Wlasnie.
Nabralam sie na te przytulaski.Jest dobrym graczem.
Jego nie interesuje zupelnie moje samopoczucie, zycie, czy placze, czy "popelniam samobojstwo"..., czy sie smieje, czy zyje, czy umarlam, czy mnie rozdziera bol....
Jestem (byłam) zakochana w nim do bólu.
Powiedziałam mu o tym, ze popelnie samobojstwo.
Rzucił słuchawką i krzyczał , ze on nie rozmawia z ludzmi, ktorzy chca sie zabijac.
Nasz wspolny przyjaciel mowi, ze on nie kocha zadnej z tych kobiet. Nie kocha tez mnie. Nic nie znaczymy.
Nie moge ogarnac tego.
Wydawalo mnie się, ze mnie kocha. Pomogł mi wielokrotnie w sprawach papierkowych, palcil moje rachunki, jak noge mi sie podwinela, plakal jak wyjezdzalam, pisal do mnie codziennie, widzialam jego zdenerwowanie, jak nie przyszlam na spotkanie (bo musialam zostac dluzej w pracy)...itp. Zdawalo mi sie ze ma do mnie uczucia.
A to wszytsko klamstwo?