witam wszystkich, to mój pierwszy post na forum ![]()
Opiszę sytuację.
Jestem w związku od 3 miesięcy ze świetną dziewczyną. Mamy po 19 lat. Nie widzę poza nią świata, jest dla mnie ideałem. Jednak nie okazuje tego w 100 %. Oczywiście okazuje jej swoje zainteresowanie, prezenty, niespodzianki, inicjuje spotkania, mówię co do niej czuje ale utarło mi się w główce, że facet, który skupia się tylko na swojej dziewczynie i wszystko podporządkowuje pod nią = facet nieatrakcyjny, zależny od partnerki. Może to jest błąd. Sprawa ma się tak, że ja wcześniej miałem dwie "dziewczyny", typowe przelotki, nic specjalnego. Ona - nikogo. Jestem jej pierwszym chłopakiem. Początkowo bała się w to wchodzić, ale w końcu przełamała się i jest naprawdę ok. Poza jednym... gdy powiem coś głupiego, zazwyczaj jako odbicie jej tekstu, no wiecie, te typowe damskie odzywki o innych kolesiach... które ja kwituje śmiechem i odwdzięczam się tym samym z uśmiechem na twarzy to od razu jest płacz (tak, płacz) i lament, że robie sobie z niej żarty, na pewno nie traktuje jej poważnie...
Dodatkowo, co do tych dwóch "dziewczyn", które miałem. Jedna cały czas obraca się w naszym towarzystwie bo jest w naszej grupie na uczelni więc siłą rzeczy widzimy ją na co dzień i mam z nią naprawdę sporadyczny kontakt, moja dziewczyna też się z nią dogadywała dopóki nie zaczęliśmy być razem... od kiedy jest ze mną stwierdziła, że nie może na nią patrzeć, brzydzi się nią. Dobrze wie, że z nią byłem 3 lata temu (tak, 3 lata temu, mieliśmy po 16 lat, związek, który trwał miesiąc
sic!) i to o nią najczęściej są fochy... Tłumaczę jej, że czemu robi mi wyrzuty o to co robiłem 2-3 lata temu, że to już było bla bla... Ona twierdzi, że nie może inaczej. Jest zazdrosna i koniec. Też bywam o nią zazdrosny, szczególnie na początku gdy jeszcze poczuła wiatr we włosach i na moich oczach flirtowała z kolegami z grupy
jestem chłopakiem pewnym siebie i wiem, że robiła to żeby zwrócić na siebie moją uwage ale jak sam kumpel mi powiedział: gdy nie ma mnie w towarzystwie to jakoś traci chęci na pogawędki z innymi... stąd moja pewność. Raz zrobiłem jej wyrzuty, no ale nie będę udawał, że pada deszcz jak ktoś na mnie pluje...
Albo sytuacja sprzed dwóch dni:
-mam nadzieję że mam na Ciebie jakiś pozytywny wpływ (ona)
-no oczywiście, gdyby nie ty to nie poszlibyśmy dzisiaj do knajpy coś zjeść i chodziłbym głodny po zajęciach (ja)
I z tego wyszła cała "kłótnia", że jak zwykle robię sobie żarty i jestem niepoważny...
Czasami mam wrażenie, że prowokuje te zaczepki żeby jakoś się ode mnie uwolnić, cokolwiek, ale gdy wczoraj spytałem "to może chcesz zrobić sobie przerwę? Odpoczniesz od moich głupich niepoważnych tekstów, co?" to od razu skwitowała to "oj przestań, nie nie, żadnych przerw". I dobrze, bo też czegoś takiego nie uznaje. Przerwa w związku = koniec związku. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że jakby boi się powiedzieć mi, że coś jej we mnie nie odpowiada...
Dziewczyny, to jak to z wami jest?
pzdr ![]()