netkobietyWszystkie działy
Debiuty literackie - artykuły, opowiadania Netkobietek

Świat według Brągiela

2 odpowiedzi5 051 wyświetleńzałożony przez Bragiel, 25.04.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1 Ostatnio edytowany przez Vian (2015-04-25 04:39:43)

Temat: Świat według Brągiela

Witam. Jestem autorem Świata według Brągiela.
Powinno wystarczyć za rekomndację.

Jeżeli nie wystarcza to rzucę przykładowe teksty-są bardzo różne od bardzo ostrych, wulgarnych po do bólu romantyczne, wywołujące łzy.
Serdecznie zapraszam do lektury.
Będę tu wrzucał zajawki premierowych tekstów.

Teksty są również dla kobiet a blog jest oczywiście kreacją jak zresztą każda twórczość literacka.
Wszystko jest przesadzone, podkoloryzowane... Więc nie-ja taki nie jestem. To czysta kreacja!

Jeżeli chcesz wiedzieć jak wygląda rzeczywistość-wyjrzyj za okno!
Jeżeli chcesz mocnych, ciekawych tekstów, czytaj Świat według Brągiela i...nigdy już nie będziesz normalny/normalna.

<Do publikacji zapraszamy, ale za reklamę dziękujemy.>

Jak ktoś chce przykładowy mój tekst-prosże bardzo:
Każdy atom powietrza
Podejdź do mnie...

Wyciągnij rękę.

Dotknij mnie...

Kocham cię. Zawsze cię kochałam...

Ten napis,

To o tobie,

Kochanie...





Kaśka była dziewczyną zamkniętą w sobie.

Żyła gdzieś na pograniczu światów, epok, czasów, krajów.

Nie miała rodzeństwa.

Zwykła małomiasteczkowa panna.



Gdzieś tam, na samej górze małomiasteczkowego blokowiska dźgnął ją nóż ślepego losu i schody prowadzące na to czwarte piętro zroszone były krwią serdeczną kapiącą z bezsensu jej trwania na pograniczu epok, krajów, dzieciństwa i dorosłośći.
Kaśka skończyła właśnie 18 lat.

Nie była specjalnie zbuntowana.

Często jednak zadawała sobie pytanie, dlaczego los pchnął ją akurat teraz, akurat tu, a nie dawniej czy przyszlej, w rejony te czy inne, inne czasy i epoki.

Zadawała sobie pytanie, czemu została pchnięta akurat tu-na zwykłe czwarte piętro pod skrzydła nadopiekuńczej matki, wścibskiej kota Alfreda w mieszkaniu wypełnionym bezojcowską pustką, powstałą po wypięciu się nań jej ojca, dla którego była tylko tą chwilą, nieopatrznego niewyciągnięcia, którego nie zdołała naprawić ni jej nadopiekiekuńcza matka, ni ojciec Alfred grzebiąc w odmętach rodni, nie nazbyt dokładnie umytymi palcami.

Gdy bezimienny ojciec dostrzegł, że już jest za późno, że to już może nie być ratunku, że jest bardzo prawdopobne że z jego nie nazbyt okazałego fiuta do niezbyt dokładnie obmytej rodni nie dopieszonej nastolatki, jaką w owym czasie była matka Kaśki, trysnął zdrój życia i nic i nigdy już tego nie zatrzyma,

powiedział tylko:

-Pięknie, kurwa.

I wyszedł.

I nigdy już nie wrócił.

Matka Kaśki wychowała Kaśkę sama.

Mała Kasieńka nie była przesadnie zbuntowana, kochała swoją matką, kochała swoje wyimaginowane rodzeństwo, swego kota Alfreda i ...kogoś jeszcze.

Był rok 1998.

Kaśka miała 18 lat.

W całym jej dotychczasowym życiu nie działo się za wiele, nie działo się nic specjalnego.

Ot-dziewictwo straciła w wieku 16 lat, na klasowym ognisku. Nie pamiętała nawet z kim

Nie pamiętała i nie chciała pamiętąć.

Pare razy puściła wodze swej rozbudzonej młodzieńczo-naiwnej rodni, lecz w żadnym przypadku nie można było mówić o miłości, zwykłe pożądanie.

Nic więcej.

Osiemnastka Kaśki minęła hucznie.

Trochę picia, jakieś ruchanko.

Czwarte piętro trzęsło się kilka godzin owej wrześniowej nocy, by opowieści o owej nocy trzęsły całym miasteczkiem i odbijały się w formie głuchego telefonu, tego kto z kim i jak bardzo, jeszcze przez kilka miesięcy.

Żyło tym całe miasteczko.

Nawet proboszcz, który trzęsł miastem.

Jednak Kaśka żyła już czymś innym.

Kaśką trząsł ktoś inny.

Nazywał się Igor.

Przeprowadził się do miasteczka z Warszawy.

Dołączył do 3 b w małomiasteczkowym liceum.

Pasował tam jak pięść do nosa.

10 października 1998 roku Igor usiadł na samym skraju epok, czasów, wieków, krajów, na brzegu dzieciństwa i dorosłości...na pomalowanej na czarno ławce. Na ławce na szkolnym podwórku.
Była długa przerwa.

Igor siedział.

Kaśka szła.

Gdy okręt Kaśki zakotwiczył w okolice współrzędnych geograficznych Igora, na tyle blisko by planety ich oczu mogły musnąć się, na tyle blisko by wydychane powietrze Kaśki mogło muskać wielkomiejskie do niedawna  ciało Igora, na tyle blisko, że ... że były to jakies 2-3 metry. Nic już nie było takie jak dawniej.
I nic takie jak dawniej nie będzie.

W życiu Igora. I w życiu Kaśki.
I we wszechświecie.

Tak, we wszechświecie.

Nie myślcie że wszechświat to tylko zbiór cząsteczek, jakiś jebanych w dupę atomów, protonów, neutronów, rządzących się prawami fizycznymi.

To nie jest prawda.

Każde rozbudzone uczucie niszczy wszechświat, deformuje go, wytrąca elektrony z orbit, zmienia położenie protonów a nawet kwarki dostają ostro po dupie i każdy atom wszechświata rozrywany jest na części i...nic nie jest już takie same jak przedtem.

Jądra atomów nie są już takie same jak przedtem.
Ale i jądra Igora, po spojrzeniu na Kaśkę, nie były już takie same jak przedtem...
Zresztą nie tylko jądra.

Igor  przesunął kutasa z lewej nogawki do prawej, poprawił młodzieńczy wąsik, zarumienił się i pomyślał, że warto byłoby zagaić jakąś rozmowę.

Wiedział, że ona wie.

Wiedział, że miedzy nimi stało się coś takiego, co niszczy wszechświat, co deformuje wszechświat co rozpierdala cały kosmos w jego imanentnej strukturze.

Wiedział, że ona wie.
Ona wiedziała, że on wie.

Postronni obserwatorzy miłości narodzonej 10 października 1998 roku na krańcu epok, czasów, krajów i dużej przerwy, też wiedzieli.

Cała gromadka licealistów wpatrywała się w Igora i Kaśka.

Wiesz-to się czuje.

Wszyscy świadkowie owego dnia, owej chwili, owego narodzenia miłości, wiedzieli.
Czuli to.
W każdym atomie powietrze wirowało słowo miłość, a wiatr wiejący owego dnia nie nazbyt przesadnie, świszczał tylko jedno-nic nie będzie już takie jak przedtem.

Kaśka usiadła na ławce.

To coś kazało jej usiąść.

To coś, co rządzi wszechświatem.
Miłość.

Siedzieli obok siebie i wpatrywali się w siebie młodzieńczymi oczyma i płonęli na ołtarzu tego co było na początku, będzie na końcu. Płonęli na ołtarzu tego, co sprawia, że warto istnieć, warto żyć.

Płonęli na ołtarzu miłości a każde spojrzenie było jak cała butelka rozpałki do grilla rzucanej wprost w ognisko.

Było już tak gorąco, że Igor czuł, że musi coś powiedzieć.

- Słyszałaś, ponoć w sobotę był jakiś wypadek samochodowy. Opel zajebał w sosnę. Ponoć zginęła cała rodzina-powiedział Igor i zrazu po wyartykułowaniu litery a, kończącej słowo rodzina, zdał sobie sprawę, że było to najgłupsze zdanie jakie wypowiedział w życiu.

-W chuj smutne-odparła Kaśka-Takie życie.

-Wiesz, chciałem ci coś powiedzieć...Chciałem ci powiedzieć coś, czego nie mówiłem dotąd żadnej kobiecie...-zaczął Igor.

-Ja też chcę ci coś powiedzieć-mówiła Kaśka-Ciężko będzie mi to ubrać w słowa...Ale spróbuję...
Czuję, że całe moje życie to Ty...Po prostu to czuje...I chciałabym ci powiedzieć...

Zadzwonił dzwonek.

Popatrzyli na siebie.

On na nią.

Ona na niego.

I każdy poszedł w swoją stronę.

Szli długo...

Bardzo, bardzo długo...

60 lat...

Kaśka wyszła za mąż.

Urodziła trójkę dzieci.

Zamieszkała w Warszawie.

Zrobiła karierę w telewizji.

Po latach, gdy odchowała już dzieci, wróciła do miasteczka na końcu Polski i zamieszkała z mężem w tym samym domu  z którego wyruszyła w świat, na końcu Polski.

Igor tak jak jego ojciec, został zawodowym żołnierzem. Zrobił nawet karierę. Szybko piął się po szczeblach wojskowej drabinki.
Dorobił się potężnego domu, kilku samochodów, dwójki dzieci i...rysy w sercu.
Rysy której niczym nie był w stanie zalepić.
Na tą rysę nie było żadnego lekarstwa.

Jego życie było całkiem udane, zajmował się tym co lubiał, miał kochającą rodzinę, starał się zajmować myśli czymś innym...

Lecz im bardziej starał się myśleć o czymś innym, tym bardziej wracał tylko do jednego, wracał tylko do jednej, tylko do niej.

Do Kaśki.

Myślał o niej całe te jebane 60 lat.

Nawet gdy tańczył z swą, przyznajmy dośc atrakcyjną żoną, odwieczny  taniec miłość, miał przed oczami, w myślach i w sercu, tylko ją.

Widział ją cały czas, śnił o niej cały czas.

Nie znali się długo...

Igor w miasteczku na końcu Polski mieszkał ledwie klika miesięcy.

Po paru miesiącach chodził już do 3b w innym końcu Polski, tułając się po miastach i szkołach razem z jego wojskową rodziną.

Igor powiedział sobie kiedyś-Nigdy kurwa nie zostanę zawodowym żołnierzem!

Złamał obietnicę.

Zresztą nie tylko jedną...

Po wyjeździe z miasteczka na końcu Polski obiecał sobie, że zapomni o Kaśce.

Obiecał sobie, że zapomni o Kaśce gdy brał ślub.
Obiecał sobie, że zapomni o Kaśce gdy rodziły mu się dzieci...

Obiecał sobie, że zapomni o Kaśce gdy przechodził na emeryturę...
W końcu przestał sobie obiecywać...

Zrozumiał. Wiedział. Zdał sobie sprawę.

Nigdy o niej nie zapomni.
Najważniejsze co go w życiu spotkała to Kaśka.

Pojawił sie w tym świecie tylko po to, by 10 października 1998 roku, spotkać Kaśkę.

Wiedział, ze rodzina, żona, dzieci, kariera, pieniądze...

Że to nic...
Że to tylko plastry mające zalepić tą ranę.

I po tych 60 latach już wiedział...tej rany nie da się zalepić.

Igor ma już 78 lat.

Jest starym dziadem.

Jest kimś do kogo sam skierowałbym to pogardliwe

-Posuń się dziadek -w autobusie.

Igor ma 78 lat i dorósł.

Teraz mając 78 lat dorósł i chce spotkać się z Kaśką.

Już wie, że wszystko inne jest nie ważne, wszystko inne jest nie istotne, wszystko inne to jebany pył na wietrze.



Igor ubiera płaszcz, ubiera buty i wsiada do białego Mercedesa.

Rusza.

Rusza w kierunku swego zaprzepaszczonego życia, swych sponiewieranych marzeń, swego -Ty byłeś z nim.Ja, nie znam tego człowieka i kur zapiał...Rusza w kierunku siebie sprzed lat i lat sprzed siebie.

Rusza w kierunku siebie. W kierunku prawdziwego ja-Jej. Ja w niej. Bo ob był w niej, a ona  była w nim.
Całe życie. On to wiedział, ona to wiedziała, wiedział to wszechświat, wiedziały to atomy wybite ze swego rytmu tego październikowegoopołudnia w 1998 roku nie potrafiące wrócić na swe orbity i wiedziało to słońce które do stanu najpierwszego nie było ni  w stanie ni w mocy swej największej, powrócić nie było w stanie i nie świeciło już tak jaśniej jak niegdyś, tylko nikt nie potrafił tego dostrzec, doszukując się na słońcu jakis plam.
To nie są plamy. Słońce też to widziało i pozostać obojętne nie było w stanie i świecić tak mocno jak przed owym październikiem, gdy on i ona jednym się stali w rozdzieleniu, nie potrafiło.Rany na słońcu, rany w jego sercu, rany w każdym atomie powietrza a z odległych galaktyk rezonował ból niespełenienia grający na strunach bezczasu.

Biały mercedes zbliżał się do miasteczka.

Czas zaraz się wypełni.
Atomy, protony, neutrony, kwarki, galaktyki, miliony słońc, wszystko wróci na swoje pierwotne miejsce, rozerwane owego październikowego wieczoru.

Igor wysiada z samochodu.
Trzaska mocno drzwiami.
Wiąże lewego buta, który zdążył mu się rozwiązać.

Idzie w kierunku domu Kaśki.

Jest już prawie pod domem, jest już 78 letnim dziadem i wiąże prawego buta, który rozwiązał mu się gdy wiązał lewego.

Igor wali w drzwi.
Wali, nie puka, nie dzwoni.

Wali w drzwi tak mocno, że wejdźie kiedyś na showup.tv wieczorem, wejdźcie w zakładkę mężczyźni i pomnóżcie tych wszystkich walących mężczyzn razy milion. Tak mocni Igor wali.

Nikt nie odpowiada.

Dom wygląda na opuszczony.

Minęło 60 lat.

Igor obchodzi dom, żadne światła się nie palą.

W nim płonie miłość. Płonie tak jak zaczęła płonąć 60 lat temu, tak płonie i teraz a może nawet mocniej, pomimo, a może właśnie dlatego, że płonie teraz w sercu  78 letniego dziada, dość mocno wyłysiałego i bardzo, bardzo pomarszczonego, zwłaszcza w okolicy oczu.

Igor płonie ale idzie dalej.
Nie wie gdzie.

W miasteczku nie był 60 lat...
Nie ma pojęcia gdzie idzie...
Kieruje nim miłość.

Krok za krokiem...

Igor już wie...
Wie gdzie miłość go prowadzi...Stara się zaprzeczać, stara się mówić, że nie, on tam nie chce iść...

Walczy z każdym krokiem...
Ale coś go pcha. Coś łapie go za nogi i raz  lewą do przodu, raz prawą do przodu...

Igor wie i płacze...

Z oczu 78 letniego wyłysiałego, pomarszczonego dziadka płyną łzy.

Nie kryje się z tym...

Idzie miasteczkiem i płacze.

I ryczy...
Bo wie już gdzie idzie...
Wchodzi przez bramę...

Zamyka oczy.
Łzy dalej płyną...

Zamyka oczy bo nie chce patrzeć...

Idzie na oślep lecz wie że trafi tam gdzie musiał trafić prędzej czy później, tam gdzie trafił za późno i serce jego krawi dużo bardziej niż oczy. Najbardziej.

Igor klęka przed grobem Kaśki.

Spogląda na napis na nagrobku...

,,Katarzyna K. Kochałam i byłam kochana.xxx-xxx".

Igor przestaje płakać.

Bo wie.

Wie.

Wie i rozumie.

Pojął wszystko,

Co było do pojęcia.

Klęczy przy grobie. Już nie płacze.

Na jego ramieniu usiadł ptak.

I zaśpiewał,

Pieśń o miłości,

W zakątku cmentarza,

Spowitego październikową mgłą.











Także zapraszam do lektury ludzi z uszami podobnymi to twoich!
Pozdrawiam serdecznie.

2 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-04-25 08:27:38)

Odp: Świat według Brągiela

Witaj Brągiel. Poruszasz mocno, ale jeszcze rażą niektóre błędy. Z tego, co pamiętam, to powtarza się "trzęsło". Są jeszcze takie jak:"lubiała" zamiast "lubiła", " do 3 b" zamiast " do trzeciej B", "78 letniego"...itp
A co to w ogóle jest?: " Ale i jądra Igora, po spojrzeniu na Kaśkę, nie były już takie same jak przedtem..." Zrozumiałam, że jądra Igora spojrzały na Kaśkę. "Teraz mając 78 lat dorósł i chce spotkać się z Kaśką" - zastanawiam się tu nad jego etapami dojrzewania.  Jest tych kwiatków więcej. Jak wytłumaczyć, że  starszy pan schyla się, żeby zawiązać sznurowadła? Do mnie to nie przemawia.

Poruszające są  natomiast zdania: "Gdy okręt Kaśki zakotwiczył w okolice współrzędnych geograficznych Igora, na tyle blisko by planety ich oczu mogły musnąć się, na tyle blisko by wydychane powietrze Kaśki mogło muskać wielkomiejskie do niedawna  ciało Igora, na tyle blisko, że.." Następnie: "Igor tak jak jego ojciec, został zawodowym żołnierzem. Zrobił nawet karierę. Szybko piął się po szczeblach wojskowej drabinki."[...] Dorobił się potężnego domu, kilku samochodów, dwójki dzieci i...rysy w sercu. [...] 10 października 1998 roku Igor usiadł na samym skraju epok, czasów, wieków, krajów, na brzegu dzieciństwa i dorosłości...na pomalowanej na czarno ławce. Na ławce na szkolnym podwórku."
Dlaczego niektóre sekwencje napisane są wierszem?
Pozdrawiam!

3

Odp: Świat według Brągiela

No witam.

,,Trzęsło"? Najczystszy polski wyraz, od trząść. Trząść, trzęsło.

Lubiała to nie jest błąd-obie formy są poprawne-lubiała, lubiła.

"Jest tych kwiatków więcej. Jak wytłumaczyć, że  starszy pan schyla się, żeby zawiązać sznurowadła? Do mnie to nie przemawia"

Starsi panowie nie wiążą sznurowadeł?
Nigdy nie byłem starszym panem, lecz mniemam, że gdy będę miał 80 lat będę dokładnie tak samo wiązał sznurowadła jak teraz, gdy mam 34.

Ale dzięki za odzew.

Czasami zdarzają się literówki których nie zauważę, ale błędów ortograficznych nigdy nie robiłem i nie robię bo brałem udział w niejednej olimpiadzie polonistycznej.

Generalnie większość tekstów to satyra.
Mocne teksty mające rozśmieszyć czytelnika, czasami nim sponiewierać, dać mu do myślenia, nie pozostawić obojętnym.

Czasami jest wulgarnie i seksistowsko-lecz to tylko tak kreacja.

Ale czasami bardzo romantycznie i wzruszająco.

Dzisiaj jest nowy tekst -wpisujesz Swiat wedlug Bragiel i masz. Dzisiaj nieco wulagrnie i na ostro.

Pozdrawiam

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026