Postaram sie w skrócie opisac moją historię...
Jesteśmy z sobą już 5 lat. W sierpniu ubieglego roku oświadczył mi się, a w tym roku, w październiku planujemy ślub. (Mieszkamy ze soba od 2,5 roku).
Jednak zastanawiam się czy brnąc w to...
Ostatnio widzę u narzeczonego same wady. To ja zajmuję się wszystkimi obowiazkami domowymi (gotowanie, pranie, sprzątanie). On jest od kilku miesięcy na zasiłku chorobowym. W domu nie robi absolutnie NIC. Ma ogromny problem z zaścieleniem łożka. To chłopak, który pochodzi z tzw. "dobrej rodziny". Wszystko mial podane na tacy. O nic nigdy nie musial sie starać. Na studia dali rodzice, mieszkanie podarowali rodzice, auto kupił tatuś....Mój narzeczony już trzy razy zmieniał pracę w ciągu 2 lat. Z pierwszej go wyrzucili, bo sie obijał, z drugiej sam odszedł i wreszcie będąc w trzeciej poszedł celowo na zwolnienie lekarskie, a po jego powrocie w niedługim czasie szef mu podziękowal za takie podejście do pracy. Teraz- tak jak pisałam wcześniej- od 3 m-cy jest na zwolnieniu lekarskim. Ja bardzo za nim jestem/ bylam. Ale wkurzaja mnie sytuacje kiedy siedzac cały dzień w domu, nic nie robi. Czeka na obiad, który jaj mam zrobic po powrocie z pracy. Raz w tygodniu wychodzi z kumplami na picie. Wczoraj nie wytrzymałam i sprawdziłam jego telefon (wiem to okropne, ale miałam chyba przeczucie).Przeczytałam jego wymiane sms'owa z kolega, w ktorej zapewnial go że skołuje marihuanę na dzisiejsze spotkanie. Zamarłam. Nie spodziewałam się tego po nim. Zwłaszcza ze zna mój stosunek do takich rzeczy. Zrobiłam mu okropna awanturę. Pokłóciliśmy się. Powiedział mi że niszcze go psychicznie, ze go szpieguję. Ok może i szpieguję, ale takie rzeczy???? W głowie mi się nie mieszcza. Dodam że jedyna osobą, która ma na niego wpływ i przed którą czuje respekt, jest jego ojciec.
Mój narzeczony jest osoba wykształconą, skończył politechnikę. Jednak w ostatnim czasie dotarła do mnie gorzka prawda- jemu nie chce się pracować. Co jakiś czas informuje mnie o tym na jaki to "genialny" pomysł wpadł, by zarobic pieniadze. A po chwili okazuje się, że nie są to legalne żródła. Po kazdym z takich pomysłow odwodzę go, mówiąc że tak nie można, że nie po to się ksztalcił, zeby wchodzić w takie rzeczy. To wtedy on wybucha, że go nie rozumiem, że sie nie znam.
Proszę- pomóżcie mi. Boję się podjąc jednoznaczną decyzję, nie chce zmarnować sobie życia. Skończyłam dwa kierunki, pracuję. Zależy mi jedynie na szczęciu roddzinnym, poczuciu bezpieczeństwa. Boję sie jednak, że on mi tego nie zapewni.....a z drugiej stroy boję się, że zostanę sama, ze już z nikim sie nie związę. Mam już 27 lat...
Podobne tematy
Zerwie zaręczyny nie warto się męczyć z kimś takim przez całe życie
Nad czym się zastanawiasz? odpowiedź jest chyba jasna-uciekaj gdzie pieprz rośnie.
Postaram sie w skrócie opisac moją historię...
Ostatnio widzę u narzeczonego same wady.
My też u twojego narzeczonego widzimy same wady. Z tego co piszesz, to facet totalnie nie do życia.
Niestety takich chłopaków jest coraz więcej. Skutek bezstresowego wychowania zamożnych rodziców. Zero ambicji i planów na życie.
Uciekaj od niego, bo życie codzienne z takim obibokiem to koszmar.
Jak wyżej.
Jedyne co dodam to nie sugeruj się tym iż mówi Ci, że go niszczysz psychicznie szpiegowaniem. To się nazywa odwrócenie kota ogonem, abyś to Ty poczuła się temu winna. Manipulant i kombinator.
"już 27 lat" proszę Cię
Sam mam 29 za moment, rozstanie po 5 latach. Wyglądam na 24-25 i ostatnio stwierdziłem na podstawie, powiedzmy, statystyki z własnych obserwacji, że fajniejsze są kobiety po 30, 30-35 (i w sumie to nie są tylko moje wnioski). Drugim stwierdzeniem jest, że jeżeli nie trafi się naprawdę ktoś sensowny to czekam do 35, aż będę wystarczająco "dorosły" dla tych 30-35. Dopiero potem się będę martwił ![]()
6 2015-02-07 03:58:54 Ostatnio edytowany przez GoddeSs__ (2015-02-07 04:00:22)
Znasz więc swojego narzeczonego na tyle, by móc odpowiedzieć na pytanie : Czy jest szansa, że ten stan, który towarzyszy Twojemu narzeczonemu, ulegnie zmianie? Tej pozytywnej?
W sensie, iż weźmie się w garść? I to nie na moment. Jeśli chociaż chwilę się teraz wahasz, to chyba nie masz co się jeszcze łudzić. Nie marnuj swojego życia, nerwów, zdrowia. Lepiej być samej i szczęśliwej niż zaraz już w nieszczęśliwym i pełnym zmartwień małżeństwie, które dobrej przyszłości nie wróży.
Jak wyżej.
Jedyne co dodam to nie sugeruj się tym iż mówi Ci, że go niszczysz psychicznie szpiegowaniem. To się nazywa odwrócenie kota ogonem, abyś to Ty poczuła się temu winna. Manipulant i kombinator.
"już 27 lat" proszę CięSam mam 29 za moment, rozstanie po 5 latach. Wyglądam na 24-25 i ostatnio stwierdziłem na podstawie, powiedzmy, statystyki z własnych obserwacji, że fajniejsze są kobiety po 30, 30-35 (i w sumie to nie są tylko moje wnioski). Drugim stwierdzeniem jest, że jeżeli nie trafi się naprawdę ktoś sensowny to czekam do 35, aż będę wystarczająco "dorosły" dla tych 30-35. Dopiero potem się będę martwił
Dzięki, podniosleś mnie na duchu. A propo odwracania kota ogonem- jest własnie wiele takich sytuacji, kiedy on probuje wmówić mi moja "winę". I do tej pory często mu sie to udawało. Ja jak idiotka zapominałam ten czy tamten jego numer, albo po niedługim czasie przymykałam oko.
skoro już masz wątpliwości, to jest raczej pewne że one nie miną.
zostać z nim z obawy że nie znajdziesz nikogo innego? totalna głupota. lepiej męczyć sie cale życie tylko po to żeby z kims być niż być chwilkę samej i pposzukać tego odpowiednieg... ?
nie wahaj się ani chwili. idź do przodu z podniesioną głową. mądre decyzje sie oplacają, a zmiany w życiu są potrzebne ![]()
Znasz więc swojego narzeczonego na tyle, by móc odpowiedzieć na pytanie : Czy jest szansa, że ten stan, który towarzyszy Twojemu narzeczonemu, ulegnie zmianie? Tej pozytywnej?
W sensie, iż weźmie się w garść? I to nie na moment. Jeśli chociaż chwilę się teraz wahasz, to chyba nie masz co się jeszcze łudzić. Nie marnuj swojego życia, nerwów, zdrowia. Lepiej być samej i szczęśliwej niż zaraz już w nieszczęśliwym i pełnym zmartwień małżeństwie, które dobrej przyszłości nie wróży.
Tak, wiem, że on się nie zmieni. Zbyt długo na to czekałam. Jest w moim wieku, a swoim zachowaniem udowadnia mi to, że mentalnie jest jeszcze nastolatkiem. To straszne...Najwazniejsze jest to, ze dostrzeglam wreszcie to wszystko.
Postaram sie w skrócie opisac moją historię...
Jesteśmy z sobą już 5 lat. W sierpniu ubieglego roku oświadczył mi się, a w tym roku, w październiku planujemy ślub. (Mieszkamy ze soba od 2,5 roku).
Jednak zastanawiam się czy brnąc w to...
Ostatnio widzę u narzeczonego same wady. To ja zajmuję się wszystkimi obowiazkami domowymi (gotowanie, pranie, sprzątanie). On jest od kilku miesięcy na zasiłku chorobowym. W domu nie robi absolutnie NIC. Ma ogromny problem z zaścieleniem łożka. To chłopak, który pochodzi z tzw. "dobrej rodziny". Wszystko mial podane na tacy. O nic nigdy nie musial sie starać. Na studia dali rodzice, mieszkanie podarowali rodzice, auto kupił tatuś....Mój narzeczony już trzy razy zmieniał pracę w ciągu 2 lat. Z pierwszej go wyrzucili, bo sie obijał, z drugiej sam odszedł i wreszcie będąc w trzeciej poszedł celowo na zwolnienie lekarskie, a po jego powrocie w niedługim czasie szef mu podziękowal za takie podejście do pracy. Teraz- tak jak pisałam wcześniej- od 3 m-cy jest na zwolnieniu lekarskim. Ja bardzo za nim jestem/ bylam. Ale wkurzaja mnie sytuacje kiedy siedzac cały dzień w domu, nic nie robi. Czeka na obiad, który jaj mam zrobic po powrocie z pracy. Raz w tygodniu wychodzi z kumplami na picie. Wczoraj nie wytrzymałam i sprawdziłam jego telefon (wiem to okropne, ale miałam chyba przeczucie).Przeczytałam jego wymiane sms'owa z kolega, w ktorej zapewnial go że skołuje marihuanę na dzisiejsze spotkanie. Zamarłam. Nie spodziewałam się tego po nim. Zwłaszcza ze zna mój stosunek do takich rzeczy. Zrobiłam mu okropna awanturę. Pokłóciliśmy się. Powiedział mi że niszcze go psychicznie, ze go szpieguję. Ok może i szpieguję, ale takie rzeczy???? W głowie mi się nie mieszcza. Dodam że jedyna osobą, która ma na niego wpływ i przed którą czuje respekt, jest jego ojciec.
Mój narzeczony jest osoba wykształconą, skończył politechnikę. Jednak w ostatnim czasie dotarła do mnie gorzka prawda- jemu nie chce się pracować. Co jakiś czas informuje mnie o tym na jaki to "genialny" pomysł wpadł, by zarobic pieniadze. A po chwili okazuje się, że nie są to legalne żródła. Po kazdym z takich pomysłow odwodzę go, mówiąc że tak nie można, że nie po to się ksztalcił, zeby wchodzić w takie rzeczy. To wtedy on wybucha, że go nie rozumiem, że sie nie znam.
Proszę- pomóżcie mi. Boję się podjąc jednoznaczną decyzję, nie chce zmarnować sobie życia. Skończyłam dwa kierunki, pracuję. Zależy mi jedynie na szczęciu roddzinnym, poczuciu bezpieczeństwa. Boję sie jednak, że on mi tego nie zapewni.....a z drugiej stroy boję się, że zostanę sama, ze już z nikim sie nie związę. Mam już 27 lat...
Witaj.wydaje mi sie ,ze Twoj narzeczony upewnil sie juz Ciebie,tym bardziej,ze jestescie juz zareczeni i nie musi sie starac.Wyszla na jaw jego potworna wada,ktora ja osobiscie,u ludzi nie toleruje.Jest jaki jest-albo akceptujesz zycie z leniem albo sie zegnacie.Nie widze powodu,dla ktorego mialabys mu sluzyc jako pomoc domowa.daj mu jeszcze moze saznse.Obawiam sie jednak,ze na krotki czas bedzie poprawa.W zwiazku musi byc rownowaga,a nie tylko jedna osoba ma na swoich barkach wszystko ciagnac.Przemysl to,porozmawiaj z nim.Pzdr.
Jak już wszystko dostrzegłaś, zrozumiałaś, wiesz, że się nie zmieni... To co zamierzasz z tym zrobić? Przemyślałaś już to sobie?
Kobieto uciekaj od niego jak najdalej, bo zmarnujesz przy nim swoje życie. Robi z Ciebie kurę domową, a sam się obija jak pasożyt żerując na zasiłku i zapewne rodzicach, nie wspominając już o Twojej dobroci. Stanem majątkowym jego rodziców nie ma co się kierować, bo to on powinien w przyszłości współgrać z Tobą w zapewnianiu bytu rodzinie, a nie jego rodzice.
Jesteś jeszcze młoda, dobra, wykształcona i utalentowana! Znajdź kogoś normalnego, a nie takiego kombinatora i manipulatora, który rozmyśla "co zrobić, by się nie narobić" w brudnych interesach, a "Ty babo przynieś, podaj, pozamiataj". Uciekaj koniecznie! Nie popełnij ogromnego błędu, bo to on zniszczy psychicznie Ciebie. Już zaczyna odwracając kota ogonem.
Twój narzeczony to leń i marzyciel. Bujający w obłokach.
Albo Ci to pasuje. Albo odejdź. Wiem, że to ławo się tak pisze..... Odejdź....znajdziesz sobie kogoś lepszego.. itp. Ale to ciężka decyzja. Myślisz jednak, że są szanse na to byś była szczęśliwa z nim? Bo widzisz... jakkolwiek banalnie to brzmi.... życie jest zbyt krótkie, by spędzić je z człowiekiem, który nie daje nam szczęścia ( szczęścia dobrze pojętego, nie na zasadzie motylków...uniesień itp).
Fakty na temat narzeczonego odnotowałaś sama. A jakie one są? Ano takie, że ty ciężko pracujesz, a Twój narzeczony się buja. Może on nie dojrzał jeszcze do małżeństwa. ..... to że się zaręczył nie oznacza, że był na to gotów.
Sama piszesz, że to człowiek, któremu "wszystko spadło z nieba" .... i ty też. Zaradna pracowita.