moja historia jest osc nietypowa, ale na pewno przestrzeze niektore dziewczyny.
Ponad poltora roku temu zaczelam sie spotkac z facetem z pracy (blad nr 1) ktory w tym cZasie spotykal sie z inna dziewczyna (rowniez z pracy, ktora nomen omen miala faceta wiec patologia, ale nazwijmy to blad nr 2 i 3).
Mialam rozterki od poczatku czy chce z nim byc bo to wszystko ponad sily moje bylo, ale ciagnelam dalej bo bylam troche rozsypana a on wydawal sie idealem (blad nr 4).
Rozstal sie z ta inna laska w miare szybko, wiec moglismy tworzyc cos na miare zwiazku, alr ze pracowalismy razem trzmalismy to w tajemnicy. On - jako zawodowy zazdrosnik, zakazal mi w zasadzie kontaktu z otoczeniem. PrAcowalam z firmie technologiczno/finansowej co oznacza 80% favetow wiec mialam podejrzenia o kazdego z nich w formie : wyzywania/wypytawania zakazania kontaktow. Jako naiwna i zakochana myslalam ze bedzie lepiej jak przestane go denerwowax wiec odlaczylam sie z portali spolecznowciowych, znajomych, imprez bo przeciez bede miec spokoj i szczesliwy zwiazek (blad 5)
W pewnym momencie wpadl na pomysl ze wraz z kolega zaloza formie wiec sie przeprowadzilismy do innego miasta gdzie mialam pracowac u niego, gdyz bedzie zalozycielem (blad 6).
Firma dosc skonplikowana woec zajelo troche czasu zanim ruszy a ja jestem bezposrdnio pod nim. Zrzucil na mnie cala odpowiedzialnosc mimo ze jestem wzyklym szarym pracowniekiem (pracownkiem ktory przez 2 miesiace pracowL za darmo zeby obnizyc kosztu w firmie - blad 7!!)
W miedzy czasie moj chlop ktory nie znalazl moeszkania jak sie przeprowadzalismy z miasta do miasta postanowil sie wprowadzic do mnie nie mowiac mi i oczywiscie nie skladajac sie. Caly czas w nowym miescie jestem oddzilona od ludzi. Nie pozwala mi sie zakumplowac z nimim. Isc na impreze , wyjechac na weekend. Pyta sie ciagle czy pisze z bylumi facetami, czy mysle o innych. Od 6 miesiecy chcialam z nim zerwac (wiedzac ze strace prace) ale jak mu mowilam ze sie nie sklada na mieszkanie inwykorzystuje mnie finansowo to w tym samym czasie mowil ze odda przeciez. Musimy porozmawiac o tym w mily sposob (ogolnie mija wina ze sie nie sklada)jak juz mial sie skladac to sie okazalo ze urzad skarbowy wszedl mu na konto za zalegle podatki i ma na minusoe wiec znow sie nie skladal a wrecz musialam mu pozyczac. Potem jak sie unormowalo finansowo u niego i chcialam zerwac to mnie poinformowal ze jest na chemioterapii od poroku a ja nie mam serca i ze nampewno go zdradze i ze jestem zlym czlowiekiem blabla..
W tyk samym czasie potrafil nie przyjec do pracy a testowac bmw i mercedesy (nie majac mieszkania).
Pomijam sprawy nie prania swoich rzeczy, nie skladania sie na mieszkanie czy srodki czystosci (jak sie nie sklada na mieszkanie tonnie jest jego miezzkanie wiec nie musi sprzatac... Taka meska logika)
Od 9 miesiecy chce z nim zerwac. Wyladowalam u psychckterapeuty bo wyzywal mnie od dziwek nielojalnych itp.
No ale koniec koncow teraz jestesmy na etapie gdzie ja nie chce bym mnie dotykal( zero seksu czy pocalunkow od 6 miesiecy) gdzie nie chce by do mnie mowil (potrafi zadzwonic 48 razy jak nie odbieram bo sie kapie)
A jak chce zerwac to ma raka mozgu inchemioterapie ... Koniec koncow wychodze ba zlego czlowieka co sie nie zajmije favetem w ciezkiej chwili.
Tak spryynie zostalam zmanipulowana. Laski, rada ; jedna oznaka ze cos nie tak -> spadajcie