Witam.
Pytanie kieruje do was kobietki : czemu jestescie takie zazdrosne? Rozpadl mi sie
4-ty zwiazek. W kazdym trafialem na poczatku na super dziewczyny, atrakcyjne, mile
I kochajace, takie z ktorymi moglbym zostac na zawsze. Jednak po paru miesiacach, czasami
dluzej, zaczely robic sie zazdrosne. Zazdrosne o to ze gadalem z kolezankami z pracy,
a nie bylo w tym zadnych flirtow, o to ze spojrzalem sie na inna dziewczyne na ulicy/ w barze/klubie itd.
Bylo ciezko, mowilem ze je kocham co bylo prawda i staralem sie dac to odczuc, ze
inne dziewczyny sie nie licza. To nie pomagalo i poddawalem sie, konczylem
cos co nie mialo iuz dla mnie sensu-kiedy czulem ze zaczynalem juz chorowac
przez ich choroby. Nie mysle juz o moich bylych ktore zostawilem. Poza ostatnia, ktora
to mnie zostawila, dala mi w kosc porzadnie a ktora kochalem najbardziej -
paradoks. Pomagalem jej, wiedziala ze ma problem z zazdroscia, rodzina to wiedziala, wiec
chodzila do psychologa. To jednak nic nie dalo- dalej byly jazdy. Az tu nagle musze
wyjechac sluzbowo i bach! Poznala kogos innego. 2 lata razem i starania sie, bo
wiedzialem ze to jedyna mimo jej wad a tu nagle zrobila takiego psikusa. No nic
Teraz to juz historia i trzeba juz zapomniec. Pytanie do kobiet jest
w pierwszym zdaniu. Moze i ktorys ze starszych Panow mial podobne doswiadczenia to niech
wrzuca swoje 3 grosze ( mam 25 lat ). Pozdrawiam.
Podobne tematy
A czemu wy jestescie tacy zazdrosni?
Odpowiedzi poszukaj sobie w jakis wypracowaniach specjalistow na temat tego dlaczego niektorzy LUDZIE sa zazdrosni. To bedzie i ciekawe i bedzie mialo jakies podstawy bardziej oparte na faktach.
Pytanie brzmi dlaczego WSZYSTKIE te dziewczyny były zawsze zazdrosne po pewnym czasie. Dziwne co nie?
Może takie typy kobiet Ci odpowiadały (zazdrośnice) i/lub nieświadomie (?) wzbudzałeś tą nieszczęsną zazdrość (zobacz czy Twoje zachowania mogłyby zostać odebrane Z PERSPEKTYWY partnera jako powód do zazdrości, bo dla kogoś np. podanie żakietu z uśmiechniętą buzią to już powód do zazdrości, a dla kogoś innego nie).
Tak czy owak zgadzam się z NinaLafairy, Panowie pod tym względem nie są lepsi, a o tym przekonałam się na własnej skórze. Najważniejsza jest KOMUNIKACJA. Ty w ogóle wiedziałeś co powodowało u Nich tą zazdrość i coś z tym robiłeś, czy miałeś to głęboko w poważaniu? Jeśli zlikwidujesz powód zazdrości to ona powinna zniknąć?
4 2015-02-28 23:41:30 Ostatnio edytowany przez Cleopatra (2015-02-28 23:44:00)
Jeśli facet jest ze mną a ogląda się na ulicy za innymi kobietami, to jest u mnie skreślony.
Można spoglądać i "spoglądać" na inne, jeśli nie masz tu sobie nic do zarzucenia, to pewnie z innego powodu trafiasz na zazdrośnice.
zgadzam się z Cleopatrą, widocznie Ty nie dawałeś im 100% bezpieczenstwa, nie czuly sie pozadane w tym zwiazku i stad zazdrość
Cześć ja nie mam takich ciśnień ale może po prostu trafiasz źle albo na dziś dzień to jest powód do zerwania dość błachy i zastanów sie czy to właśnie zazdrość jest przyczyną:)Być może miały Ciebie dość wiec robiły sceny abyś sam się a takiego związku wymiksował.
Ja napiszę ze swojego punktu widzenia, bo sama bywałam zazdrosna o swoich chłopaków. Nawet zdarzało mi się wypominanie koleżanek, generalnie okazywałam tę zazdrość i tego potem żałowałam.
Zatem:
1.
moim zdaniem przede wszystkim problemem jest niskie poczucie własnej wartości. Jasne, że byłam w związku, w którym facet naprawdę przesadzał, bo wydzwaniał do mnie w środku nocy z różnych klubów, pod wpływem alkoholu, i opowiadał, co z kim za chwilę zrobi. Ale to był wyjątek.
Na ogół po jakimś wypominaniu, że mój chłopak był zbyt miły dla koleżanki, kiedy już sprawa się wyjaśniała i ze mnie emocje opadły, rozumiałam, że wszystko było kwestią:
- mojego niskiego poczucia własnej wartości (bo np. akurat straciłam pracę)
- mojego stresu (czepiałam się chłopaka, skupiając na nim stres przed ważnymi egzaminami)
- mojego pms (szczerze? to była najczęstsza przyczyna...).
2.
Niestety, czasem też w moim związku działo się źle. Tzn. seks raz w miesiącu (wyproszony przeze mnie), kompletny brak rozmów na głębsze tematy, brak zainteresowania moją osobą. Wtedy widząc, że mój chłopak jest miły i rozgadany przy całkiem obcej dziewczynie, która za darmo dostaje to, o co ja się tak staram miesiącami, też powodowało zazdrość.
3.
Najgorsze:
zdarzyło mi się też, że odezwał się do mnie były. Lub podrywał mnie w pracy facet, który w pewnym momencie wydawał mi się ideałem, a dodatkowo wychwalał moją urodę i inteligencję dosłownie przy każdej okazji.
W życiu nie zdradziłam, nawet nie myślałam o odejściu od swojego chłopaka. Ale pojawiał się we mnie żal, że obcy faceci adorują mnie tak bezpośrednio i z zaangażowaniem, a mój chłopak nie. I kiedy widziałam, że on poświęca czas koleżance, nie mi, marudziłam. Podczas gdy tak naprawdę chyba chodziło o to, że sama miałam adoratorów i czułam, jak prosto jest odejść. A skoro ja mogłabym łatwo odejść, on też, prawda?
***
Także mechanizmy prowadzące do zazdrości są różne. Ale o ile Ty, Autorze, byłes wobec kobiet w porządku, nie masz się czym martwić. Zawsze uważam, że zazdrość jest problemem przede wszystkim tego, kto zazdrości. Twoje dziewczyny muszą sobie same nałożyć pewną granicę, inaczej związek się rozpadnie. Przez ICH zazdrość. Niekoniecznie przez Twoje zachowanie.
8 2015-03-01 12:46:48 Ostatnio edytowany przez Marta132 (2015-03-01 12:48:17)
A może jesteś typem takiego "babiarza", żadna z Twoich dziewczyn nie czuła się wystarczająco ważna i z tego powodu związki się rozpadały. Może dla Ciebie było to tylko niewinne spojrzenie na inna kobietę a tak naprawdę głową mogła Ci się mało co nie urwać ![]()
Zazdrość zazdrości nierówna. Kiedyś w sumie znajomy otworzył mi na to oczy. Ja np. nie mam skłonności do bycia zazdrosną w sensie widzenia w innej kobiecie "zagrożenia", podejrzeń o zdradę czy ewentualne porzucenie mnie itd. Mam chyba normalną (wysoką?) samoocenę i nie traktuję innych jak jakichś rywalek, skoro wybrał mnie, to super, ufam i niech sobie z koleżankami nawet na kawę się umawia. Czyli - o inne kobiety zazdrosna nie jestem.
Zazdrosna bywam o inne rzeczy. O czas, poświęcanie uwagi, wspólne robienie czegoś. Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że to kobieta, bo dokładnie tak samo odczuwam to w przypadku spotkań z mężczyznami. To nie ma podłoża jakiejś obawy o związek, tylko raczej występuje wtedy, kiedy życzyłabym sobie mieć poświęcane uwagi więcej, niż mam. Ale wtedy różnie reaguję, bo zawsze staram się to przemyśleć, czy to tylko moja fanaberia, czy rzeczywiście "należy" mi się więcej. Bo np. jeśli miałam zły humor albo okres
i chciałam obejrzeć film późnym wieczorem, a facet nie chciał, to miałam w głowie całe litanie, że jak ja chcę, to on musi do pracy, ale jak kolega wpadnie, to nie przeszkadza rano praca, że to, że tamto. Ale wtedy moje wielkie pokrzywdzenie zachowywałam dla siebie, bo wiedziałam, że następnego dnia bym żałowała idiotycznej awantury - bo kolega przyjedzie raz na miesiąc, a film może ze mną obejrzeć kiedykolwiek, niekoniecznie w środku nocy na kilka godzin przed wyjściem do pracy.
Z drugiej strony, jeśli np. nie mogłam się doprosić dłuższy czas o wyjście na imprezę (rzadko mam ochotę iść do klubu, ale czasem się "włącza"), bo on nie lubi, a odwiedzają nas goście, rzucają hasło "klub" i on idzie bez słowa skargi, to wtedy mógł już liczyć na jakieś moje małe żale, że z nimi tak, a dla mnie samej to nie i co to ma być, cholera jasna, no! ![]()
To jest Twoja subiektywna opinia. Jak Twoje zachowanie wygląda w rzeczywistości, nie wiemy. Może jest jak mówisz, może nie. Ale może zamiast wskazywać palcem na kobiety, popatrz na siebie i zastanów się, czy te rozmowy (nie wiadomo o czym, z kim, w jakich porach i przede wszystkim w jakiej częstotliwości) były ważniejsze niż ponoć ukochana kobieta.