Zaręczyny - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 3 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 58 z 398 ]

Temat: Zaręczyny

Cześć,

drogie panie - po jakim czasie od momentu rozpoczęcia spotykania się wasi ukochani wręczyli wam pierścionek z zapytaniem 'czy zostaniesz moją żoną?'

Drodzy panowie, a po jakim czasie wy to zrobiliście swoim kobietom?

Jestem świeżo po zaręczynach. Tak, z tym o którym wcześniej pisałam...bardzo szybko to u nas poszło i bardzo szybko mi się oświadczył. Przyjęłam bo go kocham ale czasem zastanawiam się, czemu taki pośpiech...

Chętnie się dowiem jak to wyglądało u innych smile

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez R_ita (2020-12-03 13:32:48)

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Cześć,

drogie panie - po jakim czasie od momentu rozpoczęcia spotykania się wasi ukochani wręczyli wam pierścionek z zapytaniem 'czy zostaniesz moją żoną?'

Mój pierwszy, czyli przedostatni facet oświadczył mi się szybko, po roku od rozpoczęcia spotykania- czyli po 9 miesiącach bycia razem. Twierdził, że to się albo wie albo nie czy to "ta kobieta" i on wie i czy zostanę jego żoną (był starszy 9 lat, może stąd takie zero jedynkowe podejście) . Będąc w szoku i stresie zgodziłam się, ale po dwóch tygodniach wycofałam niestety używając tych samych słów "że to się albo wie albo nie i... niestety ja teraz wiem, że on nim nie jest". Tak sobie dorzucę, że potem żałowałam i 3 lata mi siedział w głowie smile

Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy.

3

Odp: Zaręczyny

To zależy. Ja mam takie podejście, że dorośli ludzie po max 2 latach powinni wiedzieć czy chcą czy nie chcą. Mam też podejście, że ślub powinien być maksymalnie 1.5 roku po zaręczynach, potem już jest przechodzone.
Natomiast mój partner chciał też się zaręczać po niecałym roku argumentując to tym, że przecież można ze ślubem potem i 5 lat czekać.

Finalnie zaręczyliśmy się po 3 latach bycia razem i za rok mamy ślub.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

4

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Cześć,
drogie panie - po jakim czasie od momentu rozpoczęcia spotykania się wasi ukochani wręczyli wam pierścionek z zapytaniem 'czy zostaniesz moją żoną?'

po żadnym :-))

żona :-)

5

Odp: Zaręczyny

Co ja tam wtedy gadałem to nie pamiętam już za bardzo dokładnie smile
Oświadczyłem się też jakoś po trzech latach znajomości,mieszkaliśmy ze sobą i mieliśmy córkę,była na naszym ślubie i weselu.ale nic nie pamięta smile

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

6

Odp: Zaręczyny

I tak źle, i tak niedobrze. Gdy zaręczyn nie ma, kobiety narzekają i są pełne obaw. Gdy są, kobiety zastanawiają się, czy "ten" czas jest odpowiedni. Nic to, że jest tak, jak chcą oboje, "lepiej" ? porównać z "normami". hmm


Znam pary, które wzięły ślub po dwumiesięcznej znajomości (tak, dwa miesiące minęło od momentu poznania do ślubu), znam taką parę, gdy zaręczyny były po 10 latach wspólnego życia, a ślub - po kolejnych dwóch, znam takie pary, które są ze sobą od kilku dziesiątków lat i ani zaręczyn, ani ślubu nie było.
Jak to było u nas? Pierwsza powiedziałam, że kocham. Oświadczyny przyjęłam jakiś czas później, ale pierścionek wybieraliśmy kilka miesięcy po pytaniu "Czy wyjdziesz za mnie?", na które też od razu nie odpowiedziałam.

Wniosek? Nie oglądać się na innych, nie porównywać. I cieszyć się, gdy są do tego powody. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

7

Odp: Zaręczyny

To chyba będę tu miała swoisty rekord :-/

Zaręczyny to trochę co innego niż oświadczyny.

Zatem w pierwszym moim związku zaręczyny (takie oficjalne z pierścionkiem, bo wcześniej były ze dwa podejścia mniej formalne), miały miejsce po ok. 3 lat bycia razem w związku, od zaręczyn byliśmy z sobą jeszcze 4 lata, ale do ślubu nie doszło.
W drugim związku oświadczyny miały miały miejsce jakieś 3-4 miesiące po tym, jak zostaliśmy parą, ale ich nie przyjęłam, więc zaręczyn nie było. Za to byliśmy po tym momencie razem jeszcze ponad 1,5 roku.
Teraz jestem w trzecim związku i jestem zaręczona, a ten moment nastąpił jakiś rok po tym, jak zostaliśmy parą. Ślubu na razie nie planuję. W ogóle tak dość swobodnie podchodzę do wszelkich formalności - jestem z kimś, bo chcę być. Ale pewnie za jakiś czas się na ten krok zdecyduję :-)

8 Ostatnio edytowany przez Roxann (2020-12-03 16:15:41)

Odp: Zaręczyny

Wydaje mi się, że to zależy od wielu rzeczy, w tym przede wszystkim od tego jak relacja wygląda oraz czy za tymi szybkimi zaręczynami też ma iść szybki ślub czy też nie. Mój partner oświadczył mi się dość szybko bo po ok pół roku znajomości ale raczej to był symbol chęci bycia razem i traktowania siebie poważnie niż zapowiedź rychłego ślubu do którego mi wcale nie (było) śpieszno.
Pewnie też inne jest podejście do tych spraw jak się jest młodym, a inne kiedy człowiek ma już za sobą jakieś doświadczenia i co najmniej "3" z przodu.
Ogólnie patrząc na znajomych wokół, szczególnie tych młodszych powiedzmy dwudziestolatków, którzy są w raczej udanych jak do tej pory związkach małżeńskich, zaręczyny były tak średnio od 1-3 lat bycia razem i potem ślub do 1,5 roku.  Znam też pary, choć to raczej wyjątki, które w jeden rok się ze wszystkim uwinęły i są razem już kilkanaście lat.
Przechodzone związki, w sumie nie ważne czy z wczesnymi zaręczynami czy nie ale takie powyżej 6-7lat raczej długo po ślubie nie przetrwały. Nie wiem z czego to wynika, może dlatego, że wtedy ślub był brany pod jakaś presją czy to chęć zmiany, wniesienia czegoś nowego do już nieco albo bardzo wypalonego związku albo bo dziecko (albo jedno i drugie).
Ot, takie moje obserwacje.

9

Odp: Zaręczyny

Po 1,5 roku od naszego pierwszego spotkania smile i nawet trafił z rozmiarem pierścionka big_smile a to nie takie proste, bo ja pierścionków w ogóle nie nosiłam i nie noszę, no oprócz teraz tego zaręczynowego wink

Nigdy nie osądzaj ludzi wg opinii innych. Każdy człowiek pokazuje inną stronę swojej osobowości różnym ludziom. J.S.

10

Odp: Zaręczyny

Poznaliśmy się w wakacje, w październiku zostaliśmy parą, dwa lata później w grudniu zaręczyny, ślub w czwartą rocznicę poznania się (czyli jakieś półtora roku od zaręczyn).
W przyszłym roku będziemy mieć dziesiątą rocznicę ślubu.

Zaręczyny nie były niespodzianką, chociaż były same w sobie spontaniczne. Od kilku miesięcy rozmawialiśmy o ślubie i zaręczynach. Patrząc z perspektywy czasu trochę naciskałam, chociaż to nie jest do końca dobre słowo - raczej tłumaczyłam, że zaręczyny nie oznaczają ślubu już za miesiąc, że raczej gdzieś dwa lata potrwa zanim na spokojnie uzbieramy pieniądze i wszystko ogarniemy. Mój (wtedy jeszcze nie) mąż niby chciał zaręczyn i ślubu ale za bardzo siedziały mu w głowie teksty mamusi (bo ma być odpowiednia kolejność, czyli najpierw studia, potem szukanie stałej pracy, dopiero ślub. A my chcieliśmy jeszcze na studiach wziąć ślub, bo praca już była).
Po tych dziesięciu latach wiemy, że to była bardzo dobra decyzja, nigdy nie było dnia żebyśmy żałowali i mój mąż często mówił, że dobrze że trochę go nacisnęłam, bo inaczej ciągle słuchałby się mamusi, a ta decyzja pomogła mu odciąć pępowinę.

11 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-12-04 07:50:42)

Odp: Zaręczyny

Ja też znam pary co pobrały się tak szybko i są udanym małżeństwem chociaż powodem była chęć pójścia na swoje inne czasy dom dla singla to abstrakcja była.
Moje oświadczyny chociaż  raczej mi oświadczyny:) były po pół roku i z perspektywy czasu byliśmy za młodzi i ślub po zaręczynach za szybko. Właściwie się nie znaliśmy chociaż mieszkaliśmy razem. Bo zaręczyny bez mieszkania razem to już zupełnie loteria.
Ale to było 20 parę lat temu inne czasy.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

12

Odp: Zaręczyny
Ela210 napisał/a:

Bo zaręczyny bez mieszkania razem to już zupełnie loteria.

Nieprawda. My zamieszkaliśmy razem dopiero po ślubie, wcześniej nawet weekendowo ze sobą nie pomieszkiwaliśmy czy coś takiego i jak już razem mieszkaliśmy to nic mnie nie zaskoczyło i zdziwiło względem zachowania lub przyzwyczajeń męża. Wiedziałam jaki jest i jak się zachowuje i dokładnie tak samo było po ślubie na wspólnym mieszkaniu.

13

Odp: Zaręczyny
nieFlorka napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Bo zaręczyny bez mieszkania razem to już zupełnie loteria.

Nieprawda. My zamieszkaliśmy razem dopiero po ślubie, wcześniej nawet weekendowo ze sobą nie pomieszkiwaliśmy czy coś takiego i jak już razem mieszkaliśmy to nic mnie nie zaskoczyło i zdziwiło względem zachowania lub przyzwyczajeń męża. Wiedziałam jaki jest i jak się zachowuje i dokładnie tak samo było po ślubie na wspólnym mieszkaniu.

Przecież napisałam że loteria smile czasem się wygrywa. Co nie zmienia faktu że się nie znaliscie wcześniej z codziennego życia.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

14 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2020-12-04 10:15:32)

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Jestem świeżo po zaręczynach. Tak, z tym o którym wcześniej pisałam...bardzo szybko to u nas poszło i bardzo szybko mi się oświadczył. Przyjęłam bo go kocham ale czasem zastanawiam się, czemu taki pośpiech...

Jeśli się zastanawiasz czemu taki pośpiech to chyba świadczy o tym, że potrzebujesz jeszcze czasu by się upewnić co do relacji. Nie ma jednego sposobu, jedni po króciutkim czasie są już pewni, a u innych wymaga to dużo czasu. Nie ma co wartościować. Najważniejsze abyś Ty się czuła z tym bezpiecznie i czuła się na to gotowa. Nie śpiesz się ze ślubem, nie ulegaj i mów o swoich potrzebach. Najgorsze są decyzje pod presją, albo dlatego, że wszyscy tak robią.
Znam i słyszałam o takich co się zaręczyli po 3 miesiącach, szybko pobrali i stanowili dobraną parę. I takich co się pobrali po ponad 10 latach bycia razem i tak trwa od liceum przez 20 lat i jest im świetnie.

Everyone you meet is fighting a battle you know nothing about. Be kind. Always.

15

Odp: Zaręczyny
aniuu1 napisał/a:
CCCatch napisał/a:

Jestem świeżo po zaręczynach. Tak, z tym o którym wcześniej pisałam...bardzo szybko to u nas poszło i bardzo szybko mi się oświadczył. Przyjęłam bo go kocham ale czasem zastanawiam się, czemu taki pośpiech...

Jeśli się zastanawiasz czemu taki pośpiech to chyba świadczy o tym, że potrzebujesz jeszcze czasu by się upewnić co do relacji. Nie ma jednego sposobu, jedni po króciutkim czasie są już pewni, a u innych wymaga to dużo czasu. Nie ma co wartościować. Najważniejsze abyś Ty się czuła z tym bezpiecznie i czuła się na to gotowa. Nie śpiesz się ze ślubem, nie ulegaj i mów o swoich potrzebach. Najgorsze są decyzje pod presją, albo dlatego, że wszyscy tak robią.
Znam i słyszałam o takich co się zaręczyli po 3 miesiącach, szybko pobrali i stanowili dobraną parę. I takich co się pobrali po ponad 10 latach bycia razem i tak trwa od liceum przez 20 lat i jest im świetnie.

Hmm, u mnie to nie wynika z niepewności co do relacji (bo na swojego narzeczonego póki co nie mogę złego słowa powiedzieć i wiem, że bardzo go kocham), ale z mojej życiowej nieufności, o której de facto pisałam w innym wątku ('nie potrafię nikomu zaufać'). To bardzo skomplikowana kwestia, niestety.

Oświadczył mi się po niecałych 6 miesiącach (cała nasza historia w moim wątku 'czy kobiecie wypada zrobić pierwszy krok?'), z jego strony są wspominki o ślubie w przyszłości, ja póki co w ogóle nie poruszam tego tematu big_smile

16

Odp: Zaręczyny
Ela210 napisał/a:

Przecież napisałam że loteria smile czasem się wygrywa. Co nie zmienia faktu że się nie znaliscie wcześniej z codziennego życia.

Elu, jak się razem zamieszka to po slubie tez jest loteria - zmieni się czy nie zmieni, wykręci mi numer czy nie.

U mnie po 1 roku i 3 miesiącach oficjalnego bycia parą. Dość szybko, ale dłużej bym czekać nie chciała (ja 30, on 31)

Pół roku to tez nie tak znowuz szybko. Gorzej, ze przyjęłaś zaręczyny, a nie chcesz rozmawiać o ślubie - jak się nie chce jeszcze planować slubu to równie dobrze można byc dalej parą, nie narzeczeństwem

17

Odp: Zaręczyny

CCCatch,
bez zaufania i z totalną nieufnością do wydawałoby się najbliższego człowieka, niczego trwałego nie zbudujesz. Ile razy Twój narzeczony ma udowadniać, że nie jest wielbłądem? Kolejny raz przytakniesz, po czym zejdziesz do podziemia i za kilka miesięcy znajdziesz inny wydumany powód, który będziesz obracać w swej wyobraźni. Uwierz mi, można taką nieufną osobę kochać i zerwać związek, bo życie z brakiem zaufania jest piekłem.
Nieistotnym jest to, że narzeczony jest dobrym człowiekiem, ważne jest to, że mu nie ufasz a jedyną osobą, która może to zmienić jesteś Ty. Problem w tym, że niczego ze swoim toksycznym myśleniem, oprócz powtarzania tych samych schematów, nie robisz. Za pierwszym razem można wytłumaczyć to przypadkiem, za drugim - powiedzieć, że to błąd, przy kolejnych - to już decyzja.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

18

Odp: Zaręczyny
Wielokropek napisał/a:

Problem w tym, że niczego ze swoim toksycznym myśleniem, oprócz powtarzania tych samych schematów, nie robisz. Za pierwszym razem można wytłumaczyć to przypadkiem, za drugim - powiedzieć, że to błąd, przy kolejnych - to już decyzja.

Brak zaufania też nie bierze się z powietrza i bardzo często jest wewnętrzną informacją, że albo nie jest się gotowym na poważny związek, albo nie jest się gotowym na poważny związek z tą konkretną osobą. Nie musi to od razu świadczyć o powtarzaniu schematów, toksycznym myśleniu czy jakichś zaburzeniach, bo przecież nie jesteśmy w stanie przekonać samych siebie, że ufamy czy kochamy. Gdybyśmy wiązali się w pary tylko na podstawie tego, czy ktoś jest dla nas dobry, czy nie, to bylibyśmy w związkach z rodzicami, znajomymi czy innymi przypadkowymi osobami. A do tanga trzeba dwojga, szczególnie wtedy, kiedy myśli się o spędzeniu z kimś reszty życia.

Według mnie wątpliwości czy to TEN, pytanie innych co myślą na temat naszych relacji, zastanawianie się czy czyjeś intencje w stosunku do nas są dobre, czy też nie, już jest czerwoną lampką, że to chyba jednak nie do końca "to" czego chcemy i czego potrzebujemy do szczęścia.

19 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2020-12-04 20:34:57)

Odp: Zaręczyny

pop_corn,
brak zaufania bierze się też (tak, jak w przypadku autorki wątku) z wcześniejszych doświadczeń nie mających nic wspólnego z bohaterem wątku, ale to on został (patrz poprzedni wątek) potraktowany z buta przez CCCatch. Podejrzewała go poprzednio, podejrzewa obecnie, podejrzewać będzie dalej, jeśli - tak jak dotąd - osiądzie na laurach zamiast wziąć się do, trudnej acz przynoszącej efekty, pracy nad sobą.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

20

Odp: Zaręczyny

Kobietki, ale to nie jest tak, że mając ogólnie w życiu problem z zaufaniem, nie ufam narzeczonemu. Wiele się w ostatnim czasie zmieniło - na lepsze. Gdybym mu jednak nie zaufała, nie przyjęłabym oświadczyn i nie robiłabym z nim i przy nim tych wszystkich rzeczy, które robię (wiele różnych i bez krępacji). Czasem w mojej głowie coś się zrodzi, ale walczę z tym i jeśli coś mnie bardzo dręczy, to rozmawiamy o tym, a pierdoły ze swojej głowy szybko wybijam. Naprawdę bardzo staram się zmienić swoje podejście i z jego pomocą naprawdę wiele się zmieniło.

Co do ślubu - nie napisałam nigdzie, że nie chcę, tylko, że póki co ja nie poruszam tematu. Na pewno jeszcze za szybko a i stabilność finansową na poziomie 100% trzeba mieć - ale w przyszłości jak najbardziej bym chciała z nim stanąć przed ołtarzem - zakładając i mając nadzieję, ze nic złego się nie wydarzy..

21

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Kobietki, ale to nie jest tak, że mając ogólnie w życiu problem z zaufaniem, nie ufam narzeczonemu. Wiele się w ostatnim czasie zmieniło - na lepsze. Gdybym mu jednak nie zaufała, nie przyjęłabym oświadczyn i nie robiłabym z nim i przy nim tych wszystkich rzeczy, które robię (wiele różnych i bez krępacji). Czasem w mojej głowie coś się zrodzi, ale walczę z tym i jeśli coś mnie bardzo dręczy, to rozmawiamy o tym, a pierdoły ze swojej głowy szybko wybijam. Naprawdę bardzo staram się zmienić swoje podejście i z jego pomocą naprawdę wiele się zmieniło.

Ja Cię chyba rozumiem i nie widzę potrzeby nadinterpretacji tego i doszukiwania się drugiego dna w tej konkretnej relacji. Niektórzy po prostu są wadliwie ukształtowani stąd wdrukowana nieufność i po prostu taka konstrukcja psychiczna, że w głowie wciąż są podszepty i nie ważne o kogo chodzi- w głowie szumi. Ale to jest do przepracowania na terapii i przepracowane zostać musi bo może prowadzić nawet do paranoi i zniszczy Ci życie. A ty nie musisz się tłumaczyć obcym ludziom, czy ufasz narzeczonemu czy nie, bo ty znasz źródła swoich problemów i wiesz, że ich źródłem nie jest narzeczony tylko ty sama.

Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy.

22

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Kobietki, ale to nie jest tak, że mając ogólnie w życiu problem z zaufaniem, nie ufam narzeczonemu. Wiele się w ostatnim czasie zmieniło - na lepsze. Gdybym mu jednak nie zaufała, nie przyjęłabym oświadczyn i nie robiłabym z nim i przy nim tych wszystkich rzeczy, które robię (wiele różnych i bez krępacji). Czasem w mojej głowie coś się zrodzi, ale walczę z tym i jeśli coś mnie bardzo dręczy, to rozmawiamy o tym, a pierdoły ze swojej głowy szybko wybijam. Naprawdę bardzo staram się zmienić swoje podejście i z jego pomocą naprawdę wiele się zmieniło.

Co do ślubu - nie napisałam nigdzie, że nie chcę, tylko, że póki co ja nie poruszam tematu. Na pewno jeszcze za szybko a i stabilność finansową na poziomie 100% trzeba mieć - ale w przyszłości jak najbardziej bym chciała z nim stanąć przed ołtarzem - zakładając i mając nadzieję, ze nic złego się nie wydarzy..

Założyłaś na forum już przynajmniej cztery wątki o swoim związku i o problemach z nim związanych. Tymczasem nasz regulamin wyraźnie mówi, że problemy jednego związku, opisujemy w jednym temacie.
Tutaj również, zaczęło się niby od zaręczyn, a rozwija się dalej wyłącznie o Waszej relacji.
Nie można tak zaśmiecać forum. Uprzedzam, że jeśli pojawią się tutaj dalsze posty o Twoim związku - wątek zostanie zamknięty jako kolejny dubel.
Moderator IsaBella77

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

23

Odp: Zaręczyny

U nas było nietypowo, bo w zasadzie to ja się oświadczyłam, z tym, że rozmawialiśmy wstępnie o ślubie i wspólnym życiu już wcześniej. Pierścionek został zamówiony przez internet smile Zaręczyliśmy się po jakichś 2 latach z kawałkiem bycia razem. Ślub byłam gotowa brać zaraz po zaręczynach, ale z racji mieszkania w różnych krajach i długiego czekania na wizę imigracyjną pobraliśmy się rok później.

Stella sospesa nel cielo boreale
eterna: non la tocca nessuna insidia

24 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2020-12-08 18:23:24)

Odp: Zaręczyny

Mój były mąż oświadczyl się jakoś po roku, twierdząc, że on 100% jest pewny, że jestem tą jedyną. Dziś wiem, że ten pośpiech wynikał z nalegań jego matki, a nie jakiegoś szczególnego przekonania czy milości, czego dowodem bylo nasze okropne malżeństwo. Misiek oświadczyl się po pieciu latach, ale, że oboje jakoś do żeniaczki się nie garniemy, to do dziś nie noszę obrączki, a nasz związek dobrze się ma.

Także nie ma reguły. Chociaż sklaniam się do wątpliwości jeżeli ktoś wyskakuje z oświadczynami po paru miesiącach znajomości, bo to raczej wskazuje na brak powagi. Jasne, że można znać kogoś kilka lat i też podjąć zlą decyzję, ale raczej nikt nie jest w stanie dobrze poznać drugiej polówki w kilka miechów.

25

Odp: Zaręczyny

19 listopada narzeczony mi się oświadczył po ok. 4,5 roku znajomości. Mimo mojego wieku to pierwsze oświadczyny w moim życiu, nigdy nie byłam w tak długo trwającym związku.

26

Odp: Zaręczyny

Mój ówczesny chłopak, a dziś mąż, o tym, że chciałby iść ze mną przez życie, po raz pierwszy wspomniał po ok. dwóch miesiącach intensywnych spotkań. Parą zostaliśmy bodajże na drugiej randce - nie było żadnych stwierdzeń, pytań, było to dla nas obojga oczywiste, że my już jesteśmy razem. Oświadczyny z pierścionkiem nastąpiły po sześciu miesiącach związku, ślub rok później.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

27

Odp: Zaręczyny
Olinka napisał/a:

Mój ówczesny chłopak, a dziś mąż, o tym, że chciałby iść ze mną przez życie, po raz pierwszy wspomniał po ok. dwóch miesiącach intensywnych spotkań. Parą zostaliśmy bodajże na drugiej randce - nie było żadnych stwierdzeń, pytań, było to dla nas obojga oczywiste, że my już jesteśmy razem. Oświadczyny z pierścionkiem nastąpiły po sześciu miesiącach związku, ślub rok później.

Jakbym czytała o swoim związku! Intensywne spotkania, szybkie zostanie parą, oświadczyny po niecałych 6 miesiącach... yikes tylko póki co - jeszcze bez ślubu big_smile ale kto wie, może i mi się poszczęści...

28 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2020-12-09 13:06:50)

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:
Olinka napisał/a:

Mój ówczesny chłopak, a dziś mąż, o tym, że chciałby iść ze mną przez życie, po raz pierwszy wspomniał po ok. dwóch miesiącach intensywnych spotkań. Parą zostaliśmy bodajże na drugiej randce - nie było żadnych stwierdzeń, pytań, było to dla nas obojga oczywiste, że my już jesteśmy razem. Oświadczyny z pierścionkiem nastąpiły po sześciu miesiącach związku, ślub rok później.

Jakbym czytała o swoim związku! Intensywne spotkania, szybkie zostanie parą, oświadczyny po niecałych 6 miesiącach... yikes tylko póki co - jeszcze bez ślubu big_smile ale kto wie, może i mi się poszczęści...

Zdarza się, że ktoś ma takiego farta, ale to rzadkość.

W moim otoczeniu dwie pary, które lecialy taką super prędkością do ołtarza, równie szybko składały papiery rozwodowe, bo nagle sie okazalo po ślubie, że różowe okulary im spadły i w ogóle do siebie nie pasują. Także ja bym byla ostrożna z tak szybkim przyjmowaniem oświadczyn. Jak wszystko jest w porządku, a partner kocha, to poczeka, a jak kierują nim niepoważne czy blahe powody, to przynajmniej nie wdepnie się w guano.

29

Odp: Zaręczyny

U nas to był strzał. Mąż bardzo się zakochał, podobno go trafiło, jak twierdzili przyjaciele, obserwujący również jego poprzednie związki, a że miał ich za sobą kilka, w tym co najmniej dwa poważne, to na tym etapie już doskonale wiedział czego szuka. Jak wspomniałam, te pół roku to był okres intensywnych spotkań, spędzaliśmy ze sobą ogromną ilość czasu, sporo też się wydarzyło. Oprócz tego poznaliśmy swoich znajomych, rodziny. Z mojej strony nastąpiła wzajemność, a choć małżeństwo co prawda miałam w planach, ale odłożonych na jakąś bliżej nieokreśloną przyszłość, to tutaj długo się nie wahałam. Faktycznie potoczyło się to wszystko bardzo szybko, ale żadne z nas nie miało żadnych wątpliwości. W tym roku obchodziliśmy 24 rocznicę ślubu.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

30

Odp: Zaręczyny

Olinka, a w jakim byliście wieku? Koło 30 takie tempo jak u Was nikogo nie dziwi, wcześniej moze tak.

31

Odp: Zaręczyny

Dalszy ciąg historii Autorki, przeniesiony z kolejnego dubla:

CCCatch napisał/a:

Witajcie, nie wiem czy umieszczam dobrze temat, bo dotyczy mojego związku, ale nie wiem, z którym innym wątkiem go połączyć...

W zeszłym tygodniu rozstałam się z narzeczonym (rzucił mnie) po ponad 7 miesiącach bycia razem i 2 miesiące po zaręczynach.
Jestem osobą trudną, mam wybuchowy charakter, często się czepiam, mam problemy z zaufaniem, zdarza się, że najpierw powiem/napiszę, a później pomyślę, aczkolwiek mimo tych wad wiem, że jestem dobrym człowiekiem, pomocnym, uczciwym, osobą wierną i lojalną. Potrafię przyznać się do błędu, staram się walczyć z negatywnymi cechami mojego charakteru – choć jest to trudne, umiem przeprosić.
Zaręczyny były szybko - pod koniec listopada. Bardzo romantyczne - plaża, świecie, kwiaty, szampan, fajerwerki. Przygotowane z pompą i pomocą 3 kolegów. Wiedziałam, że chce mi się oświadczyć, bo wygadał się podczas jednej z naszych kłótni.
Nasz związek to było pasmo szczęścia, miłości, wspólnych zainteresowań ale też wielu kłótni, czepialstwa o pierdoły (z mojej strony). Byliśmy nierozłączni, wszystko robiliśmy razem, wszystkie wolne chwile spędzaliśmy razem. On często dawał więcej niż ja, ale ja nie byłam tylko biorcą. Ja wybuchowa i emocjonalna, on spokojniejszy, cierpliwszy – łagodził konflikty i wyciągał pierwszy dłoń. Bywałam zazdrosna, a kompleksy potęgowały to jak i moją podejrzliwość co do jego zamiarów wobec mnie. Nie potrafiłam do końca zaufać.
W grudniu zaczęło się dziać gorzej (była nawet kłótnia podczas świąt) – nie chciałam zbytnio jechać do jego rodziny. Powód? Nie czułam się w 100% akceptowana, nie traktowali mnie tak, jak moi rodzice jego, krępowałam się. Bardzo.
W styczniu nasz tygodniowy, wspólny wyjazd i duża kłótnia (z powodu jego bardzo mocnej wiary, związanych z nią lęków i mojego braku umiejętności zrozumienia pewnych rzeczy, ale kilka godzin później wbijałam mu do głowy to, że uprawiając seks przedmałżeński z osoba, którą kocha i wobec której ma poważne zamiary – nie grzeszy i jest dobrym człowiekiem).
Powrót z urlopu, moje znaczne pogorszenie samopoczucia fizyczno-psychicznego. Testy na covid, mnóstwo badań krwi, fatalne samopoczucie. Brak chęci do życia, apatia, bóle, jego kwarantanna. Codziennie rozmawialiśmy na kamerce.
Na początku lutego, po jednej z naszych rozmów, gdzie ja coś napisałam, co on opacznie odebrał, stwierdził, ze stracił siły na bycie ze mną, nie ufa mi już i zerwał przez telefon. Ciągle powtarzał, że mnie kocha, że nie ma innej, ale boi się być ze mną. Ja w końcu poszłam do psychologa, by udowodnić mu, że potrafię się zmienić, chociaż wcześniej jego prośby niestety próbowałam zbywać. Nic z tego. Kilka rozmów przez telefon, jego ciągłe płacze, moje prośby, dwa spotkania w pracy, umówienie się na spotkanie, by wszystko sobie wyjaśnić. Odbyło się wczoraj. Przyjechał zapłakany, miał ze sobą wszystkie moje rzeczy, które u niego zostawiłam. Gdy chciałam go dotknąć, wpadł w histeryczny płacz. Po prostu wył. Gdy się uspokoił, rozmawialiśmy przez 4 godziny, wiele pytań, wiele wyjaśnień i w końcu jego insynuacje, co do kontynuacji naszego związku. W pewnym momencie przytulił mnie i zaczął namiętnie całować. Spytał, czy obiecam, że się zmienię. Obiecałam. Powiedział, byśmy dalej byli razem. Dodam, że podczas naszej rozmowy najpierw z kimś pisał, potem dzwoniła po kolei jego babcia, siostra i mama. Nie odbierał. Zagadałam później na Messengerze, napisał, że próbuje wyciszyć emocje, jest mu źle, boi się wszystkiego, ale mamy rozmawiać jak osoby, które chcą naprawić swój związek. Rozmowa była oschła ale wiedziałam, że to ja muszę odbudować jego zaufanie i nie będzie teraz tak pięknie jak kiedyś.
Rano napisałam z zapytaniem, czy się wyspał. Oddzwonił, powiedział, że się nie wyspał. Całą noc myślał, przyjechał na 6 do pracy, czuł się fatalnie, wymiotował i pojechał z powrotem do domu. Powiedział, ze przemyślał na chłodno i jednak nie możemy być razem. Mimo tego, co się wydarzyło wczoraj, nagle zmienił zdanie. Na moje pytanie, czy rozmawiał z mamą o naszym spotkaniu i co na nim zapadło, zawahał się i odpowiedział, ze tylko jej wspomniał.
Do czego dążę? Myślę, że mój były narzeczony jest rozdarty między miłością do mnie a zniechęcaniem do mnie przez jego rodzinę. Wydawało się wczoraj, że uwierzył w moje obietnice, chciał być dalej ze mną, a dziś taka wiadomość. Jak napisałam wcześniej, nie czułam akceptacji ze strony jego rodziny. Myślę, że wpływają na niego  a on jest na to podatny. Jest z nimi zżyty, z mamą najbardziej (ojciec nie żyje).
Wiem, że nie zawsze byłam dobra dla niego, ale kochałam go jak mało kogo. Zdeterminowałam się na zmianę siebie najlepiej, jakby się dało, ale taka zmiana trwa, a nasz związek dopiero się rozkręcał i dla mnie czymś normalnym były kłótnie i stopniowe docieranie się. On wszystko (za) bardzo brał do siebie.
Myślę, że wczorajsze spotkanie nie potoczyło się po myśli jego bliskich. Wziął moje rzeczy i przyjechał wyjaśnić, w międzyczasie, pod wpływem impulsu bądź dalszego uczucia postanowił dać mi szansę, co chyba nie spodobało się mamie i stało się jak się stało.
Ponoć też wybiera się do psychologa…
Moi drodzy, czy jakbyście kogoś kochali, dalibyście mu szansę na pokazanie drugiej, ukochanej osobie, że potraficie się zmienić? Słuchalibyście się rad bliskich, nawet mimo oczywistego skutku: cierpienia i życia w samotności? Drugi raz zostawił mnie przez telefon a to niby dlatego, bo jest „miękki i tak mnie mocno kocha i bał mi się powiedzieć to prosto w twarz”…Czemu w ciągu kilkunastu godzin zmienił decyzję i tak to przeżywał, aż pierwszy raz w życiu wziął urlop na żądanie?
Moi bliscy odradzali mi walkę o ten związek, nazywając mojego ukochanego "niedojrzałym". Ja walczyłam dlatego, bo twierdził, że nadal mnie kocha, ja go również. Nie wierzę, że powodem rozstania jest "brak sił i zaufania"...Ludzie wyrządzają sobie większe krzywdy, zdradzają się, wybaczają i żyją dalej...

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

32 Ostatnio edytowany przez Lendy123 (2021-02-12 22:19:22)

Odp: Zaręczyny

Zerwał z Tobą i mimo próśb nie dał Ci kolejnej szansy, więc odpuść sobie, on nie chce z Tobą być. Roztrząsanie dlaczego i jaki wpływ na to ma matką/siostrą/babcia niczego nie zmienią. Skup się na sobie, bo z Twoich wypowiedzi wynika, że potrzebujesz psychoterapii. Dopiero jak dojdziesz do ładu ze sobą wchodz w związki. Inaczej to będzie katastrofa za katastrofą.

33

Odp: Zaręczyny

Znając poprzednie wątki i historie Autorki, to musi ona koniecznie popracować nad swoimi lękami, bo inaczej nie będzie w stanie z nikim sie związać..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

34

Odp: Zaręczyny
Lendy123 napisał/a:

Zerwał z Tobą i mimo próśb nie dał Ci kolejnej szansy, więc odpuść sobie, on nie chce z Tobą być. Roztrząsanie dlaczego i jaki wpływ na to ma matką/siostrą/babcia niczego nie zmienią. Skup się na sobie, bo z Twoich wypowiedzi wynika, że potrzebujesz psychoterapii. Dopiero jak dojdziesz do ładu ze sobą wchodz w związki. Inaczej to będzie katastrofa za katastrofą.

Więc po co były te płacze na spotkaniu? Po co sugerowanie, byśmy byli dalej razem, naprawiali i pytanie mnie, czy obiecam, że się zmienię? Przypływ emocji? Dla mnie to było jednoznaczne z daniem kolejnej szansy, lecz coś/ktoś chyba nie przyjęło pozytywnie takiej decyzji. I to emocjonalne zachowanie w piątek - wymiotowanie w pracy, zwalnianie się do domu...aż taki stres? A przecież zerwanie ze mną miałoby być dla niego ulgą od "emocjonalnej huśtawki", choć sam mówił, że nie może spać nocami, tęskni, płacze i ciągle o mnie myśli.

35

Odp: Zaręczyny

Naprawdę niczego nie rozumiesz?
Naprawdę jesteś zdziwiona jego reakcją po zerwaniu?
Naprawdę ze zrozumieniem przeczytałaś mój poprzedni post w zamkniętym wątku?

Jeśli odpowiedziałaś 'tak', to przed Tobą długa droga do siebie samej.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

36 Ostatnio edytowany przez CCCatch (2021-02-13 16:42:17)

Odp: Zaręczyny
Wielokropek napisał/a:

Naprawdę niczego nie rozumiesz?
Naprawdę jesteś zdziwiona jego reakcją po zerwaniu?
Naprawdę ze zrozumieniem przeczytałaś mój poprzedni post w zamkniętym wątku?

Jeśli odpowiedziałaś 'tak', to przed Tobą długa droga do siebie samej.

Zrozumiałam wszystko - emocjonalna huśtawka. Nie wypierałam się żadnego ze swoich negatywnych zachowań (aczkolwiek on też kilkukrotnie mnie porządnie zdenerwował), obiecałam mu poprawę, poszłam do psychologa. Tak z dnia na dzień zmienia zdanie? Człowiek, który sam mi kazał "wierzyć w ludzi" i kochać kogoś "nie za coś, a pomimo czegoś", deklaruję kolejną szansę, chce naprawiać nasz związek, a kilkanaście godzin później co innego. Ja nie wyrządziłam mu swoim zachowaniem nie wiadomo jak ogromnej krzywdy - ogólnie uważam, ze wiele kwestii wyolbrzymił, ale każdy człowiek ma prawo inaczej pewne rzeczy odbierać. Coś, co dla mnie było pierdołą, dla niego mogło być wielkim ciężarem, bo intensywniej to odbiera.

Od każdego z kim rozmawiałam (rodzina, przyjaciele) usłyszałam, że gdyby kochał i by mu zależało - dalej byłby ze mną, bo - tak jak napisałam - ludzie robią sobie gorsze rzeczy, a początki związku nie zawsze należą do mlekiem i miodem płynących, a charakteru człowieka nie da się zmienić z dnia na dzień i jest to droga pełna przeszkód, chciałam mu pokazać, że ją dla siebie, jego i nas pokonam z sukcesem, ale on mi na to nie pozwolił. A tak ponoć kochał. Znam pary, które kilkukrotnie się rozchodziły i schodziły, pary, które więcej się kłóciły niż normalnie rozmawiały. Pary, gdzie jedna osobą zdradziła, a i tak zyli dalej razem.

37

Odp: Zaręczyny

Nie. Nie zrozumiałaś i nie rozumiesz. Hasło, faktycznie, zapamiętałaś.

Można nie kochać i zdecydować się na wspólne życie.
Można kochać i zdecydować się na życie osobne.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

38 Ostatnio edytowany przez CCCatch (2021-02-13 17:02:58)

Odp: Zaręczyny
Wielokropek napisał/a:

Można kochać i zdecydować się na życie osobne.

Uważasz, że lepiej dla takiej osoby jest się rozstać, cierpieć, tęsknić i żyć w samotności niż dać ostatnią szansę i dać winnemu się wykazać i naprawić błędy...?

Ja wiem, że walczyłabym do skutku. Zrobiłabym wszystko, żeby się ułożyło, pomogłabym, siły bym nawet użyła - BO KOCHAM SZCZERZE i ukochanej osobie wybacze wiele.
Nie wiem, czy jeszcze jest jakaś szansa. Tamto spotkanie zapaliło iskierkę nadziei, która została szybko zdeptana. Przecież życie w związku i ogólnie życie, nie jest wieczną sielanką. Nie ucieka się, gdy problem robi się większy. Ja w tym związku także poszłam na kompromisy - choćby zaakceptowałam fakt, ze rozmawia o naszym zyciu (takze intymnym) z przyjacielem...księdzem. Zaakceptowałam to, że nie jestem i nie będę dla niego tak ważna, jak jego wiara. Jakoś mi się to jednak udało...

39

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Można kochać i zdecydować się na życie osobne.

Uważasz, że lepiej dla takiej osoby jest się rozstać, cierpieć, tęsknić i żyć w samotności niż dać ostatnią szansę i dać winnemu się wykazać i naprawić błędy...?

Ja wiem, że walczyłabym do skutku. Zrobiłabym wszystko, żeby się ułożyło, pomogłabym, siły bym nawet użyła - BO KOCHAM SZCZERZE i ukochanej osobie wybacze wiele.

Byliście razem raptem kilka miesięcy, ciężko tu mówic o dojrzałej miłości. To bardziej zakochanie, zauroczenie. Fakty są takie, że z Tobą zerwał. To jego decyzja, do której miał prawo. Rozstrzasanie tego naprawdę nic Ci nie da.

40

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Uważasz, że lepiej dla takiej osoby jest się rozstać, cierpieć, tęsknić i żyć w samotności niż dać ostatnią szansę i dać winnemu się wykazać i naprawić błędy...? (...)

Tylko Twój były wie, co czuł, co przeżywał będąc z Tobą. I tylko on wie, jaka decyzja jest dla niego lepsza, jaka gorsza. Jak widać z Twego opisu decyzja o zerwaniu nie była dla niego łatwa.


(...) Ja wiem, że walczyłabym do skutku. (...)

Czyżby? Jeszcze nie tak dawno rozważałaś rozstanie. Zapomniałaś? [pytanie retoryczne]


(...) Zrobiłabym wszystko, żeby się ułożyło, pomogłabym, siły bym nawet użyła - BO KOCHAM SZCZERZE i ukochanej osobie wybacze wiele.

Jasne, Twój były nie kochał szczerze. Ciesz się zatem, że zerwał.
To, że Ty wybaczysz wiele (pomijając chęć zakończenia przez Ciebie związku), to nie dowód, że jest takie postępowanie jest obowiązkowe dla wszystkich. Można wybaczyć i zdecydować o zakończeniu związku.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

41 Ostatnio edytowany przez CCCatch (2021-02-13 17:20:09)

Odp: Zaręczyny
Lendy123 napisał/a:
CCCatch napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

Można kochać i zdecydować się na życie osobne.

Uważasz, że lepiej dla takiej osoby jest się rozstać, cierpieć, tęsknić i żyć w samotności niż dać ostatnią szansę i dać winnemu się wykazać i naprawić błędy...?

Ja wiem, że walczyłabym do skutku. Zrobiłabym wszystko, żeby się ułożyło, pomogłabym, siły bym nawet użyła - BO KOCHAM SZCZERZE i ukochanej osobie wybacze wiele.

Byliście razem raptem kilka miesięcy, ciężko tu mówic o dojrzałej miłości. To bardziej zakochanie, zauroczenie. Fakty są takie, że z Tobą zerwał. To jego decyzja, do której miał prawo. Rozstrzasanie tego naprawdę nic Ci nie da.

Też się często nad tą kwestią zastanawiałam - może to tylko ciągłe zauroczenie? On powiedział po pierwszym rozstaniu, ze jest pewien, ze to miłość i on nadal ją wobec mnie żywi. Tak szybko by się odkochał w osobie wobec której miał powazne plany i której codziennie wyznawał miłość? Słowa typu "nie wyobrażam sobie życia bez ciebie" można tak perfidnie rzucać na wiatr? Czasem zastanawiam się czy dłużej nie rozpaczał po swojej wcześniejszej pseudodziewczynie, z którą de facto nawet nie był w żadnym związku, ale za którą latał półtora roku, ona robiła mu złudne nadzieje, bawiła się nim i naśmiewała. Po takim wyrachowanym kimś płakał, ale osobę, która powiedziała "TAK" i która chciała dać mu wszystko, co najlepsze, pracować nad sobą i tym związkiem, odtrącił.

Wielokropek - rozważałam, bo bałam się, że będę go tym ranić, ale zaparłam się, że zacznę ufać, zmienie się i zrobię wszystko, by było dobrze. Nawet nie potrafiłam wcielić w życie decyzji o zostawieniu go, postanowiłam działać, zamiast wybrać najłatwiejsze rozwiazanie.

Nie wiem, może to jednak ja byłam stroną silniejszą - w pewnych kwestiach? Co czuł, twierdził, że było mu cholernie ciężko, ale jak napisałam, ja bym dała szansę. Sam mi zadał takie pytanie i odpowiedziałam w ten sposób.
Co do szczerej miłości - sam niejednokrotnie czytał mi "hymn o miłości"...jaka jest PRAWDZIWA miłość. Skoro jest taki wierzący, czemu nie postępuje wg wskazówek zawartych w Biblii...?

42

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Słowa typu "nie wyobrażam sobie życia bez ciebie" można tak perfidnie rzucać na wiatr?

Takie słowa słyszały miliony porzuconych pozniej kobiet, ja też. Z Twoich opisow wynika, że Twój BYŁY narzeczony jest niedojrzały. Mężczyzna, który się oświadcza, przeważnie nie porzuca kobiety kilka miesięcy po tym wydarzeniu. Ty też wydajesz się mocno niedojrzała. Związki dwojga niedojrzałych ludzi rzadko trwają długo, a jeżeli nawet to są toksyczne. Zajmij się pracą nad sobą.

43

Odp: Zaręczyny
Lendy123 napisał/a:
CCCatch napisał/a:

Słowa typu "nie wyobrażam sobie życia bez ciebie" można tak perfidnie rzucać na wiatr?

Takie słowa słyszały miliony porzuconych pozniej kobiet, ja też. Z Twoich opisow wynika, że Twój BYŁY narzeczony jest niedojrzały. Mężczyzna, który się oświadcza, przeważnie nie porzuca kobiety kilka miesięcy po tym wydarzeniu. Ty też wydajesz się mocno niedojrzała. Związki dwojga niedojrzałych ludzi rzadko trwają długo, a jeżeli nawet to są toksyczne. Zajmij się pracą nad sobą.

Na pewno w wielu kwestiach nie jestem nieomylna, jak każdy człowiek. Popełniałam i popełniam wiele błędów. Ciagle się uczę, nawet miłości, chociaż to ja mam większe doświadczenie w sprawach damsko-męskich od niego. Może i jest niedojrzały, może wyobrażał sobie związek jako coś utopijnego? Może i ja byłam niedojrzała mówiąc mu "TAK"?

44

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Od każdego z kim rozmawiałam (rodzina, przyjaciele) usłyszałam, że gdyby kochał i by mu zależało - dalej byłby ze mną, bo - tak jak napisałam - ludzie robią sobie gorsze rzeczy, a początki związku nie zawsze należą do mlekiem i miodem płynących, a charakteru człowieka nie da się zmienić z dnia na dzień i jest to droga pełna przeszkód, chciałam mu pokazać, że ją dla siebie, jego i nas pokonam z sukcesem, ale on mi na to nie pozwolił. A tak ponoć kochał. Znam pary, które kilkukrotnie się rozchodziły i schodziły, pary, które więcej się kłóciły niż normalnie rozmawiały. Pary, gdzie jedna osobą zdradziła, a i tak zyli dalej razem.

Moim zdaniem przeciwnie. Właśnie początki związku sprzyjają idealizowaniu partnera i patrzeniu na niego przez te słynne różowe okulary. Jeśli on już dziś stwierdził, że nie chce takiego życia, to aż się boję myśleć jak te Wasze początki wyglądały, tym bardziej, że sytuację mamy przedstawioną tylko z jednej strony, czyli Twojej. Byliście ze sobą raptem 9 miesięcy, to krótko, a mimo to pojawiło się między Wami mnóstwo złych emocji, napięcia, problemów. Tak nie wygląda ani związek oparty na zdrowych zasadach, ani relacja, która rokuje na przeżycie ze sobą całego życia.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

45 Ostatnio edytowany przez CCCatch (2021-02-13 18:01:50)

Odp: Zaręczyny

Wiesz,
dla mnie nadal to były początki, bo te niecałe 9 miesięcy to jest nic w porównaniu do lat, które ludzie ze sobą przezywaja. Zdaje sobie sprawę z tego że aby się dotrzeć i dogadać, potrzeba dużo więcej czasu.
Na najwcześniejszym etapie, czyli powolnego poznawania się było dobrze, a z czasem wychodziły pewne wady jednej i drugiej strony, ale to jest normalne. Po to jest się razem dalej, żeby pracować nad tym i się dogadać.
Problemy też da się pokonac i rozwiązać, trzeba tylko chęci z obu stron. Nie było idealizowania, bo on wiedział, że mam trudny charakter.

46

Odp: Zaręczyny

Zależy od podejścia. Jedna osoba w takiej sytuacji stwierdzi, że teraz trzeba się docierać, a druga, jak Twój narzeczony, że straciła siły i już nie ufa. To są mocne słowa i wiele mówią. Na tym etapie znajomości na brak zaufania trzeba sobie naprawdę zapracować. Z drugiej strony trzeba mieć w sobie bardzo dużo wiary i siły albo desperacji, żeby się w taki związek pakować.
Prawdę mówiąc ja patrzę na to dokładnie odwrotnie niż Ty, bo teraz on traci tylko 9 miesięcy, więc jak to się ma do całego życia, którego może nie warto marnować? Przykro mi, ale tak to widzę.

Pytasz również jak to możliwe, że tak nagle zmienił zdanie? Tu nic nie wydarzyło się nagle. Podczas spotkania zadziałały emocje, pojawił się jakiś impuls, któremu dał się ponieść, ale to późniejsze przemyślenia są tym, co czuje naprawdę.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

47

Odp: Zaręczyny

Ja uważam, że nie zrobiłam AZ tak wielu złych rzeczy wobec niego, by stracił całe zaufanie, to prawie wszystko to były tzw. pierdoły, rzadziej coś poważniejszego. On to wszystko bardzo brał do siebie i myślę że jest to skutkiem jego chwiejnych emocji, bo niektóre zachowania bywały naprawdę skrajne. Też mu zwróciłam na to uwagę, że nie można tak wszystkiego brać do siebie i czasem wystarczy olać, ale on nie potrafił tak postępować. Uważam że ma słabą psychikę i nie dojrzał do poważnego związku, ja być może także. I ja wciąż twierdzę, że początki związku to docieranie się, nauka, wspólne rozwiązywanie problemów. Lepiej poznać wszystkie swoje wady od razu niż później, np po ślubie....może też masz rację że ochlonal, ale ja nadal mam wrażenie, że ktoś mu w tej decyzji mocno "pomógł"...

48

Odp: Zaręczyny

Racjonalizacja - odmiana "słodkie cytryny."

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

49

Odp: Zaręczyny

Nawet jeśli ktoś mu pomógł to i tak czy nie jest aż nadto wymowne że facet porzuca kobietę którą szczerze kocha bo mu mama coś powiedziała przez jeden wieczór?

50

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Cześć,

Drodzy panowie, a po jakim czasie wy to zrobiliście swoim kobietom?

Po 3,5 roku. Przy czym mielismy wtedy skończone 24 i 22 lata.

51

Odp: Zaręczyny

CCCatch, a w jakim jesteście wieku?

52 Ostatnio edytowany przez CCCatch (2021-02-13 19:26:15)

Odp: Zaręczyny
jjbp napisał/a:

Nawet jeśli ktoś mu pomógł to i tak czy nie jest aż nadto wymowne że facet porzuca kobietę którą szczerze kocha bo mu mama coś powiedziała przez jeden wieczór?

Jest, ale i nie jest, biorąc pod uwagę dość oschle traktowanie mnie przez jego mamę i jej ogromny wpływ na niego (on robił wszystko co mu kazała, miewala do niego wyrzuty że spędza tyle czasu poza domem - czyli ze mną, podczas gdy brat nie musiał robić nic, wszystkimi obowiązkami zajmował się mój były). Reszta rodziny też niekoniecznie 'ku mnie', jak pisałam wcześniej, nie traktowali mnie jak moi rodzice jego, bo on został przyjęty jak syn, a przez moją siostrę i jej męża jak brat. Od nich tego nie czułam niestety od początku. Czułam się tylko jako 'konkurencja'...

Ja 29, on 26. Jego pierwszy poważny związek, wcześniej sparzony, po utracie ojca, ja po różnych nieprzyjemnych przejściach i też niejednokrotnie sparzona. I jedno i drugie z nas z 'historią'.

53

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Ja uważam, że nie zrobiłam AZ tak wielu złych rzeczy wobec niego, by stracił całe zaufanie, to prawie wszystko to były tzw. pierdoły, rzadziej coś poważniejszego. On to wszystko bardzo brał do siebie i myślę że jest to skutkiem jego chwiejnych emocji, bo niektóre zachowania bywały naprawdę skrajne. Też mu zwróciłam na to uwagę, że nie można tak wszystkiego brać do siebie i czasem wystarczy olać, ale on nie potrafił tak postępować. Uważam że ma słabą psychikę i nie dojrzał do poważnego związku, ja być może także. (...) może też masz rację że ochlonal, ale ja nadal mam wrażenie, że ktoś mu w tej decyzji mocno "pomógł"...

To teraz inaczej: dlaczego chcesz z nim być? Z tym przewrażliwionym na swoim punkcie, chwiejnym w emocjach, ze słabą psychiką, niedojrzałym do poważnego związku i podatnym na wpływy innych osób mężczyzną?

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

54

Odp: Zaręczyny

Bo mimo tych mankamentów bardzo go kocham i wiem, jak dobrą jest osobą, ale też chciałabym mu pomóc ustabilizowac jego emocje i wyleczyć lęki, wyrwać go z domu i z rąk matki, dać mu szczęście. Pokazać że ja też mogę być dobra mimo oczywistych wad, które posiadam i które często biorą górę w moim zachowaniu. Kocham go pomimo tego, a nie za coś, akceptuję wszystko, choć nie zawsze jest mi łatwo.

55

Odp: Zaręczyny

Borze szumiący!
Wątpliwości zniknęły.

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

56

Odp: Zaręczyny

CCCatch, a jesteś pewna, że to co czujesz, to jest miłość? Poważnie pytam, bo moim zdaniem z miłością nie ma to wiele wspólnego, także, a nawet przede wszystkim, z miłością do siebie samej.

Gdzieś po drodze napisałaś, że poszłaś do psychologa. Czy to było jednorazowe spotkanie, czy po nim podjęłaś terapię? Jeśli tak, to porozmawiaj z terapeutą również na ten temat. To nie jest złośliwość, zapewniam.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

57 Ostatnio edytowany przez CCCatch (2021-02-14 00:04:18)

Odp: Zaręczyny

Powiem tak: wiele razy się nad tym zastanawiałam, czy u nas obojga jest to na pewno miłość. Myślałam i nadal myślę, że u mnie to jest to, choć momentami jest skomplikowanie i dziwnie. Na pewno ja nie reagowalam tak emocjojalnie na zerwanie przez niego zaręczyn, u mnie klebilo się to w środku, próbowałam wyobrażać sobie dalsze życie bez jego i ogarniała mnie wewnętrzna rozpacz, ale nie wpadalam w taką histerie jak on, nie wymiotowalam i nie musiałam zwalniać się z pracy przez tak silny stres.

Tak, byłam u psychologa i podjęłam terapię. Skoro już nie dla nas, to chociaż dla samej siebie. Nie rozumiem tylko że mimo tego, iż on o tym wie i mimo jego dalszych zapewnień o ciągłej miłości, nie potrafił mi dać szansy żeby pokazać, że nie idę na tą terapię dla żartów tylko po to, by zmienić się na lepsze. Nie pozwolił mi pokazać, że umiem się zmienić, z góry założył, że on nie wierzy w moją zmianę mimo, iż nawet dał mi możliwości tego pokazać.
Czy zerwanie z kimś, kogo się już NIE darzy jakimkolwiek uczuciem może być dla osoby zrywajacej aż tak stresujące? I skąd taka reakcja na spotkaniu na mój widok?

58 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2021-02-14 12:06:41)

Odp: Zaręczyny
CCCatch napisał/a:

Bo chciałabym mu pomóc ustabilizowac jego emocje i wyleczyć lęki, wyrwać go z domu i z rąk matki, dać mu szczęście.

Widzisz i nie grzmisz!

CCCatch, nie prosiłas o tego typu radę, ale ją dostaniesz: ustabilizuj swoje emocje, rozpraw się ze swoimi lękami, a nie chcesz brać się za cudze. Każdy Twój kolejny post pokazuje, ze bez tego nie zrobisz ani kroku we właściwa stronę. Niby jak chcesz dać mu szczęście, skoro sama masz tyle do przepracowania? I do tego chcesz to zrobić wbrew jego woli. Błagam, tylko nie pisz, ze on tego chce, tylko matka go blokuje, bo aż oczy bolą od czytania takich teorii - żeby nie napisać ostrzej.

CCCatch napisał/a:

Znam pary, które kilkukrotnie się rozchodziły i schodziły, pary, które więcej się kłóciły niż normalnie rozmawiały. Pary, gdzie jedna osobą zdradziła, a i tak zyli dalej razem.

Chcesz kontynuować toksyczny związek, bo inni nie rozstają się mimo zdrad. To ma być argument? Naprawdę uważasz, ze w dobrym związku są zdrady i jest więcej kłótni niż normalnej rozmowy? I ze taki związek ma jakikolwiek sens? Naprawdę aż oczy bolą od czytania tego.

Lendy123 napisał/a:

Byliście razem raptem kilka miesięcy, ciężko tu mówic o dojrzałej miłości. To bardziej zakochanie, zauroczenie. Fakty są takie, że z Tobą zerwał. To jego decyzja, do której miał prawo. Rozstrzasanie tego naprawdę nic Ci nie da.

Ty też wydajesz się mocno niedojrzała. Związki dwojga niedojrzałych ludzi rzadko trwają długo, a jeżeli nawet to są toksyczne. Zajmij się pracą nad sobą.

Podpisuje się pod tymi wypowiedziami. Nie widać tu ani dojrzałości, ani dojrzałej miłości. Owszem - i na tym etapie zwykło się mówić o miłości, ale gdyby chcieć być precyzyjnym, to 9 miesięcy to jeszcze etap zakochania, a nie miłości tak naprawdę.

Posty [ 1 do 58 z 398 ]

Strony 1 2 3 7 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018