Chciałabym podzielić się z Wami pewną sprawą, która do tej pory nie daje mi spokoju. Zdążyłam się już trochę zaznajomić z forum i wiem, że potraficie doradzić i trafnie ocenić rzeczywistość.
Rozmawiałam jakiś czas temu z kuzynem, który w tym roku zdaje maturę. Chłopak niegłupi, miły i zdecydowanie niebrzydki - myślę, że podoba się wielu dziewczynom. Mimo to nigdy z żadną nie był, nie chodził na randki, nie podkochiwał się. Zawsze mieliśmy dobry kontakt i sprawiał wrażenie kompletnie niezainteresowanego podobnymi tematami. Twierdził, że dziewczyny są fajne jako koleżanki, ale go do nich po prostu nie ciągnie, że woli spędzać czas z kolegami. Nie zdziwiło mnie to zbytnio, bo sama w jego wieku miałam podobnie i skupiałam się raczej na nauce, niż bieganiu za chłopakami. Ostatnio postanowił jednak zwierzyć mi się z pewnego problemu i wyznać prawdę. Powiedział, że odkąd jedynie poszedł do liceum, zakochał się w swojej wychowawczyni, polonistce. To niby nic nowego, bo i za moich czasów chłopcy kochali się w atrakcyjnych nauczycielkach, ale tutaj problem tkwi w tym, że ta kobieta w zasadzie powinna już odejść na emeryturę. Chłopak twierdzi, że uwielbia jej charakter i to, że jest wymagająca i nie da sobie w kaszę dmuchać. Zawsze był typem, z którym inni nauczyciele mieli problemy, ponieważ lubił podważać ich wiedzę i pyskować, a ona potrafi zgasić go jednym zdaniem. Uważa też, że jest piękna i niesamowicie go pociąga, że dzięki niej zaczął czytać książki i zastanawiać się nad swoim życiem. Mówi, że nie może się na nią napatrzeć, że nie ma nocy, żeby o niej nie myślał, że chciałby ją przytulić, pocałować. Na żadne dziewczyny w swoim wieku nie zwraca uwagi. Nie sądzi też, by nauczycielka coś podejrzewała, bo stara się ze wszystkim kryć, chociaż bardzo chciałby po zakończeniu szkoły jakoś dać jej do zrozumienia, że jest dla niego ważna (co moim zdaniem nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem).
Ja rozumiem, że to być może takie typowe szczenięcie zauroczenie, ale szkoda mi kuzyna, który ewidentnie bardzo mocno się zakochał w nieodpowiedniej osobie i sam chyba nie wie, co z tym fantem zrobić. Nie sądzę, by nauczycielka była zainteresowana jego względami, dlatego uważam, że powinien zachować to dla siebie i dać sobie czas, wyrosnąć z tego, kiedy skończy szkołę i pójdzie na studia. Wiadomo, że matury i zakończenie edukacji zbliża się wielkimi krokami, a on jest po prostu załamany, smutny, przygaszony. Nie martwi się o egzaminy, a o to, że nie będzie mógł codziennie widzieć swojej nauczycielki. Mówi, że czasami ledwo może się powstrzymać, żeby nie podejść do niej i jej nie pocałować. Kompletnie nie wiem, co mu doradzić i jak go pocieszyć. Zastanawiam się też, co powiedzieć jego rodzicom, którzy przy każdym rodzinnym spotkaniu urządzają pogadankę typu: "A kiedy ty w końcu znajdziesz sobie dziewczynę?".
Proszę, doradźcie.