netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Mój codzienny krzyż brzemienny

47 odpowiedzi9 799 wyświetleńzałożony przez Suzan444, 11.11.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Mój codzienny krzyż brzemienny

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 48 ]

1

Temat: Mój codzienny krzyż brzemienny

Stwierdziłam , że taki kłopot jaki mam ja , ma wiele dziewczyn i kobiet.
Ale zaryzykuję i powiem.
Już jako dziecko miałam problemy z zaakceptowaniem siebie.
Nigdy nie przepadałam patrzeć w lustro , nie najlepiej wychodzę też na zdjęciach.
Przez nastoletnie lata wyrosłam na (wg innych) piękną dziewczynę - wszyscy na około mnie chwalą , podziwiają , wszyscy tylko nie JA.
W wieku 16 lat wszystko zaczęło się nasilać.I tu właśnie pojawiły się pierwsze myśli co do odchudzania. Hm.. same wiecie jak to nastolatki , a odchudzę się trochę tu , trochę tam itd;).(pochłaniałam activie - zapewne wiecie co to jest)
Myślałam , że to po pewnym czasie minie - myliłam się.
W wieku 17 lat 'problem' zaczął naprawdę przeszkadzać.
Do tego pojawiły się kłopoty w domu , w nowej szkole i ta cholerna samotność.Ale wracając...
Po świętach Bożego Narodzenia było już makabrycznie.
Czułam , że przytyłam - zaczęłam więc znów pochłaniać Activie w strasznych ilościach.
Gdy to mi nie wystarczało doszły ćwiczenia fizyczne- po jakimś czasie i one nie zadawalały i nie przynosiły ulgi (wspomnę , że nigdy nie musiałam się odchudzać - jestem dosyć wysoka ).W każdym razie nie wiem dlaczego to wszystko tak nagle się pojawiło.Ale to nie koniec - najgorsze było przede mną:/.
A więc jak już mówiłam , gdy ćwiczenia nie przynosiły zadawalających skutków  próbowałam znaleść taki sposób , któru przyniósłby ulgę i efekt a nie wymagałby zbyt dużego wysiłku.
Wtedy po raz pierwszy w życiu próbowałam zwymiotować.
Oczywiście nie udawało się od razu - porażki zaś działay na mnie motywująco.
Byłam na siebie wściekła , nienawidziłam się , wmawiałam sobie , że nawet  nie umiem dobrze zwymiotować.
Któregoś dnia - pamiętam , że było to popołudnie - zdołało mi się 'wypluć' z siebie niechciane 'śmieci'.
Od tamtej pory wiele się zmieniało - na gorsze .
Dziś mój organizm jest wycieńczony , szybko się męczę , trudno mi się czasem oddycha , mam kłopoty z sercem , z tarczycą.
Przez jakiś czas brałam andepin - potem go odstawiłam - mój błąd - poczułam się lepiej i dlatego to zrobiłam.
Teraz wszystko powróciło z podwojoną siłą.
Hm..
Można powiedzieć , że opisana przeze mnie moja historia dotyczy wielu dziewczą i kobiet.
Ja w każdym razie z nią sobie już nie radzę.

2 Ostatnio edytowany przez Suzan444 (2009-11-11 23:41:26)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Wiem , ale nie umiałam sobie z nia poradzić ani na początku , ani w środku ani teraz
Możecie nazywać mnie jak chcecie (od idiotek itd) ale ja nie potrafię przestać wymiotować.
Pozatym i tak nie mam dla kogo żyć ..
Brak mojego istnienia nie zrobi różnicy..
Greta , sama widzisz jak jest..
Nie mam sił na nic..
Wszystko się ciągnie jak flaki z olejem!
Brak mi sił jak nigdy...

3

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Masz 18 lat i wykańczasz się sama na własną rękę po co ??? dla kogo ??? Jeśli masz jakiś powód to bardzo blachy, bo takich rzeczy nie robi się w ogóle a jeśli dla kogoś to mogę Ci od razu powiedzieć, że nie jest tego wart.
Nikt kto był by godzien Ciebie nie będzie wymagał od Ciebie niestworzonych rzeczy, bo jeśli tak to jest nikim i nie ma sensu zaprzątać sobie nim głowy.
Pamiętaj, że ktoś wyjątkowy pokocha Cię za to jaka jesteś, za Twój rozum, dobre serce, za uśmiech , będziesz dla tej osoby Boginią nawet z 10 kg nadwagą, bo to jest właśnie miłość.
Suzi idź do lekarza poproś o pomoc i zmień nastawienie do życia, bo to co robisz to nie jest sposób.

4

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Świetnie Cię rozumiem, mam ten sam problem. Więc przestrzegam im wcześniej zaczniesz walczyć z tą okropną chorobą tym lepiej. Ja niestety zmagam się już kawał czasu. Niestety bezskutecznie:( Codziennie mówię sobie, że jutro już nie będę wymiotować i ciągle jest to przeklęte JUTRO!! Moja choroba zaczęła się od anoreksji później przeszła w bulimię. Miałam nawet spore osiągnięcia w swojej  walce (kilka miesięcy bez wymiotowania) ale później  załamka i znowu to samo. Najgorsza jest ta złość, nienawiść do siebie, że znowu to zrobiłam. Ja cały czas próbuje i mam nadzieje, że uda mi się z tego wyjść. Trzymam kciuki również za Ciebie smile

5 Ostatnio edytowany przez Greta (2009-11-19 14:25:18)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

...

6

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Greta w zupełności się z tobą zgadzam. One mają wybór,ale nie wszyscy mają tyle szczęścia na "wybór". Ja wiem,że nie jest łatwo z tej choroby wyjśc, ale wydaję mi się,że poprostu tak jest wam wygodniej bo jak byście naprawdę chciały to byście szukały skutecznej pomocy aby walczyc z tą chorobą. Poprostu brak wam silnej motywacji a przede wszystkim wiary w siebie. Suzan coś ci powiem jeżeli chodzi o silną motywację, byc może nie jest to dobry przykład.... Paliłam od kilku lat za wszelką cenę chciałam rzucic to świństwo,ale jakoś nie mogłam się w sobie zebrac i tylko sobie mówiłam,że napewno dam radę,ale w głebi duszy wiedziałam,że nie potrafie, od dzieciństwa obgryzałam paznokcie i też próbowałam milion sposobów żeby przestac,ale mimo wszystko nadal miałam chęc chociażby wsadzic palec do ust. Pewnego dnia się dowiedziałam, że jestem w ciąży i od tamtego dnia nie pale ani nie obgryzam paznokci... Jeżeli uwierzysz w siebie i będziesz miec silna motywacje to napewno ci sie uda

7

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Silna wola i praca nad sobą to podstawa w życiu. Już nie chodzi nawet o wyjście z choroby ale dziewczyny jak teraz będziecie tak slabe psychicznie i pozwalały na zrójnowanie sobie zdrowia to później będzie juz tylko gorzej.
Puknijcie się w główki aby się obudzić z tych czarnych mysli. Musicie pracować nad sobą, każdy musi tak robic wypracowuje swoj charakter i silną wolę, o wiele latwiej będzie Wam w życiu bo czekają Was jeszcze gorsze rzeczy w zyciu niż choroba na własne życzenie.
Teraz musicie wziąść tyłeczki w troki - raz pójść do lekarza specjalisty, dwa pójść do psychologa, trzy zacząć wierzyć w siebie !!!!!!!!!!!!!!
Jesteście młode, piękne ( każdy jest piękny ma swoją własną niepowtarzalną urodę) i pełne życia . Z pewnością macie też bogate wnętrze i to sobie powtarzajcie codziennie póki w to nie uwierzycie, bo musicie to uwierzyć aby zacząć nad sobą pracować .

8

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Ja Was świtnie rozumiem , wiem , że same sobie wymyślamy 'chorobę' a potem jak nic nw świecie zwracamy na siebie uwagę.
Owszem , ale jest pewna zasada - "łatwo wejść , trudno wyjść".
Żałuję , że to wszystko zaczęłam .Czułam się samotna , zła na cały świat - bulimią próbowałam to wszystko zakryć , każdą swą niedosonałóść , każdą wadę. hmm
Żałuję , trudno , stało się.
Nie rozumiem jednak dlaczego nie umiem wyjść z choroby - boję się tak panicznie przytyć , że już nad tym nie panuję.
Nikuś , pytasz się mnie "po co się wykańczam na swoją rękę , dla kogo"?Odpowiedź jest prosta - to bunt na wszystko , an wszystkie moje niepowodzenia , to tak jakbym się karała za każdą rzecz , którę źle robię , za to , że jestem sama , za to , że nikt mnie nie kocha , za to , że żyję. Przepraszam , że tak piszę , ale to prawda.
Niedługo mam zacząć psychoterapię:/ (psychiatra poleciła mi pewną psychoterapeutkę).Boję się zmian , ale zarazem mam już dosyć tego cierpienia , wylewanych łez każdego wieczoru.Spróbuję , ale wiem , że nie będzie łatwo.
Dlaczego ot tak nie mogę przestać wymiotwać?:(
W każdym razie jednego nie mogę zrozumieć - jestem zdrową dziewczyną , mam dużo planów(tylko one mi zostały), chcę zostać psychologiem , adoptować dzieci , poznać kogoś , a jednak bulimia stoi nad wszystkim.
Jest ciężko.
Co do silnej woli - już nie pamiętam co to wola...Nie umiem się od tak zaprzeć i przestać być bulimiczką.
Greta , monia my mamy wybór , ale jednak coś nas przy tym trzyma.:/Wiem  , że to ciężko zrozumieć.
Uwierzcie mi , oddałabym swoje życie za jakieś chore , cierpiące dziecko.Swoje jedzenie oddałabym biednym , potrzebującym , nawet afrykanom , tamtym dzieciom , które mają spuchniete brzuchy z głodu.
Nie umiem doceniać swojego życia - za dużo w nim było melancholii i monotoni.

9

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Droga Suzan. Bardzo dobrze, że rozpoczynasz terapię. Będę trzymała za Ciebie kciuki, to bardzo mądry i ważny krok.
Po terapii Twoje myślenie zmieni się o 360 stopni, zobaczysz... wytrwaj tylko do tego czasu... to ważne- dla Ciebie samej, a do tego czasu- możesz tutaj to z siebie wyrzucać, jeśli tylko Ci to ulży.
Czasem lepiej wszystko przełożyć na słowa niż dusić to w sobie.
Staraj się nie obwiniać siebie za nic, za swój stan bo nie jest to Twoja wina...
Zobaczysz... po paru sesjach z psychiatrą. Ona pokaże Ci jak jest naprawdę... naprowadzi Twoje zbłąkane impulsy na odpowiednie tory.
Powodzenia smile

10 Ostatnio edytowany przez Greta (2009-11-19 14:25:56)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

...

11

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Dziękuje Wam za pomoc , wsparcie i wysłuchanie mojej beznadziejnej historii wink

12

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

No to Suzan bierzemy się do roboty smile. Od jutra zmieniamy swoje życie powolutku małymi kroczkami i do celu. Ja udowodnię sobie, że silną wole mam!!!! W końcu musi się udać. Będzie trudno ale wynik wart jest zachodu smile buziaki słonko i pamiętaj jest nas dwie, a we dwoje raźniej. Nikt z mojego otoczenia nie wie o mojej chorobie więc nikt mnie nie wspiera dlatego myślę, że razem damy radę. Pisz jak tam postępy i jak po wizycie u psychologa.

13

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

No dziewczyny jestem z WAS dumna smile Suzi nie poddawaj się i dąż do osiągniecia swych celów i poknaj swoje slabości swoją chorobę , uwierz w to że potrafisz:) Bardzo dobrze, że zaczynasz terapie tak jak powiedziała impresja zmienisz swoje myślenie i już wtedy osiągniesz sukces smile
Malwinko Ty też trzymaj się swojego postanowienia i walcz. Pamiętaj to Ty żadzisz swoim organizmem a nie organizm Tobą wink
Piszcie jak Wam idzie i jakie są postępy smile Trzymam za Was kciuki smile I Brawo dla Was za wykazanie woli walki smile Bądźcie wytrwałe smile

14 Ostatnio edytowany przez Greta (2009-11-19 14:26:17)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

...

15

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Hehe , łatwo nie będzie.
Dziś znów złapał mnie taki ból serca , że myślałam , że padnę gdzieś na ulicy.Ale mniejsza z tym:)
Kciuki trzymajcie , ale czy to wszystko znajdzie kres? hmm..
Jak coś to piszcie śmiało na gg big_smile
Będzie miło jak ktoś od czasu do czasu zajrzy do mnie smile 13155725
Pozdrowionka

16

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny
Nikuś napisał/a:

impresja zmienisz swoje myślenie i już wtedy osiągniesz sukces smile

A dziękuję bardzo, ale to chyba pomyłka tongue Mimo wszystko dziewczyny, wszystko się uda bo leży to w waszej psychice i napisanie o tym, wyrzucenie tego z siebie, było już pierwszym krokiem w dobrym kierunku smile

17 Ostatnio edytowany przez Suzan444 (2009-11-16 21:38:39)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Miałam pisać o swoich sukcesach i porażkach.. Hm.. To coś Wam powiem..
Od jakiegoś czasu - (od kilku dni) mam świetny nastrój , znów chce mi się żyć , marzenia wróciły - prościej mówiąc znów tryskam energią. Nie wiem co się dtało , co się dzieje - poprostu - mam dobry humor , przybył i jest smile
Teraz o porażkach- próbuję walczyć z wymiotami , starama się jeść normalnie i nie chodzic do toalety (owszem , dziś nie wymiotowałam) - ale bez tej czynności dziwnie się czuję , nieswojo...
Pozatym znów mam objawy hipochondrii - wystarczy , że coś mnie zaboli , coś zakłuje a ja już się zamartiwam - jakieś kilka m-cy temu hipochondria nie dawała mi normalnie żyć hmm Teraz znowu ... Często boli mnie głowa , a więc ja co myślę  ?Ze mam guza mózgu hmm
Eh...Cięzko mi jest , jednak z 'owym' humorem radzę sobie jakoś.Czekam wytrwale na terapię:)
Ale wiecie co Wam powiem ?
Nie wiem czy będę umiała żyć bez wymiotów?:/ Ta czynność jest hm.. jakby to powiedzieć , "bliska' mi i to bardzo sad Z nią wiem , że nie przytyję...
Hm.. trochę to wszystko zaplątane ...
Pozdrawiam

18 Ostatnio edytowany przez Greta (2009-11-19 14:27:06)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

...

19 Ostatnio edytowany przez Suzan444 (2009-11-17 08:50:35)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

wzrost - ok.176 ,może177 (u mnie są wszysc wysocy ^^) waga 58 często spada do 57kg. Wiem , że mam niedowagę , BMI nie wierze , bo raz pokazują tak ,  a raz tak.
W wieku 16 , około 17 lat robiłam wszystko by miec niedowagę:/.Teraz mi ta waga została i ani śni mi się przytyć:(
Wspomne , że przed zachorowaniem ważyłam 69 kg - jakieś 2 , 3 lata temu.

20 Ostatnio edytowany przez Greta (2009-11-19 14:27:42)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

...

21

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

22

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Oj Suzan to ty chucherko jesteś i obawy przed przytyciem naprawde nieuzasadnione. Co do wyrzutów sumienia to swietnie rozumiem. Potrafią nieźle namieszać w głowie, każdy zjedzony posiłek przypomina o kg. Ja się zawzięłam i staram się trzymać. To już 4 dni bez wymiotowania smile staram się zjadać małe 4 posiłki, a nie jak do tej pory dwa duże. Niestety z powodu mojej pracy obiad jadam dopiero o 19 no ale zawsze prosze mamusie o jakieś małokaloryczne danie beztłuszczowe wink  Mam nadzieje, że ty też dasz rade najgorszy zawsze początek. Grunt to dyscyplina i silna wola. Ja ustalam plan dnia i go realizuje po prostu. Uparłam się i koniec nie popuszczę. A w planie mam jeszcze wygospodarowanie "kawałka wolnego czasu" na ćwiczenia będzie trudno ale może od czasu do czasu coś sie znajdzie.
Wpadłam na momencik ehh przerwa w pracy :)szefa nie ma myszy charcują.

23

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Hm.. szcypiorek , chucherko a jednak to robię nadal hmm
Jak to Wam powiedzieć.. w wymiotach odnajduję ulgę , uspokjają mnie , zwalczją moje napięcie , które powstaje w wyniku zjedzenia dużej ilości posiłku - powodujęą , że odchodzą wyrzuty sumienia. Mam nadzieję , że mnie rozumiecie smile
W pt mam wizyte u psychiatry - nie mam ochoty tam iść jak mało kiedy hmm
Co mam jej odpowiedzieć na pytanie , które zawsze zadaje " Jak się czujesz"? Comam powiedzieć? Jest makabrycznie , boli mnie wszystko , kłopoty z tarczycą ,  z sercem , ciągłe bóle głowy ( a właśnie co do bólów głowy - miał może ktoś tak , że przy bólu lewej skroni boli wraz z tym lewe oko? - hm.. może to jakaś migrena , nie wiem)
Mniejsza...
A więc nie będzie  w pt za ciekawie jak widać:/
Oczywiście napiszę Wam co i jak smile

24 Ostatnio edytowany przez Greta (2009-11-19 14:28:12)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

...

25

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Greta gdyby to było takie proste smile
Ja zaczynam jeść i nie mogę skończyć ..

26 Ostatnio edytowany przez Greta (2009-11-19 14:28:53)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

...

27

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Ale cośCi Gretko powiem...
Mój mózg,a raczej psychika patrzy na 'świat jedzenia'w inny sposób niż Twoja - jedzenie todlamnie ukojenie,lekarstwo na wszystko ,tylko,że to takie złe lekarstwo... Które  nie pomaga  a wręcz przeciwnie ;/
I tak to jest moja droga...
No ale już nie rozmawiajmy może na ten temat , bo może nie dojdziemy do porozumienia , może powstanie niechciana kłóótnia , sprzeczka ,  atego nie chcemy prawda?
I uwierz mi - wiem co piszę z tym nieporozumieniem...
Przez bulimię wiele razy dochodziło do kłótni na innych forach smile
'Pozdrawiam

28 Ostatnio edytowany przez Greta (2009-11-19 14:29:34)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

...

29

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

I proszę...
Kolejny raz to samo....
Dobra , już milczę

30

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Hmmm straciłam wątek , posty Grety zniknęły i nie bardzo wiem o co chodzi?!

Ale czytałam dziewczyny, że robicie postępy, co mnie bardzo cieszy smile
Napiszcie jak teraz jest? Jakie sukcesy lub porażki wszystko wszystko smile Wydaje mi się, że jak wyrzucicie z siebie to co Wam leży na sercu i siedzi w głowie, będzie Wam lżej smile
Nie ma sensu się o nic spierać trzeba sobie pomagać w takich sytuacjach najlepiej jak się dać smile
Czekam Suzi i Malwinko na relację, bo już troszkę czasu upłynęło smile
Ciągle za Was trzymam kciuki smile Nawet jak będziecie mieć kryzys, to nie przejmujcie się tylko próbujcie dalej aż do skutku smile
Trzymajcie się smile

31

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Nikuś fajnie , że napisałaś - hm... jesli chodzi u mnie to biorę nowe leki i czuję się super - znów odzyskałam barwy życia - z wymiotami jest różnie ale psychicznie o wiele lepiej - powróciły marzenia , chęć zycia i nowy pomysł na zrealizowanie jednego z moich największych marzeń-od kilku lat chodzi za mną jeden pomysł , który nie daje mi spokoju - dziś postanowiłam! ha! Zrobię to , choć moja matka nie jest zadowolona , trudno - mam 18 lat i to moja decyzja - jutro wydrukuję deklarację co do zgody na oddanie organów po śmierci - http://www.jak-to-zrobic.pl/index.php/a … 116/id/295
Bardzo mi na tym zależy , chciałabym także wpisać się na listę dawcy szpiku - pomagając innym czuję , że wyjdę z tego piekła , normalnie sie unoszę - to mi pomaga i pomoże - czuję to:)

32

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny
Suzan444 napisał/a:

Hm.. szcypiorek , chucherko a jednak to robię nadal hmm
Jak to Wam powiedzieć.. w wymiotach odnajduję ulgę , uspokjają mnie , zwalczją moje napięcie , które powstaje w wyniku zjedzenia dużej ilości posiłku - powodujęą , że odchodzą wyrzuty sumienia. Mam nadzieję , że mnie rozumiecie smile
W pt mam wizyte u psychiatry - nie mam ochoty tam iść jak mało kiedy hmm
Co mam jej odpowiedzieć na pytanie , które zawsze zadaje " Jak się czujesz"? Comam powiedzieć? Jest makabrycznie , boli mnie wszystko , kłopoty z tarczycą ,  z sercem , ciągłe bóle głowy ( a właśnie co do bólów głowy - miał może ktoś tak , że przy bólu lewej skroni boli wraz z tym lewe oko? - hm.. może to jakaś migrena , nie wiem)
Mniejsza...
A więc nie będzie  w pt za ciekawie jak widać:/
Oczywiście napiszę Wam co i jak smile

Zadajesz pytanie: "Co mam jej odpowiedzieć na pytanie , które zawsze zadaje " Jak się czujesz"? Co mam powiedzieć?"
A ja zapytam po co tu piszesz? Po co opowiadasz nam swoją historię?

Może z obojętności na siebie? a może dlatego ,że nie zależy Ci na sobie? Sądzę jednak ,że gdzieś pod płaszczem tych wszystkich krzywd , które sobie wyrządzasz pisząc tu próbujesz pokazać ,że się kochasz i chcesz o siebie walczyć. Idziesz do psychiatry i mówisz to wszystko co tu nam. Co tylko chcesz. Psychiatra ma ci pomóc to poukładać. Mów!!! WALCZ O SIEBIE!!! Naprawdę warto. Stwórz sobie możliwości do rozwoju. Zacznij myśleć o sobie jako o najlepszej swojej przyjaciółce. Samotność... zawsze jesteśmy samotni... w swoich myślach zawsze. A w życiu należy szukać dróg rozwiązujących problemy.

Hipochondria... chyba wiem coś o tym... kiedy nie czujesz się kochana, kiedy potrzebujesz opieki , wmawiasz sobie wszystko.

Czytam Twe posty i zastanawiam się dlaczego Tyle złego sobie afirmujesz?
A może by tak wmawiać sobie coś pozytywnego, miłego, coś co pozwoli Ci odnaleźć tę małą dziewczynkę w sobie i zaopiekować się nią jak prawdziwy przyjaciel. Posłuchaj ta dziewczynka (TY) siedzi cicho w Tobie i płacze bo ją dorosła Ty krzywdzi. A ona chce dorosnąć do życia. Podaj sobie sama rękę. Idź do psychiatry/ psychologa . Otwórz się  i mów.
Poczytaj coś o afirmacjach i konsekwentnie, dzień w dzień mów sobie coś dobrego. Kreuj swoją rzeczywistość. POTRAFISZ, dlaczego nie? Skoro odważyłaś się pójść i zwymiotować za pierwszym razem. Postaraj się to odwrócić. Jesteś piękną kobietą. Dlaczego się oszpecasz tym wymiotowaniem. bo z takiego wymiotowania biorą się choroby. A Ty chcesz być zdrowa.

Powodzenia
A jak boli lewa skroń to oko też może pobolewać . Taka migrena, też tak miewam.

33

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Thula , hm...
Od jakiegoś czasu biorę leki , ani śni mi się narazie wymiotować - wiedz , że się staram jak tylko mogę , ale nie jest łatwo.
Leki działają i to bardzo dobrze, jeśli myślę o teraźniejszosći , to jest ok , jeśli o przyszlości to boję się tego , że do końca życia będę patrzeć na jedzenie jako na wroga hmm
Thula posłuchaj , za ponad tydz. mam rozpocząć terapię - przyznam się  , że pójdę  tam niechętnie - kto lubi gadać o swoich słabościach , o wymiotowaniu itp - Ale idę! Spróbuj mnie zrozumieć - to nie jest tak łatwo! Ty nie wiesz(a może wiesz) jak to jest się starać i za każdym razem przegrywać - niczego nie jestem pewna - nie wiem czy dam radę , nie wiem czy gdzieś czasem nie"upadnę" i już się nie podniosę. Irytuje mnie to wszystko ale jakoś ciągnę ten wóz! Nie mam innego wyjścia.
To prawda , nie czuję się kochana , nikomu na mnie nie zależy , a więc nie dziw się , że czasem pytam samą siebie"a więc o co mam walczyć"?
Eh.. pytasz mnie po co tu piszę?
Po to by podzielić się z kimś tym krzyżem brzemiennym bo nie dam rady sama go udźwignąć.

34

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Suzi po pierwsze za nim pójdziesz na terapie to zmień nastawienie do niej. Nie możesz iśc z niechęcią, musisz tam pójść z nastawieniem, że to Ci pomoże, że przezwyciężysz swoje słabości, że odnajdziesz prawdziwą siebie i będziesz już żyła pełnia życia, bo właśnie ta terapia Ci w tym pomoże:) Musisz tak myśleć i nawet nie próbuj inaczej !!!!!

Myślę, że to co napisała Thula jest bardzo ważne i może Ci pomóc jak dobrze to zrozumiesz i się tym pokierujesz. Wydaje mi się, że te osoby, które się tu odezwały do Ciebie i wspierają mają dobre intencje i nikt nie chce Cię krytykować, bo po prostu masz problem z którym musisz walczyć. Jesteś młoda, silna i jak najbardziej możesz to osiągnąć smile

Po drugie bardzo się cieszę z Twoich postępów i trzymaj tak dalej i nie poddawaj się, ciągle trzymam kciuki za Ciebie i za Malwinkę choć się coś nie odzywa.

A po trzecie to ja bym się nie odważyła podpisać tej deklaracji o oddaniu organów po śmierci ale to chyba dlatego, że się naoglądałam rożnych filmów z tego typu sytuacją. Było tam najczęściej pokazane, że mafie mają dostęp do tych informacji i specjalnie wyłapują te osoby i powodują śmierć takich osób aby uzyskać narządy. Może to bzdury ale mnie to skutecznie odstraszyło.
Ale co do dawcy szpiku kostnego to się w sumie zastanawiam, czy jak wrócę do Polski to też się zapiszę, choć nie wiem jak i gdzie ale się jakoś dowiem.

Suzi życzę Ci dalszych sukcesów i trzymaj tak dalej, bo naprawdę warto wink

35

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Hm.. wiem , wiem , ale bulimiczki tak już mają - przynajmniej u mnie to widać;/ Wiem , że wszyscy , którzy tu piszą chcą mnie wesprzeć . W rzeczywistości tez mi się zdarza błednie oceniać sytuację , wydaje się mi , że wszystkim zależy tylko nad tym abym przytyłą hmm
Wiem , że to błąd , ale często tak myślę .
Co do psychoterapii - a jak zmienić tą niechęć z wyżej opisanym  błędnym myśleniem , hm..
Ciekawe co u Malwinki , szkoda , że się nie odzywa.

36

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny
Suzan444 napisał/a:

Thula , hm...
Od jakiegoś czasu biorę leki , ani śni mi się narazie wymiotować - wiedz , że się staram jak tylko mogę , ale nie jest łatwo.
Leki działają i to bardzo dobrze, jeśli myślę o teraźniejszosći , to jest ok , jeśli o przyszlości to boję się tego , że do końca życia będę patrzeć na jedzenie jako na wroga hmm
Thula posłuchaj , za ponad tydz. mam rozpocząć terapię - przyznam się  , że pójdę  tam niechętnie - kto lubi gadać o swoich słabościach , o wymiotowaniu itp - Ale idę! Spróbuj mnie zrozumieć - to nie jest tak łatwo! Ty nie wiesz(a może wiesz) jak to jest się starać i za każdym razem przegrywać - niczego nie jestem pewna - nie wiem czy dam radę , nie wiem czy gdzieś czasem nie"upadnę" i już się nie podniosę. Irytuje mnie to wszystko ale jakoś ciągnę ten wóz! Nie mam innego wyjścia.
To prawda , nie czuję się kochana , nikomu na mnie nie zależy , a więc nie dziw się , że czasem pytam samą siebie"a więc o co mam walczyć"?
Eh.. pytasz mnie po co tu piszę?
Po to by podzielić się z kimś tym krzyżem brzemiennym bo nie dam rady sama go udźwignąć.

<<... czasem pytam samą siebie"a więc o co mam walczyć"? >>
Kochana o siebie, dla siebie!

37

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

ehhhh dziewczyny u mnie jakoś do tej pory leciało fajniutko.
Zawzięłam się i dawałam rady wytrzymałam prawie 2 tygodnie bez wymiotowania. No i bach stało się 3 porażki pod rząd. Troszkę przybiły, podłamały:(:(
No ale, że jestem choler..... uparta to się nie dam i pokonam tą beznadziejną bulimię. Najgorsza u mnie jest obawa, że przytyje i po każdym posiłku mam ogromne wyrzuty sumienia.
No ale z drugiej strony już dawno nie pamiętam kiedy byłam z siebie taka zadowolona i dumna gdy kończyłam dzień bez wymio....
Trzymam kciuki za Ciebie Suzi i dzięki za wsparcie Nikuś :*:*

Swoje zmagania nad chorobą skrzętnie notuje, gdy tylko pozwala mi czas w swoim wątku smile http://www.netkobiety.pl/t8193.html

38

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Czuję się dobrze - od tygodnia (może nawet więcej) nie wymiotuję ,lek działa -jak narazie wszystko przebiega ok smile
Próbuję nie myśleć o jedzeniu , napadach i wymiotowaniu - choć przyznam , że jest ciężko dosyć  , no ale cóż... póki jest lek - są zmiany.
W każdym razie pije teraz herbatkę i niczym się nie przejmuję big_smile.
A co tam słychać u Was?
Trzymajcie za mnie kciuki - mój organizm narazie odpoczywa od kilku- miesięcznych wymiotów.
Chociaż psychoterapię zaczynam  za tydz. ja już to przeżywam.Trochę się niepokoję , nie wiem co to będzie dzień przed - hehe , zdecydowanie za dużo o tym myślę. No ale cóz - może chociaż raz na wizycie u psychiatry (która czeka mnie kilka dni po psychoterapii) powiem , że nie wymiotowałam przez ten okres wink
Boję się tylko jednego - po każdym spotkaniu ze specjalistą idę do domu przygnębiona hmm A dlaczego ? Bo czuję się okropnie przyznając do swoich słabości przed obcą osobą - zawsze sobie z trudnościami radziłam sama , a teraz ? hmm Eh.. i przeważnie w takim dniu z wiszytą znów wymiotuję - dziwne , hm...

39

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Chciałam napisać , że jeszcze żyję i myślę tu o Was wszystkich smile .
Przechodzę w życiu być może decydujący moment a więc nie za bardzo mam czas na pisanie. Trzymajcie kciuki , może wszystko się uda.
Pozdrawiam

40

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

oooj Suzi to nie brzmi za dobrze... Martwię się o Ciebie Mała!!!  Pamiętaj musisz być silna smile Jesteś młodą osóbką i jak najbardziej dasz radę smile Pamiętaj jestem z Tobą i nie poddawaj się smile

41

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Nikuś źle to odebrałaś , chciałam tym samym wyrazić , że chyba zdrowieję. Oczywiście są momenty słabości i to poważne , ale już nie wymiotuję!
i to najważniejsze!
co prawda boję się tych świąt , nie chcę mieć napadów , a gdy znów zaczne wym. wiem , że nie skończę tak szybko (jeśli w ogóle hmm) , dlatego zajmuje się wszystkim , byle czym , by tylko być zajętą - wypożyczyłam na święta mnóstwo książek na temat psychologii - będę zaczytaną kobietą big_smile, często będę w stadninie a więc jakoś wytrzymam ten czas^^
narazie jakoś się trzymam - w styczniu zaczynam psychoterapię.
Obecnie jestem na lekach - bez nich nie dałabym chyba rady.
Hm..

Życzę Wam Wesołych i udanych , naprawdę udanych świąt!
A Nowy Rok niech będzie pełen cudownych zmian(na lepsze^^)

42

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Witam Was ponownie , u mnie zaszło trochę zmian , jak narazie nie wymiotuję już ponad 2 m-ce , zaczęłam tydz.temu swą przygodę z psychoterapią. Spotkania mam raz  wtyg. - dużo , no ale cóż smile Psychoterapeutka ok , myślę , że znajdę z nią wspólny język. Grunt to teraz nie myśleć o jedzeniu. Oczywiście mam chwile załamania , ostatni weekend był makabryczny , jadłam , jadłam i jeszce raz jadłam - na szczęście nie skończyło sie o dziwo w toalecie.
B.często jeżdżę ostatnio na konie , to jest moje najlepsze lekarstwo , które nie zawiedzie. Nigdy. Cóż się dziwić , pasja z dzieciństwa zawsze będzie tą samą pasją smile.
Ogólnie jest ok , tylko , że jedno mnie martwi - odczuwam ciągły niepokój hmm. Nie wiem co się dzieje.
Dobra , trzymajcie się :*

43

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

hmmm skoro juz taki temat zaczelas...ostatnio zbytnio nie przykladalam uwagi czy dobrze jem i czy w ogole jem poniewaz nie mialam na to czasu....strasznie sie meczylam, nieraz krecilo mi sie w glowie, itp, zrobilam badania (morfologie mocz) i sie dowiedzialam ze mam...anemie.lekarka dala mi zelazo, kazala jesc mieso ryby warzywa owoce itp. tyle ze ja nie umiem juz jesc takich rzeczy....na sam zapach miesa to az mi niedobrze...poprostu chyba odzwyczailam sie jesc....i niewiem co teraz z tym zrobic...i to nie z wlasnej glupoty  mam anemie bo np. mi sie wydawalo ze siebie nie akceptuje tylko dlatego ze nie mialam czasu normalnie zjesc wiecznie cos na szybko na szybko...

44

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

hej kochani smile
żyje jeszcze smile
ogólnie u mnie , ok , wymioty nadal sa ale mniejsza z tym , rozpoczęłam terapię - co najważniejsze , niestety nie widzę (albo nie chcę widzieć)efektów , ale może z czasem docenię to .
Terapia ciężka , bardzo ciężka - chwilami chciałabym to zakończyć ale myślę sobie wtedy - jak nie teraz to nigdy:) Terpaeutka wporządlu , młoda kobieta , to dobrze , lepiej zrozumie inną młodą kobitkę:) Leków nie biorę , u psychiatry byłam m-c temu (niecały) i już narazie chodzić tam nie będę.
A tak to co jeszcze? Hm.. robię prawko (jakoś mi idą te jazdY):) , w szkole też ok , za 2 tyg.próbne matury  ,no i ogólnie jakoś ŻYJĘ , chwilami jest ciężko , nawet bardzo ciężko , wracają stare nawyki (ćwiczenia i głodówki). Naszczęście wszystko co złe choć na chwilę mija.
A jeszcze co do terapii..
Pisałam Wam kiedyś , że nie jestem do niej nastawiona pozytywnie .A jak jest dziś? Powiedzmy , że pół na pół. Nie za bardzo lubię te spotkania bo to rozdrapywanie ran , które bolą jak cholera. smile
Ale wkońcu jestem Honorowym Dawcą Krwi dlatego tez wymioty ograniczam. Pewnie to od nich po ostatnim oddawaniu przez 3 dni byłam nie do życia.
Pozdrawiam wszystkich , odezwę się jeszcze.

45 Ostatnio edytowany przez ortie (2010-10-05 13:10:46)

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Czesc,
to moj pierwszy post tutaj, czytam Was juz od kilku dni. Opisze moze kiedys swoja historie- jest ich wiele wink
Ale ad rem.

Bulimia, to choroba. Tak samo jak grypa czy zapalenie oskrzeli. Trzeba isc do lekarza. Sama na nia chorowalam i wiem co to za przeprawa ze soba. Trzeba chodzic do psychiatry, nie zawsze sam psychiatra pomaga, najwazniejsze jest nastawienie do samego siebie. Trzeba nauczyc sie siebie akceptowac i rozwiazywac problemy. To trudna szkola. Ale uczy.

Polecam z serca to forum: forum.glodne.pl
To forum, na ktorym ja aktywna jestem juz 4ty rok. Rozmowy z osobami, ktore przeszly to samo pieklo, czesto w roznych kontekstach, dziala jak balsam.
Pamietajcie, Moi Drodzy!
zaburzenia ED- (Eating Disorders) wymagaja leczenia tak samo jak zlamana noga, albo tarczyca, albo zab!!!
nie wolno o tym zapominac.
Zanim zaczniesz leczenie, zaloguj sie tam. Sa tam informacje, gdzie i do jakiego lekarza isc, mozesz sie zapytac jak to jest z NFZ.

Ja zaczelam leczenie, jak w radiu przesluchalam audycji, ze jedna z najczestszych przyczyn smierci u zaawansowanych bulimiczek jest pekniecie zoladka.
Smierc podobno okropnie bolesna.
A nieleczone cokolwiek-prowadzi do smierci, tak samo jak bol zycia, ktory odczuwasz.
Wszystko jest w zasiegu Twojej reki, jak sie na cos zdecydujesz i zaczniesz chciec byc znowu zdrowa... dasz rade wszystko. Poki co pozdrawiam i tule cieplo.
A.
wink

I nigdy nie wierz w to, ze terapia dziala juz po miesiacu. Ja musialam odejsc od mojego psychiatry, bo najprosciej w swiecie mnie irytowal, tymi swoimi metodami. Wscieklam sie i pomyslalam: cholera jasna! sama sobie poradze, pokaze Ci, ze JA POTRAFIE I BEZ CIEBIE. bez placenia 100zl/h wizyt.

I wtedy zaczelam zdrowiec. wink

46

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Nie chce mi się żyć, moje problemy finansowe mnie przerosły. Nie wiem co robić zrozpaczona Bożena

47

Odp: Mój codzienny krzyż brzemienny

Witam Wa po dłuuuuuuuuuuuuuuuuugiej , bardzo dłuuuuuuuuuuuuuuugiej przerwie.
Wpierw praca w sezonie , potem szybkie tempo w szkole - jestem w klasie maturalnej- i tak wyszło , że czasu na nic nie było w sumie.
Jeśli chodzi o sprawę bulimii to można powiedzieć , że pokonałam ją ...chociaż w większej części...eh..., choć nadal czuję jej obecność. Zostawiła ślad na zawsze , a najgorsze w tym wszystkim , że czasem mnie ciągnie do niej i to mocno. Ale szkoda klawiatury na mówienie o niej.
Ogólnie to jakoś radzę osobie , w sieprniu stuknęła mi 19 , staruszka ze mnie już ;].
Ale widzę , ze na forum trochę nowych ludków się zjawiło - fajnie.
Co tam u Was kochani...
pozdrawiam.

Posty [ 48 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Mój codzienny krzyż brzemienny

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026