Witam serdecznie,
Zauwazylam ze moj partner od jakiegos czasu strasznie marudzi. Nie wiem co jest przyczyna. Np wczoraj jechalismy samochodem. Poprosilam go zeby zapial pasy. Musialam powtorzyc to kilkakrotnie i zaargumentowac zaplata mandatu. Nie skutkowalo. Potem powiedzialam ze w jego aucie do tego by nie dopuscil. No i się zaczelo. Pasy w koncu zapial. Ale uznal mnie za osobe niekonsekwentna, marudna, czepialska. Ze kazdy placi mandat za siebie. Nie wiem co się z nim dzieje. Ale na tym nie koniec bo zeby było malo zaczal się czepiac ze trzymam tylko jedna reke na kierownicy (jechalam 40 na godz). Mam wrazenie ze bawi go taka zlosliwosc i to ze ja się denerwuje ale jak w koncu cos wyegekwuje to potem musi udowodnic mi ze się nie znam. Wogole nie przyjmuje ode mnie krytyki. A kiedy mu tlumacze jego zachowanie twierdzi ze rzadze się prawami Kalego. Nie wiem jak z nim rozmawiac zeby go uraazic, nie sprowokowac a jednoczesnie zebysmy doszli do porozumienia. W tym tygodniu moja cora się rozchorowala więc zawiozlam ja do rodzicow (nie mogę isc na L4) a po poludniu do nich jezdzilam. Podawalam leki, bawilam się, kapalam). W efekcie sama się mocno przeziebilam. Wracalam wieczorem padnieta. Kladlam się i rano wstawalam do pracy. W sumie uslyszalam ze mi się wiecznie nie podoba. Na jalkiej podstawie: nie wiem. Bo niby kiedy mialam marudzic? Jak mnie nie było w domu? Czy jak przychodzial, kapalam się i kladlam spac? Pomozcie mi to zrozumiec.
Podobne tematy
Kolejna dosc dziwna sytuacja. Oboje palimy. Ja kupuje zawsze papierosy dla siebie ktore po pracy przynosze do domu. Partner kupuje sobie papierosy do pracy. W domu palimy moje. Kiedy zaproponowalam mu zeby od czasu do czasu tez kupil do domu paczke uniosl się ze w takim razie bedziemy konsekwetni. Od razu odniosl się do auta ktore tankujemy na zmiane. Skoro ja jezdze wiecej tankuje czesciej. Zaznaczam ze od jego do mojej pracy jest ok 2 km w jedna strone. Czyli nie tak daleko. Więc zapytalam czy tez mam go rozliczac za wode, za prad? Moze mamy kupowac jedzenie osobno? Jest to jakies chore! Bo albo jestemy razem i nie patrzymy sobie do gardla i wspolnie tworzymy dom albo to nie ma sensu. Mieszkamy razem. Oboje pracujemy. Niestety mamy dwa konta i podzial na wydatki. Ja robie oplaty, partner robi zakupy. Z tym ze jak jest potrzeba to zakupy robie również ja. Nie wiem jak to rozwiazac tak zeby było dobrze.
Kolejna dosc dziwna sytuacja. Oboje palimy. Ja kupuje zawsze papierosy dla siebie ktore po pracy przynosze do domu. Partner kupuje sobie papierosy do pracy. W domu palimy moje. Kiedy zaproponowalam mu zeby od czasu do czasu tez kupil do domu paczke uniosl się ze w takim razie bedziemy konsekwetni. Od razu odniosl się do auta ktore tankujemy na zmiane. Skoro ja jezdze wiecej tankuje czesciej. Zaznaczam ze od jego do mojej pracy jest ok 2 km w jedna strone. Czyli nie tak daleko. Więc zapytalam czy tez mam go rozliczac za wode, za prad? Moze mamy kupowac jedzenie osobno? Jest to jakies chore! Bo albo jestemy razem i nie patrzymy sobie do gardla i wspolnie tworzymy dom albo to nie ma sensu. Mieszkamy razem. Oboje pracujemy. Niestety mamy dwa konta i podzial na wydatki. Ja robie oplaty, partner robi zakupy. Z tym ze jak jest potrzeba to zakupy robie również ja. Nie wiem jak to rozwiazac tak zeby było dobrze.
bardzo prosto,wspolne konto,tylko na wydatki domowe-czyli opłaty,jedzenie itdplus może te fajki tez,kazde z was wplaca taka sama kwote,sprawiedliwie?
Mysle ze bardzo rozsadna. Sprobuje z nim o tym porozmawiac jakoś delikatnie zeby się nie obrazil :-)
Witam serdecznie,
Zauwazylam ze moj partner od jakiegos czasu strasznie marudzi. Nie wiem co jest przyczyna. Np wczoraj jechalismy samochodem. Poprosilam go zeby zapial pasy. Musialam powtorzyc to kilkakrotnie i zaargumentowac zaplata mandatu. Nie skutkowalo. Potem powiedzialam ze w jego aucie do tego by nie dopuscil. No i się zaczelo. Pasy w koncu zapial. Ale uznal mnie za osobe niekonsekwentna, marudna, czepialska. Ze kazdy placi mandat za siebie. Nie wiem co się z nim dzieje. Ale na tym nie koniec bo zeby było malo zaczal się czepiac ze trzymam tylko jedna reke na kierownicy (jechalam 40 na godz). Mam wrazenie ze bawi go taka zlosliwosc i to ze ja się denerwuje ale jak w koncu cos wyegekwuje to potem musi udowodnic mi ze się nie znam. Wogole nie przyjmuje ode mnie krytyki. A kiedy mu tlumacze jego zachowanie twierdzi ze rzadze się prawami Kalego. Nie wiem jak z nim rozmawiac zeby go uraazic, nie sprowokowac a jednoczesnie zebysmy doszli do porozumienia. W tym tygodniu moja cora się rozchorowala więc zawiozlam ja do rodzicow (nie mogę isc na L4) a po poludniu do nich jezdzilam. Podawalam leki, bawilam się, kapalam). W efekcie sama się mocno przeziebilam. Wracalam wieczorem padnieta. Kladlam się i rano wstawalam do pracy. W sumie uslyszalam ze mi się wiecznie nie podoba. Na jalkiej podstawie: nie wiem. Bo niby kiedy mialam marudzic? Jak mnie nie było w domu? Czy jak przychodzial, kapalam się i kladlam spac? Pomozcie mi to zrozumiec.
Sa miedzy wami jakies pretensje i zale. Ale jakis prawdziwych problemow nie ma. Moim zdaniem najlepsza taktyka byloby jednostronne zawieszenie broni. Np. jesli partner zwraca Ci uwage w czasie jazdy, mowisz ze Cie to rozprasza i prosisz zeby przestal. Jesli nie zapina pasow kladziesz na to "laske" i najwyzej liczys sie z koniecznoscia zaplacenia mandatu przez niego. Kolejna sytuacja, po pracy nie przynosisz papierosow do domu i liczysz sie z niepaleniem, stawiasz partnera w takiej samej sytuacji az do momentu kiedy sam ew. to rozwiaze wyciagajac swoje czy proponujac swoje, ale liczysz sie z tym ze nie popalisz sobie w domu. Niestety ale wygodnictwo obojga z was bedzie sprzyjalo nie rozwiazywaniu w sposob "kontruktywny" tych problemikow. Jesli natomiast nie odpowiada Ci rola "podstepnego wychowawcy" to alternatywa jest szczera rozmowa, ustalenie i przestrzeganie zasad. Ale to czuje ze nie jest u was mozliwe. Natomiast jesli macie osobne pieniadze i umiecie je dzielic to bym tego nie zmienial, ew. jesli rozmowa "ustali" jakis inny sposob, wklad we wspolne gospodarstwo na zasadzie rownosci i sprawiedliwosci.
Natomiast osobiscie bym to tego zaczal podchodzic z dystansem i humorem. Dla wlasnego lepszego samopoczucia.
Oczywiscie ze mozna isc na ustepstwa. Zgadzam się. Moj partner wymyslil ze nie palimy w domu. Zgodzilam się. Tylko ze czasami jak wypije piwko to stosuje wobec siebie dyspense. Przemysle Twoj pomysl. Tylko nie podoba mi się ze na ustepstwa mam chodzic tylko ja. To ma byc zwiazek - wspolny a nie poswiecanie się jednej strony dla drugiej. Najpierw zaczne od rozmowy. Moze się uda. A moze nie. Pozyjemy zobaczymy.
Między nami nie ma gigantycznych problemow. Jednakze takie wieczne upierdlistwo powoduje ze troche się zamykam. A to dziala również w druga strone. A nie chcialabym zeby takie zwykle pierdoly nas poroznily.
Bo jedyne na co mamy wplyw to nasze zachowanie i czasem uda nam się kogos nim zarazic.niestety masa naszego spoleczenstwa jest innego zdania. Nie wiem skad to się bierze bo niby dzieci najwazniejsze a w walce o "swoje" sluza tylko jako narzedzie. Szkoda ze nie jestesmy madrym, dojrzalym spoleczenstwem. Z pewnoscia byloby wszystkim lepiej.
Mysle ze bardzo rozsadna. Sprobuje z nim o tym porozmawiac jakoś delikatnie zeby się nie obrazil :-)
jak jest za, sprawiedliwoscia,, i nie jest naciagaczem to sie nie obrazi bo i o co?
Racja. Nie powinien :-) choc ostatnio czepia się roznych rzeczy. A potem jest normalny jakby nigdy nic. Zastanawiam się czy to nie meskie przekwitanie
10 2015-04-02 13:07:00 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-04-02 13:08:20)
Racja. Nie powinien :-) choc ostatnio czepia się roznych rzeczy. A potem jest normalny jakby nigdy nic. Zastanawiam się czy to nie meskie przekwitanie
nie to męska upierdliwosc raczej ,mogę pojsc dalej w swoich sadach ,moze byc to chec naciagniecia ,podporządkowania drugiej osoby,albo naciagniecia finansowego,jeśli sie myle sorry nie mam pelnego obrazu sytuacji
Wlasnie na tym polega problem ze ja tez nie i chcialabym to zrozumiec. Tyle się mowi ze chlop jest prosty jak budowa cepa. Ale im dluzej zyje tym bardziej widze ze oni wcale nie sa tacy prosci.
Naciagniecie finansowe odpada.
Wtedy wogole by się nie angazowal fiansowo.
Angazuje się w prace domowe - więc tez odpada.
A moze ja się po prostu czepiam? Bo mam inny obraz anizeli on?
12 2015-04-02 13:29:56 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-04-02 13:30:39)
Wlasnie na tym polega problem ze ja tez nie i chcialabym to zrozumiec. Tyle się mowi ze chlop jest prosty jak budowa cepa. Ale im dluzej zyje tym bardziej widze ze oni wcale nie sa tacy prosci.
Naciagniecie finansowe odpada.
Wtedy wogole by się nie angazowal fiansowo.
Angazuje się w prace domowe - więc tez odpada.
A moze ja się po prostu czepiam? Bo mam inny obraz anizeli on?
nie wiem nie znam faceta,to ze sie angażuje w to czy owo....hmmm głupi nie jest wie ze calkowitego obiboka i utrzymanka byś ani dnia nie zdzierżyła,ale granice przesuwa,ostrożnie ale przesuwa.....sama sie przyjrzyj jak to z boku wygląda
Wlasnie patrze obiektywnie i te ostatnie zachowania mi do niego zupelnie nie pasuja. Jest pracowity. Mogę na niego liczyc. Pomaga w pracach typowo kobiecych, zmywa albo gotuje, posprzata. Zajmie się dzieckiem. Dlatego nie potrafie tego zrozumiec. Mysle ze tez jest w tym moja wina. Zawsze bylam samodzielna i chyba tak mi zostalo. Moze jednak warto zrobic wszystko wspolne. Pogadam z nim i napisze jak wyszlo :-)