Sytuacja jest taka, że mam 2 dzieci- jedno z poprzedniego związku - 3 lata, drugie malutkie z obecnym mężem - agresorem.
Sytuacja mojego małżeństwa jest fatalna. Mąż jest w gorącej wodzie kąpany - wpada łatwo w gniew, a jeśli jest sprowokowany, to agresja eskaluje - dochodzi do strasznych wyzwisk pod moim adresem - kur, dziwka, czub, pojeb, i dużo innych, ponadto wypomina mi wszystko i opowiada niestworzone rzeczy. Doszło już do rękoczynów - szarpania, grozi mi pięściami, raz powiedział, że mnie zabije. Starszy synek jest świadkiem kłótni - ma już problemy z histerią, ssie palca, jest smutny i wyalienowany w grupie.
Mąż poddał się terapii - chodzimy na terapię par, byliśmy 2 razy. Mąż przyznaje, że jest agresywny, zażywa leki Doxepinę. Na razie krótko, efektów brak. Właśnie znowu zostałam zwyzywana od czubów i pojebów, bo rano wywołałam awanturę o to że źle traktuje moje starsze dziecko. Młodsze, niemowlę, jest przez niego chołubione - czuleje całuje, kocha itd. Robi to przy starszym, który jest zazdrosny. Starszego nie przytula, chociaż w okresie miesiąca miodowego, czyli po kłótni, robi to i wtedy jest idealny przez dzień.
Żal mi dziecka - gdybym była sama, chodziłabym dalej na terapie, ale teraz jestem strzępkiem nerwów - zero wsparcia psychicznego z jego strony (b przecież ja siedzę tylko w domu nic nie robię poza opieką nad dziećmi - i tu przyznaję, że nie jestem wzroorowa panią domu nie gotuje, rzadko sprzątam zajmuję się głównie dziećmi , ale ja to przyznaję i w kochającym związku mogłabym to zmienić)
Problem jest z tą agresją - boje się go już a przede wszystkim bojęs ię o dzieci - funduje huśtawkę mojemu starszakowi - raz jest zimny, raz po kłótni go tuli i mówi nawet że kocha. Jak kłótni nie ma, to przyznaje, że to tylko słowa, bo nie kocha go, ale lubi.
Mni tweierdzi, ze kocha, ale ja tej miłości już nie czuję po tych wszystkich wyzwiskach - to nie jest cżłowiek ciepły, któremu można zaufać.
Najgorsze, żę jednocześnie się stara dla nas - kupuje sam z siebie rzeczy dla starszaka - gry ubrania, mi tez załatwia o co poproszę. Co prawda często mi to wypomina, ale jednak to robi.
Gdy chciałam odejść płacze i błaga, że się zmieni - no i rzeczywiście chodzimy na tą terapię.
Tylko ja się zastanawiam czy jest sens - ja jestem nieszczęśliwa w tym tygodniu między spotkaniami,a spotkania przedłużają się bo sama psych. przyznaje, że jest dużo konfliktów.
Ja teraz już ustępuję, jak widzę kłótnię, ale on dalej mnie prowokuje i w końcu też wybucham.\
Dodam zę nie jestem święta - mam tego świadomość - jestem upierdliwa, nieporządna itd. Ale czy to daje mu prawo mnie wyzywać i fundować coś akiego dzieciom>? nigdy go nie zdradzam, nie mam kolegów, siedzę w domu i bawię się z dziećmi.
Czy ja mam nadal chodzić na tą terapię a w międzyczasie usychać?? Czy odejść już tylko ni mam do czego, czy sobie poradzę sama z 2 dzieci?? Czy nie zrobię im większej krzywdy nie dając szansy temu małż???
Podobne tematy
2 2015-04-21 11:12:37 Ostatnio edytowany przez smutna95 (2015-04-21 11:15:55)
Witam ![]()
Sytuacja w jakiej się znalazłaś jest rzeczywiście trudna.
Podam tutaj przykład historii mojej przyjaciółki. Sprawa identyczna jak Twoja, tylko ona na szczęście nie miała z nim dzieci. Piszę na szczęście, gdyż pewnie i dzieci by bił jak ją samą. Moja przyjaciółka bardzo kochała swojego Ł. Miłość trwała od podstawówki aż do lat młodzieńczych. Dziś nie są razem, chłopak przezywał ją, bił, wyzywał (suka, dziwka, kur** itd), no sytuacja schematyczna.
Aż pewnego dnia przekonałyśmy moją przyjaciółkę, że albo on pójdzie na terapię i się zmieni, albo musi od niego odejść. Ł. poszedł na terapię, zażywał lekarstwa, poprawiło się na krótki czas, sielanka trwała miesiąc.
Po miesiącu przestał już kompletnie panować nad sobą, to co ten człowiek jej zrobił, przechodzi ludzkie pojęcie. Zniszczył jej psychikę, ona sama zaczęła miewać lęki, uważała siebie za winną jego zachowania. Gówno prawda, pracowali w jednym zakładzie (także cały czas miał ją na oku),
po pracy nie wychodziła nigdzie, spędzała czas z nim, a ten jeszcze zarzucał jej zdradę, że się puszcza itd. Z nami, (mną i jeszcze jedną przyjaciółką) utrzymywała jedynie kontakt telefoniczny.
Sprawa zakończyła się tak, że pomogłyśmy jej odejść od tego psychopaty, ten człowiek się nigdy nie zmieni. Nadal nieraz zastrasza moją przyjaciółkę, ale ona teraz jest silna, nie da się tak traktować. Sama wyznała, że żałuje, że wcześniej tego nie zrobiła. Tacy ludzie się nie zmieniają, a jak Twój mąż jest na prawdę zdolny, do tego by Cię uderzyć, to uwierz, że to się nie zmieni, dopóki Ty sama tego nie zmienisz, nie odejdziesz od niego, tak nie można żyć.
Pamiętaj nie jesteś niczyją własnością! nie może tak do Ciebie mówić, nie daj się tak traktować, bo i ty w końcu oszalejesz, uwolnij się od niego. Twoje życie nie może tak wyglądać.
Wiem, że poradziłabyś sobie bez problemu, na pewno i o wiele lepiej, niż z nim.
Pomyśl nie tylko o sobie, ale i o dzieciach, z takim człowiekiem one nie mają prawa się wychowywać.
Musisz podjąć decyzję, jestem pewna, że nie będziesz jej żałować.
Gdyby jakiś facet krzywdził moje dziecko, mógłby być nawet jego ojcem to dawno wyleciałby na orbitę okołoziemską.
Tak, on moze sie zmienic, jednak wtedy jesli nie bedzie juz z Toba. Z Toba w zwiazku bedzie zawsze powracal do dawnych schematow i NIGDY nie bedzie juz dobrze. Bedac w tym zwiazku wychowujesz dwoje dzieci, ktore zamiast szczesliwego dziecinstwa juz teraz przezywaja pieklo. Ich wlasne zycie prawdopodobnie bedzie podobne do Twojego, nie beda tez potrafily prowadzic zdrowych zwiazkow, bo beda psychicznie zniszczone. Czy Ty tego chcesz? Czym dluzej bedziesz to ciagnac, tym slabsza bedziesz psychicznie. Juz teraz masz sie za winna, piszesz, ze nie jestes wzorowa pania domu itp- tak zachowuje sie osoba uzalezniona. Uciekaj poki jeszcze czas. Zglos sie o pomoc. Zabieraj dzieci i udaj sie do domu samotnej matki. TWOJA SYTUACJA INACZEJ SIE NIE ZMIENI. Ty jestes odpowiedzialna za swoje zdrowie fizyczne i psychiczne oraz za zdrowie Twoich dzieci.
,,Starszy synek jest świadkiem kłótni - ma już problemy z histerią, ssie palca, jest smutny i wyalienowany w grupie.,,
dbaj o dziecko a nie o faceta, który was krzywdzi
Dzieci powinny być najważniejsze dla matki.
Jeśli dzieje im się krzywda, to powinnaś zrobić wszystko, co w Twojej mocy, by to zakończyć, nawet, jeśli kosztem małżeństwa.
Swoją drogą, co to za mąż, który tak traktuje żonę? Ohyda.
Mam jeszcze pytanie - skoro nie gotujesz i nie sprzątasz, to kto to robi? Co jedzą dzieci?
Jak dlugo facet bierze leki?
Czemu nie chodzi na psychoterapie?
8 2015-04-21 22:06:03 Ostatnio edytowany przez EliKor (2015-04-21 22:14:57)
Obiady - zamawiam więc nie gotuję.Czasem coś ugotuję, ale nie codziennie.
Sprzątać sprzątam, ale nie przeszkadza mi niewielki chaos.
Suma sumarum mam swoje wady, nawet sporo, i zdaję sobie sprawę.
zaradny - on chodzi na psychoterapię, pisałam o tym.
Leki bierze krótko, około tygodnia - 3 tabletki dziennie, ale ograniczył do 2, bo działąją na razie na niego negatywnie - przymulająco, mało nie walnął kogoś na przejściu a II razem złapała go policja za przejazd na czerw.śweitle.
Dzisiaj zabrał starszaka na długi spacer, prosi aby było dobrze, stara się, mówi, że od razu się wszystkiego nie nauczy jak traktować nie swoje dziecko.
A ja znowu rozdarta. Nie wiem ju nic ![]()
Czy 3 latek chciałby się bawić z nim gdyby się go bał?? Czy chodziłby z nim na spacer, chciałby się bawić nim?? Co prawda czasem mówi, że nie lubi go, casem mówi że chce z mamą a nie z nim gdzieś iść, ale nie protestuje też jeśli idzie z nim. Nazywa go tatą, woła go aby przyszed do pokoju popatrzeć na jego zabawę - czy dziecko nie związane tak by robiło? Czy możliwe że tak boi się stracić dom i rodzinę znowu (został porzucony przez pierwszego mężochu...a w wieku roczku i 2 mcy)
Skąd mam wiedzieć czy to nie moja przesadna reakcja??
w tym tygodniu mamy trzecie spotkanie z terapeutką, popytam o to. Na moment obecny martwię się tylko o dziecko - chcę aby porozmawiał z nim psycholog i go wyczuł, bo może być i tak, że mały tak reaguje, bo widzi konflikt między nami.
Ale gdzie ja pójdę i co zrobię, jeśli go ostawię?? NIE chcę być sama do końca życia, a już na pewno nie byłabym z żadnym facetem, bo już nigdy nie zaserwuję dzieciom takiej traumy - nie zaufam żadnemu facetowi. Nie chodzi mi nawet o siebie i swoją sferę emocjonalną - chcę po prostu mieć rodzinę, jeździć na wycieczki, spędzać razem czas, a nie sama z dziećmi. BOJĘ się samoności jak nie wiem. Poza tym nie mam nikogo bliskiego - mam patologiczną matkę tylko i wyłącznie (kładzie małemu do głowy jakieś religijne bzdury, jest zgorzkniała, uczy starszaka, że wszystko jest złe - koty i psy w domu, należy je tępić, ludzie są wredni itd. mam tylko znajomych, ale przecież nie będęnikogo obarczać sobą - jedna koleżanka schorowana, druga ma też kłopoty - nie mam nawet z kim pogadać, doradzić się.
Wpadam w depresję, nie wiem co mam robić ![]()
9 2015-04-21 22:22:26 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-04-21 22:23:36)
Rozumiem, że boisz się samotności, ale, do cholery, kosztem dzieci będziesz żyła dalej z takim dupkiem?
Jeśli chcesz być winna zmarnowanemu życiu swoich dzieci, to droga wolna.
Opowiedzieć Ci jakie są skutki posiadania ojca agresora? Znam z autopsji, choć moi rodzice się rozwiedli, jak miałam ok. 5 lat.
Mimo to czasem budzę się w nocy z krzykiem, mam skrzywione podejście do relacji damsko-męskich. O innych problemach psychicznych nie wspomnę. Wierz mi, żadna matka nie chce czegoś takiego dla swoich dzieci. Więc pomyśl najpierw o nich - dla nich masz być silna.
Facet musi się albo zmienić o 180 stopni, albo Ty musisz odejść. Żadnych półśrodków.
10 2015-05-14 17:40:33 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-05-14 17:43:17)
Rozumiem, że boisz się samotności, ale, do cholery, kosztem dzieci będziesz żyła dalej z takim dupkiem?
Jeśli chcesz być winna zmarnowanemu życiu swoich dzieci, to droga wolna.Opowiedzieć Ci jakie są skutki posiadania ojca agresora? Znam z autopsji, choć moi rodzice się rozwiedli, jak miałam ok. 5 lat.
Mimo to czasem budzę się w nocy z krzykiem, mam skrzywione podejście do relacji damsko-męskich. O innych problemach psychicznych nie wspomnę. Wierz mi, żadna matka nie chce czegoś takiego dla swoich dzieci. Więc pomyśl najpierw o nich - dla nich masz być silna.Facet musi się albo zmienić o 180 stopni, albo Ty musisz odejść. Żadnych półśrodków.
Ja myślę ze oboje sie musza zmienic, a tabletki to tylko tlumia, patrz przesuwaja w czasie, s3rodek dorazny, aw dodatku mily w spozyciu, takze uwaga, mozna z deszczu pod rynne, czego oczywiscie nie życzę
Do autorki postu natomiast, co rozumiesz pod pojeciem usychac ??, moze tu drzemie odpowiedz podswiadomie na twoje pytania,
Samotna juz jestes, wiec czego sie obawiac,
Z gorki nie bedzie
I tak ojciec alkoholik, agresor, u mjie sie odbil czkawką, też
Ale przeciez nie jestesmy nie wolnikami, samych siebie
Pozdr