Cześć!
To mój pierwszy post na tym serwisie, więc prosze o wyrozumiałość. Naprawdę liczę na waszą pomoc, skończyły mi się pomysły...
Chciałbym zasięgnąć waszej opinii. Jak byście poradzili sobie z moimi problemami? Chodzi oczywiście o sprawy sercowe.
Mam duży problem z dziewczynami, a ściślej mówiąc z ich postrzeganiem, przez co mam problem z utrzymaniem związków. Problem się tyczy kilku aspektów, od mizoginii, przez syndrom otella (chorobliwa zazdrość), niskie poczucie własnej wartości, na braku zaufania kończąc.
W każdym związku w jakim byłem występował u mnie olbrzymi problem z zazdrością. Obrzydliwym uczuciem, które pompuje we mnie wielkie ilości chorych myśli. Byłem zazdrosny o najmniejsze rzeczy, czasem wręcz błahe, jak przywitanie poprzez przytulanie z innymi kolegami, bądź samą rozmowę z nimi, samotne wyjścia ze znajomymi na piwo... Ogólnie jakiekolwiek skupienie uwagi mojej drugiej połówki na płci przeciwnej (o ile średni poziom danego delikwenta [wygląd, osobowość, wiek] nie jest poniżej jakielkowiek krytyki, w tak oczywistych przypadkach zazdrość nie występuje). Jest to problematyczne dla obu stron. Wzbudza kłótnie, powoduje, że z chłopaka często staję się strażnikiem. Oczywiście towarzyszą temu chore myśli. Moja bogata wyobraźnia często w odniesieniu do jednego aspektu kreuję wiele różnych scenariuszy, tak też jest i w tym przypadku. Chore myśli, podejrzenia, brak zaufania, czy też przekonanie o złych intencjach są standardem.
Drugim moim problemem jest ogólne poczucie niskiej wartości wszelkich kobiet. Nie wiem, czy to kwestia moich poglądów, czy przeżyć, czy tez jednego i drugiego. Mam nieodparte poczucie, że 99% dzisiejszych dziewczyn jest brzydko mówiąc łatwa, co mnie zdecydowanie od nich odpycha. Mam raczej konserwatywne poglądy odnośnie tego jak jak powinna wyglądać taka relacja, czy też jej początek, dlatego raczej wyobrażam sobie proces tworzenia się związku tak, że intymność, bliskość i czułość, a w końcu seks powinny być jakby kuluminacją energii i pożądania nagromadzonych podczas wcześniejszych randek, więc przytulanki całowanie czy seks na 1 spotkaniu to jakaś pomyłka. Z taką wizją ciężko się odnaleźć w dzisiejszych czasach. Każda nowopoznana, normalna dziewczyna zostaje automatycznie przypisana do kategorii łatwych i niewartych zainteresowania (znowu ładnie powiedziane). Nie powinno się tak radykalnie oceniać nowopoznanych osób, jednak u mnie to wszystko dzieje się automatycznie. Te dziewczyny do których czuję lekką chemię również są odrzucane z powodu domysłów o potencjalnej nieciekawej przeszłości. Marzę o spotkaniu dziewczyny która zrobi na mnie dobre wrażenie, ale mam wrażenie że pomyliłem trochę epoki. Pytanie czy problem tkwi we mnie czy w epoce.
To co napisałem powyżej to tylko kropla w morzu innych, zazębiających się problemów. Chciałbym od Was się dowiedzieć, co o tym sądzicie? Czy jestem ostatnim sprawiedliwym, jednym z niewielu który szuka prawdziwej kobiety, damy z klasą? Czy może mam problem z akceptacją dzisiajszych standardów, nie nadążam za światem, a powinienem się zaadaptować? Czy jestem chorym człowiekiem, który powinien udać się do psychiatry bo ma duży problem z współistnieniem w związku? Czy też może po prostu lepiej by było być samemu (a chyba nie, bo samotność mi nie po drodze), bo przecież są takie osoby?
Dodam jeszcze coś o sobie. Mam 27 lat. W życiu zawodowym osiągnąłem bardzo dużo, jestem ponadprzeciętnie inteligentny, mam dobre wykształcenie, jeszcze lepszą pracę i zarobki. Nie jestem zbyt wysoki, ale jak zauważyłem to nie przeszkadza w tym abym podobał się innym dziewczynom. Trochę dzięki urodzie, trochę dzięki stanowczemu charakterowi i innych osiągnięciach. Mam wielu znajomych, ale wśród nich (i ich koleżanek bo nie uznaje je za swoje) uchodzę za osobę która "nie lubi dziewczyn". W przeciągu 11 lat byłem w 4 związkach, z czego najkrótszy trwał półtorej roku. Tyle też miałem partnerek seksualnych, na przekór wszystkim, jestem bardzo dumny z tego wyniku, jakże niedopasowanego do dzisiajszych realiów.
Czy ktoś ma podobne problemy? Podobne przemyślenia? A może ktoś już sobie z nimi poradził? Z niecierpliwością czekam na Wasze odpowiedzi.
Pozdrawiam!