Jestem z chłopakiem już ponad rok, dobrze nam się układa,prawie się nie kłócimy, widać, że mu na mnie zależy. Zakładam, że to ten jedyny. Jednak, żeby nie było tak pięknie.. strasznie iryruje mnie jego duże grono przyjaciółek i koleżanek, myślę, że ma ich tyle samo lub więcej niż kolegów. Sama również mam dobry kontakt z facetami, jednak tak duże grono przyjaciół płci przeciwnej miałam w podstawówce, a nie na studiach.
Wracając do moje chłopaka, ciągle z nimi pisze, wychodzi po zajęciach, chce im pomagać w nauce itp.
To by mi tak bardzo nie przeszkadzało, jednak był sytuację, które moim zdaniem byly duzą przesadą. Raz postanowił zaprosić na kawę dziewczynę, która dała mu notatki. To nie żadna dobra znajoma, czy przyjaciolka. Po prostu dziewczyna z roku. Po 2. na poczatku naszego zwiazku poszedl na impreze z osobami wlasnie ze studiow. Jedna dziewczyna sie upila i oczywiscie kto musial zawiesc ja do domu? Mimo ze bylo tam jeszcze 3 innych kolegow, zrobil to on. Co wiecej, zostal u niej na noc bo jak stwierdzil nie oplacalo mu sie wracac do domu. Rano zjedli razem sniadanie i poszli na uczelnie. Trzecia sytuacja miala miejsce dzisiaj w nocy. Zadzwonila do niego przyjaciolka (z ktora swoja droga go cos laczylo) ze jest "niezle napita" i nie ma jak wrocic. On oczywiscie po nia pojechal.
Musze tez dodac, ze zanim my zaczelismy byc razem, przez rok utrzymywalismy kolezenskie stosunki, wtedy on rowniez mial dziewczyne (ktora wgl sie nim nie interesowala, bylam ze wszystkim na biezaco, bo mi sie zwierzal). Pol roku po ich zerwaniu,miedzy nami zaiskrzylo.
Moją zazdrość potęguje również to, że mieszkamy kawałek od siebie i nie widzimy się non stop. O wszystkich sytuacjach wiem od swojego chłopaka, ktoremu wielokrotnie mowilam, ze mnie to irytuje, jednak on uwaza nie nie mam się czym martwic, ze nie ma problemu (a jesli jest to ja go mam z zazdroscia), bo on mnie kocha i nidy nie skrzywdzi.
Co sądzicie, powinnam się martwić?