Witajcie, jestem postawiona w dosyć dziwnej sytuacji. Zacznę od początku żeby dać nieco światła na zaistniałą sytuację. Jestem w stałym związku od 5 miesięcy, jest on pełen miłości i poszanowania. Ostatnimi czasy trochę się między nami popsuło.. wiadomo, że w każdym związku pojawiają się spięcia i kłótnie, tylko nie w tym rzecz. Mój chłopak ma niecodzienne podejście, jest bardzo zasadniczy, uważa że należy rozważać każdą możliwość, dlatego też bardzo często rozmawiamy o tym co byłoby gdybyśmy się rozeszli, powiedzmy że przygotowujemy naszą mentalność do takie ewentualności, bo wiadomo że dużo łatwiej przyjąć coś do wiadomości będąc na to przygotowanym. Dokładnie wczoraj usłyszałam z jego ust, że ma wątpliwości co do tego czy do siebie pasujemy. Zamurowało mnie, bo do tej pory nic takiego nie miało miejsca, układa nam się nawet bardzo dobrze. Mój charakter jest zdecydowanie ciężki, bo szybko się przywiązuję, ale też nie potrafię ufać bezgranicznie po wielu nieprzyjemnościach z przeszłości, tak więc potrzebuję dużo uwagi, a on przestrzeni co nie współgra i na tym podłożu często mamy spięcia. On twierdzi, że ma wątpliwości, ponieważ uważa że nie jest wystarczająco dobry dla mnie, że to nie jest 100% jakie może dać od siebie i mówi że strasznie go to męczy, a nie potrafi uzasadnić co go blokuje. Czy któraś z was miała podobną sytuację? Co mogłybyście mi doradzić? Wiadome jest że nie chciałabym go stracić i sama staram się pracować nad sobą żeby go nie przytłaczać, ale co zrobić że go odblokować? Proszę, doradźcie mi.. jestem w dołku. Pozdrawiam.
Podobne tematy
Witajcie, jestem postawiona w dosyć dziwnej sytuacji. Zacznę od początku żeby dać nieco światła na zaistniałą sytuację. Jestem w stałym związku od 5 miesięcy, jest on pełen miłości i poszanowania. Ostatnimi czasy trochę się między nami popsuło.. wiadomo, że w każdym związku pojawiają się spięcia i kłótnie, tylko nie w tym rzecz. Mój chłopak ma niecodzienne podejście, jest bardzo zasadniczy, uważa że należy rozważać każdą możliwość, dlatego też bardzo często rozmawiamy o tym co byłoby gdybyśmy się rozeszli, powiedzmy że przygotowujemy naszą mentalność do takie ewentualności, bo wiadomo że dużo łatwiej przyjąć coś do wiadomości będąc na to przygotowanym. Dokładnie wczoraj usłyszałam z jego ust, że ma wątpliwości co do tego czy do siebie pasujemy. Zamurowało mnie, bo do tej pory nic takiego nie miało miejsca, układa nam się nawet bardzo dobrze. Mój charakter jest zdecydowanie ciężki, bo szybko się przywiązuję, ale też nie potrafię ufać bezgranicznie po wielu nieprzyjemnościach z przeszłości, tak więc potrzebuję dużo uwagi, a on przestrzeni co nie współgra i na tym podłożu często mamy spięcia. On twierdzi, że ma wątpliwości, ponieważ uważa że nie jest wystarczająco dobry dla mnie, że to nie jest 100% jakie może dać od siebie i mówi że strasznie go to męczy, a nie potrafi uzasadnić co go blokuje. Czy któraś z was miała podobną sytuację? Co mogłybyście mi doradzić? Wiadome jest że nie chciałabym go stracić i sama staram się pracować nad sobą żeby go nie przytłaczać, ale co zrobić że go odblokować? Proszę, doradźcie mi.. jestem w dołku. Pozdrawiam.
Możesz rozwinąć?
Moim zdaniem facet dojrzewa do tego, by odejsc.
Naturalnie. Chodzi, o to iż jestem nieco zaborcza i zazdrosna. Oczywiście nie bezpodstawnie, wystarczy mi jeden powód do zazdrości żeby (niestety) później ciągnąć to w nieskończoność. Również chodzi, o to że w poprzednich związkach ja byłam na przegranej pozycji, dałam sobą manipulować przez co byłam "łatwym celem" dla nieprzyjemnych typów, którzy w zamiarze mieli tylko wykorzystanie mojej osoby, nie byłam natomiast aż tak łatwowierna żeby osiągnęli swój cel, co nie oznacza że nie zostałam zraniona. W obecnym czasie te przeżycia idą za mną i po prostu jestem strasznie nieufna, dlatego niekiedy sprawdzam mojego faceta. Co do przywiązania.. chciałabym żeby poświęcał mi każdą wolną chwile, co jemu nie jest na rękę, gdyż on także potrzebuje nieco swobody.
Moim zdaniem facet dojrzewa do tego, by odejsc.
Moim również. On wie, że nie jest w stanie (nie umie lub nie chce) sprostać Twoim oczekiwaniom i zaczyna delikatnie się wycofywać.
Moim zdaniem facet dojrzewa do tego, by odejsc.
Mogłabym rozumieć, to w ten sposób gdyby nie pewien fakt. Stwierdził również, iż nie odejdzie bo wie że będzie żałował, że będą słabsza bez niego i ktoś to wykorzysta.
Naturalnie. Chodzi, o to iż jestem nieco zaborcza i zazdrosna. Oczywiście nie bezpodstawnie, wystarczy mi jeden powód do zazdrości żeby (niestety) później ciągnąć to w nieskończoność. Również chodzi, o to że w poprzednich związkach ja byłam na przegranej pozycji, dałam sobą manipulować przez co byłam "łatwym celem" dla nieprzyjemnych typów, którzy w zamiarze mieli tylko wykorzystanie mojej osoby, nie byłam natomiast aż tak łatwowierna żeby osiągnęli swój cel, co nie oznacza że nie zostałam zraniona. W obecnym czasie te przeżycia idą za mną i po prostu jestem strasznie nieufna, dlatego niekiedy sprawdzam mojego faceta. Co do przywiązania.. chciałabym żeby poświęcał mi każdą wolną chwile, co jemu nie jest na rękę, gdyż on także potrzebuje nieco swobody.
Czy człowiek , z którym jesteś jest inny niż typy z którymi byłaś? Czy obiektywnie jesteś na podobnej pozycji w tym związku jak w poprzednich? Obiektywnie to znaczy według opinii kogoś z zewnątrz jak przyjaciele, znajomi, rodzina.
Dlatego napisalam, ze "ddojrzewa". Jeszcze nie dojrzal. Jeszcze probuje.
Za duzo w was presji, za malo spontanicznosci.
Zwiazek to nie jest obowiazek, nie zlecenie do wykonania, ktore mozna zawalic jak się czlowiek nie przylozy.
Zakochani powinni spiewac na swój widok, a nie analizowac, co się stanie po rozstaniu...
Iceni napisał/a:Moim zdaniem facet dojrzewa do tego, by odejsc.
Mogłabym rozumieć, to w ten sposób gdyby nie pewien fakt. Stwierdził również, iż nie odejdzie bo wie że będzie żałował, że będą słabsza bez niego i ktoś to wykorzysta.
Czyli chce zostać z tobą z litości i zwykłej sympatii, nie głębszego uczucia. Również jestem zdania, że chłopak prędzej czy później odejdzie. Ale na razie będzie tkwił w tym związku, bo uważa, że sobie nie poradzisz bez niego i ci współczuje, bo widzi twoje słabości (o których pewnie sama mu powiedziałaś).
(...)On twierdzi, że ma wątpliwości, ponieważ uważa że nie jest wystarczająco dobry dla mnie, że to nie jest 100% jakie może dać od siebie i mówi że strasznie go to męczy, a nie potrafi uzasadnić co go blokuje. (...)
jestem nieco zaborcza i zazdrosna. Oczywiście nie bezpodstawnie, wystarczy mi jeden powód do zazdrości żeby (niestety) później ciągnąć to w nieskończoność.(...)
jestem strasznie nieufna, dlatego niekiedy sprawdzam mojego faceta. Co do przywiązania.. chciałabym żeby poświęcał mi każdą wolną chwile, co jemu nie jest na rękę, gdyż on także potrzebuje nieco swobody.(...)
Stwierdził również, iż nie odejdzie bo wie że będzie żałował, że będą słabsza bez niego i ktoś to wykorzysta.
Z jednej strony zaborcza i nieufna osoba, z drugiej - osoba, która jest w związku z litości, uważając że ta pierwsza bez niej zginie. Niezły zaczyn na toksyczny związek. Ale... takie są ponoć bardzo trwałymi.
Zgadzam się z resztą- Ty powiedziałaś mu o swoich krzywdach, jesteś zazdrosna i zaborcza- jego męczy taki związek, no, ale jesteś "po przejściach" więc mu Ciebie szkoda.
To, że "nie potrafisz ufać bezgranicznie po wielu nieprzyjemnościach z przeszłości, tak więc potrzebujesz dużo uwagi" nie daje Ci przyzwolenia na jazdy, jakie mu pewnie robisz. Nawet ich nie usprawiedliwia,bo on nie jest jednym z Twoich byłych, aby musiał odpowiadać za ich winy.
chciałabym żeby poświęcał mi każdą wolną chwile, co jemu nie jest na rękę, gdyż on także potrzebuje nieco swobody
Jak każdy normalny człowiek. Chcesz go zamknąć w złotej klatce, więc nic dziwnego, że facet przeciera sobie szlak ku wolności.
Moim zdaniem facet dojrzewa do tego, by odejsc.
Też tak uważam. Co czytam lub czy to słyszę o takich historiach to właśnie zazwyczaj okazuje się, że facet mówił o tym, bo chce odejść. Zakochany, szczęśliwy człowiek raczej nie będzie tego z partnerką rozważał. Oczywiście, pewnie w każdym związku mogą się zdarzyć lęki na zasadzie, że może nie jestem wystarczająco dobra itp, ale takie debatowanie i rozważanie, to moim zdaniem do niczego nie prowadzi. Jak ludzie chcą być razem, to nie mają ochoty tego tak analizować.
A i doczytałam o Twojej zaborczości... To może być właśnie to co sprawia, że on myśli o rozstaniu. Z jednej strony boi się pewnie Ciebie zranić, a z drugiej strony męczy się w tym związku. Rozumiem, że zostałaś zraniona, ale jeśli Ci na kimś zależy, to nie rób awantur o byle co. Rozumiem zazdrość, ale robienie awantury o najmniejszą rzecz, która sprawia, że jesteś zazdrosna nie jest dojrzała. Piszesz, że jesteś bardzo zazdrosna i zaborcza, a to jak dla mnie sprawia, że każdemu będzie ciężko z Tobą być. To jest męczące. Zastanów się nad tym, poza tym zauważ, że taką zazdrością na pewno męczysz też siebie, bo się denerwujesz itp, a związek nie powinien tak wyglądać, sama na pewno w głębi duszy to wiesz ![]()
Ciekawe, że większość opini płynie od kobiet... a ja zapytałam mojego Tż-ta w tej chwili co on myśli o tym jako facet ( a sam miał sporo wątpliwości co do naszej relacji ). Powiedział, że twój facet zapewne potrzebuje nieco przestrzeni, męczy go Twoja podejrzliwość dlatego szantażuje rozstaniem, żebyś sobie dała na luz i nie dręczyła go, przestała mierzyć miarą poprzedników, ale gdyby chciał odejść to odszedłby bez słowa. To, że powiedział, że zostanie z Tobą, bo nie chce żeby Cię ktoś skrzywdził może źle zabrzmiało faktycznie, ale może jest kiepskim mówcą i też to jakoś w złości palnął. Może potrzebuje więcej czasu - czasu spędzonego z Tobą bez analiz, podejrzeń i scen zazdrości? Spróbuj nad tym zapanować... może za jakiś czas się uspokoi i pozbędzie wątpliwości. 5 miesięcy to jednak krótko, a jeśli patrzy na Was długofalowo to będzie niepewny, przerażony wizją wspomnianej klatki. Ale nie znaczy, że tym wątpliwością ulegnie, może czas wrzucić na luz...?
To "nie jestem dla Ciebie wystarczająco dobry" też usłyszałam kilka razy... no i się okazało, że to ja byłam zbyt hmmm nadgorliwa. Skakałam koło niego, nie odmawiałam niczego, nadskakiwałam w każdej chwili, starałam się mu pokazać jaką jestem superwoman, że drugiej takiej nie znajdzie i ogólnie jest za...tym szczęściarzem, że spotkał MNIE! I niepotrzebnie zupełnie, bo poczuł się gorszy, niegodny, beznadziejny ( tak to ujął ). A jak zamieszkaliśmy razem, zaczęłam wprost mówić o swoich oczekiwaniach, oprócz dobroci od czasu do czasu tupać nogą ( tak dla równowagi i jedynie w uzasadnionych przypadkach
) i być sobą więcej, ze wszystkimi mniej pięknymi tego aspektami, to i on się zmienił. Wątpliwości się ulotniły, chociaż też się naczekałam długo...
Jak jest u Ciebie? Może też mu nadskakujesz zbytnio?