów (!), którym "robiła laskę z połykiem", anala, w ogóle bzykała się często, chodziła bez majtek etc. i MOŻE BYĆ WARTOŚCIOWA. Rewolucyjne, co nie? Ale jakże lecznicze! Pamiętaj, ona ma prawo bzykać się ile chce i jak chce, grunt, by nikogo nie krzywdziła. Wartość człowieka nie spada/wzrasta wraz z ilością/brakiem partnerów seksualnych, czy ilością "zrobionych lodów", bo te "lody" to tylko jej sprawa i jej gustu. Tak jak między zupą pomidorową, a kalafiorową. Jedna woli to często, a druga od święta, trzecia w ogóle.

Co do zmiany norm seksualnych, to po części zgoda, a po części nie. Pewne zachowania, np. seks oralny, stały się bardziej akceptowalne, fakt. Ale czy to źle? Bynajmniej, to nic złego, co więcej, tak naprawdę dopiero teraz, po rewolucji seksualnej, społeczeństwa wychodzą z wielowiekowej hipokryzji i skrajnej opresji seksualnej, która rzecz jasna najbardziej dotykała warstwy uciskane (biedota, proletariat, kobiety, w tym te z burżuazji etc.). Było tak jeszcze w II RP, kiedy żądano od kobiet dziewictwa i cnotliwości, a zarazem te z niższych warstw popychano za sprawą stosunków ekonomicznych do sprzedawania swojego ciała za równowartość mniej więcej ćwierć/pół dziennej racji żywnościowej! Przy ocenie zmian seksualnych trzeba mieć perspektywę historyczną, bo to tzw. staroświeckie podejście to nic innego jak wielowiekowa normatywna hipokryzja i bigoteria. Jak hrabianka się "puściła" to trzeba było sprawę zataić, bo co ludzie powiedzą, a jak chłopka to trzeba było ją od czci i wiary, z ambony wykląć, bo jak mogła ladacznica, puch marny ulegający zwierzęcej naturze grzechu! Naprawdę, jak to dobrze, że takie zachowania to dzisiaj mniejszość! Ufff!
Tak więc, czy dzisiaj nawet szybki seks to coś złego? Jak naprawdę czujecie, że to to, możecie nawet iść do łózka po 4 godzinach znajomości i będzie spoko. SERIO!
No i kobiety są naprawdę różne w "szybkości" wchodzenia do łóżka. Nie ma jednego modelu. Popodrywasz trochę to sam zobaczysz  smile.

10

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

Znaleźć dziś porządną i inteligentną kobietę to skarb. Większość to... sam napisałeś.

11 Ostatnio edytowany przez balentina (2015-07-08 02:40:51)

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

Przecież "trudnych dziewczyn" jest naprawdę sporo, jeśli o to Ci chodzi. Przeczytaj ten temat: /viewtopic.php?id=86733 -> ekstremalnie podobny.

Hipotetycznie, czy rozmowa Twojej dziewczyny (bez przeszłości seksualnej) z kolegą wywołuje/wywołałaby u Ciebie zazdrość?
Jeśli tak, to raczej powinieneś pójść do specjalisty.
Jeśli nie, to po prostu musisz poszukać dziewczyny spełniającej kryterium "trudnej" i tyle.

12

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc
Rootkit napisał/a:

Cześć!

To mój pierwszy post na tym serwisie, więc prosze o wyrozumiałość. Naprawdę liczę na waszą pomoc, skończyły mi się pomysły...
Chciałbym zasięgnąć waszej opinii. Jak byście poradzili sobie z moimi problemami? Chodzi oczywiście o sprawy sercowe.

Mam duży problem z dziewczynami, a ściślej mówiąc z ich postrzeganiem, przez co mam problem z utrzymaniem związków. Problem się tyczy kilku aspektów, od mizoginii, przez syndrom otella (chorobliwa zazdrość), niskie poczucie własnej wartości, na braku zaufania

Pozdrawiam!

"Zecior"  samiec alfa-
w nowym wcieleniu ?:D

13 Ostatnio edytowany przez Rootkit (2015-07-08 11:29:21)

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc
ZrezygnowanaSky napisał/a:

"Zecior"  samiec alfa-
w nowym wcieleniu?

Aż z ciekawości sprawdziłem co to za Zecior i rzeczywiście, można było tak pomyśleć smile

Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Chciałem się Was poradzić co począć w takiej sytuacji, jest ona dla mnie dużym problemem. Widzę, że jednoznacznie sugerujecie terapeutę, jeśli zazdrość i chore myśli występują bez poważnej przyczyny. Tak też postąpię, chociaż liczyłem na odpowiedź kogoś, komu się udało znaleźć rozwiązanie, albo chociaż złoty środek w tej trudnej materii.

Dzięki jeszcze raz za wszystkie posty!

14

Odp: Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc
Rootkit napisał/a:
ZrezygnowanaSky napisał/a:

"Zecior"  samiec alfa-
w nowym wcieleniu?

Aż z ciekawości sprawdziłem co to za Zecior i rzeczywiście, można było tak pomyśleć smile

Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Chciałem się Was poradzić co począć w takiej sytuacji, jest ona dla mnie dużym problemem. Widzę, że jednoznacznie sugerujecie terapeutę, jeśli zazdrość i chore myśli występują bez poważnej przyczyny. Tak też postąpię, chociaż liczyłem na odpowiedź kogoś, komu się udało znaleźć rozwiązanie, albo chociaż złoty środek w tej trudnej materii.

Dzięki jeszcze raz za wszystkie posty!

wink

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Skomplikowana sprawa z dziewczynami... Syndrom otella, mizoginia etc

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026