Zajmie Wam to dosłownie chwilę - zastanówcie się nad sobą , po czym napiszcie czemu akurat tak widzicie świat , dlaczego w szarych , ponurych kolorach , co jest tego przyczyną ?
Nieudany związek , samotność , traumatyczne wydarzenie ,choroba, wypadek , a może coś innego?
Śmiało! ![]()
1 2009-11-14 22:48:17 Ostatnio edytowany przez Suzan444 (2009-11-14 22:49:14)
Podobne tematy
Obecnie biorę leki przeciwdepresyjne więc przynajmniej staram się trochę lepiej patrzeć na świat,dodam że nie są to jakieś cudowne tabletki dzięki którym widzę wszystko na różowo ale po prostu trochę mi pomagają.
Od zawsze było mi ciężko chyba od urodzenia.Wychowałam się w domu gdzie był alkohol(pijący ojciec),przemoc(głównie psychiczna),agresja,brak miłości, akceptacji i odrzucenie a bez zapewnienia tych podstawowych potrzeb jakimi jest miłość,akceptacja i poczucie bezpieczeństwa trudno później stać się szczęśliwą kobietą.Do tego doszedł 5 letni nieudany związek w którym przez ileś miesięcy byłam zdradzana i oszukiwana prosto w oczy.Później moje małżeństwo-bez miłości z mojej strony.Najgorsze jest to że puki nie zaszłam w ciąże to wydawało mi się że go kocham.
Dlatego nie jest mi łatwo żyć szczęśliwie z tym bagażem różnych doświadczeń. . .
od dziecka nie mam pojecia co to szczescie i kolorowy swiat, ,w dziecinstwie zawsze bylam na szarym koncu. zawsze powtarzano mi ze wszystko zle to moja wina,awantury ojca po pijaku,choroby matki to wszystko moja robota,nie udane malzenstwo 10letnie .trzy letni nieudany zwiazek po zakonczonym malzenstwie,wydaje sie jak bym wszystkim robila wielka krzywde ,jednym szczesciem sa moje dzieci ale im tez zrobilam krzywde, przelalam na nie milosc ktorej nigdy nie mialam kochalam je za bardzo,tak bardzo chcialam kochac i byc kochana ze nie pomyslalam ze mozna tym zrobic krzywde,na dzien dzisiejszy moj swiat jest szary bury i bez wrtosci,staram sie to zmienic.ale wychodzi mi jak cale to moje zycie
Każde takie chwile w życiu bez wartości są uzasadnione. Swiat jest szary i bury i nie chce się żyć. A co mają powiedzieć ci ludzie, których dni życia są policzone. Już nie spełnią swoich marzeń, w ciągu trzech miesięcy nie urodzą dziecka a w ciągu roku mogą nie ujrzeć najpiękniejszych chwil w życiu.
Smutne doświadczenia nie każą nam użalać się nad sobą tylko wyciągnąć z tego wnioski i dobrą lekcję.
Ja miałam 14 lat moja babcia zmarła na moich rękach a gdy miałam 17 moja ciocia ( najbliższa mi rodzina ) kazała wyprowadzić się z domu, bo był jej własnością. Nie interesowało jej to, że z mamą nie mamy się gdzie podziać - trafiłyśmy do Domu Samotnych Matek... Dziś mieszkamy w bloku, mama jest chora, załamała sie psychicznie i ma problemy z sercem.
Też przechodziłam trudne chwile ale wiem, że w niczym mi to nie pomoże tylko jeszcze pogłębi problem. Jeśli potrzebujesz płaczu, ok płacz - nie warto tego tłumić w sobie ale pamiętaj, że życie masz tylko jedno i nie warto przeznaczyć je na smutki
tak,i tu sie Toba zgodze,sa ludzie którzy nigdy nie zaznaja szczescia nie z wlasnej winy,a jak ich tak obserwuje, to wydaje sie jakby byli bardzo szczesliwi ,potrafia cieszyc sie chwila, a w trudnych sytuacjach nie poddaja sie,wiele ludzi wśród nich ja,powinno uczyc sie od nich wiary , i korzystania z zycia.
Pomimo tak młodego wieku masz w sobie dużo mądrości Sarenko.Podziwiam cię i mam nadzieję że w końcu i ja nauczę się patrzeć na życie inaczej . . .
dość często nie dostrzegamy szczęścia bo za dużo od niego wymagamy! Zamiast cieszyć się z tego że możemy z rana wstać i wieczorem póść spać to chcemy mieć nowe ubranie, nowszy samochód itp itd. Ja czuję się szczęśliwa. Jestem szczęśliwa kiedy widze ze smakuje mojemu Misiowi to co ugotowałam, jak posprzątam i mogę nacieszyć oko że mam teraz ładnie, jak przesadze kwiatka w nową doniczkę.
Nie będę sie zastanawiać nad tym dlaczego świat jest ponury bo odemnie samej zależy czy ja chcę taki widzieć.
Super powiedziane.mi sprawia przyjemność czytanie takich rzeczy ![]()
Sarenko - imponujesz mi swoim podejściem do tematu. Zgadzam się z Tobą w zupełności.
Mój pesymizm - wyrósł na bazie porażek i niepowodzeń z ostatnich kilkunastu lat mego życia. Jako nastolatka, a nawet dwudziestoparolatka, byłam optymistycznie nastawiona na wszystko co mnie spotykało (ale nigdy nie szłam na żywioł). Uśmiech nie schodził z mojej bużki. A życie to pasmo doświadczeń - tych dobrych i mniej sympatycznych....
W moim życiu wielu rzeczy dokonałam. Jedynie nie potrafiłam stworzyć udanego małżeństwa. I to jest mój gwóżdż do trumny. Żyję z mężem w jednym domu, z którym NIC mnie nie łączy. Z tego powodu, mam załamania, depresje mniejsze i większe... Nie kocham go, ale trwam w tym zwiazku dla dzieci, rodziny, ludzi...
Podsumowując, brakuje mi tylko MIŁOŚCI. Nie wiem czy wymagam za dużo, czy po prostu życie zgasiło we mnie płomień.
Czy to może być powód do pesymizmu?
Ocenę pozostawiam Wam.
Pozdrawiam serdecznie.
Cóż...dla mnie świat stracił barwy kiedy obudziłam się sama...pierwszy raz od trzech lat..sama...odszedł..zostawił.Miotanie się przez 6 miesięcy bez nadziei.Ostatnia rozmowa.Ostatni pocałunek...ostatnie wspólne chwile uniesienia.Płacz..łzy...z dnia na dzien milion mysli.Teraz on spotyka inną.Ja patrze na to a moje serce kroi samo siebie od środka.Nie wiedze już sensu istnienia..żyje bo musze..bo nie moge odejść...bo musze żyć dla siebie chociaż mnie to nie rajcuje..ale cóż zrobię...
Straciłam dwie ciąże....dwa małe życia skończyły się w moim łonie.Część jego która mogła mnie cieszyć do końca życia.To także pozostało we mnie.A teraz...teraz po ostatniej ciąży ciągną się powikłania...zmora braku potomstwa..a jego to obeszło bokiem...
cóż...wiem że jest wiele spraw które mogą mnie cieszyć ale nie mam już na to siły..
Dzięki pesymizmowi (zakładaniu najgorszego), można być mile zaskoczonym, kiedy jest lepiej niż myślimy. ![]()
Jestem pesymistą.
Dobna73 mam podobny problem z małżeństwem więc chciałabym z Tobą na ten temat popisać jeśli nie masz nic przeciwko?
Abro - z wielką przyjemnością. Moje gg 3911644.
Mi od dwóch lat przewlekła choroba wyniszcza życie. Przez pierwsze pół roku szok i wizyty w szpitalach. Następnie straciłem pracę, która dawała mi poczucie spełnienia i szedłem do niej z uśmiechem na twarzy. Potem zamknąłem się w sobie, unikałem ludzi, rzadko gdzieś wychodziłem. Obecnie jestem samotny, szukam pracy i sensu życia. Gdy codziennie truje się lekami zadaje sobie pytanie po co to robię? Odbija mi, powoli przestaje się leczyć, chyba mam depresje. Pomyśleć, że kiedyś byłem uważany za największego optymiste i wyciągałem z takich stanów innych ludzi. Samemu pomóc sobie nie mogę. Niestety doświadczenia zmieniają ludzi.
Galicjanin, ale przecież pesymizm potrafi zabić całą radość w człowieku....
Czy pesymista potrafi cieszyć się kiedy coś mu się uda? Widzi to w ogóle?
Mnie denerwują pesymiści, którzy mają takie nastawienie "bo tak". Którzy nie mają jakiejś trudnej sytuacji życiowej, a drobne problemy mogliby rozwiązać, ale nie zrobią tego, bo zakładają, że im się nie uda. Dlaczego?
"Bo na pewno tak będzie".
Oj Bożenko, w pełni się zgadzam:) Uważam tak samo. Rozumiem, że zycie i trudne doświadczenia mogą zmienić człowieka, tak jak np. On26... Ale być pesymistą od tak...? Bez sensu... Mnie też zycie nie oszczędzało, wychowałam się w patologicznej rodzinie, straciłam ojca i ukochaną babcię, nierzadko chodziłam głodna... Ale te trudne doświadczenia tylko mnie umocniły. Pokazały, że może być lepiej, że można odnalezc sens i naprawdę doceniac każdy dzień! Ale myślę, że każdy sam musi do tego dojść, uświadomić to sobie. Inaczej nie zrozumie...
On_26 wiem że moje słowa nie dadzą ci otuchy ale mam też nadzieję że cię nie zasmucą bo naprawdę okropnie ci współczuję i rozumiem cie,chodź na pewno nie całkowicie bo tak się po prostu nie da. Nie wiem co ci mogę napisać chyba tylko to żebyś się trzymał,żebyś znalazł jakiś punkt zaczepienia w życiu i był silny po prostu dla siebie.Jesteś jeszcze młodą osobą i wiele dobrego jeszcze może się wydarzyć w twoim życiu.Trzymaj się!
ja tez jestem od kilku dni staszną pesymistką ...:(
nie wiem czy to się kiedyś skończy ... prędzej się zabiję
![]()
uciekam z tąd bo Wam będzie smutniej sorry ![]()
Bożenko odpowiem na Twoje pytanie: przyjmując, że jestem pesymistką:) - potrafię cieszyć się w wielu momentach mojego życia - wtedy mam tzw. "powera". Natomiast, gdy jest mi źle, tłumaczę sobie, że inni mają jeszcze gorzej. A wiem, że mają.....
Nie jestem marudą z zasady. To życie nauczyło mnie zbyt trzeźwo podchodzić do pewnych spraw.
Jest takie powiedzenie: Kto wysoko mierzy nisko spada. Chyba wolę niskie loty, aby ewentualny upadek mniej bolał. Pewnie to dyskwalifikuje mnie do życia "na maksa".... Ale cóż, życie to pasmo wyborów. Może to tchórzostwo z mojej strony...
Pesymista pesymiście nierówny:).
Widzę świat szary i smutny i z wielkiej optymistki przerodziłam sie w pesymistkę raptem miesiąc temu po rozstaniu z ukochaną osobą, dwa tygodnie to był istna męczarnia i nadzieja, pomyślałam po tym czasie okej poradzę sobie, mogę być sama ale wtedy przyszedł szok, on kogoś ma
wtedy poczułam że jestem gorsza, ja też potrzebuje bliskości a nie mam jej.... i jak to tłumaczyć co zrobić.... na dodatek znajomi mnie zostawili, zostałam sama dla siebie, więc czuje że w najbliższym czasie to wszytko będzie szare... chodź gdzieś tam w głębi ducha robią sobie cholerne nadzieje z każdego spotkania, każdego dnia, a potem podsumowuje nadzieję które sobie dawałam... to chyba tyle z tego co teraz przychodzi mi do głowy a było ich wiele i jest ich wiele...
jakby nie patrzył wszystkich życie kopie, tylko my zwykli prości ludzie mamy tendencje do użalania się nad sobą. Wtedy zamist spojrzeć ze wcale nie jest tak źle to my co sobie mówimy? A ten to ma dobrze bo ma taką wspaniałą dziewczynę a ja taki samotny.... a ten to ma farta bo jest zdrowy a mi nie jest to dane i zamiast wziąć się w garść to pogrązamy się w swoim bólu.
Nawet nie doceniamy tego co mamy, jesteśmy głupio zachłanni i myślimy że jak popłaczemy ktoś się nad nami zlituje ale chyba nie o to chodzi.
Nikt z nas nie ma kolorowo kazdy ma swoje problemy tylko trzeba wnieśc w swoje życie odrobine słońca czego każdemu z Was życzę.
nieudane mażństwe
problemy finansowe
mase długów
mój wygląd zewnętrzny
choroba bliskiej osoby
problemy na studiach
to jest to co spędza mi sen z powiek....
23 2009-11-18 02:24:53 Ostatnio edytowany przez Ezer (2009-11-18 02:25:41)
A ja miałam życie wesołe i szczęśliwe...
Dopóki nie przyjrzałam się mu głębiej i wnikliwiej...
Mam od roku depresję i próbuję wziąć się w garść ale ból tkwi we mnie od dawna.
Wiesz dlaczego?
1. Miałam kiedyś najukochańszą, najfajniejszą przyjaciółkę na świecie i ona po latach znajomości (znałyśmy się od dziecka) kopnęła mnie w d... zresztą nie pierwszy raz. Zawsze to ja podawałam rękę do zgody, chociaż to ona dąsała się na mnie o byle co.
2. Później nieudane próby nawiązania innych przyjaźni.
3. Później zostawiła mnie moja pierwsza miłość...
Nie mogłam się otrząsnąć przez 8 lat.
4. Później zawiodłam się na facecie, z którym byłam 7 lat.
5. Jeszcze później urodziłam dziecko i okazało się, że w roli matki strasznie się męczę, bo choc kocham mojego szkraba nad życie, to mam taka pustkę wewntrzną, że nie wiem, czym mogę się z nim dzielić.
Później zaczęłam się modlić.
I doszłam do wniosku, że, jak w piosence Dżemu "jak na deszczu łza, cały ten świat nie znaczy nic, a nic"
I że bez Boga jestem niczym.
ja już to wiem.
Jedynie modlitwa i szczere poszukiwania Boga, wręcz krzyk do Niego pomagają mi żyć.
Inne sprawy cieszą mnie, owszem, na parę chwil, ale pozostaje pytanie: "co dalej, czy to juz wszystko?
I wtedy zostaje wiara.
"Oprócz wiary nie ma nic, oprócz wiary nie ma nic".
Ezer tak nie można. Przyjaciółki są na chwilę, dzisiaj są a jutro ich nie będzie. Pierwsza miłość - piękne uczucie, ale zgubiło Cię i nie mogłaś się odnaleźć przez 8 lat ale czy warto było? Dziecko masz na całe życie, to Ty je nosiłaś pod serduszkiem, kobiety spełniają się już w całości po urodzeniu dziecka. Piosenka - heh to tylko pusty tekst, napisany dla pieniędzy, który ludzie czytają jak pismo święte.
I kieruję to do wszystkich. Zamiast użalać się nad sobą, pomyślcie jak wiele tracicie przez wieczne smutki. Kiedyś będziecie żałować tego, że zamiast cieszyć się młodym wiekiem zasmucacie się, nie warto. Łzy się nie skończą ale psychika ma swoje granice.
A dziękuje tym, którzy doceniają moje słowa
Pozdrawiam
jestem nieszczęśliwa, bo jestem perfekcjonistką...
Ja też staram się być perfekcjonistką. Może to nie najlepsza cecha ale pomaga w życiu być szczęśliwym.
Sam sposób postawienia pytania może obniżyć nastrój. Pesymizm czasami się przenosi...drogą kropelkową ? Albo międzyuszną
?
Papillon - Ty nieszczęśliwa z powodu perfekcjonizmu ?? No nie żartuj, widziałam jak perfekcyjnie rysujesz !
Wolę nastawić się na "nie", jednak po cichu sobie myśleć, że się uda. Wtedy satysfakcja jest podwójną przyjemnością a rozczarowanie nie boli tak.
Moim głównym problemem jest samotność, wiem,że niektórzy mają poważniejsze problemy... Ostatnio myślę o przyszłości i jakoś nie mam ochoty żyć. Jeszcze ta pogoda spraiwa, że mój nastrój jest coraz gorszy:/ ehhh nie mam ochoty być samotną starą panną, kiedy wszystkie moje przyjaciółki mają już swoich wybranków .