Witam, postanowiłem opisać tutaj swoją historię, która jest co tu dużo mówić nieraz zastanawiam się czy nie wyjęta żywcem z jakiejś telenoweli.
Zaczęło się to kilka miesięcy temu, na skutek perturbacji życiowych poznałem przez internet dziewczynę, która zaoferowała swoją pomoc. Zaczęliśmy pisać i okazało się, że mieszka nie tak daleko ode mnie(80 km). Sam nie wiem jak to się stało, ale pisało nam się coraz lepiej, najpierw przez gg, potem smsy, w końcu zaczęliśmy rozmawiać telefonicznie. Praktycznie rozmawialiśmy codziennie, godzinami.
Nie będę zdradzał tak dokładnych szczegółów ze swego życiorysu, powiem tylko, że sam jestem osobą, która sporo przeszła i można nawet powiedzieć, że mam trochę na sumieniu. Może z tego powodu, oboje zaczęliśmy mieć do siebie zaufanie. Wtedy zaczęła powoli się otwierać i zdradzać coraz więcej szczegółów ze swego życia, delikatnie mówiąc nie usłanego różami. Ogromna ambicja, przy jednoczesnym przejmowaniu się każdym problemem i chęci pomocy innych odbiła się na jej zdrowiu. Dowiadywałem się powoli o tym, że kiedyś była anorektyczką(niestety, cały czas kompletnie bezpodstawnie uważa, że jest gruba itd...choć jest naprawdę piękna). Tylko, że z czasem liczba problemów zaczynała być ogromna. Był chłopak, ale w zasadzie to ją rzucił przed naszym poznaniem, ale go kochała, raz mówił spr, potem podobno się oświadczył, jeszcze się okazało, że niby zrobił dziecko, a teraz podobno nie żyje, bo przedawkował narkotyki. Do tego dorzućmy trudne relacje z mamą, bulimię, kaleczenie się i mamy pełen obraz sytuacji. Choć w sumie nie pełen.
Jakiś miesiąc temu mieliśmy się spotkać, ale czułem po niej brak entuzjazmu do tego. Jednak przyjechałem, no i zostałem wystawiony, nr zablokowany, z gg usunięty. Potem po dwóch dniach na gg napisała mi do niej niby jej koleżanka, że ona zniknęła, grożąc policją i mówiąc, że jest w ciązy(potem gdy rozmawialiśmy zaprzeczyła temu, stwierdziła za to, że ma bulimię). Kiedy chciałem by pokazała się na skp, czy zadzwoniła nie chciała tego zrobić. Pachniało mi to(i nadal pachnie) mitomanią, nawet to jej napisałem. Ale najlepsze było to, że kiedy w pewnym momencie napisałem(bo czułem, że jestem robiony w balona), że skoro ona zniknęła idąc do mnie, to ja nie mam po co żyć, to napisała w ciągu pół godziny.
Problem polega na tym, że ja się w niej po prostu zakochałem(na tyle na ile to możliwe w osobie której się nie widziało). Odnowiłem zatem kontakt i to po raz drugi(za drugim razem stwierdziła, że nie chce gadać, ale po dwóch tyg pod wpływem jednej książki napisałem i kontakt został odnowiony). Zaczęła przepraszać za to, że tak mnie potraktowała i poprosiła bym powiedział jej to co napisałem na gg. Więc powiedziałem, że ją kocham. Bardzo ją to ucieszyło, ale to nie koniec problemów.
Następnej nocy gdy rozmawialiśmy stwierdziła, że chce się zabić. Oczywiście próbowałem ją odwodzić od tego pomysłu(twierdziła, że już ma 2 próby za sobą, uznałem że to nie żarty), ale bezskutecznie. Namówiłem ją by przespała tamtą noc, ale stwierdziła że zrobi to następnego dnia. Potem zadzwoniła o pół do siódmej potwierdzając to. Postanowiłem zrobić jedyne co mogłem czyli iść na policję. Nie znałem jej adresu ani personaliów(podane okazały się fałszywe, potem powiedziała że podała nazwisko panieńskie matki), ale miałem zdjęcie, szkołę do której chodziła i datę urodzenia. Zgłosiłem to o 8, a ona zadzwoniła o 10, by powiedzieć, że skoro mi tak zależy, to ona tego nie zrobi. Na dodatek wydawało się, że chce spróbować być ze mną. Ale postępowanie już trwało(i tak jak pomyślę, że policji zajęło cały dzień dotarcie do niej), tylko do niej wydzwaniali, a o 20 powiedziałem jej, że byłem na policji. Wtedy uznała, że nie chce mnie znać, powinienem to zbagatelizować, nic nie robić, teraz jej kariera, studia wszystko zostanie złamane, tak naprawdę to nie chciała się zabić, ale jak się zabije to mogę być z siebie dumny. Nawet napisała, że się zemściłem za to, że nie przyszła. A ja chciałem ją ratować i zrobiłbym mimo wszystko dokładnie to samo.
Zastanawiam się jak to wszystko właściwie postrzegać. Dziewczyna ma problemy psychiczne, to jest pewnik i musi coś z tym zrobić. Chciałem jej pomóc, ale na odległość to niemożliwe. Jednak z drugiej strony tylko ona potrafiła mnie docenić i mam wrażenie, że to mogłaby być ta moja druga połówka. Tylko, że teraz ona nie chce mnie znać, a ja nie wiem nic, bo policja powiedziała, że nie udzieli żadnych informacji, bo nie jestem spokrewniony. Więc nawet nie wiem jak się naprawdę nazywa ani jak została przeprowadzona ta akcja. Powinienem próbować chociaż tego się dowiedzieć(planuję studiować w tym mieście), by wtedy jakoś się z nią skontaktować za jakiś czas? Mam jej nr, ale skoro napisała w ostatnim smsie że mam nie dzwonić, to jasnej jest, że nie będę, ale gdybym znał chociaż jej personalia i adres mógłbym np. wysłać prezent urodzinowy(to dopiero za pół roku bdzie czas by ochłonęła). Albo co ważniejsze może jakiś list do jej rodziców, by wiedzieli o niej to czego ja się dowiedziałem i byli w stanie jakoś zareagować i zapobiec najgorszemu
Co o tym myślicie?
