Witam, jestem nowa na forum, ale chciałabym Waszej porady bo sama już nie wiem co mam robić ze swoim życiem.
Mam 22 lata, jestem z facetem starszym o 11 lat ode mnie. Jesteśmy ze sobą już jakieś 3 lata z różnymi przerwami.
Na początku była to tylko znajomość,widywaliśmy się, wychodziliśmy na piwo, ze znajomymi w sumie pół roku spędziliśmy tylko na rozmowach i sporadycznych spotkaniach gdyż studiowałam w innym mieście.
Rodzina od początku odradzała mi związek z tym mężczyzną, ponieważ uważała iż ma problem z alkoholem, utrzymaniem pracy i w tamtej chwili był uwikłany w związek, który kończył.
Jednak nie posłuchałam ich związałam się z nim na początku było dobrze, mówił, że mnie kocha starał się żebym czuła się dobrze.
Wyjechał na ponad pół roku za granicę aby trochę zarobić, gdzie codziennie mieliśmy ze sobą kontakt telefoniczny. Wrócił do kraju specjalnie dla mnie,gdyż miałam mały problem rodzinny (nie będę się rozpisywała o co dokładnie chodziło) i musiałam zrezygnować ze stancji a wynająć mieszkanie.
W tym momencie właśnie zaczęło się. Zamieszkaliśmy razem w tym mieszkaniu obiecał że będzie się dokładał,jednak przez 3 miesiące nie miał z czego, dopiero w tym miesiącu zapłacił bo znalazł pracę. Trzy miesiące musiałam sama wszystko opłacać w tym jedzenie. Jednak problem jest inny codziennie prawie ostatnio znajduje pochowane butelki po wódce czy piwa. Dobrze wie, że nie akceptuje alkoholu a mimo to nie przestał pić. Dodam, że po nim robi się agresywny tzn.wyzywa mnie od różnych, jest zazdrosny o każdego innego mężczyznę , mówi że ma mnie dosyć i tego związku i inne. Gdy wytrzeźwieje przeprasza i chce być ze mną bo mnie kocha tylko czy to jest miłość.
Wcześniej dopóki z nim nie mieszkałam wiedziałam, że pije ale nie myślałam, że ma aż taki problem ze sobą. Czuje się przytłoczona tym nie daje rady tego upilnować, a on twierdzi, że to moja wina iż pije. Nie wiem już co robić, jak się zmienić żeby nam pomóc i czy w ogóle się da.
1 2015-04-19 14:09:50 Ostatnio edytowany przez Ewcia2293 (2015-04-19 14:15:00)
Podobne tematy
Jak się zmienić? To niby kto ma się zmienić, "żeby wam pomóc"? Ty?
Jedynym sposobem aby coś zmienić, jest to żeby on zrozumiał swój problem i zechciał jakichkolwiek zmian.
Ty sama nic nie zdziałasz, choćbyś na głowie stawała.
Szkoda mi tego wszystkiego ale nie wiem czy jest sens dalej marnować sobie życie.
Wiele razy prosiłam, żeby przestał tyle pić, oszukiwać mnie, zawsze obiecywał, że się zmieni i nic, czasami nie pil ale to był dzień, góra dwa.
A pytałam jak się zmienić bo ciągle zarzuca mi że to moja wina bo jakbym dawała mu większe wsparcie, starała się, zmieniła to wtedy on też by przestał pić.
Ewcia, wiesz jak możesz mu pomóc? Zapewnić go, że jak on sam się nie zmieni to odejdziesz. I spełnić "groźbę", gdy nie dotrzyma słowa. Proszenie, błaganie, płacze... to nic już nie da. Jak do tej pory nie dało. Czy jest sens marnować sobie życie? NIE! Nie ma sensu. Jeśli on chce swoje marnować, to wolna droga.
Margolinka wiem, kilka razy mówiłam mu, że jeżeli jeszcze raz znajdę gdzieś wódkę czy piwo to rozstaniemy się. Dwa razy już próbowałam go wyrzucić z mieszkania. Wczoraj nawet jak znalazłam wódkę, a dzień wcześniej zapewniał mnie że przestanie powiedziałam, że to koniec bo dłużej tego nie wytrzymam to zaczęły się wyzwiska na mnie, że pewnie już mam kogoś, że to moja wina i nie chce mnie znać. A za kilka godzin dzwoni i przeprasza żebym dała mu jeszcze jedną szansę.
Moim problemem jest to, że nie potrafię całkiem się odciąć od niego a teraz gdy razem mieszkamy jest jeszcze gorzej bo jak go wyrzucam mam wyrzuty sumienia gdzie pójdzie i co zrobi, bo zawsze wtedy grozi, że coś sobie zrobi.
6 2015-04-19 16:21:36 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2015-04-19 16:34:00)
Ewcia, on dalej będzie groził, zwalał poczucie winy na Ciebie i robił z siebie ofiarę i nadal nic się nie zmieni, dopóki nie zaczniesz być twarda i nieustępliwa. Zastanów się ile jeszcze wytrzymasz takiej huśtawki? Rok, dwa, trzy...? Na co zamierzasz czekać? Aż stanie się jeszcze bardziej agresywny? Czy aż zajdziesz w ciąże i będzie jeszcze trudniej, bo dojdą dodatkowe wydatki, obowiązki a facet nadal będzie sobie "imprezował" i żłopał wódkę po kątach? Wtedy się zdecydujesz?
On jest duży chłopczyk, poradzi sobie. Ty pomyśl teraz o sobie i swojej przyszłości, bo ta która z nim się Tobie rysuje, nie jest z pewnością świetlana.
Jeśli chcesz mu dać "ostatnią szansę", to daj ultimatum. Koniec z alkoholem, czyli terapia a nie "kochanie przestań wreszcie pić". A dowodem nie może być "tak kotek, już nie będę, obiecuję", a konkretny termin w klinice leczenia uzależnień. Ja osobiście bym go tam odprowadziła. Jeśli nie, to... no cóż. Twój wybór.
7 2015-04-19 17:07:17 Ostatnio edytowany przez Cleopatra (2015-04-19 17:08:01)
Ewciu, żeby pomóc takiej osobie, to ona musi widzieć swój probem i chcieć się leczyć, a nawet jak chce, to na wyjście z nałogu potrzeba lat ciężkiej pracy. Zawsze jest to na zasadzie krok do przodu i dwa do tyłu. Zastanów się, czy chcesz takego życia, czy stać Cię na takie poświęcenie? Nigdy też nie ma pewności, że się uda. Młodziutka jesteś, dlaczego masz brać na siebie taki trud? Posłuchaj rodziny, napewno dobrze Ci doradzą.
8 2015-04-20 20:37:34 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-04-20 20:41:24)
Tego nie da się zmienić. Po prostu macie problem alkoholowy o czym swiadczy zmiana jego zachowania po spożyciu. Nie jesteś tez lekarzem czy terapeuta a tylko 22letnia dziewczyna. Wnioski jednak musisz wyciagnac sama bo ani nikt tutaj, ani rodzina za Ciebie nie zdecydują.
Najlepsze jest to:
" twierdzi, że to moja wina iż pije"
Klasyczne przerzucanie winy winowajcy na osobe pokrzywdzona. Niestety ale tutaj nie ma nawet promila! Twojej winy a każdy dorosły odpowiada za swoje zachowanie. No ta jego argumentacja zupełnie mnie rozbawila. To chyba tak samo ze za gwałt odpowiada dziewczyna, która zalozyla mini?
Aha, i tak gwoli formalności napisze tylko ze nie można budowac związku na wdziecznosci. To dobrze ze ktoś okazal się przyjacielem, za co można podziekowac, co nie koniecznie oznacza ze jest odpowiednim partnerem. Poza tym przyjaznie mijaja a partner musi być oparciem na cale zycie. Kiedy problemy narastają, dzieci, zdrowie, praca, itp.
Wg mnie powinnaś odejść. Jeśli go kochasz to będzie ci na pewno ciężko z początku. Ale chyba lepiej teraz się pomęczyć miesiąc, dwa, trzy... niż potem całe życie skoro ma spore ciągoty do alkoholu. Taka jest moja rada. Popatrz teraz na te wszytskie kobiety, które mają zmarnowane życie przez mężów alkoholików. Wiesz gdzie tkwi problem w ich przypadku? w tym, że mając kiedyś taką samą sytuację jak Ty teraz nie podjęły w porę konkretnej decyzji tylko cały czas liczyły, że coś się zmieni. i tak już zostało.... Tylko potem mając dziecko nie jest już tak łatwo odejść
Kochana, oczywiście, że odejść! Wiem, łatwo się piszę, bardzo trudno się wykonuje, ale jeśli już zaczniesz działać zobaczysz, że potem każdy kolejny krok jest łatwiejszy, musisz być tylko systematyczna, niezłomna i nie rozpraszać swojej uwagi na pierdoły, tylko dążyć do celu! Uczucia na bok!
Im szybciej tym lepiej. Bo ten związek Cię zniszczy.
Sparafrazuję twój temat.
Jest zimno i napaliłam w piecu kaflowym. Niestety czuję czad i widzę, że dym się ulatnia. Czy jeżeli położę się spać teraz to wstanę rano? Doradźcie, bo nie wiem co zrobić, a przez kłęby dymu nie widzę klawiatury..
13 2015-04-25 11:57:03 Ostatnio edytowany przez CatLady (2015-04-25 12:11:26)
Nie rozumiem Cie? Jak wiedziałaś o jego problemie, to po co zdecydowałaś się na ten związek? Na złość rodzicom? Na przekór faktom. Widziały gały, co brały... można by rzec.
A teraz jeszcze pytasz CZY odejść, jakby to nie było oczywiste. Dziewczyno, to jest alkoholik! Odejdź. On nie przestanie pić dla Ciebie. On musi sam chcieć. Jest źle i będzie coraz gorzej. To, że pytasz "jak się zmienić" świadczy o tym, że jesteś współuzależniona. Poszukaj pomocy.
Miałam w rodzinie dwóch alkoholików i dwie koleżanki, które miały takich rodziców. Wierz mi, szczęśliwi Ci ludzie nie byli.
kilka razy mówiłam mu, że jeżeli jeszcze raz znajdę gdzieś wódkę czy piwo to rozstaniemy się. Dwa razy już próbowałam go wyrzucić z mieszkania. Wczoraj nawet jak znalazłam wódkę, a dzień wcześniej zapewniał mnie że przestanie powiedziałam, że to koniec bo dłużej tego nie wytrzymam to zaczęły się wyzwiska na mnie, że pewnie już mam kogoś, że to moja wina i nie chce mnie znać. A za kilka godzin dzwoni i przeprasza żebym dała mu jeszcze jedną szansę.
Moim problemem jest to, że nie potrafię całkiem się odciąć od niego a teraz gdy razem mieszkamy jest jeszcze gorzej bo jak go wyrzucam mam wyrzuty sumienia gdzie pójdzie i co zrobi, bo zawsze wtedy grozi, że coś sobie zrobi.
I właśnie to wygląda mi znajomo. Mój wujek był alkoholikiem, też tak mówił. Że nikt go nie rozumie. Awanturował się, gdy babcia lub ciocia (jego siostra) nie chciały dać mu pieniędzy na wódkę. Potrafił być bardzo agresywny. W końcu babcia mówiła do cioci "Idź, zgłoś na policję". Policja przyjeżdżała, wyprowadzali go. Za dwie godziny babcię brała litość, bo przecież to jej syn, mówiła do cioci "Idź, wycofaj zeznania". Ciocia szła i wycofywała. Wujek wracał do domu. I tak w koło Macieju. Wujek zawsze zapewniał, że więcej pić nie będzie, że przestanie, a potem pił. Nie miał pracy. Był podejrzliwy, np, udawał, że wychodzi z domu, trzaskał głośno drzwiami, a potem stał w korytarzu, który było dość długi i podsłuchiwał, czy babcia z ciocią o nim rozmawiają. Zazwyczaj rozmawiały. Wtedy wpadał do kuchni z awanturą. W ogóle on był zawsze tematem numer jeden. Nawet jak wpadały z odwiedzinami do nas (moja mama to siostra wujka),nie mówiły o niczym innym, tylko co i kiedy zrobił wujek Artur. Ile awantur było, ile trwały, ile wypił, ile pieniędzy poszło na wódkę. Alkoholizm to jest straszna choroba. Choroba całej rodziny.
Wujek nie był zły. Ja byłam wtedy dzieckiem. Wspominam go dobrze. Dla mnie był zawsze dobry, nigdy, ale to nigdy na mnie nie krzyknął, nie bałam się go. Myślę, że byłam chyba jedyną istotą, którą on lubił i która lubiła jego. Piszę to, byś zrozumiała, że alkoholizm to choroba, że taki człowiek nie jest zły, jest chory, ale Ty mu nie pomożesz. On musi chcieć pomóc sam sobie. On potrzebuje leczenia, a Ty terapii dla współuzależnionych.
14 2015-04-26 12:20:48 Ostatnio edytowany przez tuwpiszlogin (2015-04-26 12:22:15)
Nie wiem czy śmiać się czy płakać
Dziwię się wielce Autorce że uważa że istnieje jakaś inna odpowiedź poza tą żeby się rozstać. Okej, rozumiem, dziewczyna spotyka fajnego gościa, czarujący i w ogóle, trudno się nie zakochać. Ale czasem rozum musi wziąć górę nad sercem i wyprowadzić człowieka na prostą. Nie wiem czy wiesz jak kończą żony alkoholików. Przeważnie alkoholicy na początku znajomości to mili goście w których można się zadurzyć po uszy, a z czasem problem o alkoholiźmie wychodzi na wierzch i jest maskowany pustymi obietnicami, a za ich niespełnienie jest oczywiście winiona nie osoba uzaleźniona, a jej partner/ka. Niby mamy XXI wiek, łatwiej jest się rozwieść, itd, ale różnie z tym bywa bo alkoholicy są akurat mistrzami w praniu mózgu. Jest też fachowe określenie - osoba współużaleźniona. Więc wiesz, rób co chcesz, ale jedynymi osobami które na tym ucierpią to Ty oraz potencjalne dzieci.
Nikt mi nie powie że z dnia na dzień taka kobieta odejdzie od takiego mężczyzny bo to guzik prawda. Sam z autopsji wiem że kobieta z emerytowanego już małżeństwa do dzisiaj wierzy mężowi że już od jutra nie będzie pił. To już trwa ponad 40 lat, wszystko jest możliwe ![]()
Młoda jesteś, masz całe życie przed sobą. Po co rezygnować z siebie samej czeczekając aż ktoś się zmieni? Później będziesz żałować, że nie podjęłaś decyzji wcześniej. Wiem, że się dobrze mówi, a trudniej zrobić ten pierwszy krok. I nie będę Cię czarować, że będzie kolorowo, bo wiem, że jak się kogoś kocha to zawsze jest uczucie pustki w środku, ale to minie. Jest tyle fajnych mężczyzn na świeci. Tyle ciekawych ludzi do poznania :-)