Mam 29 lat, od 9 jestem w związku od 3 mieszkamy razem od roku czuje się jak bym żyła że współlokatorem. W zeszłym roku mieliśmy ogromny kryzys gdy przyłapałam go na masturbacji.. poczułam się zdradzona. Ale przeprosił stwierdził że to on czuję że się "nie sprawdza" czego zdecydowanie nie daje mu odczuć. Obiecał poprawę. Jednak już wcześniej nie chciał mnie całować co jak ostatnio stwierdził nie lubi (kiedyś nie miał z tym problemu), nie tuli mnie i nie pozwala tulić siebie, nie chce żebym go dotykała bo nie lubi jednak jeśli chodzi o sex czy pieszczoty to najlepiej wtedy kiedy mam okres bo wiadomo uwaga skupiona jest na nim a sex to gra wstępna tylko dla niego i "jazda"... Oczywiście nie patrzy wtedy na mnie i traktuje mnie jak z jakiegoś filmu porno (który zresztą ostatnio znalazłam na jego komputerze). Jesteśmy zaręczeni ale o ślubie nie ma mowy bo jest jeszcze "za młody" (31 lat) dzieci nie chce ja zresztą też bo nie chce być matką samotnie wychowująca dziecko bo tak by to było on by siedział zmęczony po pracy a ja prała gotowała sprzątała opiekowała się dzieckiem i pracowała. Nawet teraz nie chce mu się mi pomagać w głupich obowiązkach domowych. Nie wiem co robić. Kocham go ale czuję się nikim. Też mam uczucia które ostentacyjnie rani. Na nic ma moje prośby, które otwarcie lekceważy. Kiedy coś się dzieje to nie będzie się płaszczył tylko spakuję się i pójdzie w długą bo nie chce mu się już o mnie starać. Czy to już koniec?
Z Twojego opisu zasadniczo nie wyłania się nic dobrego, ale przecież jest coś, co nadal Cię przy nim trzyma. Potrafisz samej sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie co to jest?
3 2021-02-15 11:38:55 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-02-15 11:39:54)
Wg mnie nie ma nic zdrożnego w tym, że facet się masturbuje, czy też ogląda porno o ile nie przyjmuje to formy nałogowo-patologicznej.
Ale chyba Ciebie to zniechęciło do niego. Piszesz, że on w seksie jest egoistą, pragnie, aby skupić się na nim, ale kto tego nie lubi? Chyba tylko ktoś ze skłonnościami do poświęcania się i masochizmu. Jednocześnie piszesz o tym, jak to Ciebie zraniła jego masturbacja i oglądanie porno, w ogóle nie wnikając w to, jakie swoje (naturalne) potrzeby zaspakajał on w ten sposób, zamiast tego skupiasz się na sobie.
Czego właściwie oczekujesz od nas, opisując tu swój problem?
Mam 29 lat, od 9 jestem w związku od 3 mieszkamy razem od roku czuje się jak bym żyła że współlokatorem. W zeszłym roku mieliśmy ogromny kryzys gdy przyłapałam go na masturbacji.. poczułam się zdradzona. Ale przeprosił stwierdził że to on czuję że się "nie sprawdza" czego zdecydowanie nie daje mu odczuć. Obiecał poprawę. Jednak już wcześniej nie chciał mnie całować co jak ostatnio stwierdził nie lubi (kiedyś nie miał z tym problemu), nie tuli mnie i nie pozwala tulić siebie, nie chce żebym go dotykała bo nie lubi jednak jeśli chodzi o sex czy pieszczoty to najlepiej wtedy kiedy mam okres bo wiadomo uwaga skupiona jest na nim a sex to gra wstępna tylko dla niego i "jazda"... Oczywiście nie patrzy wtedy na mnie i traktuje mnie jak z jakiegoś filmu porno (który zresztą ostatnio znalazłam na jego komputerze). Jesteśmy zaręczeni ale o ślubie nie ma mowy bo jest jeszcze "za młody" (31 lat) dzieci nie chce ja zresztą też bo nie chce być matką samotnie wychowująca dziecko bo tak by to było on by siedział zmęczony po pracy a ja prała gotowała sprzątała opiekowała się dzieckiem i pracowała. Nawet teraz nie chce mu się mi pomagać w głupich obowiązkach domowych. Nie wiem co robić. Kocham go ale czuję się nikim. Też mam uczucia które ostentacyjnie rani. Na nic ma moje prośby, które otwarcie lekceważy. Kiedy coś się dzieje to nie będzie się płaszczył tylko spakuję się i pójdzie w długą bo nie chce mu się już o mnie starać. Czy to już koniec?
W sumie to tutaj widać brak zintegrowania i woli współpracy.
W sumie rąk i nóg ta wasza relacja wydaje się nie mieć, więc w sumie o co chodzi?