Witam,
trapi mnie jedno pytanie, dokładniej czy moje poglądy są skrajnie skąpe, czy normalne w tej kwestii.
W moim domu nigdy się nie przelewało i żyjąc bardzo skromnie moim rodzicom udało się zgromadzić nieznaczącą sumę pieniędzy na ślub, jednak to i tak dla moich rodziców bardzo dużo, gdyż zarabiają najniższe pensje, a i tak kosztowało ich to wiele wyrzeczeń.
W mojej wybranki domu, żyje się na dużo wyższym poziomie, ale wszystko jest konsumowane na bieżąco + skłonności do kredytów, dodatkowo panuje tam zdanie, że "każdy musi dorobić się swojego", czyli nie istnieje coś takiego jak jakakolwiek pomoc, ani nawet grosz nie jest zaoszczędzany.
No i moje podejście jest takie, że albo rodzice zrzucają na cokolwiek się 50%/50% albo wcale i sprawy ślubu, mieszkania są nieaktualne dopóki nie zgromadzimy jakiejś sensownej kwoty, bo byłoby to nie fer wobec moich rodziców. Gdyby pochodziła z biednego domu, nie miałbym nic przeciwko żeby obdarować ją wszystkim co mam. Ale tutaj sytuacja jest trochę inna. Fakt, że ona ma też niewielki wpływ na taką sytuację, ale jest to trochę żałosne (być może tak jak moje podejście do tego tematu).
Jeśli moje podejście jest rzeczywiście skrajne w negatywnym kontekście, możecie mnie zjechać do woli i każda opinia jest dla mnie ważna, gdyż nie potrafię wyczuć tutaj obiektywnej opinii ![]()