Chciałam zapytać, czy któraś z Was też to przechodzi.
Jestem świeżo po 20, mam mnóstwo zainteresowań i zdolności (każde domorosłe, nierozwinięte profesjonalnie) i brak celu w życiu.
Wszystko interesuje mnie po równo, nie mogę się na nic zdecydować, i o ile w szkole - gimnazjum, czy średniej, był czas, żeby wybierać, co się chce w życiu robić, o tyle teraz (skończyłam licencjackie) już powinnam działać na rzecz osiągnięcia celów. Tylko, że... nie mam celu.
Jestem humanistką... i w zasadzie tyle mogę o sobie powiedzieć. Interesuje mnie w zasadzie wszystko, co z humanistyką związane, równie dobrze mogłabym studiować wszystkie kierunki na raz. Żałuję, że wybrałam ten kierunek, który skończyłam, rezygnując z innych, równie dla mnie ważnych i interesujących opcji. Literatura, antropologia, historia, socjologia, filozofia... I nadal nie wiem.
Na tym się nie kończy, niestety. Mam zdolności aktorskie, nawet kiedyś myślałam o filmówce... zrezygnowałam z tego pomysłu, ale strasznie mi tego szkoda. Dobrze śpiewam, aczkolwiek głos mam niećwiczony. Żałuję, że nic w tym kierunku nie robiłam.
Bardzo dobrze rysowałam, myślałam o ASP... jak się domyślacie, nierozwinięte.
Potrafię robić ładne hafty i szyć kostiumy historyczne (samouk)... ale w rezultacie na "własny użytek" ... czyli w zasadzie żaden.
Dobrze piszę... może nadawałabym się na dziennikarza (trochę próbuję działać w tym kierunku na wolontariacie), lub naukowca, bo całkiem lubię takie analityczne prace badawcze... ale wiem, że żałowałabym karier "artystycznych" i wszelkich innych.
Przybija mnie to. Kiedy inni jakoś działają, osiągają sukcesy ja walczę z jakimiś pieprzonymi nudnymi, żmudnymi studiami i depresją, która mnie wpędza do grobu.
Absolutnie wszystko poszło się je...., i nie wiem, ile w ty mojej winy, ile okoliczności. Nawet jak bym chciała teraz zacząć coś szlifować, to nie mogę sie ukierunkować i nie wiem, jak mogę sobie pomóc.
I w dodatku to przeraźliwe poczucie osamotnienia... ludzie traktują mnie bardzo na dystans, mimo, że bardzo staram się być życzliwa. Nie mam nikogo bliskiego, ani przyjaciół.
Odechciewa się wszystkiego, uwierzcie. Mieć ledwo 21 lat i czuć, że duchowo i psychicznie, przez to wszystko, co w duchu zdążyłam przerobić, jest się pragnącym śmierci starcem, to jest dopiero smutek i ból.
Podobne tematy
No cóż... tak jak przypuszczałam, nawet na forum ludzie mnie ignorują.
Nie wiem już, co to za przekleństwo życiowe. ;/
U niektórych ludzi zainteresowania kształtują się przez wiele lat. Musisz się do tego przyzwyczaić, że nieprędko będziesz wiedzieć to co lubisz bardzo robić.
Jeśli chodzi o samotność, niestety ale młodzież obecnie nie jest otwarta i rozmowna i bardzo trudno jakiekolwiek więzi koleżeńskie mieć z kimkolwiek. Może tez trochę za bardzo boisz się iść na jakieś spotkania w mieście lub prywatki, bo nie wiadomo jaki element tam przyjdzie. Mnóstwo ludzi jest przez to samotnych teraz. Ci bardziej wrażliwi boją się że natrafią na kogoś kto ich skrzywdzi i nie chcą ryzykować, zamykają się w sobie, wolą być sami. Bez niewielkiego ryzyka nie da się niczego w życiu osiągnąć. Spróbuj na początek zrobić coś co wymaga niewielkiego ryzyka i stopniowo przyzwyczaisz się do pokonywania trudności.
O takich ludziach mawia się, że są z renesansu. Coś o tym wiem, bo sam do niedawna nie potrafiłem się ukierunkować. Tyle możliwości, tyle czekającej wiedzy, a ja muszę skupiać się tylko na czymś konkretnym, bo nie starczy czasu na wszystko. Idę na studia informatyczne, mimo, że kocham psychologię, a gdyby nie ostatnie wydarzenia, pewnie idąc na psychologię, czułbym, że lepiej pasuje mi informatyka, czy inne kierunki. Mam 22 lata i frustruje mnie, że nie ma praktycznie ani jednej osoby, która w ogóle chciałaby zrozumieć mój umysł.
Chyba nie potrafię dać Ci rady, która zmieni Twoje życie. Nie znalazłem nic, co zmieniłoby moje. Niby teraz skupiam się na psychologii, ale co będzie potem, nie wiem. Już robiłem tak wiele rzeczy... Rysunek, wiersze, proza, uczyłem się masażu, znam się na sprzedaży, psychologia i pomoc ludziom z depresją, czy nerwicą... Magik, od komputerów, kolekcjoner wiedzy, o astronomii i fizyce, nawet kwantowej, a ostatnio nawet pseudospecjalista, od broni myśliwskiej. Nie wiem, co przyniosą kolejne dni, ale może to być wszystko.
Gdybyś kiedyś nie miała z kim pogadać, to możesz do mnie napisać. Może nie jestem najciekawszym facetem, ale zawsze coś. Nie pogardziłbym możliwością poznania kogoś ciekawego.
No proszę, jakie zaskoczenie odezwali się ci, którzy w realu omijają mnie szerokim łukiem - faceci
.
Bardzo mnie tylko irytuje, że są osoby, które nie mają szerokich horyzontów myślowych, ale na coś się ukierunkują, i tak to wypracują, że staje się to dla nich sensem życia. I czy to jest sprawiedliwe - ktoś obiektywnie przeciętny, a spełniony, i ktoś obiektywnie, powiedzmy "obdarzony przez los" (ilością zainteresowań, umiejętności) (dla mnie to już się staje nie błogosławieństwo, ale prawdziwy dopust boży) i pogrążony w apatii, zatracający wszystko to, co umie...? Odtrącany na margines, wykluczany społeczenie - ZA CO? Za to, że ma swoje zdanie, że nie przytakuje, że ma coś do powiedzenia?....
Jakoś nie mogę sobie z tym poradzić. I zaczynam naprawdę pogrążać się w takiej apatii, że realnie żyć mi się odechciewa, nie mam już sił walczyć o wstanie z łóżka każdego dnia.
6 2015-07-04 21:24:23 Ostatnio edytowany przez tk1991 (2015-07-04 21:25:45)
Interesowanie się wieloma rzeczami jednocześnie to duża zaleta. Masz w sobie wielką ciekawość, którą często większość ludzi traci jak "dorasta". Zrozum że nie musisz być najlepsza w tym co robisz. W obecnych czasach jest to nie do zrozumienia, ale taka jest prawda. Nie musisz osiągać wielkiego "sukcesu", żeby być kimś wartościowym.(nie neguje zdrowej ambicji) Z Twoich postów wnioskuje że tak naprawdę uważasz się za kogoś nie-dość dobrego. Piszesz o swojej obiektywnej wyjątkowości, której nie potrafisz zrealizować/udowodnić sobie, przez co jedynie dowodzisz sobie tego że nie jesteś dość dobra. Pamiętaj że jesteś wyjątkowa, niezależnie od okoliczności. Tłumisz w sobie emocje związane z jakimś doświadczeniem, najczęściej z dzieciństwa, w którym zakwestionowałaś swoją wartość.
Mogę Ci jeszcze napisać, że ludzie Ciebie nie ignorują, to Ty tak uważasz. Przypuszczam że bardzo wiele w sobie tłumisz a to Ciebie powstrzymuje przed bliższymi kontaktami z ludźmi. Taka samospełniająca się przepowiednia. Uważasz że ludzie się Tobą nie interesują, tłumisz w sobie emocje z tym związane i nie potrafisz się otworzyć na innych, co w konsekwencji prowadzi do braku kontaktów(dowód) i uważasz że ludzie się Tobą nie interesują... Kolejna sytuacja typu nie jestem dość dobra i mam na to "dowody".
7 2015-07-04 23:37:47 Ostatnio edytowany przez RachelaZWesela (2015-07-04 23:45:32)
Jesteś psychologiem?
Hmm, zawsze miałam siebie raczej za megalomankę, albo inaczej: lubiącą to, że wiele rzeczy potrafię, ze mam niezależny światopogląd, że nie da się mną manipulować, że mam dość "elegancki", a jednocześnie "na luzie" sposób bycia, uwielbiam nadal to, że jestem wielką indywidualistką, że mam własną, niepowtarzalną "fantazję". jak by to ujęli sarmaci z XVII wieku (niestety nie znajduję synonimu we współczesnej polszczyźnie?...). Niestety z czasem... może to nie tak, że przestałam to doceniać, ale mam wrażenie, że właśnie przez to, że wciąż nie mogę się zdecydować na jakikolwiek konkret, tak naprawdę aktualnie w niczym nie mam tych obiektywnych osiągnięć. Przez ten stracony czas mogłam już wiele w jakiejś dziedzinie wypracować, mieć chociażby satysfakcję. Oczywiście będę musiała z czegoś zrezygnować, wciąż z bólem, ale to pojmuję. Nadal jednak nie wiem, co jest moim powołaniem, mam wrażenie, że chciałabym robić to wszystko naraz. Boję się też, że nie nadrobię już straconego czasu.
Jeśli chodzi o ludzi... Może tak być, jak mówisz, ale niestety nadal nie wiem, w jakim miejscu popełniam błąd, jak to skorygować, jak to w sobie wypracować. Co robić w ogóle?
Jeśli chodzi o tzw. środowiska, czyli np. na studiach, to mogę powiedzieć, że jestem ogólnie "lubiana", tzn. ludzie rozmawiają ze mną, normalnie się kontaktują itp. Natomiast problem się zaczyna na poziomie bliższej znajomości, nawet tej "o krok" bliższej. Np. nikt nigdy na żadną imprezę/piwo mnie nie zaprosił, tak, wiecie, jak się idzie jakąś grupą, pogadać.
Owszem, mam coś eleganckiego (? nie znajduję odpowiedniego słowa) w sposobie bycia... jestem rozszczebiotana, ale nie jest to potok pustych słów, zawsze zabieram głos jedynie, kiedy naprawdę mam coś do powiedzenia. Nie przytakuję wszystkim jak leci, ale też nie hejtuję i nie neguję na potęgę, staram się też nie zgrywać arbitra. Lubię ładnie się wysławiać, ładnie się ubierać, zachowywać się ze smakiem, to jest po prostu mój sposób bycia. A zarazem nie cierpię sztywniactwa... I tu pojawiają się dwa paradoksy - ludzie nie trawią tej "elegantszej" mnie, mam wrażenie, że czują się jacyś, hmm "postawieni do pionu", choć to nigdy nie jest moją intencją, bo niby z jakiej racji miałoby być, ja miałabym kogokolwiek "sobą" strofować?... A kiedy w tej "eleganckiej" mnie jestem jednocześnie "ja na luzie", to odnoszę wrażenie, że oni się czują jacyś zdezorientowani... i w konsekwencji się odsuwają, choć w mojej osobowości te dwie cechy są komplementarne i konsekwentne, i od zawsze taka byłam, odkąd tylko pamiętam.
Ja bardzo bym chciała bliższych kontaktów z ludźmi, ale nie mam zielonego pojęcia, jak to osiągnąć, co robić, jak przełamać to w sobie. ![]()
8 2015-07-04 23:41:25 Ostatnio edytowany przez BantrothThane (2015-07-04 23:45:01)
tk1991: Ładnie to opisałeś/aś.
RachelaZWesela: Po prostu jeszcze nie poznałaś facetów podobnych, do siebie. Bycie "człowiekiem renesansu" nie jest proste. Mało kto rozumie to, że nie potrafię wyuczyć się czegoś na maksimum możliwości, bo co chwila zmieniają mi się upodobania. Lubię to w sobie. Mogę robić tak wiele rzeczy, różnych, niezwiązanych... Nie ma co wpadać w apatię. Po prostu bądź sobą. Wyjątkową kobietą, która umie i wie coraz więcej. Brałaś poprawkę na to, że możesz być introwertyczką?
Ja jestem introwertyczką, i w dodatku perfidnym neurotykiem (to jest dopiero przeklenstwo!), a jeśli chodzi o temperament: melancholik-choleryk, znów najgorsze połączenie. Nie pomaga mi to w życiu, choć bardzo staram się walczyć ze szkodliwymi nawykami myślowymi.
Problem w tym, że potrzebujesz, by ktoś umiał z Tobą postępować, a nie zmian, bo tak naprawdę nie możemy zmienić tego, kim jesteśmy, a raczej, jacy jesteśmy. To chyba największy błąd, jaki się popełnia. Próba zmiany cech osobowości, zamiast nauczenia się z nimi żyć. Np. uznaje się, że choleryk, to melancholik, który został w przeszłości bardzo zraniony. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale wielu ludzi związanych z psychologią utrzymuje taki pogląd. Jakby ktoś chciał być dobry, dla świata, ale ten go skrzywdził na tyle, by osobowość lekko się przekrzywiła.
Ja jestem typowym introwertykiem, czyli melancholik, plus flegmatyk. Czasem mam wrażenie, że mimo że dla ludzi jestem dobry, staram się być, oni tego nie doceniają. Szufladkują, bo nie umiem reagować na pewne rzeczy, mam ograniczenia. Wkurza mnie, że nikt nie może zrozumieć, że nie potrafię się zmienić. Mogę udawać, ale nigdy nie zmienię swojego wnętrza. Tego, że jest mi źle, jak udaję. Wkurza mnie też, że masa psychologów w Polsce uważa, że introwertyka da się zmienić. Kiedy za granicą panuje przekonanie, że nie należy, bo to może wyrządzić szkody, u nas się wmawia, że wszystko da się zmienić. Taki mam bulwers.
Wiem, że to Twój temat i powinienem się skupić na Tobie, ale czasem muszę się wyżalić. Już kilka osób straciłem, bo uważały, że mam ciężki charakter, bo zawsze wiem lepiej i muszę dyskutować, zamiast po prostu się zamknąć.
Hahahaha, jeśli chodzi o moją "karierę naukową" mam bardzo podobnie. Od małego słyszałam, że jestem najlepszym przykładem, że wszechstronność jest przekleństwem ludzi zdolnych. W sumie nie mam problemu z niczym poza angielskim. Odnalazłabym się na każdych studiach tego świata, przez co cały czas zastanawiam się czy dobrze wybrałam. Cierpię na słomiany zapał i nudzę się błyskawicznie. Różnica jest taka, że ja jestem raczej ekstrawertykiem, więc jak już sama nie wiem co, po co robię to przynajmniej się dobrze bawię
.
Aczkolwiek od września zamierzam ostro wziąć się za szukanie powołania. Jak jesteś z Wawy to napisz. Poszukamy razem <3. Wprawdzie jestem raczej ścisła, ale humanistyczne, społeczne nauki też lubię
.
Nigdy nie sądziłam, że nadmiar zainteresowań może być problemem?
Z zainteresowań i umiejętności, które wymieniłaś, moją uwagę przykuła umiejętność haftu i szycia kostiumów historycznych. Ciekawa i chyba dość niszowa dziś umiejętność z której być może warto uczynić źródło dochodu ? W tym przypadku znajomość historii, czy umiejętność rysowania zapewne także będzie bardzo przydatna. O kostiumach można również pisać?
RachelaZWesela ubawił mnie twój pierwszy tekst, skoro już odprawiłaś żale za wszystkim, co mogłabyś robić, no to teraz zacznij żyć tym co masz teraz i tu.
Czegoś nie ogarniam - skoro masz zainteresowania, to czemu one nie za bardzo cię pochłaniają? Gdybym napisała, że lubię czytać, bo bardzo mnie to wciąga i relaksuje (owszem są chwilę, gdy jestem bardzo zmęczona i nie mam siły czytać, co nie neguje faktu, że lubię czytać), tzn. że po przeczytaniu książki, odłożyłabym literaturę na bok i uznała, że przez kolejną chwilę lubię np. teatr, a czytanie już mnie tak nie pociąga, nie sprawia mi przyjemności?
Czy ty czerpiesz przyjemność z tych swoich zainteresowań i talentów, czy tylko odprawiasz gorzkie żale nad tym, co mogłabyś, ale...
BanthrothThane: No jasne, swojej osobowości się nie zmieni, ale uważam, że neurotyk ma akurat dużo do wypracowania pod względem uprzedzeń, i reakcji obronnych, które go blokują. Ja osobiście chcę zmieniać swoje postępowanie tak, żeby przestać w końcu pogrążać się w smutku i bagnie nudy i bezradności.
LunaPARK: Też jedyny "problem" czyt. "mnie chce mi się" + "nie mam szczególnych predyspozycji" mam z językami. To zawsze wymaga ode mnie dużo wysiłku. Niestety u mnie tylko nie idzie to w drugą stronę - ze ścisłych interesuje mnie w sumie geografia, którą potrafię zrozumieć, bo o ile fizyka, chemia też są ciekawe, o tyle mój mózg się przegrzewa, chcąc to ugryźć od strony "technicznej".
Słomiany zapał to moje przekleństwo. I tyle w tym temacie, bo cierpię, kiedy do tego wracam i kiedy pomyślę, ile rzeczy gdzieś tam odrzuciłam, nie nasyciwszy się nimi, jak powinnam.
Niestety nie jestem z Wawy
chociaż blisko, bo z Łodzi.
Volver : Kochana, ja też nie sądziłam. Dopóki byłam podlotkiem, bardzo mi się to podobało. Wtedy jeszcze miałam w sobie jakąś siłę, żeby mnie to w jakimś stopniu pochłaniało, potem, kiedy zaczęłam dorastać, wiele rzeczy przestało mieć dla mnie sens, popadłam w straszną niemoc i depresję.
Tak, masz rację, że ta ścieżka ładnie się ze sobą łączy, ale niestety, naukowego użytku chyba bym nie mogła z tego zrobić - w Łodzi nie ma takiego kierunku jak kostiumologia, a znając opory mojego macierzystego kierunku, żeby choćby wybrać sobie po swojej myśli temat głupiej pracy licencjackiej, wątpię, żeby pozwolono mi doktoryzować się z tej dziedziny. Nie ma u nas specjalistów, więc albo się pisze z tego, co ich osobiście interesuje, albo... wybiera się inne seminarium, nie ma dyskusji. Poza tym boję się, że mam już w moim rodzinnym mieście doświadczoną rywalkę, która być może nie jest jakoś w tematy historyczne zaangażowana, ale kostiumologią się hobbystycznie i w gruncie rzeczy zawodowo zajmuje i osiąga wymierne rezultaty z tej pracy.
Chyba zrobiłam błąd, nie wybierając antropologii jako kierunku licencjackiego... Może poczułabym to powołanie wtedy. Sama już nie wiem.
Averyl: To bardzo łatwo powiedzieć. Ile razy próbowałam "zaczynać żyć tu i teraz", "wychodzić do ludzi" itp. I zawsze taka sama dupa. Kiedyś czerpałam. Kiedyś śpiewanie pod nosem albo w szkolnym chórze, występowanie w kółku teatralnym i rysowanie do szuflady mnie jarało. Ale niestety jeszcze wtedy byłam dzieckiem. Gdybym teraz chciała robić to wszystko jednocześnie - np. zaangażować się w jakąś studencką działalność teatralną (swoją drogą, nie wiem, czy u mnie coś takiego istnieje), + śpiewać w jakimś chórze + rysować np. memy i promować się w internecie + szyć kiecki historyczne i działać w rekonstrukcji + być dobrą studentką (tzn. przygotowywać się jakoś do przyszłej pracy badawczej) + zarabiać na siebie.... To sama się domyślasz, że tak się nie da. Albo zatyrałabym się na śmierć (bo już podejmowałam próby działania na kilku frontach i wielką czkawką mi się to odbiło), ale to nawet nie o to chodzi... jak się robi wszystko, to siłą rzeczy nie jest się dobrym w niczym. Gdybym sobie obrała coś, co jest moim "main", może na powrót potrafiłabym przywołać trochę te wszystkie inne zdolności, dla własnej przyjemności. Może i bym mogła... sama nie wiem. Na razie walczę z potworną niemocą, która mnie trawi od środka, czuję się niestety coraz bardziej bezsilna wobec życia w ogóle, i muszę najpierw jakoś wyjść z tego stanu, inaczej nie ruszę.
Brzmi to bardzo 0-1. Chciałabyś chyba 100% czasu poświęcić na jedno, najlepsze hobby... tylko po co? Możesz śpiewać pod nosem i szyć starodawne suknie ![]()
Układ 0-1 to bardzo dobry sposób na życie, tylko musisz sobie sama szczerze powiedzieć, co dla ciebie jest ważne. Niestety, żyjemy w takich czasach, że wszystko jest najważniejsze, najpotrzebniejsze, najpilniejsze, naj... a potem człowiek popada albo w nerwicę, albo jest wykończony fizycznie i psychicznie i odbija się to na zdrowiu, albo doskwiera mu samotność, albo brak sensu w życiu, albo takiej zwykłej radości z dnia codziennego (i wcale nie jest to cecha dziecięca, jest to jakaś prawda życiowa, do której trzeba dorosnąć)
Nie musisz mieć 1000 zainteresowań, nawet jeśli lubisz siebie jako taką indywidualistką, człowiek renesansu, wystarczy ci 999 zainteresowań i dobra relacja z drugim człowiekiem, no ale sam musisz ułożyć sobie listę priorytetów.
Co do studiów - jeśli ich nie lubisz, i męczy cię uczenie czegoś nudnego, to zmień kierunek. Ze studiami to wcale nie jest tak, że zrobisz sobie jakiś kierunek i jesteś super-specjalistką, jedyną w kraju - studia to taka baza, by wykorzystać wiedzę w innych kierunkach.
Nie znam Cię na tyle, żeby stawiać konkretne diagnozy i upierać się przy swoich wizjach ale? może warto przynajmniej spróbować ? Dlaczego z góry zakładasz, że to się nie uda ? Ludzie z pasją, zdeterminowani i przekonani do swoich racji mają wyjątkowy dar przekonywania?
Sama kończyłam ekonomię i pracuję w ?cyferkach? ale od zawsze interesowałam się także literaturą, filozofią, sztuką, psychologią. Pisząc pracę magisterską zapytałam promotora, czy wraz z analizą finansową przedsiębiorstwa, nie mogłabym podjąć się również rozważań nad odpowiedzialnością społeczną współczesnych przedsiębiorstw, ich roli w tworzeniu warunków do lepszego życia lokalnych społeczności. Dla mnie maksymalizacja zysku, nigdy nie powinna odbywać się kosztem pracowników, a etyka w biznesie nie jest pustym sloganem, dlatego chciałam to przy okazji prezentacji wszelakich wskaźników także poruszyć...
Rozumiem, że masz w mieście doświadczoną rywalkę, tylko czy obecnie to rzeczywiście problem ? Kostiumy to nie bułki, które sprzedajesz okolicznym mieszkańcom. Przecież żyjemy praktycznie w globalnej wiosce? ![]()
Gdybym teraz chciała robić to wszystko jednocześnie - np. zaangażować się w jakąś studencką działalność teatralną (swoją drogą, nie wiem, czy u mnie coś takiego istnieje), + śpiewać w jakimś chórze + rysować np. memy i promować się w internecie + szyć kiecki historyczne i działać w rekonstrukcji + być dobrą studentką (tzn. przygotowywać się jakoś do przyszłej pracy badawczej) + zarabiać na siebie.... To sama się domyślasz, że tak się nie da. Albo zatyrałabym się na śmierć (bo już podejmowałam próby działania na kilku frontach i wielką czkawką mi się to odbiło), ale to nawet nie o to chodzi... jak się robi wszystko, to siłą rzeczy nie jest się dobrym w niczym.
Błąd! Z wszechstronności płynie największa siła; i to jest sam rdzeń humanistyki. To zawsze wymaga sporego wysiłku, ale jeśli ustali się właściwie pewną kolejność skupiania się na poszczególnych dziedzinach, to myślę, że nie trzeba się zatyrać na śmierć
.
Dzisiaj, w czasach terroru myślenia utylitarnego, próba wszechstronnego rozwoju jest szczególnie ryzykowna. Sprzeciwiają się jej presja ekonomiczna i niezrozumienie przez przytłaczającą większość ludzi. Obu tych rzeczy, jak zrozumiałem, doświadczyłaś.
Myślę, że twoje refleksje idą w dobrym kierunku, to znaczy na czymś się skoncentrować, by odblokować swoją chęć do działania w ogóle. Ciekawie gdzieś tu wskazywałaś, że to by mogło pomóc ci odnaleźć na powrót dawne zdolności. Do tego świetnie nadają się studia o rozproszonej tematyce. Z mojej strony polecam filozofię - z całego serca. Być może antropologia też byłaby rozwiązaniem.
18 2015-07-06 09:13:24 Ostatnio edytowany przez Andaar (2015-07-06 09:44:11)
Nie chce cię dobijać jeszcze bardziej niż jesteś, ale uważam tak jak ty to sama zauważyłaś, ze trzeba było wybrać antropologię (bo obecnie u nas ci dostatek humanistów najcześciej poszukujących pracy). Co nie zmienia faktu, ze musisz być cholernie ciekawa osobą jeśli chodzi o osobowość i temperament.
EDIT:
Choć jeśli się przyłożysz to powinno ci się w życiu udać (wiem, wiem podcinanie skrzydeł), ale obecnie prawie wszystkie nauki poszły tak do przodu, ze człowiek w tych czasach nie jest w stanie być omnibusem lub alfą i omegą (po prostu nie jest się w stanie nauczyć tylu dziedzin, na nawet trudno przecież nauczyć się wszystkiego i wiedzieć z jednej, wybranej przez siebie dziedziny).
19 2015-07-07 07:27:23 Ostatnio edytowany przez speak (2015-07-07 07:40:42)
Aż się zarejestrowałam żeby skomentować.. RachelaZWesela - Twój pierwszy post jakby opisywał mnie. Dosłownie. Mam 21 lat. (Rocznik 94). Od pazdziernika idę na trzeci rok studiów. Studiuję nowy kierunek (wybacz, nie chcę pisać dokładnie gdzie i co. Może na priv) dot. nowych mediów (wszystko co z nimi związane). Czuję się, jak pod ścianą.. Kompletna pustka. Pomimo tego, że także wiele osób mi mówi, że mogłabym robić wiele wiele rzeczy. Uczestniczyłam we wszystkich stricte humanistycznych kołkach zainteresowań w przeszłości. Plastyczne, techniczne, dziennikarskie, teatralne itp. Brałam także udział w projekcie Socrates Comenius. Niestety nie wyjechałam na wymianę przez chorobę (i długi pobyt w szpitalu), która wzięła się, tak myślę, ze zbyt wielkich ambicji, wrażliwości, braku pewności siebie, ciągłym dążeniu do perfekcsji, kontroli ciała.. Pewnie już domyślasz się o jaką chodzi?
Poza tym uwielbiam pisać, robię to od najmłodszych lat. To jest jedyna pasja, która jest ze mną od zawsze. Zaczęło się od przepisywania książek całymi dniami, poprzez pisanie pamiętnika na szlakach górskich
a w końcu osobistego pamiętnika, którego piszę od trzynastego roku życia.
Przez to, że nie działam konkretnie, tylko na własny użytek czuję nasilającą się frustację i ciągłe marnowanie czasu.. Czuję, że zmierzam do nikąd. Nieustanne poczucie niemocy i osamotnienia. Najgorsze jest to, że jestem samotna tylko i wyłącznie z własnej winy, bo znajomi często dzwonią (a raczej dzwonili, bo jak ciągle odmawiasz, to wiadomo, że człowiek traci nerwy) ale to ja wynajduję wymówki. Wynika to z tego, że oni są tacy.. zwykli? Rozmowy o facebookach, instagramach, snpchatach, durnych plotkach, bardzo przyziemnych sprawach.. To nie dla mnie. Może to zabrzmi gburowato, ale ja po prostu nie mogę znalezc osoby (na zywo) z którą chciałabym się spotykac.
Poza tym poniższy opis to także 100% ja:
Ja jestem introwertyczką, i w dodatku perfidnym neurotykiem (to jest dopiero przeklenstwo!), a jeśli chodzi o temperament: melancholik-choleryk, znów najgorsze połączenie. Nie pomaga mi to w życiu, choć bardzo staram się walczyć ze szkodliwymi nawykami myślowymi.
Zakładam, że im więcej byś napisała o sobie, tym bardziej by to się pokrywało z moim charakterem. To się czuje ![]()
Oczywiście mnóstwo marzeń, które póki co istnieją tylko w mojej głowie.. ale to dzięki nim mam ochotę wstawać każdego dnia. Od liceum marzę także o podróży dookoła świata.. O autostopowaniu.
Szkoda, że tak wartościowi ludzie jak Wy tutaj się udzielający mają tak mało wiary w siebie, kiedy ci, którzy niewiele sobą reprezentują pchają się wszędzie drzwiami i oknami..
20 2015-07-18 16:50:36 Ostatnio edytowany przez listonoszka (2015-07-18 17:02:04)
Takie coś jest typowe dla humanistów. Radziłabym jak najszybciej znaleźć pomysł na siebie, bo potem będzie ci bardzo trudno znaleźć pracę. Czy w jakiejkolwiek z twoich "pasji" jesteś tak dobra, że ktoś by ci za twoją pracę zapłacił?
Bo jak ktoś ma pełno zdolności, to, sorry, ale z reguły oznacza to, że nie ma prawdziwych zdolności. Chyba, że jest geniuszem, ale ty chyba nie jesteś co?
Wiele z tych rzeczy, które opisujesz to raczej potencjał niż umiejętności. Piszesz, że mogłabyś dobrze śpiewać, ale masz niewyćwiczony głos (czyli w domyśle nie śpiewasz). Że masz talent aktorski. A skąd to wiesz? Powiedział ci specjalista? Czy mama?
Tak naprawdę nie podajesz żadnych umiejętności ani sukcesów, które by te umiejętności potwierdzały (nagrody, stypendia).
Szczerze ci radzę zająć się rozwijaniem umiejętności. Ja mam mnóstwo stypendiów i nagród a i tak po studiach humanistycznych (kilka kierunków), mimo kursów dokształcających z "poważnych" kierunków, znaleźć dobrze płatną pracę jest trudno.
I zastanowiłabym się nad tym "poczuciem osamotnienia". W poście wydajesz się arogancka i bardzo dziecinna. Nie znam cię, nie wiem, czy w realu też taka się wydajesz, ale jeśli tak, to może warto nad sobą popracować.
listonoszka: pierwsze moje pytanie : ulżyło Ci
? Jeśli tak, to cieszę się. Bo inaczej wrzodów się nabawisz jeszcze.
Będę arogancka, ale dopiero dla Ciebie.
Używać formy "radziłabym" możesz wobec swoich klientów, jeśli założysz firmę doradczą, ale ja sobie wypraszam.
Za to Ty jesteś geniuszem, postaw sobie może ołtarzyk i bij pokłony codziennie wieczorem, to zaspokoi ten głód uznania, który Ci doskwiera do tego stopnia, aż musisz uciekać się do miernej ironii typu: "ale ty chyba nie jesteś, co?". Żenujące.
Żenującą mentalność musisz mieć również, skoro myślisz, że wszystkie zdolności muszą być potwierdzone nagrodami i stypendiami.
Pochwaliłaś się swoimi stypendiami i sukcesami wszem i wobec? Gratuluję. Powodzenia w przyszłości.
I wypraszam sobie branie moich "pasji" złośliwie w nawias. Bo zaraz zacznę szydzić z Twojej osoby.
Jeśli ktoś tutaj jest arogancki i dziecinny, to właśnie Ty, skoro piszesz post jedynie, by schlebić sobie i się wyzłośliwić, to własnie jest objaw zarówno arogancji, jak i dziecinności. Ale jestem w stanie zrozumieć, jak ktoś ma problemy z poczuciem własnej wartości to pluje jadem tam, gdzie się nie boi - w internecie. Też popracuj nad sobą, żmijo. I nie życzę sobie, żebyś więcej wypowiadała się w tym wątku - sabatnik dla wiedźm jest gdzie indziej.
Jeszcze raz - moje gratulacje, pracuj nad poczuciem własnej wartości, i adieu stąd.
A wszyscy przedmówcy tej pani - dziękuję Wam za merytoryczne i dobre słowo. Również tym, którzy czują się w podobnej sytuacji, jak ja. Ściskam Was gorąco za Waszą życzliwość i szczerą chęć pomocy. ![]()
To bez wątpienia jeden z najciekawszych tematów tutaj i będę go śledzić na bieżąco.
Ludzie nie dostrzegający prawdziwego świata, ludzie bez wysoko rozwiniętej empatii nie potrafią zrozumieć, co czuje taka osoba. Niby jest się otoczonym przez ocean ludzi i można do kogoś gębę otworzyć, a i tak czuje się, jakby się było samemu.
Rozumiem ludzi. Tak, szczerze i naprawdę. Potrafię pomóc i doradzić w każdej sprawie. Potrafię się wczuć i spojrzeć na problem przez jej oczy. Najgorsze jest to, że Ci sami ludzie nie potrafią zrozumieć mnie, ja czuję się "wykorzystany", czy "mniej ważny" i koniec końców się wycofuję. Dla większości ludzi życie jest proste - znaleźć pracę, założyć rodzinę.
Nie neguję tego, bo każdy żyje jak chce, ale sam od życia chciałbym coś więcej tylko że... Nie wiem dokładnie co.
Jestem spragniony wiedzy (powód dla którego się tutaj zarejestrowałem - interesuję się psychologią, relacjami między ludzkimi, zachowaniami, sposobem myślenia... A to forum to istna kopalnia wiedzy), czytam bardzo dużo - książki, artykuły na Wikipedii i wszystko co mi wpadnie w ręce. Uczę się języków, ciągle staram się poszerzać horyzonty i uczyć się nowych rzeczy. Ale pomimo tego wszystkiego, pomimo tego że powinienem (a nawet bym chciał), to wciąż nie potrafię się zaangażować w coś w 100%.
Ludzie myślą że nie mam ambicji, czy pasji, a tak naprawdę jest wręcz przeciwnie. To przytłaczające...
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że listonoszka dobrze napisała, choć mogłoby się wydawać że w płytki sposób. "Zwykli" ludzie (bez urazy, ma się rozumieć) nas tak postrzegają i słyszałem to już wielokrotnie. Nie wiem gdzie leży powód tego wszystkiego - czy to brak ukierunkowania ze strony dorosłych, czy sporo stresu w dzieciństwie. Ktoś kto nie chce tego zrozumieć, nigdy nie zrozumie.
23 2015-07-18 20:17:30 Ostatnio edytowany przez Volver (2015-07-18 20:18:03)
Evens masz dopiero 21 lat. Nic w tym dziwnego, że wiele rzeczy Cię interesuję i wciąż jeszcze jesteś jednostką "poszukującą". Próbuj, odkrywaj, pogłębiaj, sprawdzaj na własnej skórze. Zapewniam Cię, że nic się nie zmarnuje z wiedzy i umiejętności jakie nabędziesz podczas tych poszukiwań. Moim zdaniem głód wiedzy, to jeden z najlepszych darów od losu...
Kto szuka ten znajdzie Evens ![]()
24 2015-07-18 21:26:23 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2015-07-18 21:29:33)
sorki dubel
Ta "logiczna" część mnie wie, że masz rację, ale ta odpowiedzialna za emocje nie czuje tego, chociaż bardzo się staram.
Ja po prostu nie widzę drogi końcowej, ani celu. Każda wędrówka jest wspaniała, gdy ma się jakiś cel - wejście na szczyt góry, zrobienie zdjęć nad morzem. Ale ja (żeby to jak najprościej napisać) nie mam siły do życia, bo nie wiem po co żyję. Idę przez życie bo muszę, a nie dlatego że chcę. Tak jakby ktoś wskazał kiedyś kierunek i powiedział "idź", a Ty nie wiesz dokąd.
Ale to nie wszystko. Ta moja "logiczna" część mnie rozumie, że to "idź" nie miało znaczyć "dojdź tam gdzie miałem na myśli byś doszedł", tylko "jesteś wolny, rób co chcesz, świat leży u Twoich stóp, a w trakcie podróży napawaj się widokami, bo życie jest piękne".
Czyli tak w skrócie idę przez życie, cieszę się z tego kim jestem, co osiągnąłem, ale chociaż nie mogę się doczekać mojej przyszłości bo im dłużej żyję tym więcej rzeczy się dowiem, tym większą ilość ludzi spotkam, tym więcej przeczytam (i tak dalej...) to jednak przeraża mnie wizja tego, że za 5/10 lat dalej nie będę wiedzieć, czego oczekuję od życia.
Od zawsze powtarzam, że sensem życia jest znalezienie sensu życia (choć sporo osób tego nie rozumie) - dla jednego jest to dom, rodzina. Dla drugiego zaliczenie wszystkich burdeli w Europie. Dla trzeciego taka praca, by mógł się chwalić ile zarabia. A ja? Naprawdę nie wiem...
Mam świetną rodzinę, mam przyjaciół z którymi mogę pogadać od serca, mam dziewczynę, mam pracę którą lubię, dużo podróżuję. Powinienem czuć się spełniony, bo mam z kim podzielić się o swoim dniu, mam z kim wyjść na piwo, mam sporo wspomnień z podróży ale jednak... Czegoś mi ciągle brakuje. I to mnie frustruje.
Czuję że nie pasuję tutaj, że to nie moje miejsce. Czuje się jak na tratwie na środku morza. Niby wszędzie woda, a nie ma co pić. Niby wszędzie ludzie, ale jednak...
Ludzie mnie na dłuższą metę drażnią. Są zawistni, kierują się emocjami, nie potrafią spojrzeć na świat z szerszej perspektywy, brak im empatii i zrozumienia. Są gnojami, złodziejami, albo i gorzej. Nie rozumiem i nie zrozumiem, jak można na przykład zdradzić kogoś kogo się kocha(ło), jak można kogoś uderzyć (w szczególności dziewczynę). Po co w ogóle bijatyki, skoro można porozmawiać? Nie rozumiem wyścigu szczurów w stylu "ja mam to, ja mam tamto", nie rozumiem dlaczego ludzie udają miłych, a za plecami obgadują, wyśmiewają i wytykają palcami, nie rozumiem braku szczerości i kłamstw...
Dziękuję za miłe słowa w każdym razie. Oczywiście będę żyć tak, jak żyłem bo wierzę, że w końcu wszystko się ułoży ale... Czuję jakbym marnował czas, bo nie wiem czego chcę...
Nie widzę nic złośliwego w poście listonoszki-napisała szczerze,że Twoje pasje nie są tak naprawdę pasjami.Ktoś kiedyś napisał:Pasja to wewnętrzna motywacja, chęć działania, widzenie pozytywnych obrazów sukcesu.
Ty nie masz pasji,masz umiejętności,których nie rozwijasz,nie masz motywacji,kto wie może nawet nie wiesz,że niektóre Twoje umiejętności okazałyby się bardzo poślednie gdybyś poddała je pod ocenę jakiemuś ekspertowi.
Listonoszka nie napisała,że jest geniuszem,temat jest o Tobie więc nie rozumiem dlaczego oburzasz się krytyką.
Może to jest clue-nie umiesz przyjąć krytyki i dlatego nie rozwijasz swoich umiejętności?
To nie żadna żenująca mentalność,sukcesy i stypendia to miarodajne na ogół odnośniki.Uważasz,że Twoja,subiektywna ocena jest bardziej miarodajna? ![]()
Czy listonoszka sobie schlebia? Napisała choćby jedno zdanie o sobie?
Nie wyzywaj ludzi mających inne od Twego zdania od żmij i wiedźm bo to wyjątkowo chamskie.
A tu może pisać każdy kto ma ochotę i a Twoje życzenia mogą mało forumowiczów obchodzić.
Dorośnij do tego,że nie dostaniesz wyłącznie pochlebstw a potem zakładaj temat na forum o sobie.
Evens wbrew pozorom doskonale rozumiem Twoje aktualne rozdarcie i frustrację. Jednocześnie mam niestety wrażenie, że jesteś wobec siebie nad wyraz krytyczny i wymagający. Może się mylę ale Tobie nie tyle chodzi o znalezienie celu, ile o znalezienie wystarczająco "poważnego" celu. Mam świadomość, że żyjemy obecnie w czasach propagandy, która stara się w nas wmówić, że współczesny człowiek powinien bez ustanku rozwijać się, ku czemuś dążyć, pędzić naprzód, że nie działanie jest czymś złym i godnym pogardy. Koniecznie trzeba mieć "ważny" cel w życiu, najlepiej imponujący innym. Oczywiście sama staram się żyć w miarę świadomie, nie osiadać na laurach i rozwijać się w miarę możliwości, ale jednocześnie pilnuję aby nie stać się niewolnikiem nieustannych dążeń. Sadzę, że warto mieć jednak swego rodzaju umiar w tym dążeniu do bogatego i sensownego życia. Absolutnie nie neguję tutaj Twojej potrzeby istnienia celu jako warunku sensu życia, a jedynie zachęcam abyś naprawdę docenił to co już masz. Fajna rodzina, przyjaciele, praca którą lubisz, podróże... Doceń chwile obecną i zwyczajnie w niej bądź. Być może kiedy dobrze osiądziesz w teraźniejszości, nauczysz się czerpać z niej radość, cel pojawi się sam?
Po drodze, nie pogardzaj też małymi celami ![]()
Co do Twojej oceny innych ludzi, mogę Cię zapewnić, że z czasem i wiekiem zdecydowanie złagodniejesz w tych ocenach. Ludzie z natury są raczej słabi i ułomni. Jeżeli czynią zło,to najczęściej z niewiedzy i lęku. Wszyscy dokonujemy czasami niewłaściwych wyborów, chociaż w chwilach ich podejmowania jawią się nam one jako jedynie słuszne. Dopiero perspektywa czasu i owoce tych decyzji weryfikują nasze postrzeganie. Zresztą nieistotne jest jak żyją inni i jakich wyborów dokonują. Nie oceniaj. Żyj po swojemu i zgodnie z zasadami, które cenisz.
Nie czytałam wszystkich postów. Mam nadzieję, że nikt jeszcze o tym nie pisał.
Masz szansę na pracę po tym licencjacie? Niektóre osoby żałują, że wybrały to co je interesuje gdy nie mogą dostać pracy.
Napisz na kartce plusy i minusy tych wszystkich zawodów, o których myślisz i zastanów się czy miałabyś szansę na pracę.
Brak Ci dystansu autorko, dlatego zareagowałaś agresywnie na post listonoszki, który niesie w sobie dużo prawdy. Umiejętności, pasje, które nie przynoszą żadnych wymiernych korzyści (niekoniecznie materialnych) nie mają znaczenia. Żadnego. Mogą być co najwyżej hobby, wypełniaczem wolnego czasu. W dzisiejszym świecie szczególnie zawodowym musisz być ekspertem w konkretnej dziedzinie. Wiedza jest tak zaawansowana i na tak wysokim poziomie, że na poważnych stanowiskach, w poważnych firmach nie da się wiedzieć wszystkiego i być ekspertem we wszystkim. Jedna spraw to coś lubić, a druga sprawa być w czymś dobrym. Ja też mam bardzo szerokie zainteresowania od piwowarstwa zaczynając, przez komputery, na medycynie kończąc. I we wszystkim nie chwaląc się jestem dobry, ale jest i tak pewna dziedzina w której jestem najlepszy i w której się spełniam. Reszta to hobby, czasem przynoszące dodatkowe pieniądze ale jednak nadal hobby. Brakuje Ci przede wszystkim dystansu, a sama mówisz, że ludzie trzymają się na dystans. Szczerze? Czytając posty od pierwszego jest w nich coś co mnie odpycha. Ton tych postów jest niezbyt fajny, a jak ktoś napisze coś co Ci nie pasuje to reagujesz agresywnie. Nie tędy droga. Tak przyjaciół, znajomych nie zdobędziesz. A będziesz się męczyć w życiu zawodowym bo tam jesteś oceniana na każdym kroku.
Talenty to jedno, wytrzymałość to drugie. Sama szybko się "nudzę", ale nauczyłam się, że oprócz nowych zainteresowań, potrzebuję rownież nowych wyzwań. Lubię pisać, ale gdy czuję, że zaczyna mi się "nudzić", stawiam się kolejny cel, nacisk na rozwój. Nie można co chwile przeskakiwać, bo w niczym się nie będzie dobrym. Musisz się tego nauczyć i starać się stawiać sobie cele, wyzwania. Mi przynajmniej to pomaga.
Rachela, Twój temat jest mi bardzo bliski, też mam wiele zainteresowań, do kręgy tych najbliższych należą: psychologia, filozofia, literatura, aktorstwo, zarówno z obszaru przedmiotów humanistycznych jak i ścisłych. Przez długi okres czasu, w gimnazjum byłam dobra ze wszystkiego po trochę (miałam piątki ze wszystkiego) i tak naprawdę z niczego, nigdy na dobrą sprawę nie licząc jednej rzeczy nie odniosłam sukcesu w żadnym konkursie czy olimpiadzie, bo nie umiałam poświęcić się czemuś na 100%, całymi dniami siedziałam w książkach, a w liceum to mi już nie wystarczyło. Wprawdzie teraz studiuję kierunek, który mnie bardzo interesuje, nie żałuję swojego wyboru, ale po nim chciałabym jeszcze coś ukończyć, tylko nie wiem czy nie będę "za stara" już wtedy na to. Piszę hobbystycznie, ale wszystko czym się interesuję dzieje się w moim domu, nic profesjonalnie, na szerszą skalę. Zawsze mnóstwo oporów, lęków, blokad, mechanizmów obronnych, brak odwagi by swoje marzenia wcielać w życie. Zawsze mam poczucie jakiegoś braku, głód wiedzy, poczucie, że umiem, wiem o wiele, wiele mniej od innych. No i znajomych też mam niewielu, nigdy nie udało mi się nawiązać bliższej znajomości z kimś, spotkałam wprawdzie jedną naprawdę bratnią mi duszę, ale to nie jest przyjaźń, ot zwykłe koleżeńskie relacje. Jestem świadoma tego, że wzbudzam dystans u ludzi i sama się dystansuję, typ introwertyka, neurotyka, nieśmiałej dziewczyny, ludzie przeważnie potrzebują kogoś z kim mogliby się od czasu do czasu pobawić, ludzi spontanicznych. Nie mówię, że nie potrafiłabym być taka, ale ktoś uważany za osobę spokojną i nieśmiałą raczej nie jest postrzegany jako osoba dobra do towarzystwa...
Witaj miałem podobnie ! Studiowałem st. Międzynarodowe ale w weekendy interesowałem sie ekonomią , antropologią itp .. skończyło sie to pracą na myjni samochodowej za 5złna godzinę i ostrą depresją... Ale los się odmienił uczę się na pielęgniarza i ten zawód ci polecam masz wszystko uczysz się medycyny, prawa, psychologi a zapotrzebowanie jest i bedzie ....