cześć dziewczyny,
Mój mąż ma za tydz.poważny egzamin zawodowy, od kiedy po ślubie zamieszkaliśmy ze sobą pojawiło się dużo spięć, ja chciałam urządzać mieszkanie i "wić gniazdko", on chciał świętego spokoju do nauki. Mijały tygodnie, średnio raz na miesiąc kłóciliśmy się o coś w stylu "Nie zrobiłeś zakupów mimo,że widzisz że nic nie ma", "Czego oczekujesz pracuję i uczę się i nie mam do tego głowy". Kilka razy usłyszałam,że jestem jak dziecko i nie umiem zrozumieć, że on musi się skupić na nauce. Od jakiegoś czasu robię już co mogę by dać mu spokój i nie truć głowy, jednak w zeszłym tyg. kiedy powiedziałam,że mam nadzieję że zda , wywołałam lawinę, spytał czy nie mogłam być taka wyrozumiała wcześniej ? Że te spięcia ze mną nie pomogły mu w nauce, że nie czuje się przygotowany do egz., że możliwe że go nie zda....Dziś mąż wysłał mi sms (jestem u rodziców) żebym jednak nie wracała wcześniej bo on jest zestresowany, wykończony i ma do mnie żal że go nie wspierałam i że lepiej jak przyjadę PO egzaminie.
Próbowałam cały czas ,a przynajmniej ostatnie 2mieś. (mieszkamy ze sobą od 5mieś) dawać mu spokój, nie angażować go w nic, nic nie chcieć , czasem nie wychodziło, czasem jednak musiał mi coś tam zawiesić na oknie etc. ale kompletnie nie umiałam się wtopić w ścianę, wyjechałam za mężem za granicę, uczę się języka, nie mam wielu znajomych, było mi ciężko i czułam się samotna...on wiecznie albo w pracy ,albo w drugim pokoju uczący się...Jestem w stanie ponieść jakąś część winy, ale napewno nie 100%,starałam się, ale jestem tylko człowiekiem. Jest mi strasznie przykro, że on uznał, że nie dałam mu wsparcia, że wręcz mu przeszkadzałam , rozrywa mi to serce, ale płacz mi i tak nie pomoże.
Co myślicie ? Jak rozmawiać z nim by 1) poprawić naszą sytuację, 2) nie utracić siebie w tym wszystkim !???
P.S. Egzamin jest dobrze widziany, ale nie niezbędny, można podchodzić do niego ile razy się chce, nie skutkuje jakimiś problemami zawdowymi, jest to dodatkowy egzamin zawodowy, tylko międzynarodowy, stąd taki trudny.