Jestem w drugim związku, żyjemy wspólnie z dziećmi pod jednym dachem. Moje dzieci mają 13 i 15 lat, męża 21 i 25 lat. Młodszy syn meza został ojcem na początku roku, jego dziewczyna zamieszkała z nami. spotkaliśmy się z jej rodzicami, aby wspólnie ustalić dalsze życie tak młodej rodziny. On i ona studiują, wiec ustaliliśmy, że będziemy ją utrzymywać, a jej rodzice będą dawać jej kieszonkowe na życie 500 zł. Na początku wszystko było ok, ale po pewnym czasie zauważyłam, że ona nic nie robi w domu. Mieszka z nami od września zeszłego roku, ani razu nie wyniosła śmieci, nie posprzatala kuchni, nie umyla kuchenki, lodówki, nie sprząta w tzw. częściach wspólnych. Przedpokoj po spacerze z wozkiem jest brudny, nie sprząta. Ani razu nie przyszla do kuchni zapytać, czy pomoc np. W gotowaniu obiadu. Jak są święta, w ogóle nie wychodzi z pokoju aby w niczym nie pomoc. Wychodzi dopiero wtedy, kiedy wszystko jest już przygotowane, zje i znowu wychodzi nie pomagając w sprzątaniu, argumentując, że musi zaopiekować się dzieckiem. Sprząta tylko swój pokój, pierze po sobie, opiekuje się dzieckiem, czasami ugotuje obiad, ale tylko dla siebie i swojego partnera. Gotuje wtedy, kiedy nie odpowiadają jej moje dania. Rozmawialiśmy z nią dwukrotnie, ale rozmowy nic nie dały, tylko poglebily problem, bo bywają dni, że w ogóle nie schodzi na dol domu, tylko posiłki przygotowuje jej syn mojego meza i zmywa po niej naczynia. Mąż załatwił jej rowniez proforma zatrudnienie, aby mogła dostawać zasiłek macierzynski, dostaje wiec 1000 zł miesięcznie plus pieniądze od swoich rodziców 500 zł. Syn meza dostaje rentę po matce w wysokości 700 zł. Te pieniądze mają tylko i wyłącznie na swoje potrzeby. Nie dokładają się do żadnych rachunkow, do życia. Mąż obiecał, że będzie ich utrzymywał do końca ich studiów i nie zmieni swojego zdania. Dodam jeszcze, że jej rodzice posiadają drugie mieszkanie, w którym mogliby sami zamieszkać. Zakupy, sprzątanie, gotowanie, utrzymanie domu wszystko jest na naszej głowie. Nasz związek tez jest nowy, zamieszkalismy razem od września zeszłego roku, 3 tygodnie temu wzielismy ślub, we wrześniu urodzi się nam dziecko. Jest mi ciężko, nie wiem co mam zrobić, aby o tym nie myśleć i nie przejmować się ta sytuacja. Ale doszło do tego, że ta dziewczyna bardzo działa mi na nerwy, nie rozmawiamy ze sobą. Jest mi z tym ciezko, bo nie chce mieszkać w takiej atmosferze. Czasami myślę o wyprowadzce, bo mam tego dosyć. Proszę o pomoc, może we mnie tkwi jakiś błąd.
Podobne tematy
Kasia_wl "spotkaliśmy się z jej rodzicami, aby wspólnie ustalić dalsze życie tak młodej rodziny. On i ona studiują, wiec ustaliliśmy, że będziemy ją utrzymywać, a jej rodzice będą dawać jej kieszonkowe na życie 500 zł"
Złożenie, że to wy z mężem przejmujecie odpowiedzialność za młodych było błędem, ponieważ dziewczyna ma rodziców którzy wspierają ja finansowo, dodatkowo syn ma rentę oraz dziewczyna dostaje zasiłek. Młodzi powinni zamieszkac sami, sa pełna rodziną, maja własne dziecko za które odpowiadają. Osobne gospodarstwo domowe i odcięcie pępowiny, to jest to czego potrzebują zarówno młodzi, jak i rodzice. To bardzo właściwy moment na odcięcicie, ponieważ wy sami jetsescie młodą rodziną która spodziewa się potomka. Masz prawo zle czuć się w takiej atmosferze i nie chcieć tak dalej żyć. Mąż powinien to zrozumieć i podjąc męską decyzję, bo skoro zakłada się rodzinę to trzeba za nia odpowiadać, Jego syn już "dorósł" i powinien pozwolić mu odejść i być odpowiedzialnym za jego własna rodzine, a mąż ma zajmować się wami i czasem wspierać własne dzieci.
popieram przedmówczynię:) mlodzi powinni zacząć żyć na własny rachunek. Oddzielnie. Pomóc nie znaczy "robić za". Moim zdaniem powinniście wrócić do rozmowy i wyjaśnić oczekiwania.
Twoje uczucia Kasiu są absolutnie uzasadnione.
Twój mąż zadeklarował się, że będzie syna, jego dziewczynę i dziecko utrzymywał do końca studiów, ale czy utrzymywanie oznacza też sprzątanie po nich, gotowanie im obiadów, wynoszenie ich śmieci? Kim jest ta młoda "dama"? Gościem hotelu? Tak to wygląda, a Ty jesteś personelem obsługującym gościa, kucharką, zaopatrzeniowcem i sprzątaczką.
Młodzi narobili głupot, w sensie zakladania rodziny w zbyt mlodym wieku, a konsekwencje tej glupoty ponosisz Ty, bo się urobisz po pachy, a atmosfera i tak jest zła (bo się królewna nie odzywa).
Dziewczyna zachowuje się fatalnie, nie ma żadnych obowiązków, nie pomaga, nie integruje się, a przy tym nie ma skrupułów by korzystać z tego co jej ten dom oferuje. To typowo roszczeniowa postawa.
Musisz porozmawiać poważnie z mężem, tym bardziej, że niedługo urodzi się dziecko, będziesz miała wystarczająco dużo swoich zajęć i na pełną obsługę domu i jego wielu użytkowników, w tym smarkatych choć dorosłych (z własnym przychówkiem) nie będziesz miała czasu. Niech mąż porozmawia ze swoim synem. Syn niech wpłynie na swoją królewnę, a jeśli nie potrafi, to niech sam się bierze do roboty, szoruje kuchnię, łazienkę i przedpokój.
Kasiu, ja tu widzę większy problem w komunikacji Twojej i męża.
Porozmawiajcie szczerze o problemie, powiedz mu, że jest Ci ciężko.
Wspólnie znajdźcie rozwiązanie.
A młodzi, no cóż - pozwoliliście im wejść sobie na głowę i jesteście zdziwieni, że z tego korzystają.