netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

121 odpowiedzi26 235 wyświetleńzałożony przez smallangel, 18.10.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 122 ]

1 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-10-18 10:53:48)

Temat: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Ciekawy artykuł.
Zamieszczam go tutaj, bo myślę, że wart jest przeczytania.

Drogie kobiety, Zanim mnie czy innego faceta radykalnie ocenicie, pomyślcie, że to nie jest tak, że facet zawsze jest draniem. Związki rozpadają się z różnych powodów. Nawet jeśli to jedna strona mówi „koniec" i pakuje walizki. Mnie nie było łatwo powiedzieć „koniec", bo mam z żoną dwoje wspaniałych dzieci. Kilka lat wierzyłem, że coś się między nami zmieni, proponowałem terapię, starałem się. Ale o tym nikt nie wie, prawda? Według wersji mojej żony jestem draniem, który odszedł do innej. Nie, nie odszedłem do innej. Odszedłem od niej. Bo po 10 latach walki się poddałem.

Dlaczego to my, faceci zawsze jesteśmy winni?!

Odszedłem, bo….
Zdarzyło się milion rzeczy, które do tego doprowadziły.

Ona, po urodzeniu dzieci, przestała mnie zauważać
Przestałem dla niej istnieć. Byłem tylko maszynką do zarabiania pieniędzy, pomocą domową, której zadaniem jest coś posprzątać, podać. Wiem, że tak się dzieje. To nie jest, że nie wiedziałem, że związek się nie zmienia. Byłem pewny, że się zmienia. Ale naprawdę aż tak, że dla drugiej osoby przez kilka lat nie ma innego życia. Że staje się tylko matką? „Może wyjdziemy do kina? Na kolację" proponowałem. Mieliśmy nianię, dwie życzliwe babcie. „Nie chcę wychodzić" mówiła wprost. Ileś razy. Przestałem proponować.

Nie dawała mi żadnego wsparcia
Wydaje mi się, że ją wspierałem. Zapewniałem jej byt, starałem się być dobrym ojcem. W drugą stronę to nie działało. Byłem tę bardziej emocjonalną stroną w związku, brakowało mi zrozumienia. Kryzys w pracy, przychodzę do domu, chcę porozmawiać. „Ale chyba nie rzucisz pracy?! Kto będzie zarabiał" kończyła. I przerzucała się na temat swojej pracy, dzieci, obowiązków. Przysięgam, nigdy mnie do końca nie wysłuchała. Kiedyś byłem w nią tak zapatrzony, że mi to nie przeszkadzało. Ale w końcu zaczęło.

Seks? A po co mi seks – mówiła
Ile razy można słyszeć: „nie". Najpierw dlatego, że ona jest w ciąży (zrozumiałem), potem, bo dziecko jest małe (zrozumiałem), bo druga ciąża ( zrozumiałem), bo drugie dziecko jest mało (już mniej), bo ona jest zmęczona obowiązkami (nie rozumiałem).
Zanim zaśmiejesz się, że jestem podłym egoistą i niedorosłym gościem zastanów się, czy fajnie by Ci było gdyby ktoś Ci ciągle odmawiał seksu. Nie wpadłabyś we frustrację, nie zaczęła myśleć o zdradzie? Nigdy nie ukrywałem– seks jest ważny. Białe małżeństwo to nie jest coś, czego pragnąłem. Szczególnie, że kochałem żonę.

Najważniejsi byli rodzice
Kobiety żądają od nas, żeby nasza matka nie była najważniejsza. Jak mamy z nią dobre relacje jesteśmy dziecinni, nie odcięliśmy pępowiny. Ale, gdy ona ma fajną relację z mamą– to super. Również wtedy, kiedy ta mama wtrąca się we wszystko. Nawet koleżanki mojej żony nieraz mówiły: „Postaw się, ona przesadza". Jej ingerencja w nasze życie dotyczyła wszystkiego: wychowania dzieci, dbania o nie, naszego remontu (dlaczego takie ściany? Po co wam taki duży stół?), spędzania wakacji itd itp. Ona narzekała na matkę, po czym nie potrafiła się jej przeciwstawić. „Jesteś ze mną czy z nią?" złościłem się. A ona się złościła, że jej nie rozumiem. Nie, nie rozumiałem.

Wciąż się złościła albo obrażała. Również przy innych
Od zakochania przeszliśmy do momentu, w którym ona przestała mnie szanować. Być może sam do tego doprowadziłem, bo nie postawiłem jej wyraźnych granic. „Gdzie ty to kładziesz?!", „A, bo Paweł o niczym nie pamięta". W awanturach potrafiła być wulgarna i potwornie raniąca. Na porządku dziennym były słowa: „wypiera….aj", „możesz się wyprowadzić", „chcesz się rozwieść, proszę bardzo".

Przez lata byłem jednak wierny. Na wszystkie próby ratowania związku reagowała słowami: „Nie przesadzaj!", „W życiu nie pójdę do psychologa". W końcu się poddałem. Rok temu poznałem w pracy kobietę, też matkę, samotną. Zakochałem się.
Kiedy powiedziałem o tym Marcie, mojej żonie najpierw dostała furii, potem zaczęła błagać mnie, żebym został. Że ona się zmieni. Ale ja już nie chciałem, żeby ona się zmieniła. Chciałem kiedyś. Poza tym nie wierzyłem w jej przemianę.

Gdy wiedziała, że i tak odejdę– zaczęła podburzać wszystkich przeciwko mnie. Też dzieci. Nie jest w stanie nic zrobić, bo dzieci mnie kochają. Ale dlaczego robi to teraz, dlaczego zachowuje się jak kochająca żona, chociaż wcześniej mówiła: „wyprowadź się", „chcesz się rozwieść, proszę bardzo". Naszym wspólnym przyjaciołom płacze w słuchawkę. Opowiada jak mnie kocha. Po co ten cyrk?

Chciałbym się rozwieść. Zostawiam jej dom, samochód, będę płacił alimenty, zaproponowałem opiekę pół na pół. Godzę się na wszystko, bo chcę końca tego rozdziału.

Tak, facet potrafi przestać kochać kobietę. Ale często dlatego, że ona pracuje na to latami.
Dlaczego kobietę, która odchodzi od męża, bo ją niszczy wszyscy rozumieją?
Dlaczego nikt nie rozumie mężczyzny, który odchodzi od kobiety, bo ona go niszczy?

Paweł

Zaczerpnięte : http://mamadu.pl/120427,odszedlem-od-zo … nienawidzi

2

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Przeczytałem wątek smallengela. Nasunęło mi to pytanie, które on zadał a które mi do dziś tkwi w głowie- po co ten cyrk?!
Właśnie.... Po dwóch miesiącach cudownych codziennych smsów, jak to on kocha i żałuje, jak wie co stracił! Po długich przekonywaniach mnie, żebym wysłuchała i dała wrocic! Po wielu propozycjach pomocy ( sprawa wypadnietego dysku i wizyty lekarskie), wreszcie po trzech spotkaniach i ( nadal nie rozumiem jak mogłam być tak głupia)-ostatnim seksie, dowiaduje się, że to wszystko z ZEMSTY! Jak to?! Za co zemsta, dlaczego, po co?! Czy ktoś mi to wytlumaczy?!
Po co ten cyrk?!

3 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-18 13:27:20)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

smallangel
Czy ty nie widzisz różnicy pomiędzy wyjściem z niesatysfakcjonującego związku a odejściem do kogoś innego?
Wiadomo, że nikt nie odchodzi ze związku, który przynosi mu satysfakcję, ale jest diametralna różnica między odejściem w próźnię a złapaniem kolejnej gałęzi.

Odpowiadając na pytanie tytułowe wątku, to nienawiść spowodowana jest pogardą dla ludzi, którzy nie potrafią rozstać się z powodu "niezgodności charakterów" ale potrzebują motywacji zewnętrznej.

Żona faceta z artykułu "zapracowała" na rozstanie, ale (na pewno) nie na poniżenie i upokorzenie, które jej zaserwował małżonek zdradzając i opuszczając ją DLA innej. Małżonek "zapracował" sobie na pogardę i nienawiść otoczenia/społeczeństwa, ale (chyba) nie zasłużył na oziębłość i obojętność żony.

4 Ostatnio edytowany przez Paweło (2015-10-18 12:55:22)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Dla mnie to niewiarygodne żaden facet nie wytrzyma 10 lat bez seksu.Poza tym to jasno potwierdza moje przykłady ale jak pisałem to na mnie posypały się gromy.
http://www.netkobiety.pl/p2642946.html#p2642946
W tym przypadku nie ma kredytów ani zachowania bicia zachowań typu borderline więc bardziej usprawiedliwia takie zachowanie mój przykład.

5 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-10-18 12:57:00)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
zahir2603 napisał/a:

Przeczytałem wątek smallengela. Nasunęło mi to pytanie, które on zadał a które mi do dziś tkwi w głowie- po co ten cyrk?!

Smallangel to kobieta- przytoczyła tylko czyjś artukuł.

Smallangel edytuj jakoś początek ,gbybym nie widziała Cię wcześniej - pierwsze wrażenie, że to Twoja opowieść smile

6

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

przyłączam się do rojki ,  odp; j/w .

7

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Ten sam artykuł został przytoczony wczoraj na zdradzeni.info jako jeden z komentarzy dla kobiety zdziwionej zachowaniem męża i odpowiedziami użytkowników. Pięknie obrazuje samozapatrzenie w związkach.

8 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-18 13:26:04)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
rojka napisał/a:

Smallangel edytuj jakoś początek ,gbybym nie widziała Cię wcześniej - pierwsze wrażenie, że to Twoja opowieść smile


Przecież smallangel wyraźnie zaznaczyła, że treść jej postu to przedruk artykułu:

smallangel napisał/a:

Ciekawy artykuł.
Zamieszczam go tutaj, bo myślę, że wart jest przeczytania.

.....

Zaczerpnięte : http://mamadu.pl/120427,odszedlem-od-zo … nienawidzi

9

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
zmierzch napisał/a:
rojka napisał/a:

Smallangel edytuj jakoś początek ,gbybym nie widziała Cię wcześniej - pierwsze wrażenie, że to Twoja opowieść smile


Przecież smallangel wyraźnie zaznaczyła, że treść jej postu to przedruk artykułu:

smallangel napisał/a:

Ciekawy artykuł.
Zamieszczam go tutaj, bo myślę, że wart jest przeczytania.

.....

Zaczerpnięte : http://mamadu.pl/120427,odszedlem-od-zo … nienawidzi

Tak, widziałam, przeczytałam ale nie dla Wszystkich jest to jasne. I tak już się zaczęło , że Ona to On. Może chociaż cudzysłów by się przydał?

10 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-18 13:57:37)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
smallangel napisał/a:

Ciekawy artykuł.
Zamieszczam go tutaj, bo myślę, że wart jest przeczytania.

Dla mnie byłby gdyby:
1) Założony temat został założony w celu wywołania dyskusji na określone pytania zadane przez Autora/Autorkę (?), a opowieść służyła tylko jako przykład (aby każdy widział o co konkretnie chodzi);
2) Oprócz jak to widzą Panowie, było jak to widzą Panie wink - zapewniam obie strony mają wiele sobie do zarzucenia, a niestety często jest tak, że skrzywdzona osoba będąc pod wpływem emocji POTRAFI dodać to i owo od siebie, aby oczernić drugą stronę - wyłować frustrację, na obiektywność przyjdzie czas później.
Tak nie widzę najmniejszego sensu.

11

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Ja też byłabym ciekawa, jak to wyglądało ze strony żony...
Argumenty typu: nie zauważała mnie po urodzeniu dzieci, jej mamusia się nam wtrącała, nie wspierała mnie, brak seksu tłumaczyła małymi dziećmi --->>> są jak dla mnie SŁABE...
A jeszcze to zakończenie - "ale mimo wszystko nie zdradziłem jej przez lata"! No brawo! medal się temu panu należy...

Tak na marginesie... ja, gdy miałam malutkie dziecko... potem drugie... też nie miałam ochoty na taki seks jak wcześniej...
A argument - "ja chciałem seksu bo przecież ją kochałem"...uuuuuuuuuuu... słabizna do kwadratu... szkoda, że z tej wielkiej miłości nie zauważył i nie zrozumiał, że to taki okres, kiedy kobieta pada ma twarz a seks jest czasem ostatnią rzeczą o której marzy... potem to na szczęście przechodzi tongue

Tej z biura, z odhodowanymi dziećmi może właśnie już znów się zachciało... a on akurat był pod ręką... żałosne sad

12

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Zorija napisał/a:

Ja też byłabym ciekawa, jak to wyglądało ze strony żony...
Argumenty typu: nie zauważała mnie po urodzeniu dzieci, jej mamusia się nam wtrącała, nie wspierała mnie, brak seksu tłumaczyła małymi dziećmi --->>> są jak dla mnie SŁABE...
A jeszcze to zakończenie - "ale mimo wszystko nie zdradziłem jej przez lata"! No brawo! medal się temu panu należy...

Tak na marginesie... ja, gdy miałam malutkie dziecko... potem drugie... też nie miałam ochoty na taki seks jak wcześniej...
A argument - "ja chciałem seksu bo przecież ją kochałem"...uuuuuuuuuuu... słabizna do kwadratu... szkoda, że z tej wielkiej miłości nie zauważył i nie zrozumiał, że to taki okres, kiedy kobieta pada ma twarz a seks jest czasem ostatnią rzeczą o której marzy... potem to na szczęście przechodzi tongue

Tej z biura, z odhodowanymi dziećmi może właśnie już znów się zachciało... a on akurat był pod ręką... żałosne sad

No co Ty przecież On taki biedny i skrzywdzony przez świat wink. Zrobił WSZYSTKO, aby Jej pomóc, wesprzeć i odciążyć w obowiązkach. Pathetic...

13

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Witam

Zapewne zostanę "zjedzony" przez Panie - ale  niestety tan artykuł realistycznie oddaj podejście NIEKTÓRYCH kobiet do małżeństwa.
Jestem żywym przykładem takiego faceta opisanego w tym artykule. Pasuję do niego w 99% - ten 1% to jak na razie brak zdrady z moje strony. Pisze "na razie" - bo dłużej już takiego traktowania przez małżonkę  nie wytrzymam.
Priorytety mojej żony wg kolejności to - dzieci, jej rodzice, jej rodzeństwo, dom, pies i na szarym końcu ja -czyli bankomat i czasami samiec, który ma obsłużyć ją w sypialni.
Z obserwacji moich znajomych - niestety coraz więcej kobiet ma takie właśnie roszczeniowe podejście do życia
Drogie Panie i również Panowie- aby małżeństwo było zgodne i przetrwało długie lata - musi być pielęgnowane przez OBIE STRONY.
W momencie, gdy jedna ze stron (dotyczy to tak i kobiety jak i mężczyzny) zostanie odsunięta w małżeństwie na boczny tor - prędzej czy później dojdzie do tragedii.
A potem płacz i zgrzytanie zębami.

14 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-20 09:09:08)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:

Witam

Zapewne zostanę "zjedzony" przez Panie - ale  niestety tan artykuł realistycznie oddaj podejście NIEKTÓRYCH kobiet do małżeństwa.
Jestem żywym przykładem takiego faceta opisanego w tym artykule. Pasuję do niego w 99% - ten 1% to jak na razie brak zdrady z moje strony. Pisze "na razie" - bo dłużej już takiego traktowania przez małżonkę  nie wytrzymam.
Priorytety mojej żony wg kolejności to - dzieci, jej rodzice, jej rodzeństwo, dom, pies i na szarym końcu ja -czyli bankomat i czasami samiec, który ma obsłużyć ją w sypialni.
Z obserwacji moich znajomych - niestety coraz więcej kobiet ma takie właśnie roszczeniowe podejście do życia
Drogie Panie i również Panowie- aby małżeństwo było zgodne i przetrwało długie lata - musi być pielęgnowane przez OBIE STRONY.
W momencie, gdy jedna ze stron (dotyczy to tak i kobiety jak i mężczyzny) zostanie odsunięta w małżeństwie na boczny tor - prędzej czy później dojdzie do tragedii.
A potem płacz i zgrzytanie zębami.

Nie mam zamiaru ciebie "zjeść", ale gdybyś był tak uprzejmy i naskrobał kilka słów z uzasadnieniem, w jakim celu, po co i dlaczego tkwisz w małżeństwie, które jak odczytuję twój post, nijak ciebie nie satysfakcjonuje?
Tylko proszę nie pisz, że ze względu na dzieci, bo skoro już myślisz o zdradzie i tylko rozglądasz się za chętną, to dzieci raczej nie zaprzątają twojej uwagi a jak zdrada się wyda, to i tak będzie po twoim małżeństwie i "pomieszkiwaniu" z dziećmi.

15 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-10-20 13:35:34)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

...

16 Ostatnio edytowany przez aviator999 (2015-10-20 09:54:21)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
zmierzch napisał/a:

Nie mam zamiaru ciebie "zjeść", ale gdybyś był tak uprzejmy i naskrobał kilka słów z uzasadnieniem, w jakim celu, po co i dlaczego tkwisz w małżeństwie, które jak odczytuję twój post, nijak ciebie nie satysfakcjonuje?
Tylko proszę nie pisz, że ze względu na dzieci, bo skoro już myślisz o zdradzie i tylko rozglądasz się za chętną, to dzieci raczej nie zaprzątają twojej uwagi a jak zdrada się wyda, to i tak będzie po twoim małżeństwie i "pomieszkiwaniu" z dziećmi.

A jednak właśnie zostałem "nadgryziony"
Nie wkładaj proszę w moje usta słów, których nie napisałem!!!
Wybacz, ale nigdzie nie napisałem, że rozglądam się za chętną i koniecznie chcę zdradzić. Napisałem, że dłużej tak nie wytrzymam. MOŻE zdarzyć się, że znajdzie się inna kobieta, która dojrzy we mnie człowieka a nie bankomat. Między szukaniem zdrady a dopuszczeniem możliwości zdrady jest wielka różnica.
A dlaczego tkwię w tym małżeństwie - właśnie tylko i wyłączne dla dzieci. Wiem, że gdybym odszedł (nawet bez zdrady, nie mając nikogo na boku) - to moja małżonka urządziła by mi piekło w rodzinie i zrobiła wszystko, aby mnie odizolować od dzieci.  Niestety taki ma charakterek i niestety takie jest sądownictwo w Polsce.

PS - też usłyszałem od żony, że jak się nie podoba to mogę odejść.

17 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-20 10:12:58)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:
zmierzch napisał/a:

Nie mam zamiaru ciebie "zjeść", ale gdybyś był tak uprzejmy i naskrobał kilka słów z uzasadnieniem, w jakim celu, po co i dlaczego tkwisz w małżeństwie, które jak odczytuję twój post, nijak ciebie nie satysfakcjonuje?
Tylko proszę nie pisz, że ze względu na dzieci, bo skoro już myślisz o zdradzie i tylko rozglądasz się za chętną, to dzieci raczej nie zaprzątają twojej uwagi a jak zdrada się wyda, to i tak będzie po twoim małżeństwie i "pomieszkiwaniu" z dziećmi.

A jednak właśnie zostałem "nadgryziony"
Nie wkładaj proszę w moje usta słów, których nie napisałem!!!
Wybacz, ale nigdzie nie napisałem, że rozglądam się za chętną i koniecznie chcę zdradzić. Napisałem, że dłużej tak nie wytrzymam. MOŻE zdarzyć się, że znajdzie się inna kobieta, która dojrzy we mnie człowieka a nie bankomat. Między szukaniem zdrady a dopuszczeniem możliwości zdrady jest wielka różnica.
A dlaczego tkwię w tym małżeństwie - właśnie tylko i wyłączne dla dzieci. Wiem, że gdybym odszedł (nawet bez zdrady, nie mając nikogo na boku) - to moja małżonka urządziła by mi piekło w rodzinie i zrobiła wszystko, aby mnie odizolować od dzieci.  Niestety taki ma charakterek i niestety takie jest sądownictwo w Polsce.

PS - też usłyszałem od żony, że jak się nie podoba to mogę odejść.

aviator
Sam napisałeś, że dłużej obecnej sytuacji i atmosfery w swoim związku nie wytrzymasz i JESZCZE nie zdradzasz, stąd moje dywagacje tongue
Ale rozumiem. Jesteś jednym z tych biednych misiów, którzy zostali omotani przez żonę, siłą zaciągnięci przed ołtarz, bezsilni i skazani na pociesznie się w ramionach innej kobiety, która zrozumie, jakim on naprawdę jest skarbem zaniedbanym przez złą żonę i GO URATUJE.
A ja pytam, co ty robisz żeby siebie samego uratować zamiast czekać na wybawicielkę smile

18 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-10-20 13:36:19)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

E widzę, że to osobista wojna, niepotrzebnie się wtrąciłam tongue

19 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-10-20 10:20:29)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Zmierzch - pozwolisz, że odpowiem na pytanie później smile
Czytam wszystko smile

Czekam - by zobaczyć jak rozwinie się dyskusja smile

20

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Zgadzam się z jedną z pierwszym odpowiedzi. jest Ci źle to się rozchodzimy, a nie dopiero jak się pozna kogoś nowego. To nie rozejście się dorosłych ludzi, a tchórzliwa ucieczka bo facet nie potrafił zostać sam. Jest źle, nie da się tego naprawić, nie kochasz żony/męża to wtedy się pakujesz i się rozchodzicie. Może gdyby zrobił coś takiego wcześniej żona by przejrzała na oczy. Dla mnie zwykła zdrada i porzucenie. Każdy kij ma dwa końce nie wierzę w jego idealizm jaki przedstawia. Przypuszczam, że żona ze swojej perspektywy zupełnie inaczej by to przedstawiła. Nawet raz tutaj na forum okazało się, że partnerzy przypadkiem odnaleźli swoje wątki. Najpierw historię opisał mężczyzna, posypała się fala krytyki na kobietę. Kolejny komentarz to była odpowiedź jego partnerki z jej perspektywy i nagle wszyscy poparli kobietę. Wniosek z tego taki- punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

21 Ostatnio edytowany przez aviator999 (2015-10-20 11:09:13)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
zmierzch napisał/a:
aviator999 napisał/a:
zmierzch napisał/a:

Nie mam zamiaru ciebie "zjeść", ale gdybyś był tak uprzejmy i naskrobał kilka słów z uzasadnieniem, w jakim celu, po co i dlaczego tkwisz w małżeństwie, które jak odczytuję twój post, nijak ciebie nie satysfakcjonuje?
Tylko proszę nie pisz, że ze względu na dzieci, bo skoro już myślisz o zdradzie i tylko rozglądasz się za chętną, to dzieci raczej nie zaprzątają twojej uwagi a jak zdrada się wyda, to i tak będzie po twoim małżeństwie i "pomieszkiwaniu" z dziećmi.

A jednak właśnie zostałem "nadgryziony"
Nie wkładaj proszę w moje usta słów, których nie napisałem!!!
Wybacz, ale nigdzie nie napisałem, że rozglądam się za chętną i koniecznie chcę zdradzić. Napisałem, że dłużej tak nie wytrzymam. MOŻE zdarzyć się, że znajdzie się inna kobieta, która dojrzy we mnie człowieka a nie bankomat. Między szukaniem zdrady a dopuszczeniem możliwości zdrady jest wielka różnica.
A dlaczego tkwię w tym małżeństwie - właśnie tylko i wyłączne dla dzieci. Wiem, że gdybym odszedł (nawet bez zdrady, nie mając nikogo na boku) - to moja małżonka urządziła by mi piekło w rodzinie i zrobiła wszystko, aby mnie odizolować od dzieci.  Niestety taki ma charakterek i niestety takie jest sądownictwo w Polsce.

PS - też usłyszałem od żony, że jak się nie podoba to mogę odejść.

aviator
Sam napisałeś, że dłużej obecnej sytuacji i atmosfery w swoim związku nie wytrzymasz i JESZCZE nie zdradzasz, stąd moje dywagacje tongue
Ale rozumiem. Jesteś jednym z tych biednych misiów, którzy zostali omotani przez żonę, siłą zaciągnięci przed ołtarz, bezsilni i skazani na pociesznie się w ramionach innej kobiety, która zrozumie, jakim on naprawdę jest skarbem zaniedbanym przez złą żonę i GO URATUJE.
A ja pytam, co ty robisz żeby siebie samego uratować zamiast czekać na wybawicielkę smile

Wybacz, ale twoje posty odbieram jako atak personalny kobiety na całą rasę mężczyzn. Typowa "solidarność jajników"
Sarkazm aż się wylewa z wypowiedzi. Z Twoich wypowiedzi wynika (a raczej z sarkazmu), że to niemożliwe, aby  facet mógł być  biednym i pokrzywdzonym MISIEM.
Uwierz, ze są jeszcze na tym świecie porządni faceci i są również kobiety zołzy jak i odwrotnie - są faceci dupki i porządne kobiety.
Wyjaśniam:
Nie zostałem siłą zaciągnięty przed ołtarz. Byłem i nadal jestem (może to się wydawać dla Ciebie dziwne)  jeszcze zakochany w swojej żonie. Ale wygląda na to, że jest to tylko jednostronne. Niestety miłość stopniowo przechodzi w obojętność.
Nigdy nie zdradziłem żony.
W okresie narzeczeństwa i pierwsze lata po ślubie były wspaniałe. Odstawienie na bocznicę rozpoczęło się stopniowo, po pojawieniu się dzieci. Z obecnego zachowania i wypowiedzi  mojej żony wnioskuję, że ona dostała, co chciała i już nie musi się już dalej starać w małżeństwie. Ma dzieci, dom i osła, który wszystko utrzymuje. Nawet jakbym odszedł, to sąd pozostawi jej dzieci i przyzna alimenty. Czyli w jej życiu tak naprawdę nic się nie zmieni - co najwyżej będzie musiała sama nauczyć się wkręcać żarówkę i wbijać gwoździe :-). Oczywiście najbardziej ucierpią na tym dzieci.
Jeżeli nie widziałaś filmu Tato (Linda, Pazura, Janda) - to polecam, daje do myślenia.

I jedno zasadnicze pytanie - dlaczego żona autora artykułu nagle chciała się zmienić, jak on oznajmił, że odchodzi??/
Proste - zaczyna się doceniać osoby, jak się je straci.

22 Ostatnio edytowany przez madoja (2015-10-20 11:13:00)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Mnie to nie dotyczy, nie mam dzieci (jeszcze) i wiem że łatwo ocenić komuś " ech te niedobre kobiety, biedny facet, to oczywiste że chciał seksu, a żona myślała tylko o dzieciach". Jednak jest to sensowne nawet z ewolucyjnego punktu widzenia - po rozmnożeniu się samicę przestaje interesować seks, bo osiągnęła to co chciała (potomstwo).

Druga sprawa jest taka, ze przeważnie kobiety odmawiają potem seksu, bo mają za złe partnerowi, że za mało pomaga.
Często jest tak, że facet wraca z pracy i uważa że jego rola się skończyła, leży w domu i odpoczywa, a kobieta pracuje cały dzień.

23 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-20 11:12:37)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:

zmierzch napisał/a:

aviator
Sam napisałeś, że dłużej obecnej sytuacji i atmosfery w swoim związku nie wytrzymasz i JESZCZE nie zdradzasz, stąd moje dywagacje tongue
Ale rozumiem. Jesteś jednym z tych biednych misiów, którzy zostali omotani przez żonę, siłą zaciągnięci przed ołtarz, bezsilni i skazani na pociesznie się w ramionach innej kobiety, która zrozumie, jakim on naprawdę jest skarbem zaniedbanym przez złą żonę i GO URATUJE.
A ja pytam, co ty robisz żeby siebie samego uratować zamiast czekać na wybawicielkę smile

Wybacz, ale twoje posty odbieram jako atak personalny kobiety na całą rasę mężczyzn. Typowa "solidarność jajników"
Sarkazm aż się wylewa z wypowiedzi. Z Twoich wypowiedzi wynika (a raczej z sarkazmu), że to niemożliwe, aby  facet mógł być  biednym i pokrzywdzonym MISIEM.
Uwierz, ze są jeszcze na tym świecie porządni faceci i są również kobiety zołzy jak i odwrotnie - są faceci dupki i porządne kobiety.
Wyjaśniam:
Nie zostałem siłą zaciągnięty przed ołtarz. Byłem i nadal jestem (może to się wydawać dla Ciebie dziwne)  jeszcze zakochany w swojej żonie. Ale wygląda na to, że jest to tylko jednostronne. Niestety miłość stopniowo przechodzi w obojętność.
Nigdy nie zdradziłem żony.
W okresie narzeczeństwa i pierwsze lata po ślubie były wspaniałe. Odstawienie na bocznicę rozpoczęło się stopniowo, po pojawieniu się dzieci. Z obecnego zachowania i wypowiedzi  mojej żony wnioskuję, że ona dostała, co chciała i już nie musi się już dalej starać w małżeństwie. Ma dzieci, dom i osła, który wszystko utrzymuje. Nawet jakbym odszedł, to sąd pozostawi jej dzieci i przyzna alimenty. Czyli w jej życiu tak naprawdę nic się nie zmieni - co najwyżej będzie musiała sama nauczyć się wkręcać żarówkę i wbijać gwoździe :-). Oczywiście najbardziej ucierpią na tym dzieci.
Jeżeli nie widziałaś filmu Tato (Linda, Pazura, Janda) - to polecam, daje do myślenia.


Wybacz, ale nie odpowiadam za twój odbiór moich postów. Widocznie tak masz ukształtowany światopogląd o solidarności jajników, że cokolwiek bym nie napisała, to dokładnie tak to odczytasz.
A sarkazm był zamierzony. Dobrałam taki środek dotarcia do ciebie, który w mojej ocenie mógł być skuteczny..

Czy odpowiesz mi na pytanie:
W jaki sposób masz zamiar siebie uratować zamiast czekać na wybawicielkę?

A może powinnam zapytać, czy stać ciebie na jakąkolwiek aktywność aby poprawić relacje w swoim związku, czy będziesz biernie czekał aż jakaś koleżanka z pracy (forumowy standard) wykona gest przyzwalający na adorację i wówczas nagle odzyskasz jaja?

24

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Każdy medal ma dwie strony. Faceci często zarzucają żonom, że po latach małżeństwa, gdy są już dzieci, stają się oziębłe i niechętne do seksu. Ale kobiety często zarzucają facetom, że nie zajmują się dziećmi, nie pomagają w domu itd. Może dlatego, że jestem kobietą obserwując otoczenie zwracam przede wszystkim uwagę na wygodnicką postawę mężczyzn. I rzeczywiście, wielu żonatych myśli, że jak pracuje i zarabia to w domu nie musi pomagać - a tym bardziej zajmować się dziećmi.
W tym przypadku może być tak, że kobieta jest wyjątkowo oziębła emocjonalnie, a może być tak, że facet sam się nieświadomie sprowadził do roli "bankomatu". Autor pisze, że starał się, zapraszał, a żona odpowiadała "nie mam ochoty". Dlaczego nie miała ochoty? Może była wykończona po dniu pracy i obowiązków domowych? Czy ten mężczyzna pomagał jej wieczorem w domu, pomagał (nie zawsze, naprzemiennie) dzieciom w lekcjach? Czy przychodził z pracy do domu i miał roszczenia, żeby go obsłużyć?
Najczęściej jest tak, że obie strony są winne. Moim zdaniem to kwestia egoizmu w związku i braku empatii.

25

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:

I jedno zasadnicze pytanie - dlaczego żona autora artykułu nagle chciała się zmienić, jak on oznajmił, że odchodzi??/
Proste - zaczyna się doceniać osoby, jak się je straci.

No to może warto powiedzieć, że się odchodzi jeszcze przed poznaniem chętnej koleżanki z pracy? Może wtedy zapowiedź straty żonę otrzeźwi i doceni męża i da się związek odnowić i uratować? Dlaczego na tym etapie nie można podjąć drastycznych kroków? Dlaczego musi pojawić się jakaś Marta aby mężczyzna zmienił swoje życie? No i wtedy jakoś argument "męczę się dla dzieci" nagle znika. Okazuje się, że da się inaczej opiekować dziećmi - na odległość przy boku Marteczki i jakoś ich dobro nie cierpi. Dla mnie hipokryzja w żywe oczy.

26

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
zmierzch napisał/a:
aviator999 napisał/a:

zmierzch napisał/a:

aviator
Sam napisałeś, że dłużej obecnej sytuacji i atmosfery w swoim związku nie wytrzymasz i JESZCZE nie zdradzasz, stąd moje dywagacje tongue
Ale rozumiem. Jesteś jednym z tych biednych misiów, którzy zostali omotani przez żonę, siłą zaciągnięci przed ołtarz, bezsilni i skazani na pociesznie się w ramionach innej kobiety, która zrozumie, jakim on naprawdę jest skarbem zaniedbanym przez złą żonę i GO URATUJE.
A ja pytam, co ty robisz żeby siebie samego uratować zamiast czekać na wybawicielkę smile

Wybacz, ale twoje posty odbieram jako atak personalny kobiety na całą rasę mężczyzn. Typowa "solidarność jajników"
Sarkazm aż się wylewa z wypowiedzi. Z Twoich wypowiedzi wynika (a raczej z sarkazmu), że to niemożliwe, aby  facet mógł być  biednym i pokrzywdzonym MISIEM.
Uwierz, ze są jeszcze na tym świecie porządni faceci i są również kobiety zołzy jak i odwrotnie - są faceci dupki i porządne kobiety.
Wyjaśniam:
Nie zostałem siłą zaciągnięty przed ołtarz. Byłem i nadal jestem (może to się wydawać dla Ciebie dziwne)  jeszcze zakochany w swojej żonie. Ale wygląda na to, że jest to tylko jednostronne. Niestety miłość stopniowo przechodzi w obojętność.
Nigdy nie zdradziłem żony.
W okresie narzeczeństwa i pierwsze lata po ślubie były wspaniałe. Odstawienie na bocznicę rozpoczęło się stopniowo, po pojawieniu się dzieci. Z obecnego zachowania i wypowiedzi  mojej żony wnioskuję, że ona dostała, co chciała i już nie musi się już dalej starać w małżeństwie. Ma dzieci, dom i osła, który wszystko utrzymuje. Nawet jakbym odszedł, to sąd pozostawi jej dzieci i przyzna alimenty. Czyli w jej życiu tak naprawdę nic się nie zmieni - co najwyżej będzie musiała sama nauczyć się wkręcać żarówkę i wbijać gwoździe :-). Oczywiście najbardziej ucierpią na tym dzieci.
Jeżeli nie widziałaś filmu Tato (Linda, Pazura, Janda) - to polecam, daje do myślenia.


Wybacz, ale nie odpowiadam za twój odbiór moich postów. Widocznie tak masz ukształtowany światopogląd o solidarności jajników, że cokolwiek bym nie napisała, to dokładnie tak to odczytasz.
A sarkazm był zamierzony. Dobrałam taki środek dotarcia do ciebie, który w mojej ocenie mógł być skuteczny..

Czy odpowiesz mi na pytanie:
W jaki sposób masz zamiar siebie uratować zamiast czekać na wybawicielkę?

A może powinnam zapytać, czy stać ciebie na jakąkolwiek aktywność aby poprawić relacje w swoim związku, czy będziesz biernie czekał aż jakaś koleżanka z pracy (forumowy standard) wykona gest przyzwalający na adorację i wówczas nagle odzyskasz jaja?

Dziękuję za troskę o moje "jaja" - zapewniam że są na miejscu czują się dobrze :-)
Określenie "solidarność jajników" - to też miał być sarkazm - wybacz :-)
Pytanie - co mogę jeszcze zrobić, skoro na wszelkie próby dialogu z moją małżonką otrzymuję odpowiedź:
"jak się nie podoba, to możesz odejść",
Po prostu moja małżonka jest zadowolona z obecnego życia i nic jej więcej nie jest do szczęścia potrzebne (tak też mi powiedziała)

Przykład - na 10 rocznicę ślubu załatwiłem babcię na weekend do dzieci  i zarezerwowałem weekend w spa - program "rocznica ślubu" - wspólne kąpiele, winko, masaże itp. Reakcja mojej małżonki - po co to, szkoda wydawać tyle kasy :-(.
Pojechaliśmy, wróciła nawet zadowolona, ale cały czas odnosiłem wrażenie, że byłem tam zbędnym balastem. Zapewne bardziej by była zadowolona, gdyby pojechała tam sama albo z koleżanką.
Takich przykładów mógłbym opisać znacznie więcej.

Aby poprawić relacje w małżeństwie potrzeba chęci obu stron. Jak jedna strona się stara a druga ma to gdzieś, to wiadomo że w końcu przyjdzie zniechęcenie i ta druga strona również będzie miała wszystko gdzieś. I własnie mnie też już dopada zniechęcenie.

Dla mnie wniosek jest jeden - on mnie już nie kocha - ale obecny układ jej pasuje i nie chce nic zmieniać, bo jest wygodnie.
Gdzieś na stronach psychologicznych znalazłem określenie dla tego typu kobiet - "modliszka"

Mam dwa wyjścia
1. Godzić się i trwać w takim układzie do śmierci
2. Odejść (ale tu zacznie się wojna)

27 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-20 12:36:49)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:

Dla mnie wniosek jest jeden - on mnie już nie kocha - ale obecny układ jej pasuje i nie chce nic zmieniać, bo jest wygodnie.
Gdzieś na stronach psychologicznych znalazłem określenie dla tego typu kobiet - "modliszka"

Mam dwa wyjścia
1. Godzić się i trwać w takim układzie do śmierci
2. Odejść (ale tu zacznie się wojna)

aviator
Fakt, twoja sytuacja jest nie do pozazdroszczenia.
Nie chcę tobie dokładać, ale związek tworzą dwie osoby i za taki stan rzeczy jesteś przynajmniej współodpowiedzialny. Trudno powiedzieć, czego zabrakło. Może zwyczajnie odpuściłeś, nie domagałeś się dotychczas, aby twoja żona traktowała ciebie jak kogoś wyjątkowego. Może brak komunikatów, że nie czujesz się ważny i wyjątkowy, to doprowadzenie do skumulowania się twojej złości i niechęci. Tak sobie gdybam smile

Ale żeby było konstruktywnie.
Masz więcej niż dwa możliwe rozwiązania.
Ale ciekawe jest to, że wskazałeś na te rozwiązania, które są dla związku destruktywne. To może oznaczać, że już ten związek skazałeś na straty. W takim przypadku, to najlepiej faktycznie odejść. Myślę, że skoro żona sama proponuje rozstanie, to zgódź się na jej propozycję. Pomieszkajcie trochę oddzielnie i zdecydujcie po okresie rozstania na próbę, czy lepiej wam będzie dalej razem, czy oddzielnie.

W ten sposób jej nie skrzywdzisz i nie upokorzysz potencjalną zdradą a decyzja będzie wspólnym konsensusem..
Skoro podejmowane przez ciebie próby dialogu w celu naprawienia nieznośnej atmosfery nie przynoszą żadnych rezultatów, to może dzięki rozstaniu na próbę do żony COŚ dotrze, albo ty COŚ zrozumiesz.

Zakładam, że padały już z twojej strony propozycje terapii dla par w kryzysie.

Z drugiej strony, jeśli twoja żona jest tak zawzięta i mściwa, na co wskazujesz, to rozstaniem na próbę narażasz się na posądzenie o porzucenie rodziny. Takie jest ryzyko. Ale i tak myślę, że to lepsze rozwiązanie niż tkwienie w związku, w którym jest się NIKIM.
Czasami może być tak, że sama propozycja rozstania, za którą idzie prawdziwa determinacja i motywacja do zmian zamiast chęć manipulacji partnerem, może stać się początkiem zmian i większej świadomości.

28

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Araquelle napisał/a:
aviator999 napisał/a:

I jedno zasadnicze pytanie - dlaczego żona autora artykułu nagle chciała się zmienić, jak on oznajmił, że odchodzi??/
Proste - zaczyna się doceniać osoby, jak się je straci.

No to może warto powiedzieć, że się odchodzi jeszcze przed poznaniem chętnej koleżanki z pracy? Może wtedy zapowiedź straty żonę otrzeźwi i doceni męża i da się związek odnowić i uratować? Dlaczego na tym etapie nie można podjąć drastycznych kroków? Dlaczego musi pojawić się jakaś Marta aby mężczyzna zmienił swoje życie? No i wtedy jakoś argument "męczę się dla dzieci" nagle znika. Okazuje się, że da się inaczej opiekować dziećmi - na odległość przy boku Marteczki i jakoś ich dobro nie cierpi. Dla mnie hipokryzja w żywe oczy.

A dlaczego ta biedna, udreczona, przemeczona żona, której mąż w niczym nie pomaga, wręcz jest dla niej balastem, dodatkowym obciążeniem nie odejdzie od niego, zanim na horyzoncie nie pojawi sie jakiś Marek?
Dlaczego nie zmieni swojego życia, zanim nie zainteresuje sie nia jakiś kolega z pracy?
Dlaczego wszystkie naskoczyłyście na Aviatora, uzywajac typowych schematow, ze jak jest obojetnosc i chlod ze stronyzony, to na pewno za ten stan rzeczy odpowiada mąź, bo na bank nie pomagala, byl leniem, zalezalo mu tylko na jednym.
Ja akurat widze tu zupelnie co innego, facet sie stara, mowi, ze wciaz zone kocha, tyle tylko, ze jak slusznie zauwazyl, ona jego juz raczej nie.
Wiec skoro nie, to na co ona czeka? Na Marka? wink

29

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

drogie panie;) wybralyscie swoich partnerow/mezow/exow z milosci i checi oddania- ale musicie rowniez wziasc pod uwage, ze jest calkiem spora grupa kobiet, dla ktorej licza sie inne wartosci, maz jest gwarantem pewnego porzadku swiata. sa kobiety, ktore wybieraja z rozsadku, nie ma motylkow w brzuchu, nie ma szalenstwa jest kalkulacja- bedzie dobrym ojcem, zapewni rodzinie byt etc. w takich "ukladach" facet bardzo czesto jest zakochany w zonie, podczas gdy dla niej jest to pewna funkcja- staje sie zona i z czasem matka.
nie jest wiec dziwne, ze zaczyna odrzucac swojego meza, przede wszystkim w sypialni bo po urodzeniu dzieci nie ma juz sensu utrzymywanie tej "fikcji", taki facet jest tez wypierany z bycia glowa rodziny, staje sie narzedziem do realizacji celow. mysle, ze punktem zwrotnym jest wypalenie sie milosci ze strony mezczyzny.
dlaczego taki facet mimo, ze zaczyna dostrzegac w czym sie znajduje wciaz trwa przy rodzinie? wydaje mi sie, ze to jest dosc dlugi proces dochhodzenia do "siebie" plus poczucie winy i bycie odrzucanym skutecznie potrafia "przywiazac" takiego czlowieka. pojawienie sie tej drugiej rozwiazuje sprawe, facet zaczyna dostrzegac w oczach innej kobiety swoja sile i moc. stad, w sumie sluszne, oskarzenia zony, ze inna "rozwalila" uklad- tak energia innej kobiety zmienia zasady gry.

30

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
kejt38 napisał/a:

drogie panie;) wybralyscie swoich partnerow/mezow/exow z milosci i checi oddania- ale musicie rowniez wziasc pod uwage, ze jest calkiem spora grupa kobiet, dla ktorej licza sie inne wartosci, maz jest gwarantem pewnego porzadku swiata. sa kobiety, ktore wybieraja z rozsadku, nie ma motylkow w brzuchu, nie ma szalenstwa jest kalkulacja- bedzie dobrym ojcem, zapewni rodzinie byt etc. w takich "ukladach" facet bardzo czesto jest zakochany w zonie, podczas gdy dla niej jest to pewna funkcja- staje sie zona i z czasem matka.
nie jest wiec dziwne, ze zaczyna odrzucac swojego meza, przede wszystkim w sypialni bo po urodzeniu dzieci nie ma juz sensu utrzymywanie tej "fikcji", taki facet jest tez wypierany z bycia glowa rodziny, staje sie narzedziem do realizacji celow. mysle, ze punktem zwrotnym jest wypalenie sie milosci ze strony mezczyzny.
dlaczego taki facet mimo, ze zaczyna dostrzegac w czym sie znajduje wciaz trwa przy rodzinie? wydaje mi sie, ze to jest dosc dlugi proces dochhodzenia do "siebie" plus poczucie winy i bycie odrzucanym skutecznie potrafia "przywiazac" takiego czlowieka. pojawienie sie tej drugiej rozwiazuje sprawe, facet zaczyna dostrzegac w oczach innej kobiety swoja sile i moc. stad, w sumie sluszne, oskarzenia zony, ze inna "rozwalila" uklad- tak energia innej kobiety zmienia zasady gry.

100% racji. Brawo. smile

31

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Araquelle napisał/a:
aviator999 napisał/a:

I jedno zasadnicze pytanie - dlaczego żona autora artykułu nagle chciała się zmienić, jak on oznajmił, że odchodzi??/
Proste - zaczyna się doceniać osoby, jak się je straci.

No to może warto powiedzieć, że się odchodzi jeszcze przed poznaniem chętnej koleżanki z pracy? Może wtedy zapowiedź straty żonę otrzeźwi i doceni męża i da się związek odnowić i uratować? Dlaczego na tym etapie nie można podjąć drastycznych kroków? Dlaczego musi pojawić się jakaś Marta aby mężczyzna zmienił swoje życie? No i wtedy jakoś argument "męczę się dla dzieci" nagle znika. Okazuje się, że da się inaczej opiekować dziećmi - na odległość przy boku Marteczki i jakoś ich dobro nie cierpi. Dla mnie hipokryzja w żywe oczy.

Nie mam chętnej koleżanki z pracy, nie mam nawet żadnej innej koleżanki :-)
Żona często powtarza "jak się nie podoba to możesz odejść" - mam zostawić dzieci, aby "wstrząsnąć" żoną?
Dzieci tego nie zrozumieją, dla nich będę tylko tatą, który ich zostawił.

32

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Piotr74 napisał/a:
Araquelle napisał/a:
aviator999 napisał/a:

I jedno zasadnicze pytanie - dlaczego żona autora artykułu nagle chciała się zmienić, jak on oznajmił, że odchodzi??/
Proste - zaczyna się doceniać osoby, jak się je straci.

No to może warto powiedzieć, że się odchodzi jeszcze przed poznaniem chętnej koleżanki z pracy? Może wtedy zapowiedź straty żonę otrzeźwi i doceni męża i da się związek odnowić i uratować? Dlaczego na tym etapie nie można podjąć drastycznych kroków? Dlaczego musi pojawić się jakaś Marta aby mężczyzna zmienił swoje życie? No i wtedy jakoś argument "męczę się dla dzieci" nagle znika. Okazuje się, że da się inaczej opiekować dziećmi - na odległość przy boku Marteczki i jakoś ich dobro nie cierpi. Dla mnie hipokryzja w żywe oczy.

A dlaczego ta biedna, udreczona, przemeczona żona, której mąż w niczym nie pomaga, wręcz jest dla niej balastem, dodatkowym obciążeniem nie odejdzie od niego, zanim na horyzoncie nie pojawi sie jakiś Marek?
Dlaczego nie zmieni swojego życia, zanim nie zainteresuje sie nia jakiś kolega z pracy?
Dlaczego wszystkie naskoczyłyście na Aviatora, uzywajac typowych schematow, ze jak jest obojetnosc i chlod ze stronyzony, to na pewno za ten stan rzeczy odpowiada mąź, bo na bank nie pomagala, byl leniem, zalezalo mu tylko na jednym.
Ja akurat widze tu zupelnie co innego, facet sie stara, mowi, ze wciaz zone kocha, tyle tylko, ze jak slusznie zauwazyl, ona jego juz raczej nie.
Wiec skoro nie, to na co ona czeka? Na Marka? wink


Po pierwsze żona Pana z artykułu czy z naszej dyskusji jest zadowolona z obecnego stanu rzeczy, jej to odpowiada i jest szczęśliwa, dlaczego więc ma odchodzić? To on jest nieszczęśliwy. Ona ma stabilizację, rodzinę, dom, poczucie bezpieczeństwa. Skoro jest jej dobrze a mąż przy niej trwa, to ona nie bierze na serio jego potrzeb a seks nie jest dla nie najważniejszy. Nie stęka, że jej ciężko, nie marudzi, nie szuka też Marka bo i po co?Tylko brutalne postawienie sprawy przez męża  może coś zmienić.
Natomiast dla żony jęczącej jak jest źle z mężem, spotykającej nagle Marka i wtedy zmieniającej swoje życie mam tyle samo zrozumienia co dla męża z pozycji wyżej.

33

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:
Araquelle napisał/a:
aviator999 napisał/a:

I jedno zasadnicze pytanie - dlaczego żona autora artykułu nagle chciała się zmienić, jak on oznajmił, że odchodzi??/
Proste - zaczyna się doceniać osoby, jak się je straci.

No to może warto powiedzieć, że się odchodzi jeszcze przed poznaniem chętnej koleżanki z pracy? Może wtedy zapowiedź straty żonę otrzeźwi i doceni męża i da się związek odnowić i uratować? Dlaczego na tym etapie nie można podjąć drastycznych kroków? Dlaczego musi pojawić się jakaś Marta aby mężczyzna zmienił swoje życie? No i wtedy jakoś argument "męczę się dla dzieci" nagle znika. Okazuje się, że da się inaczej opiekować dziećmi - na odległość przy boku Marteczki i jakoś ich dobro nie cierpi. Dla mnie hipokryzja w żywe oczy.

Nie mam chętnej koleżanki z pracy, nie mam nawet żadnej innej koleżanki :-)
Żona często powtarza "jak się nie podoba to możesz odejść" - mam zostawić dzieci, aby "wstrząsnąć" żoną?
Dzieci tego nie zrozumieją, dla nich będę tylko tatą, który ich zostawił.

Jest duże prawdopodobieństwo, że wstrząs spowodowany tym, że odchodzisz spowoduje otrzeźwienie żony. Musi odczuć , że Cię traci i docenić i zacząć walczyć. Wtedy łaskawie wrócisz i rezygnujesz z odejścia. Może i durne ale co, inne rozwiązania nie działają. Jest co prawda ryzyko, że nie będzie walczyła ale chyba małe? No i od razu nie powie przecież dzieciom, że tata odchodzi. Tak dywaguję bo nie byłam w takiej sytuacji.

34 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-20 13:36:06)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:

Nie mam chętnej koleżanki z pracy, nie mam nawet żadnej innej koleżanki :-)
Żona często powtarza "jak się nie podoba to możesz odejść" - mam zostawić dzieci, aby "wstrząsnąć" żoną?
Dzieci tego nie zrozumieją, dla nich będę tylko tatą, który ich zostawił.

aviator
Jak to napisałeś wcześniej JESZCZE NIE MASZ "koleżanki".
Jeśli chcesz zamarkować rozstanie, aby wstrząsnąć żoną (czytaj: manipulacja), to faktycznie nie ma to najmniejszego sensu.
Jednak jeśli chciałbyś sam się przekonać, czy jesteś w stanie żyć beż żony, to rozstanie na z góry określony czas jest jak najbardziej wskazane. Ale przy okazji może się okazać, źe tobie w takim układzie będzie dobrze, a żona jednak za tobą zatęskni smile

I proszę ciebie jako kolejną osobę na forum, abyś sobie dobrem dzieci nie wycierał ...buzi, bo twoją odpowiedzialnością i obowiązkiem jako rodzica jest pokazanie dzieciom wzoru relacji między kobietą a mężczyzną. Chcesz dla nich takiego związku jak twoje małźeństwo?

35

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
kejt38 napisał/a:

drogie panie;) wybralyscie swoich partnerow/mezow/exow z milosci i checi oddania- ale musicie rowniez wziasc pod uwage, ze jest calkiem spora grupa kobiet, dla ktorej licza sie inne wartosci, maz jest gwarantem pewnego porzadku swiata. sa kobiety, ktore wybieraja z rozsadku, nie ma motylkow w brzuchu, nie ma szalenstwa jest kalkulacja- bedzie dobrym ojcem, zapewni rodzinie byt etc. w takich "ukladach" facet bardzo czesto jest zakochany w zonie, podczas gdy dla niej jest to pewna funkcja- staje sie zona i z czasem matka.
nie jest wiec dziwne, ze zaczyna odrzucac swojego meza, przede wszystkim w sypialni bo po urodzeniu dzieci nie ma juz sensu utrzymywanie tej "fikcji", taki facet jest tez wypierany z bycia glowa rodziny, staje sie narzedziem do realizacji celow. mysle, ze punktem zwrotnym jest wypalenie sie milosci ze strony mezczyzny.
dlaczego taki facet mimo, ze zaczyna dostrzegac w czym sie znajduje wciaz trwa przy rodzinie? wydaje mi sie, ze to jest dosc dlugi proces dochhodzenia do "siebie" plus poczucie winy i bycie odrzucanym skutecznie potrafia "przywiazac" takiego czlowieka. pojawienie sie tej drugiej rozwiazuje sprawe, facet zaczyna dostrzegac w oczach innej kobiety swoja sile i moc. stad, w sumie sluszne, oskarzenia zony, ze inna "rozwalila" uklad- tak energia innej kobiety zmienia zasady gry.

Ech kejt
Prawda jest taka, że taka "wyrachowana" kobieta, poszukująca dawcy nasienia i bankomat, nawet nie lubi człowieka, z którym wiąże swoje życie, bo związek oparty na przyjaźni mógłby funkcjonować z satysfakcją dla obu partnerów. A tak, gdy kobieta nie ma ochoty dłużej grać i pokazuje swoje prawdziwe oblicze, to facet musi obnaźyć jej obłudę i ratować siebie. Mądry wybierze mądre rozwiązanie, głupi poleci za szparą, która bez skrupułów ląduje w łóżku z żonatym.

36

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
zmierzch napisał/a:
aviator999 napisał/a:

Nie mam chętnej koleżanki z pracy, nie mam nawet żadnej innej koleżanki :-)
Żona często powtarza "jak się nie podoba to możesz odejść" - mam zostawić dzieci, aby "wstrząsnąć" żoną?
Dzieci tego nie zrozumieją, dla nich będę tylko tatą, który ich zostawił.

aviator
Jak to napisałeś wcześniej JESZCZE NIE MASZ "koleżanki".
Jeśli chcesz zamarkować rozstanie, aby wstrząsnąć żoną (czytaj: manipulacja), to faktycznie nie ma to najmniejszego sensu.
Jednak jeśli chciałbyś sam się przekonać, czy jesteś w stanie żyć beż żony, to rozstanie na z góry określony czas jest jak najbardziej wskazane. Ale przy okazji może się okazać, źe tobie w takim układzie będzie dobrze, a żona jednak za tobą zatęskni smile

I proszę ciebie jako kolejną osobę na forum, abyś sobie dobrem dzieci nie wycierał ...buzi, bo twoją odpowiedzialnością i obowiązkiem jako rodzica jest pokazanie dzieciom wzoru relacji między kobietą a mężczyzną. Chcesz dla nich takiego związku jak twoje małźeństwo?

Nawet nie wiesz jak bym chciał, że moja żona za mną zatęskniła, bo by to oznaczało, że jednak darzy mnie jeszcze jakimiś resztkami uczucia.
Co do dzieci - dzieci chcą mieć tatę i mamę i już!
Moja żona jest dobrą matką a ja staram się być nie gorszym ojcem. Nigdy nie kłócimy się przy dzieciach, a w sumie ostatnio nawet wcale się nie kłócimy :-) Z zewnątrz normalnie ideał małżeństwa.
Wybacz - ale poprawię Twoją wypowiedź, wg mnie zamiast  "bo twoją odpowiedzialnością i obowiązkiem jako rodzica jest pokazanie dzieciom wzoru relacji między kobietą a mężczyzną" powinno być  "bo twoją i żony odpowiedzialnością i obowiązkiem jako rodzica jest pokazanie dzieciom wzoru relacji między kobietą a mężczyzną"
Nie chce przekazywać im takiego wzorca małżeństwa, ale nie chcę im burzyć istniejącego status quo.
Czytałem przed chwilą na innym forum o mężu z podobnym problemem. On to rozwiązał w ten sposób - poczekał aż dzieci wyfrunęły z domu i  poszły na studia i wtedy "podziękował" małżonce za wspólne życie.
W takim układzie musiałbym się jeszcze pomęczyć 8-9 lat, będę jeszcze przed 50-tką - więc nie tak źle :-)

37

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:
Araquelle napisał/a:
aviator999 napisał/a:

I jedno zasadnicze pytanie - dlaczego żona autora artykułu nagle chciała się zmienić, jak on oznajmił, że odchodzi??/
Proste - zaczyna się doceniać osoby, jak się je straci.

No to może warto powiedzieć, że się odchodzi jeszcze przed poznaniem chętnej koleżanki z pracy? Może wtedy zapowiedź straty żonę otrzeźwi i doceni męża i da się związek odnowić i uratować? Dlaczego na tym etapie nie można podjąć drastycznych kroków? Dlaczego musi pojawić się jakaś Marta aby mężczyzna zmienił swoje życie? No i wtedy jakoś argument "męczę się dla dzieci" nagle znika. Okazuje się, że da się inaczej opiekować dziećmi - na odległość przy boku Marteczki i jakoś ich dobro nie cierpi. Dla mnie hipokryzja w żywe oczy.

Nie mam chętnej koleżanki z pracy, nie mam nawet żadnej innej koleżanki :-)
Żona często powtarza "jak się nie podoba to możesz odejść" - mam zostawić dzieci, aby "wstrząsnąć" żoną?
Dzieci tego nie zrozumieją, dla nich będę tylko tatą, który ich zostawił.

aviator a może jednak zaryzykuj i wyprowadz sie od żony skoro jest "taka niedobra i nie docenia ciebie" zamiast narzekać na nią i meczyc się ta relacją.
Tak, najlepiej jest obwiniac wszystkich wkoło niż zacząć zmieniac siebie, nauczyć sie komunikować z druga osobą bez żądania i pretensji, próbować zrozumieć sytuację partnera/partnerki, potrafić wczuć się w jej połozenie.
Słowa... bywają zabójcze dla związku i relacji z drugim człowiekiem, wiec jeżeli komus zależy na dobrej relacji, to deklarując miłość w rozmowie dobiera słowa, tak ,by nie ranić tej ukochanej/ukochanego, ba sam daje dobry przykład poprzez troske i uwagę o partnera. Kochający partner rozumie, jest swiadomy tego , ze każdy jest "tylko człowiekiem", ze nie zawsze mamy dobre samopoczucie, rozumie że  pochodzimy z różnych rodzin/srodowisk, ze mamy różne wzorce ról które pełnimy w rodzinie, ze więzi w rodzinie bywaja toksyczne, że partnerzy nie widza tego chociaż zle się z tym czuja, maja poczucie winy wobec swoich bliskich (rodziców- "nieprzecieta pępowina"), że  nie zawsze w pełni akcptuja siebie i partnera, ze tez mają problem z komunikacja i asertwnoscią. wink
W zdrowym związku, relacji. o tym się rozmawia bez lęku i manipulacji (szantażu). Dorosli, dojrzali ludzie nie potrzebują ciągłych "głasków", chociaż to jest  sympatyczne, bo dorośli sami siebie akceptują, są pewni siebie, nie uzalezniaja swojego szczęścia od innych, wiedza ze są wartościowymi ludzmi. Dorośli maja wolna wolę, bo są wolnymi ludzmi, i świadomi są ponoszenia konsekwencji swoich wyborów życiowych, wiec nie narzekają, nie marudzą, ale albo zmieniają siebie, albo cierpią i trwaja w relacji bo tego chcą, albo odchodzą. A poza tym... poczucie humoru, dystans do siebie, odpuszczanie, spokój- znacznie ułatwiają życie.
aviator to nie była "osobista wycieczka", wiec nie obrazaj się smile, to jest taki mój ogólny punkt widzenia problemów małżeńskich.

38

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
zmierzch napisał/a:
kejt38 napisał/a:

drogie panie;) ....... zasady gry.

Ech kejt
Prawda jest taka, że taka "wyrachowana" kobieta, poszukująca dawcy nasienia i bankomat, nawet nie lubi człowieka, z którym wiąże swoje życie, bo związek oparty na przyjaźni mógłby funkcjonować z satysfakcją dla obu partnerów. A tak, gdy kobieta nie ma ochoty dłużej grać i pokazuje swoje prawdziwe oblicze, to facet musi obnaźyć jej obłudę i ratować siebie. Mądry wybierze mądre rozwiązanie, głupi poleci za szparą, która bez skrupułów ląduje w łóżku z żonatym.

Pozwolę się wciąć. Moja  żona raczej nie należy do tej grupy kobiet. Przed ślubem i parę lat po ślubie wszystko było wspaniałe. Nie sądzę, że wtedy grała - nie jest tak dobrą aktorką. Myślę, że naprawdę mnie kochała. Naprawdę nie wiem, dlaczego tak się obecnie dzieje.

Jakie masz "mądre rozwiązanie" dla mnie?

39

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Iwona40 napisał/a:
aviator999 napisał/a:
Araquelle napisał/a:

No to może warto powiedzieć, że się odchodzi jeszcze przed poznaniem chętnej koleżanki z pracy? Może wtedy zapowiedź straty żonę otrzeźwi i doceni męża i da się związek odnowić i uratować? Dlaczego na tym etapie nie można podjąć drastycznych kroków? Dlaczego musi pojawić się jakaś Marta aby mężczyzna zmienił swoje życie? No i wtedy jakoś argument "męczę się dla dzieci" nagle znika. Okazuje się, że da się inaczej opiekować dziećmi - na odległość przy boku Marteczki i jakoś ich dobro nie cierpi. Dla mnie hipokryzja w żywe oczy.

Nie mam chętnej koleżanki z pracy, nie mam nawet żadnej innej koleżanki :-)
Żona często powtarza "jak się nie podoba to możesz odejść" - mam zostawić dzieci, aby "wstrząsnąć" żoną?
Dzieci tego nie zrozumieją, dla nich będę tylko tatą, który ich zostawił.

aviator a może jednak zaryzykuj i wyprowadz sie od żony skoro jest "taka niedobra i nie docenia ciebie" zamiast narzekać na nią i meczyc się ta relacją.
Tak, najlepiej jest obwiniac wszystkich wkoło niż zacząć zmieniac siebie, nauczyć sie komunikować z druga osobą bez żądania i pretensji, próbować zrozumieć sytuację partnera/partnerki, potrafić wczuć się w jej połozenie.
Słowa... bywają zabójcze dla związku i relacji z drugim człowiekiem, wiec jeżeli komus zależy na dobrej relacji, to deklarując miłość w rozmowie dobiera słowa, tak ,by nie ranić tej ukochanej/ukochanego, ba sam daje dobry przykład poprzez troske i uwagę o partnera. Kochający partner rozumie, jest swiadomy tego , ze każdy jest "tylko człowiekiem", ze nie zawsze mamy dobre samopoczucie, rozumie że  pochodzimy z różnych rodzin/srodowisk, ze mamy różne wzorce ról które pełnimy w rodzinie, ze więzi w rodzinie bywaja toksyczne, że partnerzy nie widza tego chociaż zle się z tym czuja, maja poczucie winy wobec swoich bliskich (rodziców- "nieprzecieta pępowina"), że  nie zawsze w pełni akcptuja siebie i partnera, ze tez mają problem z komunikacja i asertwnoscią. wink
W zdrowym związku, relacji. o tym się rozmawia bez lęku i manipulacji (szantażu). Dorosli, dojrzali ludzie nie potrzebują ciągłych "głasków", chociaż to jest  sympatyczne, bo dorośli sami siebie akceptują, są pewni siebie, nie uzalezniaja swojego szczęścia od innych, wiedza ze są wartościowymi ludzmi. Dorośli maja wolna wolę, bo są wolnymi ludzmi, i świadomi są ponoszenia konsekwencji swoich wyborów życiowych, wiec nie narzekają, nie marudzą, ale albo zmieniają siebie, albo cierpią i trwaja w relacji bo tego chcą, albo odchodzą. A poza tym... poczucie humoru, dystans do siebie, odpuszczanie, spokój- znacznie ułatwiają życie.
aviator to nie była "osobista wycieczka", wiec nie obrazaj się smile, to jest taki mój ogólny punkt widzenia problemów małżeńskich.

Ja się wcale nie obrażam.
Tylko widzisz - problem jest jeden - do poprawy stanu naszego małżeństwa potrzeba jest chęci obojga małżonków.
Uwierz i - dorośli też potrzebują "głasków", przytulić się do ukochanej osoby, usłyszeć "kocham Cię".

40 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-20 14:50:58)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:

Pozwolę się wciąć. Moja  żona raczej nie należy do tej grupy kobiet. Przed ślubem i parę lat po ślubie wszystko było wspaniałe. Nie sądzę, że wtedy grała - nie jest tak dobrą aktorką. Myślę, że naprawdę mnie kochała. Naprawdę nie wiem, dlaczego tak się obecnie dzieje.

No cóż czyli zmieniła się będąc z Tobą smile? Przed ślubem i świeżo (jak dla mnie parę lat to mało) po była inną osobą, a teraz tak "nagle" nie wiadomo z jakich przyczyn taka zmiana?
Oj coś chyba nie prawisz nam tutaj prawdy lub niezbyt interesowałeś się co działo się z Twoją żoną (tzn. nie dostrzegłeś gdy Ona zaczęła się zmieniać, tylko teraz gdy jest już po przemianie - za późno).

Zgadzam się aviator999 dorośli ludzie potrzebują bliskości i miłości w związku, jednak pamiętaj, że również potrzeba bycia "zimnym/zimną" też ma Swoje podłoże w relacji.

41

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:

Jakie masz "mądre rozwiązanie" dla mnie?

Ja mam pytanie...
Gdybyś mógł wybierać, decydować...
Chciałbyś, że Twoje dzieci miały takie życie jak Ty teraz?

42

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

A moze ktos jej w tej ,,zmianie" pomaga?

43

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:


Pozwolę się wciąć. Moja  żona raczej nie należy do tej grupy kobiet. Przed ślubem i parę lat po ślubie wszystko było wspaniałe. Nie sądzę, że wtedy grała - nie jest tak dobrą aktorką. Myślę, że naprawdę mnie kochała. Naprawdę nie wiem, dlaczego tak się obecnie dzieje.

Jakie masz "mądre rozwiązanie" dla mnie?


wez sie w garsc i zacznij zyc swoim zyciem, oddawanie sie w "rece" kobiety jak widzisz prowadzi do nikad;)

44 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-20 16:19:37)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:

Nie chce przekazywać im takiego wzorca małżeństwa, ale nie chcę im burzyć istniejącego status quo.
Czytałem przed chwilą na innym forum o mężu z podobnym problemem. On to rozwiązał w ten sposób - poczekał aż dzieci wyfrunęły z domu i  poszły na studia i wtedy "podziękował" małżonce za wspólne życie.
W takim układzie musiałbym się jeszcze pomęczyć 8-9 lat, będę jeszcze przed 50-tką - więc nie tak źle :-)

aviator
Ogarnęła mnie płowa pustka po przeczytaniu powyższego.
Nie wiem komu bardziej współczuć. Czy tobie, że tak się "poświęcasz" (cudzysłów zamierzony), czy twojej żonie, że z takim wyrachowanym gościem przyjdzie jej spędzić kolejną dekadę, aby w okolicy 50tki, gdy kobieta zaczyna stawać się przeźroczysta dla mężczyzn, dzieci ma odchowane i może zacząć w pełni korzystać z uroków życia, otrzymać cios w plecy. Wyglada mi to na zemstę, chyba że wtajemniczysz małżonkę w swoje plany. Tylko czy zdobędziesz się na taką szczerość? Czy ty w ogóle kiedykolwiek zdobyłeś się na przedstawieniu swoich przemyśleń i uczuć żonie wprost, czy kluczysz i między słowami "dajesz jej do zrozumienia", jaki jest twój stan myśli i emocji?
Nie zrozum mnie źle. Nie atakuję ciebie, ale widzę tylko jedną stronę medalu - TWOJĄ.
A przecież jest też druga strona - TWOJEJ ŻONY.
Zastanawiałeś się skąd u niej ten chłód? Miałeś okazję poobserwować relacje między jej rodzicami? Widziałeś tam bliskość, czułość, wzajemną troskę, czy raczej przyzwyczajenie i wzajemne oczekiwania, niespełnione obietnice,...?

A jak w przyszłości twoje dzieci będą budowały dorosłe relacje z partnerami? Czy będą umiały stworzyć atmosferę sprzyjającą bliskości, gdy minie etap zakochania a dalsze "ciągnięcie" związku będzie wymagało pewnych umiejętności? Skąd mają wiedzieć, jak  podtrzymywać wzajemną fascynację drugim człowiekiem skoro w domu zionie...OBOJĘTNOŚCIĄ między rodzicami. Widocznie tak ma być...taka kolej rzeczy. Twoje dzieci nie będą sobie zdawały sprawy, że może być inaczej...tak samo jak być może twoja żona nie wierzy, że możecie być jeszcze blisko, najbliżej.

45

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Piotr74 napisał/a:
Araquelle napisał/a:
aviator999 napisał/a:

I jedno zasadnicze pytanie - dlaczego żona autora artykułu nagle chciała się zmienić, jak on oznajmił, że odchodzi??/
Proste - zaczyna się doceniać osoby, jak się je straci.

No to może warto powiedzieć, że się odchodzi jeszcze przed poznaniem chętnej koleżanki z pracy? Może wtedy zapowiedź straty żonę otrzeźwi i doceni męża i da się związek odnowić i uratować? Dlaczego na tym etapie nie można podjąć drastycznych kroków? Dlaczego musi pojawić się jakaś Marta aby mężczyzna zmienił swoje życie? No i wtedy jakoś argument "męczę się dla dzieci" nagle znika. Okazuje się, że da się inaczej opiekować dziećmi - na odległość przy boku Marteczki i jakoś ich dobro nie cierpi. Dla mnie hipokryzja w żywe oczy.

A dlaczego ta biedna, udreczona, przemeczona żona, której mąż w niczym nie pomaga, wręcz jest dla niej balastem, dodatkowym obciążeniem nie odejdzie od niego, zanim na horyzoncie nie pojawi sie jakiś Marek?
Dlaczego nie zmieni swojego życia, zanim nie zainteresuje sie nia jakiś kolega z pracy?
Dlaczego wszystkie naskoczyłyście na Aviatora, uzywajac typowych schematow, ze jak jest obojetnosc i chlod ze stronyzony, to na pewno za ten stan rzeczy odpowiada mąź, bo na bank nie pomagala, byl leniem, zalezalo mu tylko na jednym.
Ja akurat widze tu zupelnie co innego, facet sie stara, mowi, ze wciaz zone kocha, tyle tylko, ze jak slusznie zauwazyl, ona jego juz raczej nie.
Wiec skoro nie, to na co ona czeka? Na Marka? ;)

Piotr zgadzam sie z Toba w 100%! Jak to w zyciu bywa punkt widzenia, zalezy od punktu siedzenia niestety. ZAWSZE zony to sa biedne, pokrzywdzone istoty, ktore mialy\maja mezow drani. A tu w domu wszystko uprasowane, smacznie ugotowane, podlogi lsnia itd. A zony takie urobione, ze od seksu wymawiaja sie zmeczeniem. Niestety, ale to, zeby zwiazek byl udany i zeby dwoje ludzi umialo ze soba tozmawiac niezalezy od wypucowanej podlogi! Ktos juz tu napisal, ze istnieja i faceci dranie i kobiety, ktore sa jedzami!!! I to jest prawda, takze nie ma co odrazu na goscia najezdzac jaki to on niedobry.

46

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
zmierzch napisał/a:
aviator999 napisał/a:

Nie chce przekazywać im takiego wzorca małżeństwa, ale nie chcę im burzyć istniejącego status quo.
Czytałem przed chwilą na innym forum o mężu z podobnym problemem. On to rozwiązał w ten sposób - poczekał aż dzieci wyfrunęły z domu i  poszły na studia i wtedy "podziękował" małżonce za wspólne życie.
W takim układzie musiałbym się jeszcze pomęczyć 8-9 lat, będę jeszcze przed 50-tką - więc nie tak źle :-)

aviator
Ogarnęła mnie płowa pustka po przeczytaniu powyższego.
Nie wiem komu bardziej współczuć. Czy tobie, że tak się "poświęcasz" (cudzysłów zamierzony), czy twojej żonie, że z takim wyrachowanym gościem przyjdzie jej spędzić kolejną dekadę, aby w okolicy 50tki, gdy kobieta zaczyna stawać się przeźroczysta dla mężczyzn, dzieci ma odchowane i może zacząć w pełni korzystać z uroków życia, otrzymać cios w plecy. Wyglada mi to na zemstę, chyba że wtajemniczysz małżonkę w swoje plany. Tylko czy zdobędziesz się na taką szczerość? Czy ty w ogóle kiedykolwiek zdobyłeś się na przedstawieniu swoich przemyśleń i uczuć żonie wprost, czy kluczysz i między słowami "dajesz jej do zrozumienia", jaki jest twój stan myśli i emocji?
Nie zrozum mnie źle. Nie atakuję ciebie, ale widzę tylko jedną stronę medalu - TWOJĄ.
A przecież jest też druga strona - TWOJEJ ŻONY.
Zastanawiałeś się skąd u niej ten chłód? Miałeś okazję poobserwować relacje między jej rodzicami? Widziałeś tam bliskość, czułość, wzajemną troskę, czy raczej przyzwyczajenie i wzajemne oczekiwania, niespełnione obietnice,...?

A jak w przyszłości twoje dzieci będą budowały dorosłe relacje z partnerami? Czy będą umiały stworzyć atmosferę sprzyjającą bliskości, gdy minie etap zakochania a dalsze "ciągnięcie" związku będzie wymagało pewnych umiejętności? Skąd mają wiedzieć, jak  podtrzymywać wzajemną fascynację drugim człowiekiem skoro w domu zionie...OBOJĘTNOŚCIĄ między rodzicami. Widocznie tak ma być...taka kolej rzeczy. Twoje dzieci nie będą sobie zdawały sprawy, że może być inaczej...tak samo jak być może twoja żona nie wierzy, że możecie być jeszcze blisko, najbliżej.

Napiszę to, co pisałem tu wielokrotnie.
Na moje próby rozmowy, że nie jest dobrze w naszym małżeństwie, że musimy coś zrobić - odpowiedź mojej małżonki jest jedna - "dla mnie jest ok, jak ci się nie podoba to możesz odejść"
Jeżeli jeszcze raz mi tak powie - to rzeczywiście się spakuję i gdzieś się wyniosę (jak mi tu już radzono)
Znalazłem taki artykuł - i coraz bardziej się przekonuje - że tu może być istota sprawy.
http://www.fronda.pl/a/nadopiekunczosc- … 48861.html
Tak jak pisałem - nasze małżeństwo zaczęło się psuć po narodzinach naszego drugiego syna i to był proces stopniowy. Może to dziwnie zabrzmi, ale po przeczytaniu tego artykułu zaczęła mi kiełkować myśl - że moja małżonka przelała swoje całe uczucia na synów - a dla mnie już po porstu nie ma miejsca. Zostałem sprowadzony tylko do roli bycia wołem roboczym, zapewniającym byt jej i dzieciom.
Przeraża mnie to.

47

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Ala1987 napisał/a:
Piotr74 napisał/a:
Araquelle napisał/a:

No to może warto powiedzieć, że się odchodzi jeszcze przed poznaniem chętnej koleżanki z pracy? Może wtedy zapowiedź straty żonę otrzeźwi i doceni męża i da się związek odnowić i uratować? Dlaczego na tym etapie nie można podjąć drastycznych kroków? Dlaczego musi pojawić się jakaś Marta aby mężczyzna zmienił swoje życie? No i wtedy jakoś argument "męczę się dla dzieci" nagle znika. Okazuje się, że da się inaczej opiekować dziećmi - na odległość przy boku Marteczki i jakoś ich dobro nie cierpi. Dla mnie hipokryzja w żywe oczy.

A dlaczego ta biedna, udreczona, przemeczona żona, której mąż w niczym nie pomaga, wręcz jest dla niej balastem, dodatkowym obciążeniem nie odejdzie od niego, zanim na horyzoncie nie pojawi sie jakiś Marek?
Dlaczego nie zmieni swojego życia, zanim nie zainteresuje sie nia jakiś kolega z pracy?
Dlaczego wszystkie naskoczyłyście na Aviatora, uzywajac typowych schematow, ze jak jest obojetnosc i chlod ze stronyzony, to na pewno za ten stan rzeczy odpowiada mąź, bo na bank nie pomagala, byl leniem, zalezalo mu tylko na jednym.
Ja akurat widze tu zupelnie co innego, facet sie stara, mowi, ze wciaz zone kocha, tyle tylko, ze jak slusznie zauwazyl, ona jego juz raczej nie.
Wiec skoro nie, to na co ona czeka? Na Marka? wink

Piotr zgadzam sie z Toba w 100%! Jak to w zyciu bywa punkt widzenia, zalezy od punktu siedzenia niestety. ZAWSZE zony to sa biedne, pokrzywdzone istoty, ktore mialy\maja mezow drani. A tu w domu wszystko uprasowane, smacznie ugotowane, podlogi lsnia itd. A zony takie urobione, ze od seksu wymawiaja sie zmeczeniem. Niestety, ale to, zeby zwiazek byl udany i zeby dwoje ludzi umialo ze soba tozmawiac niezalezy od wypucowanej podlogi! Ktos juz tu napisal, ze istnieja i faceci dranie i kobiety, ktore sa jedzami!!! I to jest prawda, takze nie ma co odrazu na goscia najezdzac jaki to on niedobry.

Bo takie jest zycie. Nic nie jest jednobarwne.
Przeraza mnie troche schematyczne myslenie niektorych osob na tym forum.
Niestety, albo cale szczescie, zycie potrafi nas zaskakiwac.
Moze to jest wlasnie jego urok, ze nie mozemy byc pewni, co nam kolejny dzien przyniesie.
Pamietam doskonale jak na poczatku obciazalem cala wina za zdrade jz jej kochanka.
Teraz wiem, ze wcale tak nie bylo i nie jest.
Czlowiek uczy sie cale zycie, problem w tym, czy te nauke potrafi przyjac, czy ja odrzuca, wierzac slepo w to, co zostalo mu wpojone za mlodu.
Prawie rok temu, ktos taki, jak nieobecny juz Bolek bylby dla mnie tzw. Odwiecznym wrogiem.
Teraz z perspektywy czasu, jestem w stanie jego motywy i intencje zrozumiec.
Wkurza mnie schematyzowanie pewnych zachowan.
Jak zona oziebla, nie ma ochoty na seks z mezem, nie okazuje czulosci, to wina meza.
Bo pewnie nie pomagal, nie staral sie, byl leniem.
A co jesli tak po prostu ona juz go nie kocha?
Jest z nim z wygody, dla bezpieczenstwa i tylko czeka, az na jej horyzoncie pojawi sie ktos inny.
Jakos zadna z Pań nie bierze tego pod uwage.
Jakos zadna nie krytykuje jej postepowania.
Natomiast wiele jest komentarzy typu ,, co ty zrobiles".
A gdzie jest ,,a co ona zrobila"?

48

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
zmierzch napisał/a:

z takim wyrachowanym gościem przyjdzie jej spędzić kolejną dekadę, aby w okolicy 50tki, gdy kobieta zaczyna stawać się przeźroczysta dla mężczyzn, dzieci ma odchowane i może zacząć w pełni korzystać z uroków życia, otrzymać cios w plecy

- Nie podchodź do krawędzi, bo spadniesz.
- E tam.
- Nie podchodź, proszę
- Dajże spokój.
- Nie podchodź, bo będzie nieszczęście
- Będę robić co mi się podoba, a jak nie pasuje, to zjeżdżaj.
- Nie podchodź, proszę
- Już ci mówiłam, odczepppaaaaaaaaa! To twoooooja winaaaaaaa! (plask)

49 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-21 08:20:00)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Czarna Kotka napisał/a:
zmierzch napisał/a:

z takim wyrachowanym gościem przyjdzie jej spędzić kolejną dekadę, aby w okolicy 50tki, gdy kobieta zaczyna stawać się przeźroczysta dla mężczyzn, dzieci ma odchowane i może zacząć w pełni korzystać z uroków życia, otrzymać cios w plecy

- Nie podchodź do krawędzi, bo spadniesz.
- E tam.
- Nie podchodź, proszę
- Dajże spokój.
- Nie podchodź, bo będzie nieszczęście
- Będę robić co mi się podoba, a jak nie pasuje, to zjeżdżaj.
- Nie podchodź, proszę
- Już ci mówiłam, odczepppaaaaaaaaa! To twoooooja winaaaaaaa! (plask)

Gdy się wyrwie fragment wypowiedzi z kontekstu, to różne moźna mieć skojarzenia, dlatego Czarna Kotko lepiej w tym przypadku przytoczyć całą, bo zupełne ZMANIPULOWAŁAŚ sens moich słów.
A może pozytywnie zaskocz i dodaj coś w temacie?

50 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-10-21 08:21:49)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Aviatar,
a powiedz, dlaczego Twoja żona tak się zmieniła?

A może to dlatego, że Ty przestałeś już dawno temu traktować ją jako kogoś wyjątkowego, zabiegać o nią, okazywać jej każdego dnia, że jest dla Ciebie najważniejsza... że ją ubóstwiasz... szalejesz za nią... i to bez względu na dodatkowe kilogramy i rozstępy, które jej zostały po porodzie... podpuchnięte oczy po nieprzespanej nocy... itd... że nadal jest dla Ciebie całym Twoim światem...

może wybrałeś swoją pracę... a po pracy tv i wygodny fotel...
to nie dzieje się - wyobraź sobie Avatar! - nagle - tylko powolutku postępuje... latami..... przyjrzyj się temu procesowi chłopie...

A może Avatarze troszkę skacapniałeś? przestałeś o siebie dbać... nie wyrywasz włosków z noska... brzuszek się zapuścił... stare dresy z dziurą w kroku są wygodniejsze do leżenia... a jak się dziś nie wykapię wieczorem to nic się nie stanie, bo wiadomo, że i tak dziś seksu nie będzie....
zdarza się, prawda?

A może od dawna jej niczego nie proponowałeś, nie zaskakiwałeś niczym? Zrobiłeś kiedyś może jakąś kolację przy świecach? Ale nie tak... wiesz... raz na dziesięciolatkę... ani nawet raz na kwartał...
A potem, od wielkiego dzwonu, na rocznicę - zaproponowałeś winko i seksik... a ona tak nie chciała?

A może wracałeś po pracy już tak zmęczony, że nie zauważyłeś, że żona jest zwyczajnie przemęczona i przepracowana? I to od lat?? A najbardziej, od kiedy pojawiło się drugie dziecko... ale Tobie to jakoś "umknęło"... nie wiedzieć czemu...

Ach... jak to łatwo opisać wady tej drugiej osoby!

A Ty Avatar? Co z Tobą? Co robiłeś? Co robisz? Poza tym, że wszedłeś na to forum, żeby się tu wyżalić?

Że zajmuje się dziećmi? No tak już chłopino jest, że dla kobiety dzieci są mega ważne. I na pierwszym miejscu. Tak to urządziła Matka Natura.
A czy Ty ja wspierałeś przy tej cholernie ciężkiej pracy, jaką jest praca przy dzieciach? A czy Ty ją doceniałeś, za to co robi? Czy tylko tak ciągle narzekałeś, że dzieci są ważniejsze od Ciebie?
I dlaczego stało się tak, że z osoby, którą ona pożądała i kochała ->> stałeś się bankomatem i tłem? Może ona zwyczajnie miała Cię dosyć? Może poza pieniędzymi, nie miała z Ciebie "żadnego innego pożytku"? To co się jej dziwisz? Na szacunek / miłość / poświęcenie / oddanie / itd.itp --->> trzeba sobie zapracować. Jak? Dokładnie TYM SAMYM--->> POŚWIĘCAJĄC SIĘ, KOCHAJĄC, ODDAJĄC, SZANUJĄC....

Oj chłopie....
popłakałeś tu sobie...
wersji żony nie znamy i nie poznamy...
a Twoja jest taka.... przesłodzona... dobry człowieczyna (który już "NIE MOŻE WYTRZYMAĆ!" tongue i zła jędza........
aż strach tongue

I nie tłumacz się żadnym dobrem dzieci - bo jak już znajdziesz sobie tą "dobrą panią z biura obok" to szybko zaczniesz DOBRO DZIECI interpretować zupełnie, skrajnie inaczej...

51 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-21 09:23:55)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Zorija napisał/a:

Oj chłopie....
popłakałeś tu sobie...
wersji żony nie znamy i nie poznamy...
a Twoja jest taka.... przesłodzona... dobry człowieczyna (który już "NIE MOŻE WYTRZYMAĆ!" tongue i zła jędza........
aż strach tongue

Nie oszukujmy się w małżeństwie oboje partnerów wpływa na Siebie wzajemnie. Jeśli żyjemy z żoną/mężem i według nas występuje nagła zmiana to coś tu nie gra.

Zorija napisał/a:

I nie tłumacz się żadnym dobrem dzieci - bo jak już znajdziesz sobie tą "dobrą panią z biura obok" to szybko zaczniesz DOBRO DZIECI interpretować zupełnie, skrajnie inaczej...

W tym jest dużo prawdy. Czasami tak naprawdę własne dobro odgórnie wpisujemy w dobro dzieci jakby one były ułomne i nie miały prawa do własnego życia (ile to się tutaj naczytałam, że jakoby dzieci są za głupie aby zrozumieć co się dziej w około i trzeba je "chronić"). Bardzo trudno rodzicowi zrozumieć, że pomimo miłości jakim darzy własne dzieci w jego działaniach zawsze znajdzie się doza egoistycznych pobudek.
"Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia". A w szczególności, gdy zmienia się nasza sytuacja tongue.

52 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2015-10-21 10:53:56)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:

Od samego początku znajomości a potem w małżeństwie to ja musiałem inicjować sex i niejako "obsługiwać" ją w łóżku.
Byłem młody, napalony to "pracowałem" w łóżku - ale z wiekiem przyszło zniechęcenie, bo ile w końcu można tylko dawać i nic nie otrzymywać.
Ona jest po prostu kłodą, sexualnym leniem. Po prostu na myśl, że znowu będzie tak samo nudno i to tylko ja muszę się starać  - mi się odechciewa.
Nawet jak jej się bardzo chce to nie potrafi zainicjować sexu - jej inicjacja polega na wypowiedzeniu zdania w łóżku - "może założysz gumkę?" O sexi bieliźnie nawet nie pomyśli - bo i po co.
Częstotliwość zbliżeń spadła do 1 na miesiąc albo rzadziej. Mamy dzieci i tak naprawdę tylko one trzymają mnie przy żonie.
Wielokrotnie zaczynałem rozmowę na ten temat - ale jak grochem o ścianę. Wg niej wszystko jest w porządku.

Od poczatku waszego zwiazku była miedzy wami roznica w potrzebach seksualnych - taką ja zaakceptowałes i pokochałes. Teraz jest to Twoj argument przeciwko niej ....

Masz poczucie ze jestes jej bankomatem , a czy ona moze miec poczucie ze jest Ci potrzebna Tylko do łóżka ??

wasze małżeństwo zmieniło sie po narodzinach dzieci. Ty czułeś sie odtrącony na boczny tor a czy ona czuła twoje wsparcie ( bliskość , troskę o nią jako o kobietę ,) w codziennienym zyciu i obowiązkach ???  Czy moze miała wrazenie ze jest ze wszystkim sama a Ty ciagle domagasz sie jej uwagi .

Próbowałeś z nią rozmawiac . Jaka to była forma rozmowy ? Atak i wyrzuty w jej stronę ??  Jesli to były ciagle ataki w jej stronę a ona od dłuższego czasu ( przez lata ) czuje sie niedoceniona , sflustrowana , nie rozumiana przez Ciebie to broni sie słowami : jesli Ci nie pasuje to odejdź. - a czy tak na prawde mysli ??

Przez lata odsuneliscie sie tak emocjonalnie od siebie ze jeden wyjazd rocznicowy niczego nie zmieni miedzy wami ( mogła to potraktować jako odpoczynek od pracy , dzieci ) . Wazne jest zycie codzienne w wzajemnej bliskości i trosce .

Jak wyglada wasz zwykły dzien ?
Przychodzicie z pracy i .... ?


Przeanalizuj rowniez siebie bo jej zmiana z czegos wynika ...

53

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Zorija napisał/a:

Aviatar,
a powiedz, dlaczego Twoja żona tak się zmieniła?

A może to dlatego, że Ty przestałeś już dawno temu traktować ją jako kogoś wyjątkowego, zabiegać o nią, okazywać jej każdego dnia, że jest dla Ciebie najważniejsza... że ją ubóstwiasz... szalejesz za nią... i to bez względu na dodatkowe kilogramy i rozstępy, które jej zostały po porodzie... podpuchnięte oczy po nieprzespanej nocy... itd... że nadal jest dla Ciebie całym Twoim światem...

może wybrałeś swoją pracę... a po pracy tv i wygodny fotel...
to nie dzieje się - wyobraź sobie Avatar! - nagle - tylko powolutku postępuje... latami..... przyjrzyj się temu procesowi chłopie...

A może Avatarze troszkę skacapniałeś? przestałeś o siebie dbać... nie wyrywasz włosków z noska... brzuszek się zapuścił... stare dresy z dziurą w kroku są wygodniejsze do leżenia... a jak się dziś nie wykapię wieczorem to nic się nie stanie, bo wiadomo, że i tak dziś seksu nie będzie....
zdarza się, prawda?

A może od dawna jej niczego nie proponowałeś, nie zaskakiwałeś niczym? Zrobiłeś kiedyś może jakąś kolację przy świecach? Ale nie tak... wiesz... raz na dziesięciolatkę... ani nawet raz na kwartał...
A potem, od wielkiego dzwonu, na rocznicę - zaproponowałeś winko i seksik... a ona tak nie chciała?

A może wracałeś po pracy już tak zmęczony, że nie zauważyłeś, że żona jest zwyczajnie przemęczona i przepracowana? I to od lat?? A najbardziej, od kiedy pojawiło się drugie dziecko... ale Tobie to jakoś "umknęło"... nie wiedzieć czemu...

Ach... jak to łatwo opisać wady tej drugiej osoby!

A Ty Avatar? Co z Tobą? Co robiłeś? Co robisz? Poza tym, że wszedłeś na to forum, żeby się tu wyżalić?

Że zajmuje się dziećmi? No tak już chłopino jest, że dla kobiety dzieci są mega ważne. I na pierwszym miejscu. Tak to urządziła Matka Natura.
A czy Ty ja wspierałeś przy tej cholernie ciężkiej pracy, jaką jest praca przy dzieciach? A czy Ty ją doceniałeś, za to co robi? Czy tylko tak ciągle narzekałeś, że dzieci są ważniejsze od Ciebie?
I dlaczego stało się tak, że z osoby, którą ona pożądała i kochała ->> stałeś się bankomatem i tłem? Może ona zwyczajnie miała Cię dosyć? Może poza pieniędzymi, nie miała z Ciebie "żadnego innego pożytku"? To co się jej dziwisz? Na szacunek / miłość / poświęcenie / oddanie / itd.itp --->> trzeba sobie zapracować. Jak? Dokładnie TYM SAMYM--->> POŚWIĘCAJĄC SIĘ, KOCHAJĄC, ODDAJĄC, SZANUJĄC....

Oj chłopie....
popłakałeś tu sobie...
wersji żony nie znamy i nie poznamy...
a Twoja jest taka.... przesłodzona... dobry człowieczyna (który już "NIE MOŻE WYTRZYMAĆ!" tongue i zła jędza........
aż strach tongue

I nie tłumacz się żadnym dobrem dzieci - bo jak już znajdziesz sobie tą "dobrą panią z biura obok" to szybko zaczniesz DOBRO DZIECI interpretować zupełnie, skrajnie inaczej...

WOW - klasyczny zmasowany atak "solidarności jajników"
Może się zdziwisz - ale opisałaś całkowite przeciwieństwo mojej osoby. Nie będę wypisywał jaki jestem - bo "jajniki" i tak nie uwierzą.
Dziś mam zamiar pokazać ten topic mojej żonie. Nie chce ze mną rozmawiać - to może chociaż przeczyta.
Jeżeli będzie miała ochotę - to odpisze.

54 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-21 13:05:16)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
aviator999 napisał/a:

WOW - klasyczny zmasowany atak "solidarności jajników"
Może się zdziwisz - ale opisałaś całkowite przeciwieństwo mojej osoby. Nie będę wypisywał jaki jestem - bo "jajniki" i tak nie uwierzą.
Dziś mam zamiar pokazać ten topic mojej żonie. Nie chce ze mną rozmawiać - to może chociaż przeczyta.
Jeżeli będzie miała ochotę - to odpisze.

WOW nieprzychylne komentarze to od razu "atak jajników" wink. Brak argumentów czy co?
Wiesz nie wiem czy zdajesz Sobie sprawę ale my składamy się na:
nasze subiektywne wyobrażenie o nas samych + subiektywne wyobrażenie innych osób o nas.
W czym podam Ci porównanie, które typowy "samiec" powinien zrozumieć. Jeśli kupujesz samochód i przed kupnem jest w dobrym stanie. Pewien czas po kupnie również, a zaczyna coś z nim być "nie tak" to oczywiście wina wyłącznie auta - zła konserwacja, brak przeglądów nie mogą mieć z tym nic wspólnego? Widzisz niektórym te samo auto "służy" dłużej niż innym wink. Wiem, że dość dziwne porównanie, ale chyba to powinieneś zrozumieć.

55 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-10-21 13:40:08)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

aviator999 - przytoczyłam ten "artykuł" tutaj, dlatego że jest mi strasznie bliski.
Jest odzwierciedleniem tego jaka ja byłam w małżeństwie.
Ale żeby umieć się do tego przyznać - trzeba mieć te przysłowiowe jaja.
Nie każdy ma odwagę, by mówić o tym głośnio - że nawaliłam w małżeństwie.
Jedynie czego u nas nie było - to odsunięcie się od Męża bo dzieci. Dzieci nie mamy.
Od swojego Męża NIGDY nie usłyszałam, że Jego zdrada to moja wina - ale wiem, że miałam duży udział w kryzysie w naszym małżeństwie.
Zbyt duży.
Wiele czasu mnie kosztowało to by to wszystko zrozumieć - ale zrobiłam wszystko byśmy OBOJE czuli się w tym małżeństwie szczęśliwi.

Zorija - ja mogę jedynie napisać dlaczego ja taka byłam.
Byłam ZBYT PEWNA Mojego Męża i dlatego pozwalałam sobie na takie rzeczy.
Mój Mąż robił wiele dla mnie, dla Nas - ale mi ciągle coś nie tak było.
Nie znaczy to, że nie kochałam Męża - kochałam.
Ale czułam nad nim władzę i pewność - stąd takowe zachowanie.

Nektarynka53 - myślałam, że mało ciekawy jest dla Ciebie ten temat smile
Nie mniej widocznie nie, jeżeli udzielasz się w nim.

Zmierzch

zmierzch napisał/a:

smallangel
Czy ty nie widzisz różnicy pomiędzy wyjściem z niesatysfakcjonującego związku a odejściem do kogoś innego?
Wiadomo, że nikt nie odchodzi ze związku, który przynosi mu satysfakcję, ale jest diametralna różnica między odejściem w próźnię a złapaniem kolejnej gałęzi.

Pewnie, że widzę. Ale czasami KTOŚ inny jest bodźcem na tyle silnym by uwierzyć w to, że można kochać i być kochanym.
Ciągle ten temat jest wałkowany - lepiej odejść rozwieźć się, a potem ułożyć życie,
Tylko właśnie to forum (i nie tylko to) pokazuje, że takich historii jest mało. Można policzyć na palcach jednej ręki.
Dlatego dla mnie nie jest żadnym zaskoczeniem, że odchodzi się od kogoś - do kogoś poznanego w trakcie.
Ten ktoś - jest bodźcem do zmian w swoim życiu.

Tak teraz sobie jeszcze pomyślałam - czemu przytaczając tą historię, ludzie i tak szukają dziury w całym.
Nie potrafią uwierzyć, że tak mogło być.
Że ktoś tak mógł się czuć.
Najczęściej jest tak - zarzucanie sobie wzajemnie pretensji.
Zamiast wysłuchać i powiedzieć tak Mężu/Żono masz rację.
Postaram się zmienić tak by było znów fajnie.
Zmienić siebie, swoje postępowanie - a nie zmieniać kogoś, czyjeś postępowanie.

Ten temat jest ciekawy (może nie dla każdego), ale ukazuje to jak jest w większości małżeństw.
Zamieściłam go nie bez powodu ( w jakimś celu)  - nie zaskoczyliście mnie wink

56 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-21 13:42:22)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
smallangel napisał/a:

Nektarynka53 - myślałam, że mało ciekawy jest dla Ciebie ten temat smile
Nie mniej widocznie nie, jeżeli udzielasz się w nim.

Temat oklepany. Za to aviator999 z tym "nie wiem dlaczego tak się dzieje" dostał ode mnie miano "halo przecież jesteś Jej mężem, jak możesz nie wiedzieć/ mogłeś nie zauważyć, że coś zaczyna się dziać? Żyłeś w domu obok?".
To tak jakbym śpiąc koło kominka, nie zauważyła, że iskra wznieciła od niego ogień. A zorientowała się dopiero, gdy cały dom był już w płomieniach.

smallangel napisał/a:

Tak teraz sobie jeszcze pomyślałam - czemu przytaczając tą historię, ludzie i tak szukają dziury w całym.
Nie potrafią uwierzyć, że tak mogło być.
Że ktoś tak mógł się czuć.
Najczęściej jest tak - zarzucanie sobie wzajemnie pretensji.
A nie lepiej jest wysłuchać - powiedzieć tak Mężu/Żono masz rację.
Postaram się zmienić tak by było znów fajnie.

Wiesz, bo w każdej historii są te "dziury". Pisząc temat często ludzie robią to bez świadomości, że mieli w tym Swój udział. Akcja = reakcja. Jeśli żona kochała to coś się stało, że przestała. Osobiście powiem Ci, że Sama miałam problem z przejścia z zauroczenia do miłości. Ale mój mąż zaczął to zauważać już na początku - kiedy z mojej strony były słabe sygnały. Tutaj nasuwa się pytanie czy aviator999 naprawdę interesował się tak żoną jak nam tutaj pisze?
A po drugie zauważ, że żona przeszła w kompletną (tak to widzę z Jego relacji, chyba że koloryzuje) skrajność - nawet Ją nie obchodzi to co On o tym sądzi sad. Nie można przez coś "małego" tak się zmienić...

smallangel napisał/a:

Zmienić siebie, swoje postępowanie - a nie zmieniać kogoś, czyjeś postępowanie.

To obusieczny miecz w tym przypadku wink.

57 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-10-21 13:49:46)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Nektarynka53 - nie trzeba przestać kochać, by się tak zachowywać.
Wiem na swoim przykładzie.

Jestem w stanie uwierzyć, że mógł się tym tak interesować - bo takowe zainteresowanie było również Mojego Męża.
Szukał każdego sposoby by do mnie dotrzeć.
A w odpowiedzi słyszał " Jestem jaka jestem, jeżeli Ci nie odpowiada znajdź sobie lepszą albo się rozwiedź"
Jeżeli chciał mi powiedzieć o swoich uczuciach, zazwyczaj nie słuchałam a odbijałam piłeczkę, że Ty to, Ty tamto.
A jedynie było to usprawiedliwienie MOJEGO zachowania.
Ot co.
Cała prawda.

58

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Zmieńcie osoby w tym tekście, niech nieczułym będzie mężczyzna, a kobieta stroną która ma już dość. Jak wtedy ułożą się komentarze?

59

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
apologises napisał/a:

Zmieńcie osoby w tym tekście, niech nieczułym będzie mężczyzna, a kobieta stroną która ma już dość. Jak wtedy ułożą się komentarze?

Z gory wiadomo jakie beda smile)

60 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-21 14:20:50)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
smallangel napisał/a:

Nektarynka53 - nie trzeba przestać kochać, by się tak zachowywać.
Wiem na swoim przykładzie.

Ależ się zgadzam. Co innego, gdy oziębiamy stosunki z partnerem/partnerką, gdy zauroczenie zaczyna zanikać, a powinna powstać miłość (wystąpi pusta luka pomiędzy tymi dwoma stanami - to mój przypadek; nie było ciągłości - dość dziwne ale może to wystąpić z wielu przyczyn). A co innego gdy już ta miłość powstała, a w jej trakcie wszystko zaczyna się psuć. Jest możliwość, że ta miłość istnieje tylko z jakiegoś powodu albo partner nie potrafi nam jej okazać, albo została mocno osłabiona smile.

smallangel napisał/a:

Jestem w stanie uwierzyć, że mógł się tym tak interesować - bo takowe zainteresowanie było również Mojego Męża.
Szukał każdego sposoby by do mnie dotrzeć.
A w odpowiedzi słyszał " Jestem jaka jestem, jeżeli Ci nie odpowiada znajdź sobie lepszą albo się rozwiedź"
Jeżeli chciał mi powiedzieć o swoich uczuciach, zazwyczaj nie słuchałam a odbijałam piłeczkę, że Ty to, Ty tamto.
A jedynie było to usprawiedliwienie MOJEGO zachowania.
Ot co.
Cała prawda.

Tutaj są dwie strony medalu. Ty nie chciałaś, ale może Mu nie tak mocno zależało, aby do Ciebie dojść. Ale to tylko moje zdanie. Ile ludzi na świecie tyle przypadków tongue. Sądzisz, że ja od samego początku byłam świadoma co we mnie zachodzi? Za to mąż zauważył, według mnie bardzo szybko. Zaczął działać, gdy co dopiero taki stan pojawiał się u mnie - jakby próbował gasić ogień w zarodku, zamiast czekać aż powstanie pożar. Uważasz, że jako jedyna na świecie mam takiego spostrzegawczego męża smile?
Oczywiście być może będąc inną kobietą zamiast docenić to odpychałabym Go od siebie.

61 Ostatnio edytowany przez smallangel (2015-10-21 14:25:23)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
apologises napisał/a:

Zmieńcie osoby w tym tekście, niech nieczułym będzie mężczyzna, a kobieta stroną która ma już dość. Jak wtedy ułożą się komentarze?

Bez zmiany - widać jakie będą wink

Nektarynka53 napisał/a:
smallangel napisał/a:

Jestem w stanie uwierzyć, że mógł się tym tak interesować - bo takowe zainteresowanie było również Mojego Męża.
Szukał każdego sposoby by do mnie dotrzeć.
A w odpowiedzi słyszał " Jestem jaka jestem, jeżeli Ci nie odpowiada znajdź sobie lepszą albo się rozwiedź"
Jeżeli chciał mi powiedzieć o swoich uczuciach, zazwyczaj nie słuchałam a odbijałam piłeczkę, że Ty to, Ty tamto.
A jedynie było to usprawiedliwienie MOJEGO zachowania.
Ot co.
Cała prawda.

Tutaj są dwie strony medalu. Ty nie chciałaś, ale może Mu nie tak mocno zależało, aby do Ciebie dojść. Ale to tylko moje zdanie. Ile ludzi na świecie tyle przypadków tongue. Sądzisz, że ja od samego początku byłam świadoma co we mnie zachodzi? Za to mąż zauważył, według mnie bardzo szybko. Zaczął działać, gdy co dopiero taki stan pojawiał się u mnie - jakby próbował gasić ogień w zarodku, zamiast czekać aż powstanie pożar. Uważasz, że jako jedyna na świecie mam takiego spostrzegawczego męża smile?
Oczywiście być może będąc inną kobietą zamiast docenić to odpychałabym Go od Siebie.

To nie chodzi o to, że ja nie chciałam.
Ja zwyczajnie nie dostrzegałam tego, że Jemu może być źle w tym małżeństwie.
Ja byłam szczęśliwa - więc i On pewnie był szczęśliwy, a jak coś mówi - to wymyśla.
Ja nie rozumiałam, że postrzeganie kobiet a mężczyzn różni się w kwestii partnerstwa, miłości.

Samemu nie da się ugasić - niestety.

62 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-21 16:48:06)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
smallangel napisał/a:

Zmierzch

zmierzch napisał/a:

smallangel
Czy ty nie widzisz różnicy pomiędzy wyjściem z niesatysfakcjonującego związku a odejściem do kogoś innego?
Wiadomo, że nikt nie odchodzi ze związku, który przynosi mu satysfakcję, ale jest diametralna różnica między odejściem w próźnię a złapaniem kolejnej gałęzi.

Pewnie, że widzę. Ale czasami KTOŚ inny jest bodźcem na tyle silnym by uwierzyć w to, że można kochać i być kochanym.
Ciągle ten temat jest wałkowany - lepiej odejść rozwieźć się, a potem ułożyć życie,
Tylko właśnie to forum (i nie tylko to) pokazuje, że takich historii jest mało. Można policzyć na palcach jednej ręki.
Dlatego dla mnie nie jest żadnym zaskoczeniem, że odchodzi się od kogoś - do kogoś poznanego w trakcie.
Ten ktoś - jest bodźcem do zmian w swoim życiu.

Myślę smallangel, że mocno sobie zracjonalizowałas i uogólniłaś własny przypadek.
Wiesz jaka jest prosta przyczyna, że ludzie nie odchodzą w próżnię?
NISKIE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI.
Jeśli ktoś zna swoją wartość, wie czego chce, dba o siebie i wierzy w siebie, to nie potrzebuje motywacji z zewnątrz, aby zacząć dokonywać zmian w swoim życiu. Ratować siebie można wówczas, gdy ma się pewność, że samemu się sobie poradzi bez względu na rozwój wypadków.
Ale fakt, że większość zdradzających to "mali" ludzie, zakompleksieni i niewierzący w swoją moc i dopiero kolejna "gałąź" przywraca im jaja, cycki, itd.

63 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-10-21 14:33:38)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Piotr74 napisał/a:
apologises napisał/a:

Zmieńcie osoby w tym tekście, niech nieczułym będzie mężczyzna, a kobieta stroną która ma już dość. Jak wtedy ułożą się komentarze?

Z gory wiadomo jakie beda smile)

Przykro mi, ale u mnie bez zmiany tongue. Zauważ, że włączyłam się w dyskusję po pewnym czasie - albowiem aviator999 nie jest złym facetem, co to to nie wink. Tylko jakoś wydaje mi się, że oni obydwoje zaniedbali Siebie nawzajem. Tutaj heroiczne odejście od żony co ma być niby dla dobra dzieci, rodziny itp. itd. Taa... według mnie nie miał już siły i się poddał. Ale żeby to napisać to nie tongue.

Tylko o to mi chodzi. Każdy popełnia błędy, nikt nie jest idealny.

zmierzch napisał/a:

Myślę smallangel, że mocno sobie zracjonalizowałas i uogólniłaś własny przypadek.
Wiesz jaka jest prosta przyczyna, że ludzie nie odchodzą w próżnię?
NISKIE POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI.
Jeśli ktoś zna swoją wartość, wie czego chce, dba o siebie i wierzy w siebie, to nie potrzebuje motywacji z zewnątrz, aby zacząć dokonywać zmian w swoim życiu. Ratować siebie można wówczas, gdy ma się pewność, że samemu się sobie poradzi bez względu na rozwój wypadków.
Ale fakt, że większość zdradzających to "mali" ludzie, zakompleksieni i niewierzący w swoją moc i dopiero kolejna "gałąź" przywraca im jaja, cycki, itd.

No cóż to również do mnie przemawia. Coś (z jakiegoś jak widać tajemniczego powodu) spowodowało kompletną Jej zmianę. Jednak zależy jakie Ona miała w tym czasie podejście do związku tongue. Czy chciała je ratować (widziała w tym sens), czy nie.
Osobiście uważam, że wówczas poradziłabym Sobie bez męża (materialnie itp.), ale chciałam z Nim być hmm. Chciałam z Nim tworzyć rodzinę - był i jest dla mnie bardzo wartościowym mężczyzną wink.

64

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
smallangel napisał/a:

aviator999 - przytoczyłam ten "artykuł" tutaj, dlatego że jest mi strasznie bliski.
Jest odzwierciedleniem tego jaka ja byłam w małżeństwie.
Ale żeby umieć się do tego przyznać - trzeba mieć te przysłowiowe jaja.
Nie każdy ma odwagę, by mówić o tym głośnio - że nawaliłam w małżeństwie.
Jedynie czego u nas nie było - to odsunięcie się od Męża bo dzieci. Dzieci nie mamy.
Od swojego Męża NIGDY nie usłyszałam, że Jego zdrada to moja wina - ale wiem, że miałam duży udział w kryzysie w naszym małżeństwie.
Zbyt duży.
Wiele czasu mnie kosztowało to by to wszystko zrozumieć - ale zrobiłam wszystko byśmy OBOJE czuli się w tym małżeństwie szczęśliwi.

Zorija - ja mogę jedynie napisać dlaczego ja taka byłam.
Byłam ZBYT PEWNA Mojego Męża i dlatego pozwalałam sobie na takie rzeczy.
Mój Mąż robił wiele dla mnie, dla Nas - ale mi ciągle coś nie tak było.
Nie znaczy to, że nie kochałam Męża - kochałam.
Ale czułam nad nim władzę i pewność - stąd takowe zachowanie.

Nektarynka53 - myślałam, że mało ciekawy jest dla Ciebie ten temat smile
Nie mniej widocznie nie, jeżeli udzielasz się w nim.

Zmierzch

zmierzch napisał/a:

smallangel
Czy ty nie widzisz różnicy pomiędzy wyjściem z niesatysfakcjonującego związku a odejściem do kogoś innego?
Wiadomo, że nikt nie odchodzi ze związku, który przynosi mu satysfakcję, ale jest diametralna różnica między odejściem w próźnię a złapaniem kolejnej gałęzi.

Pewnie, że widzę. Ale czasami KTOŚ inny jest bodźcem na tyle silnym by uwierzyć w to, że można kochać i być kochanym.
Ciągle ten temat jest wałkowany - lepiej odejść rozwieźć się, a potem ułożyć życie,
Tylko właśnie to forum (i nie tylko to) pokazuje, że takich historii jest mało. Można policzyć na palcach jednej ręki.
Dlatego dla mnie nie jest żadnym zaskoczeniem, że odchodzi się od kogoś - do kogoś poznanego w trakcie.
Ten ktoś - jest bodźcem do zmian w swoim życiu.

Tak teraz sobie jeszcze pomyślałam - czemu przytaczając tą historię, ludzie i tak szukają dziury w całym.
Nie potrafią uwierzyć, że tak mogło być.
Że ktoś tak mógł się czuć.
Najczęściej jest tak - zarzucanie sobie wzajemnie pretensji.
Zamiast wysłuchać i powiedzieć tak Mężu/Żono masz rację.
Postaram się zmienić tak by było znów fajnie.
Zmienić siebie, swoje postępowanie - a nie zmieniać kogoś, czyjeś postępowanie.

Ten temat jest ciekawy (może nie dla każdego), ale ukazuje to jak jest w większości małżeństw.
Zamieściłam go nie bez powodu ( w jakimś celu)  - nie zaskoczyliście mnie wink

smallangel - bardzo mi przykro, że u Ciebie skończyło się to zdradą męża. Ja jestem na etapie, że zaczynam dopuszczać myśl o innej - ale tak naprawdę NIE CHCĘ TEGO ROBIĆ!!. Ja chciałbym, aby nasze małżeństwo było znowu jak 10 lat temu. Niestety jest to wola i czyny tylko jednostronne - a "do tanga trzeba dwojga"


Do Pań ze "stowarzyszenia jajników" - musicie uwierzyć, że nie jestem typowym (opisanym tu) polskim Januszem, co to wraca do domu, je obiad, bierze piwsko rękę, ogląda TV i drapie się po łysinie (albo po jajkach) :-).
Potrafię gotować (co często czynię), potrafię zorganizować czas synom i żonie (ten jeden wyjazd opisany to - to był tylko JEDEN przykładowy opis), uprawiam sport czasami zwany ekstremalnym (mój nick nie jest przypadkowy). Majsterkuję - wszystkie naprawy w domu robię sam - a nawet teraz ze starszym synem - niech się uczy. Podobno podobam się kobietom (moje dwie siostry w żartach nazywają mnie "40-letnie ciacho" :-)
Moja żona nie ma rozstępów, jest naprawdę piękną kobietą (co zawsze jej mówię)  i teoretycznie mogłaby mieć każdego faceta na skinienie palcem.
Mam i jestem świadom swoich wad (każdy ma jakieś wady - nikt nie jest aniołem), ale naprawdę nie wiem, czym sobie zasłużyłem na takie traktowanie.

65 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-10-21 15:10:17)

Odp: Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.
Nektarynka53 napisał/a:

Tutaj heroiczne odejście od żony co ma być niby dla dobra dzieci, rodziny itp. itd. Taa... według mnie nie miał już siły i się poddał. Ale żeby to napisać to nie tongue.

Hę...jeśli to odnośnie mojego wpisu, to źle mnie zrozumiałaś, bo chciałam pokazać, że tkwienie w związku pełnym obojętności między rodzicami ma również negatywny wpływ na idzieci, ich dorosłe postawy i wybory - WZORCE!!!
A najlepiej, gdy ludzie uzdrawiają swoje związki, albo zadbają o siebie, bo życie jest tylko jedno.

Posty [ 1 do 65 z 122 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odszedłem od żony - dlaczego świat mnie nienawidzi.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026