Czuję ucisk, ból w sercu, niepokój, rozdrażnienie gdy tylko pomyślę o koleżance swojego chłopaka. Wiem, że często zakrawali o flirt. W to wszystko wkradł się pocałunek... Jednak to nic. Życie toczy się dalej...
Nienawidzę ich relacji, nie chciałabym nic o niej słyszeć, widzieć ani nawet myśleć - ale nie powstrzymuję się. Normalnie coś mnie popycha i każe mi przysiąść nad każdym aspektem ich znajomości. I gryzie, wygryza mnie od środka, dochodzi do głowy i eksploduje - wewnątrz. Na zewnątrz nic nie uchodzi, bo nie mam już sił.
Doszło do tego, że chcę ją poznać osobiście, porozmawiać, pośmiać się, pogawędzić jakby nigdy nic przy piwie... Ale wciąż z pełną gębą nienawiści, której nigdy na nią nie wypluję - przynajmniej nie mam takiego zamiaru.
Poznać wroga.
Co o tym sądzicie?
Poznać to wszystko? Dotknąć? Posmakować?
Dodam, że niedługo wyjeżdżam a to nieuniknione że on się z nią będzie spotykał, ponoć tylko na gruncie koleżeńskim.