netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Brat, przyjaciel, chłopak... - gdy wszystko jest zbyt trudne.

6 odpowiedzi2 815 wyświetleńzałożony przez mellaan, 25.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Brat, przyjaciel, chłopak... - gdy wszystko jest zbyt trudne.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: Brat, przyjaciel, chłopak... - gdy wszystko jest zbyt trudne.

Witajcie,
Pierwszy raz założyłam konto w takim miejscu i nie bardzo wiem, czego się spodziewać. Proszę nie tylko o poradę, ale o wysłuchanie mnie, bo mam wrażenie, że nikt dawno tego robił.
Mam na imię Amelia, Mela. Mam 26 lat. Wszystko zaczęło się dokładnie jedenaście lat temu. Byłam nastolatką, a raczej zaczynałam nią być, wchodziłam w gorący okres buntu. Wpadłam w złe towarzystwo. Alkohol, papierosy, narkotyki, petting, seks. Moje różki były coraz większe, do tego stopnia, że moi rodzice stracili całkowicie nade mną kontrolę. Nie pomagały szlabany, krzyki, płacz matki, jej błaganie. Uciekałam z domu, opuszczałam szkołę, znikałam na całe noce, raz przyprowadziła mnie policja. Rodzice stracili cierpliwości i chyba chęci. Mój brat mieszkał wtedy w dużym mieście, oddalonym od domu o prawie 150 km. Wysłali mnie do niego.  Byłam wściekła, twierdziłam że rodzice wyrzucili mnie z domu, bo chcieli mieć święty spokój. Nigdy nie dogadywałam się dobrze z bratem, wręcz go nienawidziłam. Jest ode mnie starszy o osiem lat. Od kiedy pamiętam, Antek był sportowcem. No wiecie, dyscyplina, motywacja, ćwiczenia, wola walki, 'wymagajmy od siebie nawety gdy inni tego nie robią'. Próbował mnie wyszkolić i zrobić ze mnie jego kopię. Nakładał na mnie obowiązki, karał za przewinienia, upominał, stworzył nawet regulamin. Za wszelkę cenę chciał mnie utemperować, ale ja nadal się stawiałam. Kłóciliśmy się jeszcze bardziej niż zawsze, często wyzywałam go od najgorszych, szarpałam go, opluwałam. Parakrotnie, w sytuacjach gdy zaczynałam np. rzucać go naczyniami, potrafił mnie uderzyć. W tamtym okresie nikogo bardziej nienawidziłam niż mojego własnego brata. Dlaczego nie uciekłam? Mój brat miał kumpla, przyjaciela, bratnią duszę, Matiego. Mateusz był całkowicie inny niż Antek. Ciepły, otwarty, uśmiechnięty, fajny facet i kumpel. Jedyny miał na mnie jakiś wpływ. Trochę się uspokoiłam, spokorniałam, ale moje stosunki z bratem nie ulegały zmiany. Dziwiłam się, dlaczego taki wspaniały człowiek, jak Mati może spędzać czas z kimś tak mało wartościowym, jak mój brat. Dzisiaj nie jestem w stanie określić, czy byłam zakochana w Matim, czy może była to tylko fascynacja lub wdzięczność.
To, co się wydarzyło dziesięć lat temu, śni mi się po nocach. Była ósma godzina, parę minut po. Usłyszałam telefon mojego brata. Dzwonił, dźwięk męczył moje uszy. Potem był krzyk. Wstałam z łóżku i poleciałam do kuchni. Mój brat - silny, zdeterminowany, waleczny - siedział na podłodzę i płakał. Nie, on nie płakał. On wył przeraźliwie. Zawodził. Na początku myślałam, ze to coś z jego dziewczyną lub rodzicami, naszą siostrą. Uklęknęłam obok niego, złapałam go za ręce. Błagałam, żeby przestał płakać i powiedział, co się stało. Cały drżał. Ja też. Pomiędzy szlochem usłyszałam, że Mateusz miał wypadek, że nie żyje. Świat się zatrzymał. Nie wiem, jak długo siedzieliśmy na tej idiotycznej podłodzę. Wiem tylko, że ciągle dzwoniliśmy do Mateusza, ale on nie odbierał. Cisza, kompletna cisza. Nie wiem, które z nas zadzwoniło do taty, około południa zabrał nas do domu rodzinnego. Każde z nas płakało w swoich pokojach. W nocy, może była to druga godzina, wyszłam z pokoju. Nie pamiętam po co - do łazienki, po picie, jedzenie. Naprawdę nie wiem. Zatrzymałam się obok pokoju Antka. Nie spał, słyszałam jak oddycha, jak płacze. Weszłam tam. Nie powiedziałam nic, on też milczał. Położyłam się obok niego i po prostu go przytuliłam. Pierwszy raz od wielu, wielu lat.
Od tamtego dnia ja i mój brat jesteśmy nierozłączni. Mieszkamy razem, pracujemy razem (skończyłam takie studia, żeby móc z nim pracować), ćwiczymy, mamy tych samych znajomych i zainteresowania. Praktycznie żyję jego życiem, powielam jego decyzję, bo boję się sama decydować czy wybierać. Wierzę, że każda śmierć ma jakiś sens, coś oznacza. Czasem myślę, że śmierć Mateusza połączyła mnie z Antkiem czymś nierozrywalnym. To inny poziom miłości między bratem i siostrą. Trudno to opisać słowami. Bez jednego nie byłoby drugiego. Może dlatego, że w tamtej chwili, dziesięć lat temu, tylko my byliśmy w stanie się zrozumieć wzajemnie. Kocham go, nad życie, nad wszystko.
Tylko ja mam, na litość Boską, 26 lat. Oprócz pracy, nie mam niczego. Nie, przepraszam, mam. Poznałam mężczyznę. Długo na mnie czekał, długo rozkochiwał mnie w sobie. Udało mu się, jesteśmy razem już ponad rok. Mój brat go lubi - to najważniejsze. Tylko pojawia się teraz problem. On propunuje mi przeprowadzkę do niego, a ja sobie nie wyobrażam tego. Nie wyobrażam sobie opuścić mojego brata, jego rodzinę i dom. Chociaż mieszkałabym od niego tylko 30 km, ja tego nie widzę. Nie wyobrażam sobie popołudnia bez wspólnej kawy, lata bez wspólnych wakacji, niedzieli bez spaceru... Przeprowadzka to kolejny etap związku, potem jest narzeczeństwo, ślub, dzieci, ŻYCIE. WŁASNE. Boję się, że mój brat gdzieś mi się wymknie, oddali się. Nie przeżyłabym tego.
Jak mam odmówić Bartkowi tak, żeby go nie stracić? Kocham go, bardzo, nie chcę, żeby odszedł ode mnie przez to, że kocham brata.
Co ja mam zrobić? Czy ja zmarnowałam życie?

Liczę na jakąś odpowiedź i pozdrawiam,
Mela.

2 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-08-25 22:11:07)

Odp: Brat, przyjaciel, chłopak... - gdy wszystko jest zbyt trudne.

Cześć, moja imienniczko.

Ciężka sprawa.
Śmierć Mateusza Was do siebie zbliżyła. Powstało coś na wzór niepisanego paktu.
Tylko wiesz, o ile to miało sens kiedyś, tak teraz jesteście dorosłymi ludźmi.
Wasza relacja jest zbyt intensywna. Powinnaś teraz układać sobie życie nie z bratem, lecz z chłopakiem.
Jesteś uzależniona od reakcji swojego brata.

Przykro mi, ale nie widzę innego wyjścia, jak tylko wizyta u specjalisty. Sama się nie zdystansujesz.

Nie ma mowy o zmarnowaniu życia, Twoje dopiero się zaczyna.
Nie odmawiaj chłopakowi, przecież go kochasz i chcesz z nim być.
Musisz odnaleźć siebie i swoją wolę w sobie. Bo na razie znasz tylko wolę swojego brata.
Brat wie, że uzależniasz od niego wszystkie swoje decyzje? Co on na to?

3

Odp: Brat, przyjaciel, chłopak... - gdy wszystko jest zbyt trudne.
mellaan napisał/a:

Jak mam odmówić Bartkowi tak, żeby go nie stracić? Kocham go, bardzo, nie chcę, żeby odszedł ode mnie przez to, że kocham brata.
Co ja mam zrobić? Czy ja zmarnowałam życie?

Liczę na jakąś odpowiedź i pozdrawiam,
Mela.

A czy Ty się po prostu nie boisz ???
Miłość rodzeństwa jest bardzo silna jeśli się o nią dba. 30 km to nic. Spokojnie będziecie się regularnie odwiedzać. Tym bardziej że łączy Was praca. Czas wyfrunąć z gniazdka smile

4

Odp: Brat, przyjaciel, chłopak... - gdy wszystko jest zbyt trudne.
Cynicznahipo napisał/a:

Cześć, moja imienniczko.

Ciężka sprawa.
Śmierć Mateusza Was do siebie zbliżyła. Powstało coś na wzór niepisanego paktu.
Tylko wiesz, o ile to miało sens kiedyś, tak teraz jesteście dorosłymi ludźmi.
Wasza relacja jest zbyt intensywna. Powinnaś teraz układać sobie życie nie z bratem, lecz z chłopakiem.
Jesteś uzależniona od reakcji swojego brata.

Przykro mi, ale nie widzę innego wyjścia, jak tylko wizyta u specjalisty. Sama się nie zdystansujesz.

Nie ma mowy o zmarnowaniu życia, Twoje dopiero się zaczyna.
Nie odmawiaj chłopakowi, przecież go kochasz i chcesz z nim być.
Musisz odnaleźć siebie i swoją wolę w sobie. Bo na razie znasz tylko wolę swojego brata.
Brat wie, że uzależniasz od niego wszystkie swoje decyzje? Co on na to?

Mój brat, jak to mój brat, chce mnie zbawić. Praktycznie to on poznał mnie z Bartkiem. Czasem złoszczę się na niego, bo czuję, że próbuję mnie wypchnąć, a raczej wepchnąć w samodzielność. Przebąkuje coś o rozmowie z kimś obiektywnym. Tylko, że ja się wtedy czuję, jak dziesięć lat temu, gdy rodzice mnie spakowali i niemalże siłą wywieźli do Antka.

5

Odp: Brat, przyjaciel, chłopak... - gdy wszystko jest zbyt trudne.

Zacznij źyć własnym życiem, jeszcze nie jest za późno. Idź za chłopakiem, wyrwij się z tej relacji z bratem, masz szansę, powód. Pomyśl o przyszłości:)

6

Odp: Brat, przyjaciel, chłopak... - gdy wszystko jest zbyt trudne.

Moim zdaniem zdaniem jezeli czegos sie boisz to odpowiedzialnosci za wlasne zycie i wlasne wybory.
Ale chce ci powiedziec ze Twoj brat jest doroslym facetem i nie powinien tego akceptowac.
Nie wiem za bardzo przed czym uciekasz ale we wlasnym zyciu i we wlasnych wyborach znajdziesz prawdziwa siebie taka jaka jestes
a nie taka jaka teraz moze jestes chowajac sie za bratem.

7

Odp: Brat, przyjaciel, chłopak... - gdy wszystko jest zbyt trudne.

Dziękuję wszystkim za pomoc i za każde słowo, nawet te nieco cierpkie. Zauważyłam problem. Nie spałam całą noc, myślałam nad tym wszystkim i zdecydowałam, że może i nie czuję na siłacj, ale muszę skoczyć na głęboką wodę, zaryzykować. Rozmawiałam z Bartkiem, też z Antkiem. No i właśnie się pakuję. Antek przyznał, że będzie mu ciężko, ale jest przeszczęśliwy, że mi się układa. Zawsze możemy się spotkać w weekend, a jak nie to są telefony. Myślę, że tak będzie lepiej. Dziękuję Wam!

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Brat, przyjaciel, chłopak... - gdy wszystko jest zbyt trudne.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026