Bóg mi nigdy do niczego potrzebny nie był. Wystarczyła mi świadomość, że świat jest ode mnie o wiele większy, że sama jego fizyczna złożoność, złożoność procesów i oddziaływań, leży na granicy percepcji najzdolniejszych jednostek. Albo i poza nią. Mówię wyłącznie o aspekcie fizycznym. Duchowość nie jest stroną w tej umowie, życie pozagrobowe czy w jakiejkolwiek innej eterycznej formie do niczego potrzebne. Uznaję natomiast miejsce religii, jako narzędzia użytecznego. Bo jesteśmy zanadto inteligentni i za mało jednocześnie. Religia może być elastycznym substytutem ?brakującej? części naszego potencjału.
Psychologia i religia - obie w tym samym stopniu o równowagę psychiczną człowieka zabiegają. I przyjmują podobne formy ? grupa wsparcia ? zgromadzenia/msze, spowiedź ? sesja z terapeutą. A sporo tego; zaburzenia, nadużycia, obciążenia dziedziczne, dziecięce traumy, kwestie miejsca w społeczności. Jak żyć, jak sobie radzić. Są jeszcze atawizmy, problemy metaboliczne, kontekst środowiskowy (chemia) i cała masa innych rzeczy. Patrzę na grzbiety książek ?Neuropsychologia?, ?Diagnoza neuropsychologiczna?, ?Atlas ruchów mimowolnych?, ?Neurofizjologia?, ?Rozstrojone umysły?, ?Psychologia emocji?, ?Leczenie lęków i depresji?, ?Mapa wzorców kulturowych?, ?Obrzędy przejścia?? Powodów do szaleństwa jest sporo. Mówienie językami, o którym Vian wspomniała. To wszystko bez odnoszenia się do sił wyższych, jedynie do ułomności fizjologicznej, choroby.
Historia najwybitniejszych jednostek pokazuje, że trudno nawet ochronić umysł przed nim samym. Pitagoras wierzył, że w fasoli czai się zło. Boltzmann depresja - popełnił samobójstwo, Cantor ? depresja, Godel ? załamanie, zagłodził się na śmierć, Grothendieck ? uciekł w izolację, twierdził, że szatan zmienia prędkość światła, sam Newton odszedł w stronę alchemii i sił eterycznych, bo rzeczywistość go po prostu przerosła. Lista geniuszy, którzy sfiksowali w jedną lub druga stronę jest długa. Czy można było tych ludzi jakoś uratować przed ich własnymi umysłami (oprócz całej ww. litanii obciążeń)? Psychologia? Egzorcyzmy?
Tak jak każde misterium także egzorcyzmy uznaję za mechanizm wywierania wpływu. Ze wszystkimi przypisami i konsekwencjami. Mogą być silnym doznaniem, zwłaszcza dla jednostki ułomnej. Mogą pomóc, mogą zaszkodzić. Przypuszczam, że Kościół zdaje sobie z tego sprawę bardzo dobrze, więc o sam przebieg egzorcyzmów i ich negatywne skutki nie trzeba się chyba zanadto martwić. Religie w najbliższych latach przeżyją spektakularny renesans, w związku z tym także ilość egzorcyzmów będzie rosła. Jeśli będą niosły pomoc nawet bardzo nielicznej grupie ? niech się dzieje. Religia cywilizacji i tak nie zatrzyma.
Sorry za ten elaborat, ale jak tu napisać "jestem za a nawet przeciw" 