Witam, piszę jak się domyślacie z problemem, jesteśmy bardzo ciekawi z partnerem co myślicie o naszej sytuacji.
Pokrótce przedstawię nasze charaktery i to co mogło i pewnie ma wpływ na to jak jest teraz, kolejno mój i partnera.
Mam 21, jestem osobą raczej wyrozumiałą, szybko wybaczam i nie chowam urazy, dążę do załagodzenia czy też zażegnania konfliktu. Na pewno nie próbuję go eskalować. Przyznam, że nauczyłam partnera, że to zawsze ja czekam, ja się staram, ja proszę i przepraszam, nawet jeśli wydarzyło się coś z jego winy czy woli. Bywam marudna, na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że moje marudzenie wynika z potrzeb typu 'przytul' 'pomyśl o tym jak ja mogę się czuć' etc. Często mam wrażenie, że mnie nie szanuje.
Mój chłopak ma 31 lat, jest bardzo dobrym człowiekiem, niestety nie żyje w najlepszych relacjach z mamą, co myślę ma duży wpływ na jego zachowanie i życie dorosłe, nie odczuwa normalnie jak 'każdy'. Jest mało wrażliwy i brak mu empatii. Jest alkoholikiem (nie pije od pięciu lat), oraz pali marihuanę od dobrych 15 lat, w momencie gdy się poznaliśmy, powiedziałam że nigdy nie zaakceptuję tego, rzucił tylko i wyłącznie dla mnie (co nie było dobre), miewał kryzysy, kolejno po 5 miesiącach bycia razem i roku. Tłumaczy mi że bardzo lubi trawę i dzięki niej może być sobą, normalnie funkcjonować i odczuwać emocje. Wiedziałam że nie zawsze będzie kolorowo i liczyłam się z tym decydując się na związek. Dodam też że ma naturę depresyjną + uzależnienia które mają wpływ na jego zachowanie.
Z partnerem jesteśmy związku od około półtora roku, a mieszkamy ze sobą 5 miesięcy. Dodam również, że byłam w ciąży. Zawsze byliśmy ze sobą bardzo blisko, wiadomość o dziecku.. bardzo się cieszyliśmy, byliśmy bardzo szczęśliwi, to zdarzenie zbliżyło nas do siebie jeszcze bardziej. Niestety poroniłam, a krótko po tym postanowiliśmy, że partner wprowadzi się do mnie. W tym czasie zaczęłam studia, on ma prace sezonową także zimową porą nie pracuje. W między czasie zauważyłam, że zaczęło się psuć między nami. Nie czułam się kochana, kobieca, ani piękna. Nie kłóciliśmy się często ale jak już do tego doszło to było nie wesoło. Ostatni raz poważnie kłóciliśmy się na początku stycznia, przez te dwa miesiące aż do teraz było dobrze. Coś pękło. Od kilku miesięcy nie chce ze mną uprawiać seksu, a jak już miało miejsce zbliżenie to raczej wyproszone trochę przez moją osobę. Dodam, że na co dzień dogadywaliśmy się dobrze i tak jest nawet teraz pomimo problemu. Siedzimy od dłuższego czasu w domu razem, zrezygnowałam ze studiów, a on nie rozpoczął jeszcze pracy. Postanowiłam, że otrzyma takie przyzwolenie na palenie trawy (błędem było że zakazałam mu tego na początku związku, to musi być jego przemyślana decyzja o abstynencji), nie dłuższą metę tego nie akceptuje o czym dobrze wie. Staramy się walczyć, przez ostatnie dni wiele bolesnych słów usłyszałam, ale przynajmniej zaczęliśmy rozmawiać szczerze jak nigdy. On ogólnie mówi że nie wie co czuje, problemy z seksem mogą wynikać poniekąd stąd, że myśli podczas stosunku tylko o tym aby nie zmiękł. Marze o tym by zaczął na nowo odczuwać przyjemność z seksu. Powiedział mi że bardzo mu zależy na tym związku ale nie wie co czuje, czuje się zagubiony, ze nie potrafi powiedzieć w 100% że mnie kocha, nie jest pewien. Chce się zmienić, poszedł wczoraj do psychoterapeuty, dostał tabletki antydepresyjne, powiedział że chce chodzić na terapie. Mi bardzo zależy na tym związku ale słysząc 'nie wiem co czuje' 'że nie chce się kochać' wiem że może być to spowodowane depresją, brakiem jarania ale człowiek po prostu może się załamać pomimo szczerych chęci. To dopiero początek naszej drogi, chce walczyć, nie chce rezygnować, ale nie wiem czy dam radę.
Moje pytanie czy ktoś z was miał podobną sytuację? jakieś wskazówki etc? To co napisałam to oczywiście nie wszystko ale nie jestem po prostu w stanie wszystkiego opisać a was też nie chce zanudzać zbyt długim wywodem ;-)