Witam wszystkich serdecznie.
Mam nadzieje ze komuś bedzie chciało się preczytać, mogę się troche rozpisać, ale musze to z siebie wyrzucić!! ![]()
Na wstepie chcialabym pokrotce opowiedziec swoją historię.
Pochodze z patologicznej rodziny. Ojciec alkoholikk i narkoman znecal sie psychicznie nademną mamą i bratem. Mama próbowała ogarnąć cały dom ale wiecie jak to bywa z żonami alkoholikow. Najwięcej czasu poświecała ojcu,, mimo że wiedzieliśmy jak bardzo nas kocha. Jak miałam 14 lat ojciec wyjechał do pracy za granice. To było najlepsze co w tamtym czasie mogło mnie spotkac. Wyremontowalismy dom, jak go nie było cała 3 odżyła. przyjeżdzal raz na kilka miesiecy i robił awantury. Ale ja bylam szczesliwa ze go nie ma. Około 3 lat temu podczas jego kolejnej wizyty dowiedzielismy sie o zdradzie. Znalazl sobie za granicą babe i zrobil jej dzieciaka. Wtedy zaczęło się pieklo
przesiadywal w PL robil awanntury, policja nie reagowała (jak przyjezdzal patrol-on sie uspokajal i patrzyli na nas jak na szalonych;/) znęcał sie, raz nawet mnie pobił. Po roku postanowilismy sie wyprowadzić. bez pieniedzy, mama miala malo platną prace (bo stary zawsze wysylal-odkąd miał babe ani grosza), bylismy w kropce ale nie moglismy dluzej pozwolic sobą pomiatać.
Wynajeliśmy mieszkanie-mama znalazla lepsza prace, ja weekendami pracowalam w barze i jakos nam szło. I idzie az do dnia dzisisejjszego. Już rok na swoim, rozprawa rozwodowa sie toczy (juz1,5rokuu!), on alimentow nie wysyła, ale sprawa jest u komornika (brat niepełnoletni)... To po krótce o mojej przeszlosci...
Dziś mam 20 lat i tkwie w bardzo toksycznym zwiazku... Uwolniłam sie od jednego a zaczęłam drugie bagno ![]()
To co napisze może Was bardzo zaskoczyć, ale mnie jako DDA na dzien dzisiejszy chyba nic juz nie zaskoczy ;/
Jestem bardzo zaburzonym człowiekiem (jezeli mozna tak powiedzieć). Gdy byłam bardzo młoda (13-15lat) borykałam się z anoreksją i bulimią-sama z tego W MIARĘ się pozbierałam. Podejrzewam u siebie Borderline (mój ojciec ma zdiagnozowane). W wieku 18 lat przez 7 miesiecy zażywałam amfetamine i piłam duuzo alkoholu. (tak sobie radzilam z sytuacją w domu..)
...i własnie wtedy go poznałam... Maciej, lat 38 (20lat starszy). Przez lata przyjaznil sie z moim ojcem (!!!!). Kiedyś ten alkoholik uzalezniony od amfy. Wtedy gdy go poznawalm niepijacy z dobrze prosperującą firmą.
pytacie jak to mozliwe? Podczas wizyt u starego gdy jeszcze mieszkalismy "na starym" czesto przychodzil do mojego pokoju ja po amfetaminowych imprezach spałąm do 15-16, a on tylko patrzyl z progu i znaczaco kiwal glowa (wiedzial ze cpam bo sam to przechodzil).
Kiedys bylam z moja przyjaciolka u siebie w pokoju, pijac piwo na amfie (norma wtedy dla mnie) gdy byl u mojego ojca zawolalam go. i zaczelismy gadac i nie moglismy przestac... on zafascynowany mną( znal mnie od dziecka jako tą rozsądną, mądrą i uczącą się) a teraz takie rzeczy...
Gdy wychodzil z mojego domu poszłam za nim. Wsiadłam do samochodu. i to byla najgorsza rzecz jaką mogłam zrobić. Pamietam jak mi się podobał. Jest baardzo przystojnym mezczyzną, dziewczyny się za nim zawsze oglądają. Dlaczego w tym wieku nie ma nikgo? kiedys pewna dziewczyna go skrzywdzila i nie pokochal nikogo az zjawilam sie ja..
Wyobrazcie sobie jak wtedy sie czulam.. TAKI meszczyzna zainteresowany mną (mialam bardzo niską samoocene), ta adrenalina+te narotyki+ ukrywanie sie przed ccalym swiatem. Wsiadalismy w samochod i jechalismy przed siebie. Pierwsze pol roku nie pil i byl wspanialy. Pozniej dolaczyl do mnie.
i zacząl pokazywać swoje oblicze.. NIENAWIDZE go po alkoholu, niby nic ale ejst okropny! przypomina mi starego (w koncu iles tam lat razem pili i cpali....)
ale nadal bylo cudownie. po 8 miesiacach z nim przestalam brac amfe. Przy nim nie musialam takiej adrenaliny mi dostarczal...
Kłocimy sie conajmniej 4 razy w tyg. Jest bardzo czepliwy. Na naszych pierwszych wakacjach zzostawil mnie w nocy i poszedl. Przyszedl pijany i zjarany do granic mozliwosci... wiele bylo sytuacji gdzie nie wytrzymalam i mowie to koniec! i wtedy sie zaczynalo: blagam, nie poradze sobie bez ciebie, ponosisz odpowiedzialnosc za to ze mnie w sobie rozkochalas, kochamy sie przeciez i nie mozemy bez siebie zyc. Wracałam. i wszsytko od nowa. Mowilam sobie, roznica wieku nie gra roli. Teraz tego nie odczowam, on jest bardzo zadbany,przystojny i wszyscy dają mu 30lat..
Sprawia mi prezenty na ktore mnie nie stać, traktuje jak ksiezniczke-zeby zaraz potraktowac jak smiecia, wyzwac, powiedziec ze jestem taka sama jak ojciec. kłotnie nie mają kocna.. kiedys wyladowalam przez niego na toksykologi bo mnie zostawil (ciagle o zdrade mnie posadza) nazarlam sie lekow-nie po to zeby umrzeć, ale zeby nie czuć. Dzis sama nie wierze ze taka glupia bylam. Przez te 2 lata zerwalam wszystkie konakty ze znajomymi. z wlasnej woli. liczy sie tylko on, tylko on mnie rozumie i przy nim czuje sie 'bezpiecznie'. praktycznie ze sobą mieszkamy od samego poczatku. w domu jestem 2 dni w tyg.
w łózku nam nie wychodzi czesto.. M. jest bardzo emocjonalny i po tych kłótniach ma po prostu problemy ze wzwodem. A ja czesto odczuwam frustracje bo mam duzy temperament a on nie jest w stanie mnie zaspokoić. i znow mi go zal i znow wyrzuty ze to ja jestem do bani ze za duzo oczekuje.. Zawsze do sexu dochodzi z mojej inicjatywy...
jestem silną osobą, dużo przeszłam ale taki emocjonalny rolercoster doprowadza mnie do obłedu.. To co tu napisałam to zaledwie1/10 wszystkiego, ale mam nadzieje ze mnie zrozumiecie..
Jestem w nim zakochana po uszy ale jednosczenie go nienawidze! nie moge bez niego zyc i jednoczenie go nie chce!;( 3 dni temu po kolejnej klotni sie nie odezwalam. powiedzialm dosc. chce to zakonczyc. 2 dni temu dzwonil- nie odebralam, wczoraj sie juz zlamalam, ale byl pijany i zacząl mnie obrazać.
Mimo tego wszystkiego czuje sie winna. ze go zostawiam, ze pije przezemnie, ze zostal sam, ze to ja zaczełam wszsytko i jestem niewdzieczna.
Kochani.. te WYRZUTY SUMIENIA MNIE ZJADAJĄ OD ŚRODKA! 3 dzien nic nie jem bo brzuch boli mnie niemiłosiernie. Wariuje.
Jedyne co mi pozostaje to karmic sie nadzieją. OD 2 liceum moim marzeniem byl wyjazd do Stanów. Dzis mam taką mozliwość, kiedys chcialam wszystko dla niego rzucić.. swoj rozwoj, studia w usa..wszystko. On chcial zeby studiowala w pl. zgozilam sie. Ale to nie moje marzenia.. nie moge aspiracje.. zawsze oczekuje od siebie wiecej niz wszyscy.. Mam mozliwosc spelnienia sie, ale boje sie ze znow do niego wroce, bo czuje, ze nie moge bez niego zyc+te wyrzuty.
HELP! co robic? jak nie zmarnować zycia i realizować sie ?:( kazde slowo jest dla mnie wazne...
P.S przepraszam za bledy, pisze pod wplywem emocji... i za dlugość tekstu też, ale musiałam to wyrzucić..