Temat z cyklu "chcę się wyżalić, potrzebuję rady, tak bardzo nie wiem, co robić". Pewnie ci, którzy kojarzą moje posty, wiedzą, że moja empatia i wrażliwość zmieściłyby się razem w łyżeczce do herbaty, więc proszę o pomoc osoby o większej inteligencji emocjonalnej niż ja (czyli chyba wszystkich) oraz ewentualnie o solidny opieprz pod pretekstem otworzenia mi oczu. Dziękuję.
Dramat w III aktach.
Bohaterowie:
ja - "zdiagnozowana" przez panią profesor psychologii neurotyczka o sposobie bycia na pierwszy rzut oka wykluczającym posiadanie jakichkolwiek uczuć
on - zamknięty w sobie, duszący wszelkie emocje, niepotrafiący rozmawiać o problemach, nieśmiały (chyba ex-) przyjaciel, obecnie współlokator bohaterki nr 1 i osoba, z którą ona kieruje zespołem.
Akt I
Bohaterowie wynajmują razem mieszkanie, sielanka. Współpraca nadal przyjemna. Coś tylko jest inaczej. On się przestał jej zwierzać, "wypłakiwać", jakby się oddalił. Pojawia się niezgoda w pracy (więcej tutaj http://www.netkobiety.pl/t79000.html - postanowiłam przenieść się do "przyjaciół", bo z samą pracą to już niewiele ma wspólnego). Pierwsza wielka kłótnia, ciche dni, zawiedzione zaufanie, ale bohaterka wybacza, może chciał to załatwić inaczej, zresztą przeprosił ostatecznie i przyznał jej rację. Bohaterka zakłada, że wszystko już jest okej.
Akt II
Bohaterka dowiaduje się o kolejnych manipulacjach w pracy bohatera, o faworyzowaniu itd. Postanawia raz w życiu zachować się dojrzale, przeprowadza rozmowę 4-godzinną, bohater też się wypowiada, dochodzą do zgody. Rozmawiają nie tylko o pracy. Wszystko zakończone jak w komediach romantycznych - bohater mówi, że może tego nie okazuje, ale cieszy się, że współpracuje z bohaterką i nie chce, żeby odchodziła z pracy, cieszy się, że sobie wszystko wyjaśnili. Na koniec wielkie przytulenie. Cudownie oczyszczona atmosfera, bohaterka rozumie motywy bohatera, zakłada, że bohater rozumie jej. Soł słit. Jako że wcześniej bohater zamiast wygarnąć bohaterce, co mu nie pasuje, żalił się wszystkim dookoła, obiecuje, że już będzie mówił jej wprost. Super.
Akt III
Bohaterka znowu dowiaduje się o coraz poważniejszych rzeczach związanych z faworyzowaniem przez bohatera dwójki podwładnych. Bohaterka dostaje szału. Prosi jeszcze spokojnie bohatera, żeby powiedział wszystko, co zrobił w związku z tym. Bohater przyznaje się tylko do jednej rzeczy (jednocześnie przyznając się do wcześniejszego kłamstwa). Emocje bohaterki biorą górę, dziękuje bohaterowi za współpracę, zapowiada odejście po zakończeniu jednej sprawy. W końcu okłamał ją prosto w oczy, nie przyznając się do pozostałych rzeczy. Bohaterce jednak robi się żal i znajomości, i pracy, więc podejmuje ostatnią próbę dogadania się. Nie oskarża, tylko tłumaczy, co wie, co ją boli, dlaczego tak zareagowała. Wysyła to mailem, jako że bohater wyjechał, poza tym bohater ma problemy z mówieniem głośnym o problemach. Bohater do pewnych rzeczy się przyznaje, tych co musi, a w pozostałych kręci. Bohaterkę boli serduszko, ale zdaje sobie sprawę, że też w pewnych sprawach być może szłaby w zaparte. Jednak coś tam kłuje, bo nie w takich - do tych by się przyznała i przeprosiła. Ale jednak bohater napisał, że cieszy się, że porozmawiali i okej. Tyle że nadal żali się wszystkim na bohaterkę. A jednocześnie czasem proponuje jej różne formy spędzania wspólnego czasu, prywatnie jest okej. A żali się nadal. Niemal - obgaduje. I nadal na siłę próbuje przepchnąć swoich podwładnych w górę. Tych dwoje.
Wnioski?
Bohaterka sądzi, że:
a) bohater ma bohaterkę w d... i na co dzień jest miły tylko po to, by mieć święty spokój. A jednak poprosił bohaterkę, żeby pojechała z nim w niedzielę na spotkanie ze znajomą, czego robić absolutnie nie musiał.
b) bohater silnie przeżywa atmosferę w mieszkaniu (podczas sprzeczki rodziców wychodził z domu na kilkugodzinny spacer...), żali się wszystkim pod wpływem emocji, nie potrafi ostatecznie porozmawiać, wylać swoich żali do bohaterki a nie do innych, jednak prywatnie nadal ją lubi i chce z nią spędzać czas.
Bohaterka bohatera uwielbia na przekór wszystkiemu, tylko ma żal o to wszystko. Chętnie by to sobie wyjaśniła, ale jest zdania, że z bohaterem się nie da. Jeżeli opcja a), to po ptakach. Jeżeli b), to co bohaterka ma zrobić i jak ma dotrzeć do bohatera, żeby to jakoś naprawić? Bohater bohaterce chyba przestał ufać przez to wszystko, mimo że nigdy nie zawiodła jego zaufania i to ona ma powody to nieufania jemu. Bohater inaczej interpretuje rzeczywistość, nie robi tego złośliwie, po prostu nie widzi nic złego w swoim zachowaniu w pracy. Skupia się na tym, że "pomaga" dwójce pracowników, nie widzi, że to jest krzywdzące dla pozostałych, nie widzi, że jest nielojalny wobec bohaterki, którą chyba uważa za twarde stworzenie bez serca, której nic nie zrani. Uważa, że to bohaterka czepia się złośliwie jego. Nie wierzy w dobre intencje bohaterki i jej motywy. Wykazuje chęć dogadania się, ale kompletny brak zrozumienia to uniemożliwia.
Co ja mam zrobić? >.<