Nawet nie chce mi sie pisac na ten temat bo i tak wiem ze wiele osob mnie po prostu nie zrozumie.. A moze jednak? ? Ta potworna choroba mnie wykancza. Choruje od 8lat z przerwami i juz jestem na skraju wytrzymalosci..doszly do tego problemy z sercem. Mam 29Lat czyli zabrala mi moje najlepsze lata. Nie mowie ze nie bylo w tym czasie pieknych momentow bo takie byly.. Dlatego teraz tak trudno mi sie zdecydowac na ten ostateczny krok.. Chce zyc ale nie w tym stanie. Kocham zycie i nienawidze.
Podobne tematy
Twoje życie jeszcze może być piękne, choć trudne. Jak się zaczęła Twoja choroba? Czy miałaś jakieś złe przeżycia? Czy chodzisz na leczenie? Czy ktoś Cię wspiera?
Opisz dokladnie swoja sytuacje, napewno duza ilosc osob tutaj ja wyslucha ![]()
Nawet nie chce mi sie pisac na ten temat bo i tak wiem ze wiele osob mnie po prostu nie zrozumie.. A moze jednak? ? Ta potworna choroba mnie wykancza. Choruje od 8lat z przerwami i juz jestem na skraju wytrzymalosci..doszly do tego problemy z sercem. Mam 29Lat czyli zabrala mi moje najlepsze lata. Nie mowie ze nie bylo w tym czasie pieknych momentow bo takie byly.. Dlatego teraz tak trudno mi sie zdecydowac na ten ostateczny krok.. Chce zyc ale nie w tym stanie. Kocham zycie i nienawidze.
Wiem co czujesz sama choruje na tą chorobę,fakt nie tak długo ale także z przerwami,i coraz częściej myślę że jak ma być tak cały czas, to czy takie zycie ma sens? a najgorsze jest to że ludzie nie rozumieją tej choroby,myślą że po prostu jest się tylko przygnębionym i oto cały problem.Ależ nie to cała masa innych ,,dziwactw".
Czasem bardzo ważne jest zrzucenie z siebie własnej historii, tego, co uznajemy, za problematyczne, przykre, czy to, za co się winimy. Byłem w miejscu, w którym jesteś ty i wiem, jakie trudne może być poradzenie sobie, bez pomocy. Nie chorowałem tak długo, jak ty, a 50% moich problemów stanowiły stosunki z rodziną. Wtedy po prostu musiałem zrzucić z siebie tę historię i dać sobie pomóc. Nie zaszkodzi, jak podzielisz się tutaj tym, co przeżywasz, wszyscy są tu bardzo mili i na pewno cię wysłuchają i coś doradzą, pomogą.
Zaczne od tego ze nie wychowywali mnie biologiczni rodzice a dziadkowie..moja matka oddala nas po tym jak moj tata mial ciezki wypadek(jest jak roslina),stwierdzila ze sobie.nie radzi ,do tej pory mam do niej o to pretensje i uraz psychiczny.zostawila ojca i zwiazala sie z alkoholikiem jednym potem nastepnym. Moj dziadek byl chory nerwowo i mieszkanie z nim tez mnie wywykanczalo Mimo wszystko do 21roku zycia bylam szczesliwym czlowiekiem. Potem sie zaczelo.. Rozstalam sie z facetem..moj jedyny brat ciezko zachorowal ..depresja. Nie odrazu poszlam do specjalisty i to byl moj blad..ludzilam sie ze jakos sie pozbieram. Poszlam dopiero po nastepnym epizodzie do psychiatry. Przed choroba wszystko w sobie mi sie podobalo ..jestem atrakcyjna takze nie chodzi o wyglad tylko moje zyciowe dramaty.
Mialam kolezanki prace ale ta choroba powoli zabiera mi wszystko. . . musze isc do lekarza zeby zmienil mi leki ..przyznaje nie bylam juz od Ponad 2lat i ciagle biore te same leki i to pewnie jest przyczyna mojego zlego samopoczucia.
Wierzę w ciebie i w to, że spróbujesz zawalczyć o to, by życie było lepsze. Czasem każdego może dopaść bezsilność, samotność i czarne myśli. Ważne, by w takiej sytuacji nie wybrać pozornie najłatwiejszej drogi. Psycholog na pewno ci pomoże, więc warto, żebyś do niego zawitała. Kiedy ja przeżywałem to, co ty, też nie wierzyłem w to, że coś może być lepsze. Dołek taki, że samotnie bym tego nie pokonał, a kto wie, gdyby nie ostatni przyjaciel, jaki mi wtedy został, pewnie bym tu nie pisał. Po czymś takim, o ile moje życie nie zawsze było bajkowe, a teraz wyjątkowo mocno dało mi w kość, niczego nie żałuję. Ja miałem kogoś, kto szybko chwycił mi rękę [metaforycznie], zanim zrobiłem coś złego, ty możesz liczyć na wsparcie ludzi podobnych sobie tutaj, a krok musisz wykonać sama i pomóc sobie, przez wizytę u specjalisty. Głowa do góry, jeszcze wszystko się ułoży.
Dziekuje za cieple slowa. Mam nadzieje ze jeszcze uda odbic mi sie od dna..narazie przez chorobe w to watpie ale kto wie.. Zycie potrafi zaskakiwac.
" Dopoki walczysz jestes zwyciezca"
10 2015-05-26 10:09:23 Ostatnio edytowany przez Nuś (2015-05-26 10:11:29)
Ja tak że mam tą chorobe nie wiem jak długo lecz nie tyle co Ty. Wim co czujesz, ja miałam już nawet głupie myśli a lekiem było na to jak najmniej spedzania czasu w domu (źródło problemów) spotykałam sie z chłopakiem po 2 mieś znajomości już sie nie widywaliśmy (nie pokuciliśmy sie po prostu tak wyszło) ale pomógł nawet o depresji nie wiedział a nawet o moich problemach, wystarczyła jego obecnośc i inaczej spedzienia czasu. Mineły mi myskli samobujcze dzieki niemu, może tez potrebujesz cos w tym stylu innego otoczenia. Dobrze jest komuś sie wygadac ale na mnie jednak zle to jednak dzaiłało od chwili kiedy nie mówie o problemach i żyje terażnieszością i przyszłością staram sie cieszyc, nie przejmowac sie problemami to mi pomaga, nie można użalac sie nad sobą (wiem że to trudne) ale w ten sposób tracimy osoby z którymi przebywamy, mają juz dośc i poprostu chronią sie uciekając.
Mi pomagają dabletki Deprim na poczatku bolała mnie głowa ale one nie uzalezniają czuje sie po nich dobrze i coraz lepiej, są bez recepty. Też proponuje ci obejżenia filmu psychologicznego, może byc troche trudny ale wato, dzieki niemu pewnym sensie zmienia mi sie moje życie, to naprawde działa, trwa on ponad godz "Sekret" polecam może dzieki niemu zmienisz i Swoje życie, prubujac nic nie tracisz.
Ja tak że mam tą chorobe nie wiem jak długo lecz nie tyle co Ty. Wim co czujesz, ja miałam już nawet głupie myśli a lekiem było na to jak najmniej spedzania czasu w domu (źródło problemów) spotykałam sie z chłopakiem po 2 mieś znajomości już sie nie widywaliśmy (nie pokuciliśmy sie po prostu tak wyszło) ale pomógł nawet o depresji nie wiedział a nawet o moich problemach, wystarczyła jego obecnośc i inaczej spedzienia czasu. Mineły mi myskli samobujcze dzieki niemu, może tez potrebujesz cos w tym stylu innego otoczenia. Dobrze jest komuś sie wygadac ale na mnie jednak zle to jednak dzaiłało od chwili kiedy nie mówie o problemach i żyje terażnieszością i przyszłością staram sie cieszyc, nie przejmowac sie problemami to mi pomaga, nie można użalac sie nad sobą (wiem że to trudne) ale w ten sposób tracimy osoby z którymi przebywamy, mają juz dośc i poprostu chronią sie uciekając.
Mi pomagają dabletki Deprim na poczatku bolała mnie głowa ale one nie uzalezniają czuje sie po nich dobrze i coraz lepiej, są bez recepty. Też proponuje ci obejżenia filmu psychologicznego, może byc troche trudny ale wato, dzieki niemu pewnym sensie zmienia mi sie moje życie, to naprawde działa, trwa on ponad godz "Sekret" polecam może dzieki niemu zmienisz i Swoje życie, prubujac nic nie tracisz.
A bierzesz tylko leki, czy chodzisz też na jakąś terapię?
Dziekuje za dobre rady ale mysle ze moj stan jest troche powazniejszy. Moim glownym problemem ktory mnie przytlacza i nie daje cieszyc sie codziennoscia sa problemy z sercem.. Rozne arytmnie dusznosci bole zmeczenie. Nie moge przez to normalnie funkcjonowac.Niedlugo sie wyjasni wszystko.bo porobilam wyniki..????
Biore lerivon ale on niewiele pomaga.
Dziekuje za dobre rady ale mysle ze moj stan jest troche powazniejszy. Moim glownym problemem ktory mnie przytlacza i nie daje cieszyc sie codziennoscia sa problemy z sercem.. Rozne arytmnie dusznosci bole zmeczenie. Nie moge przez to normalnie funkcjonowac.Niedlugo sie wyjasni wszystko.bo porobilam wyniki..????
To w takim razie uzbrój się póki co w cierpliwość. I miejmy nadzieję, że wyniki jakoś rozjaśnią sytuację "sercową".
Co do antydepresantów, to zaczynają działać po 3-4 tygodniach, może być także za mała dawka lub lek niekoniecznie dobrze dobranym, więc warto porozmawiać z prowadzącym lekarzem o braku efektów.
3 mam kciuki, żeby było lepiej!
A mialam juz nadzeje ze tym razem bedzie inaczej..i to cholerstwo da mi odpoczac na dluzej. Czy to az wiele?.Wystarczylo troche wiecej stresu. Nie znosze tej choroby. Znowu jest zle!. Nie radze sobie z zyciem . tak bardzo chcialbym byc szczesliwa i normalna.
A co z lekami i z sercem? Nieraz kłopoty z sercem są "odbiciem"depresji.A tak naprawdę serce jest zdrowe.Też miałam takie problemy.Tutaj dobrze ci radzono, że najlepiej jest zmienić środowisko, czy nadal mieszkasz z dziadkami?
Juz od dawna nie mieszkam z dziadkami..mieszkalam z toksyczna matka .wczesniej tez troche wynajmowalam z partnerem. Teraz zaczynam zycie w miescie ktore zawsze zle dzialalo na moja psychike.mam zle wspomnienia(zwiazane z depresja) dostalam mieszkanie wlasnie tu..mieszkam obecnie sama. To wszystko mnie przeroslo.chcialam sobie udowodnic ze potrafie stanac na nogi. Problemy z sercem maja tlo czynnosciowe.bynajmniej narazie sa takie przypuszczenia. Tachykardia ucisk w klatce dusznosci to wszystko ponoc jest zwiazane z nerwami.
Biore leki na wlasna reke.nie prowadzi mnie psychiatra.od dluzszego czasu przyjmuje te same leki i moze tu tez lezy problem.
Zbytdelikatna a jak dlugo u Ciebie trwaly te problemy z sercem,. i jak sie objawialy?
Oj objawiały się strasznie,kołatania, arytmia, duszności,ból,męczenie.Biegałam przez jakiś czas na ekg i wkręcałam się coraz bardziej ![]()
Właśnie dużym problemem pogarszającym stan jest to mimowolne skupianie uwagi na swoim złym samopoczuciu, co rodzi tylko lęki, że coś złego się dzieje, że jest coraz gorzej i podświadome oczekiwanie na jeszcze wieksze dolegliwości.Musisz próbować to kontrolować.Jak coś się dzieje, włączaj ulubioną muzykę na przykład, spróbuj pośpiewać przy ulubionej piosence ( uwaga - najlepiej wesołej
), ja lubię nawet potańczyć.Na początku to idzie opornie, ale jak zaczniesz, endorfiny, czyli hormony szczęścia, zrobią swoje.No i przede wszystkim idź do lekarza, pewnie trzeba będzie zmienić leki.No niestety, choć to może cię w tym stanie denerwować, ale szukaj jak najwięcej pozytywów wokół siebie.Choćby takich,że kwiaty kwitną, pachną, że świeci słońce, że kupiłaś ładną sukienkę itp.To wszystko powoduje napływ hormonów szczęścia.I nagle okazuje się, że świat jest do zniesienia
A o przeszłości nie myśl. To było, przeszło i niech tak zostanie.Przeszłość istnieje tylko w naszych myślach, a tak naprawdę już jej nie ma.Żebyśmy nie wiem jak ją rozpamiętywali, nic nie możemy zmienić.Za to mamy wpływ na teraźniejszość i przyszłość.Tego się trzymaj.