Jestem z chłopakiem ponad 2 lata. Sytuacja wygląda następująco.
Uważam, że nigdy go nie ograniczałam. Ma swoje sprawy (nauka, gry, inne chłopskie głupoty) - bardzo proszę. Tylko niech mi powie, że potrzebuje na coś więcej czasu, ok przesuwamy spotkanie albo umawiamy się tak żeby każde miało czas dla siebie i dla związku. Bez żadnych pretensji czy fochów- staramy się rozumieć swoje potrzeby. Namawiałam go nawet na wyjścia z kolegami. - W tym wypadku wymagałam tylko SMS raz na godzinkę, żeby wiedzieć, że wszystko z nim ok.
Nie chcę zabierać mu dużo czasu, oboje mamy po 20 lat i wiem, że to nie czas na poważny związek zabierający cały czas. Chciałam czegoś luźniejszego. Kochamy się jesteśmy razem, ale każdy ma też swoje sprawy. Takie chodzenie, żeby nie zabrać sobie nawzajem całej młodości.
Staram się jak tylko mogę by czuł się przy mnie wolny, żeby nie odcinać go od tego co on lubi.
Kiedy jest rok akademicki on mieszka w akademiku, ja w wynajętym mieszkaniu. Podczas wakacji nie możemy spędzać razem nocy. Kiedy jesteśmy razem podczas roku akademickiego on przychodzi do mnie koło 18-20 i zostaje na noc i tak 3-4 razy na tydzień. Podczas wakacji przyjeżdża lub przychodzi wieczorem na kilka godzin.
W tym wszystkim jest tylko jeden problem który doprowadza mnie do szału.
99% naszych spotkań urozmaicone było o telefon jego taty. Zawsze to samo. Nie bronie mu kontaktu z rodziną, ale denerwuje mnie, że jego tata wiecznie wydzwania jak on jest ze mną. Jak jesteśmy na studiach jest jeszcze ok, pogadają chwile i koniec. Ale jak jesteśmy w naszym rodzinnym mieście to po prostu koszmar. Przyjedzie po mnie samochodem, zaraz telefon od jego taty, żeby go gdzieś zawieźć i wtedy całe spotkanie jest podporządkowane pod sprawy jego taty. Nie możemy pójść np. na pizze, czy lody bo może być tak, że trzeba będzie jechać po niego. Mój chłopak cały dzień mu pomaga i jeszcze lata za nim wieczorem. Mam już tego dość. A kiedy powiedziałam mojemu chłopakowi , że jego tata rujnuje nasz związek i wolę by sprawy rodzinne załatwiał zanim do mnie przyjdzie, powiedział, że przesadzam. Ja? przesadzam? Mam już dość tej sytuacji.
Napiszcie mi proszę co o tym myślicie. Bo ja już nie mogę wytrzymać i coraz częściej myślę nad rozstaniem.