netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

zdrada, kłamstwa i rozstanie

8 odpowiedzi2 843 wyświetleniazałożony przez bombastik, 25.06.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdrada, kłamstwa i rozstanie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1 Ostatnio edytowany przez bombastik (2015-06-25 13:43:43)

Temat: zdrada, kłamstwa i rozstanie

Witam,

Na wstępie chciałem zaznaczyć że jestem facetem, nie widziałem nigdzie opcji żeby ustawić płeć wink

Chciałem podzielić się swoją historią z wami, może ktoś mi pomoże dojść dlaczego tak się stało a nie inaczej.

Ja- student 24 lata, normalny, wiem czego chcę od siebie, świata.
Ona- 22/3 lata(w przyszłym tyg urodziny), studentka chcącą zrobić karierę naukową.
Jej głównym problemem było/jest to że nie może wyleczyć się ze swojego byłego. Byli ze sobą na II roku, zostawił ją tak po prostu, bez jakiegoś konkretnego powodu. Z tego powodu wpadła w depresje, z której leczy się/leczyła po dziś dzień czyli przez dwa lata.
Studiujemy to samo, na tym samym roku(ja byłem rok wyżej ale musiałem zrobić roczną przerwę dlatego do nich dołączyłem) więc przez ten cały czas musiała chcąc nie chcąc widzieć go na uczelni.

Do rzeczy, nas związek trwał przez pół roku. Zaczęliśmy się spotykać od listopada, w grudniu byliśmy nie oficjalną parą, tzn. najbliżsi znajomi wiedzieli, na uczelni staraliśmy się ukrywać, nie afiszować. Ludzi na roku niezbyt dużo i typy raczej które wbiją Ci nóż w plecy niż pomogą więc staraliśmy uniknąć plotek itp.. Ogólnie związek skończył się w połowie maja.

Kiedy zaczęliśmy się spotykać była w związku z jednym gościem, miało się to już ku końcowi, ja byłem ostatecznym argumentem do zakończenia tej znajomości. To ona była stroną która wyszła z inicjatywą i dawała mi wyraźne znaki że jej się podobam itp.. Ogólnie wszystko działo się bardzo szybko do tego stopnia że już w grudniu praktycznie mieszkałem u niej(5 dnia 7 spałem u niej). Początkowo trochę mnie to przerażało i podchodziłem do tego z rezerwą, jednakże po nowym roku zacząłem się angażować coraz bardziej, zaczęło pojawiać się uczucie że chcę z nią być. Z jej strony jak to osoby z depresją bywały czasami ciężkie dni, najgorzej było gdy wracała do domu na weekend albo coś jej nie wychodziło na uczelni, wtedy nachodziły ją czarne myśli typu czy to ma sens, że ona nigdy się już nie zakocha itp., trwało to przeważnie jeden dzień, po czym było dobrze, nawet bardzo dobrze między nami. Doszliśmy nawet do wniosku że od przyszłego roku fajnie byłoby zamieszkać razem wtedy nie tracilibyśmy czasu na dojazdy do siebie( 30 min w jedną stronę). Wspólne plany na wakacje, Opner, przyjazdy do niej w odwiedziny jak tylko będzie to możliwe itp.. W lutym moja przyjaciółka, a jej dobra koleżanka urodziła dziecko, w szpitalu, a potem w domu mówiła parę razy że chce mieć ze mną dziecko, wtedy bardzo się z tego powodu cieszyłem, byłem szczęśliwy i taki łał, że to może już jest ta jedyna.

Ogólnie wszystko zaczęło się pieprzyć w kwietniu(początek, połowa bez znaczenia), coraz częściej zaczęliśmy się kłócić, o coraz to mniejsze pierdoły. Dużo czasu poświęcała na karierę naukową, w tym organizacje konferencji naukowej. Jak dla mnie za dużo siedzieliśmy w domu, oczywiście były wyjścia na miasto itp. ale ja chciałem trochę częściej wychodzić. Czasami było tak że już byliśmy umówieni na wyjście do kina np. to nie szliśmy bo miała za dużo pracy albo źle się czuła. Gdy chciałem usiąść i porozmawiać o tym problemach to z jej strony nie było problemu, gdy powiedziałem że jestem trochę zazdrosny(nigdy nie kontrolowałem, w pełni ufałem) o to że spędzamy ze sobą mało czasu jako normalna para, bywało tak że przyjeżdżałem wieczorem, uczyliśmy się, pisali pracę itp., szliśmy spać a rano na uczelnie. To zrobiła mi wyrzuty że jestem zazdrosny o jej przyjaciela czy kolegę z którym organizuje konferencję, jak powiedziałem o tych nocach to stwierdziła że w takim razie jeżeli nie chcę to nie muszę spać u niej. Nie powiem zabolało mnie to trochę dlatego nie chciałem tego zmieniać. Wracając do kwietnia, wymyśliliśmy że na majówkę pojedziemy do Berlina. Zorganizowałem wszystko: przejazdy, noclegi tylko że trzeba było zapłacić wcześniej, ja nie miałem karty(czekałem na nową) a jej nie działała, z tego powodu pokłóciliśmy się w sumie najbardziej, do tego stopnia że przez jakiś czas nie odzywaliśmy się do siebie i stwierdziliśmy że nigdzie nie jedziemy. Karta przyszła tydzień później wszystko zorganizowałem na nowo i piszę do niej czy dalej chcemy jechać bo mam wszystko dograne tylko zapłacić a ona mi odpisała że jedzie na majówkę do domu i że mnie bardzo przeprasza. Wcześniej nic nie mówiła o tym że jedzie do domu, myślę sobie dobra, to ja jadę do Wawy, chciałem zwiedzić już od jakiegoś czasu. Pojechałem, wyszedłem z założenia że skoro ona mi nie powiedziała że jedzie do domu to ja jej nie powiedziałem że jadę do Wawy(to był chyba mój największy błąd jaki popełniłem). Na miejscu już dostałem zfochowane smsy że nic nie powiedziałem że jadę a okazało się  że ona jednak została we Wrocławiu(nic nie powiedziała). Wracając umówiłem się że do niej przyjadę i spędzimy trochę czasu, początkowo się ucieszyła ale później doszło do tego że musiałem się "prosić" o to żebym przyjechał. Ogólnie reszta weekendu minęła nam dobrze ale czułem że coś jest nie do końca tak, była jakaś taka zimna.

I teraz końcówka tego co się stało w maju. Po majówce napisała mi sms że "nie wiem czego chcę, nie chcę nikogo ranić, krzywdzić i sprawiać że są źli i smutni jak Ty". Powiedziałem sobie ok, trochę się jej zwaliło na uczelni(konfy i coś tam pozawalała). Ogólnie przez dwa tyg się nie widzieliśmy i nie pisaliśmy ze sobą ja nie pisałem bo nie chciałem naciskać, wymuszać. Ogólnie w kościach przeczuwałem że dzieje się coś złego i idzie to w stronę zerwania tylko że wiedziałem czego chcę i chciałem walczyć o nas. Pod koniec tych dwóch tygodni pojechała na konferencję do innego miasta, na tej konfie był też jej były(od depresji) a później miała być impreza integracyjna. Zobaczyłem ich zdjęcie jak się wspólnie bawią, ona przez leki ma słabą głowę i już wiedziałem że do czegoś dojdzie między nimi. We mnie coś pękło, poczułem się zdradzony, w przypływie złych emocji wrzuciłem na fb piosenkę "chryzantemy złociste". Następnego dnia dostałem sms że mnie nigdy nie zdradziła, że to wszystko jej wina, że to miało inaczej wyglądać i wie że wszystko już jest pozamiatane. Umówiliśmy się na poważną rozmowę. Ogólnie rozmowy nie było, zerwała ze mną słowami "nie bo ja teraz nie chcę" i "nie bo nie".  Na następny dzień dostawałem od niej wiadomości że to jej wina, że mnie przeprasza itp., dostałem nawet sms z pytaniem "już nigdy nie dostanę od Cb czasu ?", gdy zapytałem czasu na co to odpisała "na nic, nieważne"(w sumie "nieważne" często używała, zwłaszcza w ciężkich tematach). Że żyje czymś innym i będzie żyć, żyje w poprzedniej znajomości, doszła do czegoś na terapii z Panią psycholog i jeżeli tego nie zrobi to będzie w życiu nieszczęśliwa, a i sms który mnie najbardziej rozbawił to że "jeżeli Cie to pocieszy to z nikim nie będę", "żebym postawił się w jej sytuacji i nie mówił jaka to jest pojebana".

Ogólnie jak prawa się skończyła ? Przez przypadek trafiłem na zdjęcia z klubu gdzie była impreza, na zdjęciu siedziała mu na kolanach a on ją trzymał za rękę. Widać że jej to nie przeszkadzało. Dla mnie była to najgorsza zdrada jaka może być, czyli zdrada emocjonalna. Na terapii u psychola doszła do tego że chce wrócić do swojej wielkiej miłości i dać mu drugą szansę. Zauważyłem to po tym jak od konfy zaczęli ze sobą coraz częściej pisać, kręcić się razem niby przypadkiem a teraz, pod koniec roku nawet się z tym nie ukrywali.

Co do typa, opowiadała mi że na początku roku akademickiego złożył jej propozycję powrotu do siebie ale ona ją odrzuciła.  Gdy ja się zapytałem czy ona by chciała to czekałem cały dzień na odpowiedź że nie. Raz czy dwa płakała mi wtulając się we mnie z jego powodu, mówiła jaki to idiota i jaka ona była ślepa że w nim była. Chciała rzucić studia albo przenieść się na inną uczelnie ale jej promotorka wybiła jej to z głowy. Wiem że on szukał z nią kontaktu, czasem ona do niego coś tam napisała. Jak dowiedział się że jesteśmy razem to coraz częściej uśmiechał się do niej czy patrzył, śmiał się że jestem jej "faworytem". Po rozstaniu to do mnie dotarło. Gościu jest typem cwaniaka. Jego starzy mają dwie prosperujące firmy a on pobiera stypendium socjalne w wysokości 900 zł(nie ukrywa tego, dużo ludzi na roku o tym wie), kusi mnie żeby napisać do dziekanatu donos że wyłudza pieniądze.

W sumie dlaczego napisałem ten wątek ?
Nie mogę sobie poradzić z tym dlaczego mnie rzuciła, chciałem walczyć, oddzielić grubą kreską to co było i wystartować raz jeszcze.
Nie mogę sobie poradzić w jaki sposób mnie rzuciła i te wszystkie kłamstwa, które mi powiedziała/napisała rzutują na całe 7/8 miesięcy znajomości w tym sensie czuję się jakby mnie od samego początku okłamywała i posłużyła się mną jak trampoliną by do niego wrócić.
Nie mogę sobie poradzić z tym że rzuciła mnie dla kogoś takiego jak on, osoby przez którą żyje w depresji włącznie z leczeniem się na nią przez 2 lata. Tak naprawdę cały ten czas i pieniądze wydane wyrzuciła w błoto.
Czuję że zrobiła ze mnie psychicznego wraka i jestem tyko krok od depresji.

Znajomi mówią że to ewidentnie jej wina, że jest niedojrzała, chora psychicznie itp., starają się mnie pocieszyć jak tylko mogą za co jestem im bardzo wdzięczny.

P.S Przepraszam za chaos ale te emocje są we mnie jeszcze tak silne że ciężko mi się pozbierać, w tym o tym pisać.

2

Odp: zdrada, kłamstwa i rozstanie
bombastik napisał/a:

Witam,

Na wstępie chciałem zaznaczyć że jestem facetem, nie widziałem nigdzie opcji żeby ustawić płeć wink

Chciałem podzielić się swoją historią z wami, może ktoś mi pomoże dojść dlaczego tak się stało a nie inaczej.

Ja- student 24 lata, normalny, wiem czego chcę od siebie, świata.
Ona- 22/3 lata(w przyszłym tyg urodziny), studentka chcącą zrobić karierę naukową.
Jej głównym problemem było/jest to że nie może wyleczyć się ze swojego byłego. Byli ze sobą na II roku, zostawił ją tak po prostu, bez jakiegoś konkretnego powodu. Z tego powodu wpadła w depresje, z której leczy się/leczyła po dziś dzień czyli przez dwa lata.
Studiujemy to samo, na tym samym roku(ja byłem rok wyżej ale musiałem zrobić roczną przerwę dlatego do nich dołączyłem) więc przez ten cały czas musiała chcąc nie chcąc widzieć go na uczelni.

Do rzeczy, nas związek trwał przez pół roku. Zaczęliśmy się spotykać od listopada, w grudniu byliśmy nie oficjalną parą, tzn. najbliżsi znajomi wiedzieli, na uczelni staraliśmy się ukrywać, nie afiszować. Ludzi na roku niezbyt dużo i typy raczej które wbiją Ci nóż w plecy niż pomogą więc staraliśmy uniknąć plotek itp.. Ogólnie związek skończył się w połowie maja.

Kiedy zaczęliśmy się spotykać była w związku z jednym gościem, miało się to już ku końcowi, ja byłem ostatecznym argumentem do zakończenia tej znajomości. To ona była stroną która wyszła z inicjatywą i dawała mi wyraźne znaki że jej się podobam itp.. Ogólnie wszystko działo się bardzo szybko do tego stopnia że już w grudniu praktycznie mieszkałem u niej(5 dnia 7 spałem u niej). Początkowo trochę mnie to przerażało i podchodziłem do tego z rezerwą, jednakże po nowym roku zacząłem się angażować coraz bardziej, zaczęło pojawiać się uczucie że chcę z nią być. Z jej strony jak to osoby z depresją bywały czasami ciężkie dni, najgorzej było gdy wracała do domu na weekend albo coś jej nie wychodziło na uczelni, wtedy nachodziły ją czarne myśli typu czy to ma sens, że ona nigdy się już nie zakocha itp., trwało to przeważnie jeden dzień, po czym było dobrze, nawet bardzo dobrze między nami. Doszliśmy nawet do wniosku że od przyszłego roku fajnie byłoby zamieszkać razem wtedy nie tracilibyśmy czasu na dojazdy do siebie( 30 min w jedną stronę). Wspólne plany na wakacje, Opner, przyjazdy do niej w odwiedziny jak tylko będzie to możliwe itp.. W lutym moja przyjaciółka, a jej dobra koleżanka urodziła dziecko, w szpitalu, a potem w domu mówiła parę razy że chce mieć ze mną dziecko, wtedy bardzo się z tego powodu cieszyłem, byłem szczęśliwy i taki łał, że to może już jest ta jedyna.

Ogólnie wszystko zaczęło się pieprzyć w kwietniu(początek, połowa bez znaczenia), coraz częściej zaczęliśmy się kłócić, o coraz to mniejsze pierdoły. Dużo czasu poświęcała na karierę naukową, w tym organizacje konferencji naukowej. Jak dla mnie za dużo siedzieliśmy w domu, oczywiście były wyjścia na miasto itp. ale ja chciałem trochę częściej wychodzić. Czasami było tak że już byliśmy umówieni na wyjście do kina np. to nie szliśmy bo miała za dużo pracy albo źle się czuła. Gdy chciałem usiąść i porozmawiać o tym problemach to z jej strony nie było problemu, gdy powiedziałem że jestem trochę zazdrosny(nigdy nie kontrolowałem, w pełni ufałem) o to że spędzamy ze sobą mało czasu jako normalna para, bywało tak że przyjeżdżałem wieczorem, uczyliśmy się, pisali pracę itp., szliśmy spać a rano na uczelnie. To zrobiła mi wyrzuty że jestem zazdrosny o jej przyjaciela czy kolegę z którym organizuje konferencję, jak powiedziałem o tych nocach to stwierdziła że w takim razie jeżeli nie chcę to nie muszę spać u niej. Nie powiem zabolało mnie to trochę dlatego nie chciałem tego zmieniać. Wracając do kwietnia, wymyśliliśmy że na majówkę pojedziemy do Berlina. Zorganizowałem wszystko: przejazdy, noclegi tylko że trzeba było zapłacić wcześniej, ja nie miałem karty(czekałem na nową) a jej nie działała, z tego powodu pokłóciliśmy się w sumie najbardziej, do tego stopnia że przez jakiś czas nie odzywaliśmy się do siebie i stwierdziliśmy że nigdzie nie jedziemy. Karta przyszła tydzień później wszystko zorganizowałem na nowo i piszę do niej czy dalej chcemy jechać bo mam wszystko dograne tylko zapłacić a ona mi odpisała że jedzie na majówkę do domu i że mnie bardzo przeprasza. Wcześniej nic nie mówiła o tym że jedzie do domu, myślę sobie dobra, to ja jadę do Wawy, chciałem zwiedzić już od jakiegoś czasu. Pojechałem, wyszedłem z założenia że skoro ona mi nie powiedziała że jedzie do domu to ja jej nie powiedziałem że jadę do Wawy(to był chyba mój największy błąd jaki popełniłem). Na miejscu już dostałem zfochowane smsy że nic nie powiedziałem że jadę a okazało się  że ona jednak została we Wrocławiu(nic nie powiedziała). Wracając umówiłem się że do niej przyjadę i spędzimy trochę czasu, początkowo się ucieszyła ale później doszło do tego że musiałem się "prosić" o to żebym przyjechał. Ogólnie reszta weekendu minęła nam dobrze ale czułem że coś jest nie do końca tak, była jakaś taka zimna.

I teraz końcówka tego co się stało w maju. Po majówce napisała mi sms że "nie wiem czego chcę, nie chcę nikogo ranić, krzywdzić i sprawiać że są źli i smutni jak Ty". Powiedziałem sobie ok, trochę się jej zwaliło na uczelni(konfy i coś tam pozawalała). Ogólnie przez dwa tyg się nie widzieliśmy i nie pisaliśmy ze sobą ja nie pisałem bo nie chciałem naciskać, wymuszać. Ogólnie w kościach przeczuwałem że dzieje się coś złego i idzie to w stronę zerwania tylko że wiedziałem czego chcę i chciałem walczyć o nas. Pod koniec tych dwóch tygodni pojechała na konferencję do innego miasta, na tej konfie był też jej były(od depresji) a później miała być impreza integracyjna. Zobaczyłem ich zdjęcie jak się wspólnie bawią, ona przez leki ma słabą głowę i już wiedziałem że do czegoś dojdzie między nimi. We mnie coś pękło, poczułem się zdradzony, w przypływie złych emocji wrzuciłem na fb piosenkę "chryzantemy złociste". Następnego dnia dostałem sms że mnie nigdy nie zdradziła, że to wszystko jej wina, że to miało inaczej wyglądać i wie że wszystko już jest pozamiatane. Umówiliśmy się na poważną rozmowę. Ogólnie rozmowy nie było, zerwała ze mną słowami "nie bo ja teraz nie chcę" i "nie bo nie".  Na następny dzień dostawałem od niej wiadomości że to jej wina, że mnie przeprasza itp., dostałem nawet sms z pytaniem "już nigdy nie dostanę od Cb czasu ?", gdy zapytałem czasu na co to odpisała "na nic, nieważne"(w sumie "nieważne" często używała, zwłaszcza w ciężkich tematach). Że żyje czymś innym i będzie żyć, żyje w poprzedniej znajomości, doszła do czegoś na terapii z Panią psycholog i jeżeli tego nie zrobi to będzie w życiu nieszczęśliwa, a i sms który mnie najbardziej rozbawił to że "jeżeli Cie to pocieszy to z nikim nie będę", "żebym postawił się w jej sytuacji i nie mówił jaka to jest pojebana".

Ogólnie jak prawa się skończyła ? Przez przypadek trafiłem na zdjęcia z klubu gdzie była impreza, na zdjęciu siedziała mu na kolanach a on ją trzymał za rękę. Widać że jej to nie przeszkadzało. Dla mnie była to najgorsza zdrada jaka może być, czyli zdrada emocjonalna. Na terapii u psychola doszła do tego że chce wrócić do swojej wielkiej miłości i dać mu drugą szansę. Zauważyłem to po tym jak od konfy zaczęli ze sobą coraz częściej pisać, kręcić się razem niby przypadkiem a teraz, pod koniec roku nawet się z tym nie ukrywali.

Co do typa, opowiadała mi że na początku roku akademickiego złożył jej propozycję powrotu do siebie ale ona ją odrzuciła.  Gdy ja się zapytałem czy ona by chciała to czekałem cały dzień na odpowiedź że nie. Raz czy dwa płakała mi wtulając się we mnie z jego powodu, mówiła jaki to idiota i jaka ona była ślepa że w nim była. Chciała rzucić studia albo przenieść się na inną uczelnie ale jej promotorka wybiła jej to z głowy. Wiem że on szukał z nią kontaktu, czasem ona do niego coś tam napisała. Jak dowiedział się że jesteśmy razem to coraz częściej uśmiechał się do niej czy patrzył, śmiał się że jestem jej "faworytem". Po rozstaniu to do mnie dotarło. Gościu jest typem cwaniaka. Jego starzy mają dwie prosperujące firmy a on pobiera stypendium socjalne w wysokości 900 zł(nie ukrywa tego, dużo ludzi na roku o tym wie), kusi mnie żeby napisać do dziekanatu donos że wyłudza pieniądze.

W sumie dlaczego napisałem ten wątek ?
Nie mogę sobie poradzić z tym dlaczego mnie rzuciła, chciałem walczyć, oddzielić grubą kreską to co było i wystartować raz jeszcze.
Nie mogę sobie poradzić w jaki sposób mnie rzuciła i te wszystkie kłamstwa, które mi powiedziała/napisała rzutują na całe 7/8 miesięcy znajomości w tym sensie czuję się jakby mnie od samego początku okłamywała i posłużyła się mną jak trampoliną by do niego wrócić.
Nie mogę sobie poradzić z tym że rzuciła mnie dla kogoś takiego jak on, osoby przez którą żyje w depresji włącznie z leczeniem się na nią przez 2 lata. Tak naprawdę cały ten czas i pieniądze wydane wyrzuciła w błoto.
Czuję że zrobiła ze mnie psychicznego wraka i jestem tyko krok od depresji.

Znajomi mówią że to ewidentnie jej wina, że jest niedojrzała, chora psychicznie itp., starają się mnie pocieszyć jak tylko mogą za co jestem im bardzo wdzięczny.

P.S Przepraszam za chaos ale te emocje są we mnie jeszcze tak silne że ciężko mi się pozbierać, w tym o tym pisać.

Czesc słuszna uwaga co do płci, ale nie czepiaj się jesteś na forum dla kobiet, o kobietach prowadzonego przez kobiety no i wiesz taki regulamin.
Wiesz moze bardziej zalezy Ci na opinii kobiet, w takim razie sory. Ale skoro juz pisze to pozwól ze na coś zwrócę uwagę - pisze o sobie że jesteś normalny (nie ma znaczenia w jakim względzie), za to o niej piszesz, że ona ma problem. I wiesz po przeczytaniu tego co napisałeś ona rzeczywiście ma problem (teraz już może można napisać - że miała, a problem przeszedł na Ciebie). Ona się nie odkochała. Byłeś najwyraźniej lekarstwem - po 5 dniach już mieszkaliście ze soba - Tb samemu się to wydaje zbyt błyskawiczne, jak psiałej. Tak jak Ty za nią tęskisz, tak prawdopodobnie ona teskniła za byłym. A Ty stałeś się klinem. Wiążąc się z Tb miała pewnie nadzieje, że to pomoże, ale najwyraźniej gdy ochłoneła i on się pojawił jako dostępna opcja, tamto odżyło. Najwyraźniej za mało czasu upłyneło i on dla niej znaczył więcej niż sb tego życzyliście.
Te miesiące to nie były zapewne kłamstwa, ona chciała pewnie sie zakochać, moze nawet sobie to wmawiała. Nie osądzaj jej piszac ze ona to robila specjalnie - sam pisales byla w deprecji - łapala sie czego mogla, zeby sobie poradzic. Z tym, czym Ty teraz musisz. Byłeś lekarstwem. Ona może i leczyła się z depresji, ale jesli jeszcze nie zauwazyles, nie leczyła sie z milosci do niego. A czemu Ci mowiala ze Cie kocha, bo pewnie chciala tego. No i nie obwiniaj jej o to ze wrocila do kogos kogo kocha. Bo z drugiej strony, skoro wiedziala ze nie ma szans z nim, to przeciez nie mogla Ci mowic ze go kocha, bo wtedy na pewno nie mialaby szans na szczescie z Toba i liczyyła że tamto naprawde odejdzie i bedzie mogla kochac w pelni Cb.
Ona Cię nie rzuciła - ona WRÓCIŁA do niego. Niestety dla Cb, Twoim kosztem.
Znajomi pewnie Ci mówia że to jej wina, ona sama tak twierdzić może, ale sam wiesz, że to żadne pocieszenie dla serca i żadna satysfakcja że to jej wina. jedyne co to czas i pogodzenie sie z tym.
Wiesz moze byc rożnie jeszcze, ludzie się zmieniają, dwa lata to przepaść, oni są innymi ludźmi, może to być zarówno dla nich plusem, jak i minusem, ale równie dobrze moze okazac sie ze to co ona kochała w nim - to już nie to samo co znała i tamto odeszło, wiec tak naprawde ona kocha Ciebe. Zastanów się gdyby ona z nim zerwała, obojętnie czemu i zechciałaby wrócić do ciebie .... Nie odpowiadaj tylko sobie pomyśl. Jeśli odowiesz sobie tak jak myślę, że to zrobisz to pamiętaj, on już będzie taka jak byłą. A to co w niej bedziesz widzał patrzac na nią nie będzie nieskalane - i jak byś to zniósł. Jeśli odpowiesz inaczej to zastanów się, czy warto w takim razie pogrązać się w depresję, skoro i tak, to czy warto się teraz tak mocno dołować?
pzdr

3 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-06-25 15:02:00)

Odp: zdrada, kłamstwa i rozstanie

Doszło do "wypadku" a więc, czy ma znaczenie jak do niego doszło? Co da analizowanie, rozkladanie na czynniki pierwsze klasycznego problemu, sytuacji gdzie ktos jest uwiklany w relacje uczuciowo-emocjonalna z kims innym, tworzy ja jeszcze z kims innym, ma 23 lata i nie wie na co sie zdecydowac? Patrzac z boku wlasciwie to nie ma nawet co tu oceniac. Sytuacja jest jasna i rowniez taka powinna dla ciebie byc.

Natomiast piszac:

"Czuję że zrobiła ze mnie psychicznego wraka i jestem tyko krok od depresji." - sam stawiasz sie w identycznej sytuacji jak ta dziewczyna. Owszem, mozesz sie czuc pokrzywdzony tym ze okazalo sie ze zle ulokowales uczucia, ze doszlo do rozstania z osoba ukochana ale mowienie przez mloda osobe ze to jest zrobienie przez kogos z Ciebie przychicznego wraka pokazuje raczej ze to z Toba jest cos nie tak. Otoz nikt nie moze z nami niczego zrobic, to po pierwsze, poza tym Twoje przezycia w stosunku do przezyc innych osob zdradzonych fizycznie w dlugoletnich zwiazkach sa niewspolmiernie male i slabe, nie umniejszajac Twojego poczucia bycia zdradzonym. Jednak popatrz. Twoje obecne samopoczucie wynika nie z postepowania kogos, ale z poczucia zalu oraz z goryczy, mysli, ktore sobie sam serwujesz caly czas (bo od rozstania minelo juz sporo czasu). Traume niestety ale obecnie serwujesz sobie sam (taka masz psychike o czym swiadczy fakt tolerowania sytuacji uwiklania sie dziewczyny w inna relacje w glowie, czy jej niezrownowazone zachowania sie) bo masz sklonnosci "do cierpiennictwa". Zachowanie dziewczyny postrzegales zle a teraz...sam zaczales robic to samo. Moze w sumie to cale wasze "spotkanie" nie bylo przypadkow. Moze nalezy wyciagnac wnioski jak zyc po rozstaniu, sytuacji, ktora przezylo milniony osob ale jakos tak sie dziwnie sklada ze to nie miliony sa w depresji a jedynie "tysiace" - to Ci, ktorzy na "depresje" godza sie sami z wlasnej woli. Naprawde kolego, nie przezyles niczego wyjatkowego i nie jestes wyjatkiem.

"Tak naprawdę cały ten czas i pieniądze wydane wyrzuciła w błoto." - skad ten materializm i troska o czyjs czas i pieniadze? Ciekawe z czego to wynika? (jak nie z zazdrosci i checi kontroli czyjegoś zycia?)

"Przez przypadek trafiłem na zdjęcia z klubu gdzie była impreza, na zdjęciu siedziała mu na kolanach a on ją trzymał za rękę. Widać że jej to nie przeszkadzało. Dla mnie była to najgorsza zdrada jaka może być, czyli zdrada emocjonalna." - bardzo wyolbrzymiarz swoje przeżycia. I co? Bedziesz kultywował ten obrazek w głowie, czy może raczej zaczniesz skupiać się na rzeczach konstruktywnych. Bo wiesz, obawiam się, że żeby wybaczyć komuś, to trzeba i zrozumieć człowieka (patrz co pisze przedmówca) jak i wybaczyć samemu sobie. A sobie to musisz wiele wybaczyć, i to że ją puściłeś, i to, że masz żal w sobie, i to że "wyolbrzymiasz", i o to, że lubisz "cierpieć" i to że byłeś ślepy na ważne sprawy, i to że jesteś taki sam jak ta dziewczyna.

Dlaczego np. jesteś taki sam jak ta dziewczyna? Ano np. dlatego, że początkowo byłeś z Nią bez miłości, dla seksu (i to świadomie!) a uczucie pojawiło się dopiero później. W czym więc jesteś lepszy do tej dziewczyny? W niczym. W kazdym razie nie daje Ci to prawa do pisania, że ktoś zrobił z Ciebie psychicznego wraka, no może poza samym Tobą.

Mam tylko nadzieje, że to co napisałem pomoże Ci stanąć na nogi.

4 Ostatnio edytowany przez bombastik (2015-06-25 16:37:36)

Odp: zdrada, kłamstwa i rozstanie
maniek_z_maniek napisał/a:

"Tak naprawdę cały ten czas i pieniądze wydane wyrzuciła w błoto." - skad ten materializm i troska o czyjs czas i pieniadze? Ciekawe z czego to wynika? (jak nie z zazdrosci i checi kontroli czyjegoś zycia?)

Moja troska wynika stąd że wciąż gdzieś tam w środku mnie zależy mi na niej.

maniek_z_maniek napisał/a:

Dlaczego np. jesteś taki sam jak ta dziewczyna? Ano np. dlatego, że początkowo byłeś z Nią bez miłości, dla seksu (i to świadomie!) a uczucie pojawiło się dopiero później. W czym więc jesteś lepszy do tej dziewczyny? W niczym. W kazdym razie nie daje Ci to prawa do pisania, że ktoś zrobił z Ciebie psychicznego wraka, no może poza samym Tobą.

Mam tylko nadzieje, że to co napisałem pomoże Ci stanąć na nogi.

Nie powiedziałem że nic do niej nie czułem. Od samego początku podobała mi się, ciągnęło mnie do niej, później przerodziło się to w miłość. Po prostu nie byłem aż tak zaangażowany na początku jak na końcu.


@maniek_z_maniek
Nie powiedzieliśmy sobie nigdy że się kochamy, tzn., ja gdy już chciałem to zaczęły się problemy, ona też nigdy tego nie powiedziała.

5

Odp: zdrada, kłamstwa i rozstanie
Dunkis napisał/a:

Czesc słuszna uwaga co do płci, ale nie czepiaj się jesteś na forum dla kobiet, o kobietach prowadzonego przez kobiety no i wiesz taki regulamin.
Wiesz moze bardziej zalezy Ci na opinii kobiet, w takim razie sory. Ale skoro juz pisze to pozwól ze na coś zwrócę uwagę - pisze o sobie że jesteś normalny (nie ma znaczenia w jakim względzie), za to o niej piszesz, że ona ma problem. I wiesz po przeczytaniu tego co napisałeś ona rzeczywiście ma problem (teraz już może można napisać - że miała, a problem przeszedł na Ciebie). Ona się nie odkochała. Byłeś najwyraźniej lekarstwem - po 5 dniach już mieszkaliście ze soba - Tb samemu się to wydaje zbyt błyskawiczne, jak psiałej. Tak jak Ty za nią tęskisz, tak prawdopodobnie ona teskniła za byłym. A Ty stałeś się klinem. Wiążąc się z Tb miała pewnie nadzieje, że to pomoże, ale najwyraźniej gdy ochłoneła i on się pojawił jako dostępna opcja, tamto odżyło. Najwyraźniej za mało czasu upłyneło i on dla niej znaczył więcej niż sb tego życzyliście.
Te miesiące to nie były zapewne kłamstwa, ona chciała pewnie sie zakochać, moze nawet sobie to wmawiała. Nie osądzaj jej piszac ze ona to robila specjalnie - sam pisales byla w deprecji - łapala sie czego mogla, zeby sobie poradzic. Z tym, czym Ty teraz musisz. Byłeś lekarstwem. Ona może i leczyła się z depresji, ale jesli jeszcze nie zauwazyles, nie leczyła sie z milosci do niego. A czemu Ci mowiala ze Cie kocha, bo pewnie chciala tego. No i nie obwiniaj jej o to ze wrocila do kogos kogo kocha. Bo z drugiej strony, skoro wiedziala ze nie ma szans z nim, to przeciez nie mogla Ci mowic ze go kocha, bo wtedy na pewno nie mialaby szans na szczescie z Toba i liczyyła że tamto naprawde odejdzie i bedzie mogla kochac w pelni Cb.
Ona Cię nie rzuciła - ona WRÓCIŁA do niego. Niestety dla Cb, Twoim kosztem.
Znajomi pewnie Ci mówia że to jej wina, ona sama tak twierdzić może, ale sam wiesz, że to żadne pocieszenie dla serca i żadna satysfakcja że to jej wina. jedyne co to czas i pogodzenie sie z tym.
Wiesz moze byc rożnie jeszcze, ludzie się zmieniają, dwa lata to przepaść, oni są innymi ludźmi, może to być zarówno dla nich plusem, jak i minusem, ale równie dobrze moze okazac sie ze to co ona kochała w nim - to już nie to samo co znała i tamto odeszło, wiec tak naprawde ona kocha Ciebe. Zastanów się gdyby ona z nim zerwała, obojętnie czemu i zechciałaby wrócić do ciebie .... Nie odpowiadaj tylko sobie pomyśl. Jeśli odowiesz sobie tak jak myślę, że to zrobisz to pamiętaj, on już będzie taka jak byłą. A to co w niej bedziesz widzał patrzac na nią nie będzie nieskalane - i jak byś to zniósł. Jeśli odpowiesz inaczej to zastanów się, czy warto w takim razie pogrązać się w depresję, skoro i tak, to czy warto się teraz tak mocno dołować?
pzdr

Witaj, Nic dodać nic ująć jeśli chodzi o analizę Dunkisa, sama lepiej bym tego nie opisała. Jest to bardzo prawdopodobny scenariusz jaki zaistniał w głowie Twojej partnerki. Jesteś zdołowany, masz prawo, daj sobie czas na przeżycie tych emocji, one wbrew pozorom są oczyszczające. Czasem nie warto roztrząsać tego, kto, dlaczego tak się stało?. Po prostu tak miało być, miałeś to przeżyć , miałeś poznać te emocje, są potrzebne każdemu człowiekowi do rozwoju. Dobrze, ze teraz a nie w małżeństwie kiedy naprawdę rozgrywają się dramaty z dziećmi w tle, wystarczy tu poczytać ;-)
Jak świat światek każdy z nas te emocje przezywa, każdy ociera się o nieszczęśliwą miłość a dzięki temu uczy jak kochać, kogo kochać , jak dokonywać wyboru.
Zobaczysz po pewnym czasie kiedy Twoje emocje opadną inaczej spojrzysz na to wszystko. I nie wiń nigdy siebie, także jej, po prostu bądź wdzięczny za ta lekcję którą dostałeś, wyciągnij wnioski dla siebie, to najlepsze co możesz zrobić.
Głowa do góry, będzie dobrze! Zaufaj...

6

Odp: zdrada, kłamstwa i rozstanie

Dla mnie zrobiłeś błąd wchodząc w relację z osobą która wciąż jest w depresji z powodu rozstania z jakimś dawnym chłopakiem. Skoro nadal miała z tego powodu depresje, to znaczy że nadal go kochała, jak mogłeś uważać inaczej?
Przecież to oczywiste, że najpierw jeden facet a potem  drugi (Ty) mieli być jej plastrami na zranione serce. A Wy byliście tak niemądrzy że wiedzieliście to (jestem tego pewna że w srodku to czułeś), a jednak brnęliście.

7

Odp: zdrada, kłamstwa i rozstanie
madoja napisał/a:

Dla mnie zrobiłeś błąd wchodząc w relację z osobą która wciąż jest w depresji z powodu rozstania z jakimś dawnym chłopakiem. Skoro nadal miała z tego powodu depresje, to znaczy że nadal go kochała, jak mogłeś uważać inaczej?
Przecież to oczywiste, że najpierw jeden facet a potem  drugi (Ty) mieli być jej plastrami na zranione serce. A Wy byliście tak niemądrzy że wiedzieliście to (jestem tego pewna że w srodku to czułeś), a jednak brnęliście.

Myślałem że skoro leczy się już taki szmat czasu to jest na tyle silna by stworzyć normalny związek, dzięki któremu wyleczy się i z niego i z depresji.

Dziękuję wszystkim za odpowiedź.
W sumie od wczoraj już mi lepiej.
Napisaliście to co ja gdzieś tam myślałem innymi słowami, dzięki czemu trafiło to do mnie z większą mocą ? W każdym razie coś w tym stylu wink

Na szczęście zaczynają się wakacje i odpocznę od tego miasta, od niej i jego.
W sumie jeżeli to miało się tak skończyć to dobrze że teraz a nie później, w końcu to tylko pół roku smile
Co do wybaczenia jej to wiąże się to dla mnie z jakąś formą dawania sobie nadziei, a ja tym żyć nie chcę. Zostawiam to za sobą i idę dalej.

Jeszcze raz dziękuję smile

8

Odp: zdrada, kłamstwa i rozstanie
madoja napisał/a:

Dla mnie zrobiłeś błąd wchodząc w relację z osobą która wciąż jest w depresji z powodu rozstania z jakimś dawnym chłopakiem. Skoro nadal miała z tego powodu depresje, to znaczy że nadal go kochała, jak mogłeś uważać inaczej?
Przecież to oczywiste, że najpierw jeden facet a potem  drugi (Ty) mieli być jej plastrami na zranione serce. A Wy byliście tak niemądrzy że wiedzieliście to (jestem tego pewna że w srodku to czułeś), a jednak brnęliście.

Myślę, że wcale to nie był błąd. To była próba bycia ze sobą dwojga ludzi, z taką czy inną historią. Gdyby zakładać że przeszłość (znana czy nieznana), z góry przekreśla szanse na trwały związek. To pewnie pierwsze randki zwykle polegałyby na anlaizie poprzednich związków, przeliczaniem szans na udany kawałek życia. Nuda. Jak się nie ryzykuje to się nie żyje. Jak się nie zainwestuje, to nie ma co liczyć na zysk.  Chłopak poznał dziwczynę, zauroczyli się, ona tego potrzebowała, on pewnie tez wiele wyniósł. Na pewno zdobyli dośiwadczenie życiowe. A to się bardzo liczy. Sposób w jaki sobie z tym poradzą, też będzie szkołą życia, ale zapewne nie pójdzie na marne.

9

Odp: zdrada, kłamstwa i rozstanie
Dunkis napisał/a:

Wiesz moze bardziej zalezy Ci na opinii kobiet, w takim razie sory. Ale skoro juz pisze to pozwól ze na coś zwrócę uwagę - pisze o sobie że jesteś normalny (nie ma znaczenia w jakim względzie), za to o niej piszesz, że ona ma problem. I wiesz po przeczytaniu tego co napisałeś ona rzeczywiście ma problem (teraz już może można napisać - że miała, a problem przeszedł na Ciebie). Ona się nie odkochała. Byłeś najwyraźniej lekarstwem - po 5 dniach już mieszkaliście ze soba - Tb samemu się to wydaje zbyt błyskawiczne, jak psiałej. Tak jak Ty za nią tęskisz, tak prawdopodobnie ona teskniła za byłym. A Ty stałeś się klinem. Wiążąc się z Tb miała pewnie nadzieje, że to pomoże, ale najwyraźniej gdy ochłoneła i on się pojawił jako dostępna opcja, tamto odżyło. Najwyraźniej za mało czasu upłyneło i on dla niej znaczył więcej niż sb tego życzyliście.
Te miesiące to nie były zapewne kłamstwa, ona chciała pewnie sie zakochać, moze nawet sobie to wmawiała. Nie osądzaj jej piszac ze ona to robila specjalnie - sam pisales byla w deprecji - łapala sie czego mogla, zeby sobie poradzic. Z tym, czym Ty teraz musisz. Byłeś lekarstwem. Ona może i leczyła się z depresji, ale jesli jeszcze nie zauwazyles, nie leczyła sie z milosci do niego. A czemu Ci mowiala ze Cie kocha, bo pewnie chciala tego. No i nie obwiniaj jej o to ze wrocila do kogos kogo kocha. Bo z drugiej strony, skoro wiedziala ze nie ma szans z nim, to przeciez nie mogla Ci mowic ze go kocha, bo wtedy na pewno nie mialaby szans na szczescie z Toba i liczyyła że tamto naprawde odejdzie i bedzie mogla kochac w pelni Cb.
Ona Cię nie rzuciła - ona WRÓCIŁA do niego. Niestety dla Cb, Twoim kosztem.
Znajomi pewnie Ci mówia że to jej wina, ona sama tak twierdzić może, ale sam wiesz, że to żadne pocieszenie dla serca i żadna satysfakcja że to jej wina. jedyne co to czas i pogodzenie sie z tym.
Wiesz moze byc rożnie jeszcze, ludzie się zmieniają, dwa lata to przepaść, oni są innymi ludźmi, może to być zarówno dla nich plusem, jak i minusem, ale równie dobrze moze okazac sie ze to co ona kochała w nim - to już nie to samo co znała i tamto odeszło, wiec tak naprawde ona kocha Ciebe. Zastanów się gdyby ona z nim zerwała, obojętnie czemu i zechciałaby wrócić do ciebie .... Nie odpowiadaj tylko sobie pomyśl. Jeśli odowiesz sobie tak jak myślę, że to zrobisz to pamiętaj, on już będzie taka jak byłą. A to co w niej bedziesz widzał patrzac na nią nie będzie nieskalane - i jak byś to zniósł. Jeśli odpowiesz inaczej to zastanów się, czy warto w takim razie pogrązać się w depresję, skoro i tak, to czy warto się teraz tak mocno dołować?
pzdr

Dobrze mi się wydaje że sugerujesz że powinienem jej wybaczyć ?
Może jeszcze ma zgodzić się na jej powrót do mnie, gdy tamten kopnie ją w dupę ? A że to zrobi to nie mam najmniejszych wątpliwości .

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdrada, kłamstwa i rozstanie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026