Ta historia to raczej nie jest niesamowita bardziej przerażająca, bynajmniej dla mnie.
Zdarzyło się to 2.5 roku temu, pewnego z początku dobrego dnia. Byłam wtedy w innym mieście i czekała mnie droga powrotna do domu (autem), wewnętrznie coś mi mówiło, a wręcz krzyczało w podświadomości, żebym nie odpalała silnika (to niedorzeczne - tak wtedy o tym myślałam, dziś moje przeczucia traktuję troszkę poważniej, niestety często się sprawdzają..), ale ja odpaliłam, gdyż musiałam tego dnia wrócić. Przez część drogi nie działo się nic ciekawego, spory ruch ale było spokojnie - do momentu, gdy nagle poczułam uderzenie w bok.. Kobieta "przytuliła" mój samochód stroną od pasażera, próbowała zmienić pas i wyglądało na to, że mnie nie zauważyła i tak oto z dość solidnym impetem moje auto było przepychane w stronę pobocza, które było niestety dość strome.. Auto a ja w nim zaczęło się toczyć w dół, wprost na drzewa, nie miałam żadnych szans, żeby stamtąd uciec, byłam pewna że już po mnie.. Ostatnim słowem, które wypowiedziałam, a raczej wykrzyczałam było "amen" następnie właśnie po tym musiałam uderzyć się w głowę i stracić przytomność..
Kolejna rzecz, którą pamiętam wydarzyła się trzy tygodnie później w szpitalu kiedy wybudziłam się ze śpiączki, dezorientacja w której się znajdowałam spowodowała ogromny szok, nie wiedziałam gdzie jestem i co się stało, nic nie pamiętałam, bardzo mnie to przerażało.. Dodatkowo ten gips na nodze i ręce, gorset ortopedyczny na szyi. Nagle zjawiło się całe przedstawicielstwo opiekunów mojego zdrowia, lekarz wyjaśnił mi co się wydarzyło. Było to dla mnie dziwne dlatego, że w mojej pamięci była ogromna dziura, na tamten czas ostatnią rzeczą jaką pamiętałam z mojego życia to rocznica ślubu moich rodziców - sprzed roku.. Wypadek nie tylko zabrał mi trzy tygodnie poprzez śpiączkę, on odebrał mi również wspomnienia z ostatniego roku, możecie sobie wyobrazić jaka panika musiała mnie ogarnąć, była potężna..
W szpitalu spędziłam trzy miesiące, nikt mi z początku za wiele nie mówił aż któregoś dnia mama mi opowiedziała co się działo kiedy ja "spałam".. Okazało się, że lekarze od początku postawiali na mnie krzyżyk, dawali mi 20% szans na wybudzenie (czyli można uznać, że już mnie włożyli do grobu). Czas który spędziłam w szpitalu, a potem na rehabilitacji, która trwała ponad pół roku wystarczył mi na to, żeby wszystko przemyśleć, właśnie wtedy zaczęłam się cieszyć życiem i tym co mi daje (mimo, że moje życie nigdy nie było kolorowe, zawsze trzeba było z czymś walczyć i mowy nie było o poddaniu się, może dlatego też się obudziłam, wiedziałam w głębi że muszę wygrać - może, nie wiem..), zaczęłam wierzyć, że mogę zrobić coś aby zaczęło być lepiej.
Do dnia dzisiejszego z zapomnianego roku przypomniałam sobie jedynie kilka rzeczy, które nawet nie są zbyt istotne.. Zdarza się, że ktoś czasem wspomina coś z tamtego okresu, ale dla mnie są to tylko wspomnienia kogoś, które dla mnie nie mają żadnego znaczenia, bo nie ma ich w mojej głowie, nie istnieją.. Czasem się zastanawiam dlaczego akurat nie pamiętam tego konkretnego roku, ale nie znajduję odpowiedzi, gdy kogoś pytam słyszę tylko o dobrych rzeczach, a co z tymi złymi? Nie było ich czy może były tak straszne, że nikt nie chce o tym mówić? Dobija mnie fakt, że czegoś nie pamiętam, lecz na szczęście pamiętam ludzi, którzy są dla mnie ważni, pamiętam wszystko co jest mi potrzebne do codziennego funkcjonowania i to mnie cieszy.
Niestety wypadek nie zakończył rozdziału z częstymi problemami, one są nadal - jednym z nich jest aktualnie przystępowanie do zakończenia prawie 5 letniego związku z mężczyzną, który do niedawna był całym moim światem a dziś jest kimś obcym - uważam to za jedną z największych klęsk w moim życiu.. ;(
Dla większości to irracjonalne, ale teraz kiedy mam przeczucie, że wydarzy się coś złego związanego z daną czynnością czy sprawą to odpuszczam sobie ją i przekładam na inny dzień lub całkiem z tego rezygnuję.. To dziwne i trudne, ale czasem warto zaufać swojemu wewnętrznemu "ja".