Mam problem. Potrzebuje spojrzenia z boku i obiektywnej oceny. Wiem, ze istnieją pewne schematy i mam swoje podejrzenia ale wolałabym zeby ktoś inny ocenił. Ludzie jednak sa do siebie podobni i często maja podobne reakcje, moze znajdzie sie spec, który reaguje podobnie ![]()
Rozstałam sie z mężem 4 lata temu. Maz ode mnie odszedł. Ot tak. Po nastu latach razem- bo kompleksy bycia jedyna konietą w jego życiu, bo internetowe flirty, ciekawość, przyjaciółki dookoła, chęć zaznania dawno utraconej wolności w kazdym zakresie. I co za tym idzie, kryzys, depresja, ze nic go w życiu juz nie czeka, ze dzieci i żona odbierają mu zycie, wypalenie itd.
Z drugiej strony, mocny strzał statusowy, materialny, biznesowy w gore co dodało skrzydeł, odwagi i jeszcze tylko podkręciło oczekiwania.
Rozstaliśmy sie w ogromnych emocjach. Próbował sie wybielić zwalając winę na mnie, umniejszał, traktował jak zło, jakbym to ja zniszczyła mu zycie a on biedny i poszkodowany, musi teraz odejść od rodziny i żyć!
Czerpał sie, obrażał mnie, poniżał... Typowa przemoc psychiczna. Im mnie było gorzej tym jemu lepiej.
Walczylam, prosiłam, proponowalam, płakałam- popełniłam wszystkie klasyczne błędy zostawionej kobiety.
Reakcja- j.w.
Dodam tylko, bo mysle, ze to istotne- w życiu nam sie układało, w łożu petarda i trzęsienie ziemi, psychicznie i fizycznie przyciaganie, pociąganie itd. Wiem, ze fizycznie zawsze byłam u niego 10tką a to istotne dla niego bardzo.
Ok. Rozstaliśmy sie. Lata mijały, emocje mijały, nastała cisza.
Ostatni wspólny sex ponad 2 lata temu. Czy ma kogos? Nie wiem. Czy miał w ogóle? Nie wiem. Czy zaznał upragnionej inności/odmienności/nowosci? Nie wiem. Jesli nawet to były to jednorazówki. Oficjalnie jest sam cały czas.
Co widze teraz?
Zupełnie innego człowieka, nie widze w nim tej pychy, tej sztucznej radosci jaka mi przedstawiał, tej dumy z powodu własnych wyborów.
Widze smutnego, samotnego, zgorzkniałego człowieka.
Czy zycie wyglada tak jak miało? Chyba nie.
To ja miałam byc ta samotna, opuszczona, splakana i zaniedbana osoba. On miał brylować i żyć.
Ja odbilam sie od dna. Jestem sama ale szczęśliwa, żyje, rozwijam sie, prowadzę normalne zycie zgodne ze swoimi wartościami. Wiem, ze mam powodzenie i nie żyje w strachu, ze to juz koniec wszystkiego... Dbam o siebie, wypieknialam, wydoroślałam i mam twardy charakter.
Jestem zdystansowana do niego, nie ma we mnie żadnych emocji.
Natomiast u niego jest wrecz przeciwnie.
Zachowuje sie jakby mu ktoś skrzydła podciął. Baluje, szlaja sie weekendami po kumplach zamiast np zając sie dziećmi, nie rozwija sie a wrecz mam wrażenie, ze cofa... Cały wolny czas zamula przed netem telefonem albo na graniu w x-boxa. Ma hobby ale to wypady raz na tydzień/dwa..
Jak sie widzimy to jest istna huśtawka nastrojów. Raz miły, raz sie uśmiecha jakby chciał mnie poderwać, zjada wzrokiem, obserwuje... raz obojętny i zimny albo dla odmiany zaangażowany i zainteresowany a raz szuka tylko powodu, zeby mi dopiec. I to dopiekanie ma konkretny cel- pocisk. Wyciąga wtedy armatę na muchę. Tak to widze. Ja sie nie daje prowokować, ba, mnie to nawet nie wnerwia ale śmieszy, to jego szarpanie sie z własnym sobą.
To sa sporadyczne sytuacje bo i kontakt mamy sporadyczny ale sa. Ja je widze i widze w nim zmiany.
Ewidentnie sobie nie radzi ale z czym?
Czasem sie zastanawiam czy on mnie obwinia... i ma żal, ze nie wyszalal sie za moim przyzwoleniem zeby "jesli sie juz znudzi bądź nie uda to inne zycie", nie wrócić sobie do mnie. Tej czekającej, matkujacej i dającej szanse.
Czy to nie tak, ze kiedy on staje sie najpierw miły i zaangażowany, następnie lekko uwodzicielski czy troskliwy- to w jego mniemaniu nie jest przypadkiem wyciągnięciem ręki w moim kierunku z oczekiwaniem na moj ruch. A kiedy tego ruchu nie ma, to następuje chwilowa frustracja, złość, niechęć i to swoiste odbicie mi swoich emocji w formie ciosu.
Moje zachowanie jest bez zmian. Jestem normalna. Nie czuje złości ani nie mam potrzeby miec w nim wroga bo to dziecinada. Mamy dzieci i miliard spraw wspólnych. Po co?
Poza tym... Emocjonalnie jestem wyjałowiona w stosunku do niego.
Czasem sie tylko zastanawiam, o co jemu tak na prawdę chodzi?