Właśnie usłyszałam od męża, że zastanawia się czy chce ze mną być.
A zaczęło się półtora tygodnia temu (no może niezupełnie bo różnie bywało już od lat - bez bliskości, namiętności, prawie bez seksu ...). Wtedy dowiedziałam się o nim wiele, a przede wszystkim, że jakieś 2 lata temu zauroczyła go koleżanka z pracy. Dobrze mu się z nią rozmawiało, atrakcyjna. Twierdzi, że powiedział jej półtora roku temu że jest nią zauroczony, ale ona nie odwzajemniła uczucia. Znalazłam piękny list z wyznaniem jego uczuć - twierdzi że nie został skończony i nigdy go nie wysłał. Długo rozmawialiśmy. Następnego dnia stwierdził, że nie wie czy odejść czy zostać ze mną. Twierdził że mnie kocha, ale inaczej,a nią jest nadal zauroczony. Powiedział, że lubi spotkania i rozmowy z koleżankami, chce mieć czas dla siebie i nie będzie w stanie zrezygnować z tego dla mnie. Widzi jak mnie zranił, widzi jak cierpię wiec aby mnie nie ranić zastanawia się nad odejściem. Zastanawiał się 2 dni, po czym stwierdził, że zostaje. Tydzień spędziliśmy całkiem przyjemnie. Było inaczej: wcześniej wracał z pracy, pocałunek przed wyjściem do pracy i po powrocie, przytulał gdy tego chciałam, nawet piątego dnia napisał sms-a z zapytaniem jak mija mi dzień. Wcześniej tego nie było. Nie kontaktował się ze mną jeśli to nie było konieczne. W piątek wieczorem coś we mnie pękło. Powiedziałam, że niewiele mi daje, że tak nie potrafię - ciągle czekać na miłe gesty, słowa, czułość, wszystko to czego oczekuję. To co powinien zrobić tu i teraz, a nie kiedyś, aby naprawić to co zepsuł. Tak naprawdę niewiele oczekuję, gdyby tylko zechciał... On twierdzi że taki jest i zrobił wiele przez te 5 dni. Dziś mówiłam o wyprowadzce, że to ja się wyprowadzę. Nie mogę słuchać jego wymówek. Nie mogę tak żyć ciągle czekając (przez te 5 dnie bardzo się starałam, wie że go kocham, inicjowałam wszelkie czułości). Powiedział, że nie będzie mnie zatrzymywał (a czekałam że chociaż w ten sposób okaże mi że zależy mu na mnie). Gdy odchodziłam powiedział, że zastanawia się czy chce ze mną być. I tu szok. Myślałam, że wie że chce. Zostałam w domu, bo zasłabłam (stres ostatnich dni spowodiwał, że niewierke jem, a dzisiaj do 15.00 nic nie jadłam). No i jestem w domu, on siedzi obok, a ja zastanawiam się czy mam tu jutro wrócić ... po co?
Podobne tematy
Moni, masz 40 lat? Zycie zaczyna się po 40-tce. Coś mi sie zdaje, że twojego związku już nie ma
Ale ja chcę, aby był. Chcę wierzyć że on też chce:-(
"przytulał gdy tego chciałam...
Tak naprawdę niewiele oczekuję, gdyby tylko zechciał..."
Kobieto! Właśnie masz oczekiwać i dawać... a nie czekać.. a bo listu nie wysłał, a może się odkocha w tamtej koleżance.. w końcu ja jestem i tak niewiele mi potrzeba...
Doceń siebie a i facet Cię doceni!
Małżeństwo to nie gwarancja...trzeba o nie dbać nawzajem z podobnym zaangażowaniem... jeśli tego nie ma.. nie ma małżeństwa.. ono nie polega na tym, że nic nie oczekuję albo niewiele.. by tylko było dobrze... Z takim nastawieniem prędzej czy później komuś zacznie czegoś brakować i zacznie tego szukać poza związkiem...
5 2014-11-30 20:22:20 Ostatnio edytowany przez weronka44 (2014-11-30 20:23:49)
On sie zastanawia czy chce z tobą być? I to ma być miłość?
A, właśnie spojrzałam na tytuł wątku - no tak - nie kocha. Być w małżeństwie bez miłości? - to jakby upokarzające...
Anastacjaa,nie czekam aż się odkocha. Gdy czytam to co napisałam faktycznie nie dziwię się twojemu komentarzowi. Tak jakbym nic nie robiła tylko żebrała o okruchy czułości. Nie jest tak. Ja raczej czekam kiedy , i czy w ogóle zacznie coś zmieniać, bo jeśli nie ... to nic tu po mnie. A ponieważ kocham go liczę że zacznie. Tak naprawdę nawet nie jestem pewna czy ją kochał, czy było to tylko zauroczenie. Właściwie bardzo nalegałam aby powiedział prawdę (do bólu). Mógł powiedzieć dla świętego spokoju, że to się skończyło dawno (list był sprzed półtora roku), a powiedział, że to jeszcze jest ale już mija. Do tej pory twierdził, że mnie kocha, ale jego miłość to szacunek, troska itp.
Anastacjaa,nie czekam aż się odkocha. Gdy czytam to co napisałam faktycznie nie dziwię się twojemu komentarzowi. Tak jakbym nic nie robiła tylko żebrała o okruchy czułości. Nie jest tak. Ja raczej czekam kiedy , i czy w ogóle zacznie coś zmieniać, bo jeśli nie ... to nic tu po mnie. A ponieważ kocham go liczę że zacznie. Tak naprawdę nawet nie jestem pewna czy ją kochał, czy było to tylko zauroczenie. Właściwie bardzo nalegałam aby powiedział prawdę (do bólu). Mógł powiedzieć dla świętego spokoju, że to się skończyło dawno (list był sprzed półtora roku), a powiedział, że to jeszcze jest ale już mija. Do tej pory twierdził, że mnie kocha, ale jego miłość to szacunek, troska itp.
Szacunek, troska itp. dlatego ciężko mu odejść... być może też dlatego że tamta kobieta nie jest w stanie go 'przyjąć'
On już Cie zdradził chociażby emocjonalnie..
Wierzysz że zacznie się strać? Sam z siebie?
Oby tak było, ja jednak w to wątpię.. tym bardziej że sam mówi, że po 1,5 roku mu nie minęło...
No chyba że coś się wydarzy, że zrozumie, że jesteś najważniejsza i mógłby Cię stracić...
Myślę że tak może być że nie do końca wierzy w moje odejście, ale dzisiaj było już naprawdę blisko. Tylko, że ja traktuję moje odejście jako koniec, dosłownie, nie wyobrażam sobie co mógłby zrobić abym chciała wrócić.
On nic nie musi robić, bo ty nie odejdziesz i on dobrze o tym wie. A wiesz, że docenia się to co miało dopiero, jak się to straci?
Samotnax4, może w tym tkwi sedno. Szkoda że tylko wtedy mogę się o tym przekonać. Bo ja nie będę chciała wrócić:-(
Dobry wieczór.
Dlaczego Ty odchodzisz, a nie on? Dlaczego nie powiesz jemu, żeby opuścił dom/mieszkanie?
Może to dziwne, ale kiedyś mówił, że jeśli chcę to on się wyprowadzi. Wtedy też każde z nas będzie miało możliwość przemyśleć sobie wszystko. A ja myślę, że to bardzo wygodne, on będzie myślał, a ja .... Będę zajęta obowiązkami domowymi. Nie wspomniałam wcześniej aby nikt nie przywoływał tego argumentu, ale mamy dwoje dzieci, młodsze ma 2 lata.
daj sobie z nim spokoj, skoro mowi ze sie zastanawia to ja bym dawno sama i pierwsza spakowala jego rzeczy i wystawila przed drzwi...
A wyprowadziłabyś się z dziećmi, czy sama?
Samotnax4, może w tym tkwi sedno. Szkoda że tylko wtedy mogę się o tym przekonać. Bo ja nie będę chciała wrócić:-(
Moni uważasz, że lepiej żyć z facetem, który wzdycha do innej niż być samej? Kiedyś chciałam odejść od męża, bo nie czułam się kochana. gdy córka zadzwoniła do męża, że się pakujemy, od razu wybił mi wyprowadzkę z głowy. A Twój facet ewidentnie ci pokazuje, że właśnie czeka aż się wyniesiesz. On jest z Tobą, bo tamta dała mu kosza. Nie uważasz, że teraz całe życie będziesz myślała, czy tamta się nie rozmysli lub czy on nie znajdzie innej chętnej? Przecież tak się nie da żyć. Wolałabym być chyba bita niż mieć w głowie taką niepewność
O'kruszynka, na razie sama, niestety, żeby też doświadczył. Mam w sobie tyle żalu, nie chcę przelewać go na dzieci, a teraz niestety tak wychodzi. Wiem, pomyślisz co za matka, ale ja kocham moje dzieci nad życie. Wiem też, że z mężem nie odczują rozstania bardziej niż ze mną. Jest doskonałym ojcem.
Moni a kiedyś - jak było kiedyś ? Kochaliście się? Jakie mogły być przyczyny jego zauroczenia?
Samotnax4, to nie jest ta. Mam świadomość, że rzeczywistość jest zbyt skomplikowana by opisać ją w paru zdaniach, w końcu to emocje, uczucia. Wiem, że to co opisałam nie oddaje całej atmosfery. To nie jest tak, że mój mąż wzdycha do innej. Przyznał, że zauroczyła go, ale że to wygasa, że żałuje, ale nie ma na to wpływu. Dlatego mu wierzę, przecież mógł skłamać a nie zrobił tego. Ona w tej historii nie jest najistotniejsza. Najważniejsze są nasze relacje i chęć ich odbudowania. On uważa, że robi tak wiele, a więcej nie potrafi, bo na to trzeba czasu, bo nie jest wylewny ( fakt nigdy nie był, ale kiedyś mimo to czułam, że mnie kocha), bo taki ma charakter. Oczywiście wtedy emocje mnie ponoszą i krzyczę mu w twarz, że gdyby mnie kochał....potrafiłby, starałby się.
19 2014-11-30 22:46:27 Ostatnio edytowany przez moni140774 (2014-11-30 22:51:38)
Piotr Introwertyk, nasze problemy z okazywaniem przez niego uczuć ciągną się od wielu lat. Wiele razy obiecywał, że będzie się starał to zmienić...niestety zawsze na krótko i nigdy tak jakbym oczekiwała. Ale wtedy były to czasy kiedy ciągle słyszałam, że mnie kocha...chociaż tyle. Teraz już tego nie mówi no i ta 'miłość' jest inna(tak jak pisałam na początku). Przyczyny zauroczenia...hm...dobrze mu się z nią rozmawiało, ładna, nie wiem co jeszcze. Jeśli chodzi o sex - już znacznie wcześniej twierdził, że ma małe potrzeby, więc raczej nie o sex chodzi. Chociaż kto wie w co wierzyć?
ja nie oceniam.
oczywiście, że nie pomyślę "co za matka..."
jeśli napisałabyś że z dziećmi to odpisałabym Ci żebyś to przemyślała bo być może nie osiągnęłabyś takiego efektu jaki byś chciała...
i że w takim wypadku lepiej nie zmieniać dzieciom miejsca zamieszkania, tylko Jemu.
(...)Mam w sobie tyle żalu(...)
Póki tyle żalu w Tobie żadna poprawa waszych relacji nie jest możliwa.
hej,
jestem w identycznej sytuacji co ty z wyjątkiem jednej kwestii żona mnie nie przeprosiła za "zdradę emocjonalną". Też mam przekonanie, że jak odejdę to nigdy nie wrócę i też mam dwójkę dzieci.
Wszystko jest ogromnie trudne- są to osoby które kochamy ponad życie a one mają nad nami gigantyczną przewagę emocjonalną. Moja żona powiedziała mi że mnie nie kocha dwa miesiące temu i nasze relacji popsuły się diametralnie.
A to są słowa- trzeba było poczekać, zobacyzć co z tego będzie. Niestety człowiek to emocjonalne zwierze, które ciągle popełnia błędy i tak jest ze mną.
Wiem, że jakbym dwa miesiące temu odpuscił i skupił się na sobie to byśmy zyli.
ona zerwała relację ze swoim adoratorem, dalej bawi się ze znajomymi a ja się gubię w gąszczy myśli i nieprzemyślanych decyzji. Prawda jest taka, że miłość ma wiele twarzy a że motylki odleciały to inna kwestia.
Nie wiem czy mi się uda to jeszcze wyratować- dwa miesiące temu byłem z żoną w podróży na 10 rocznicę ślubu a teraz rozmawiamy o rozwodzie
Tak więc moja rada- kubeł zimnej wody na głowę, nie podejmuj nagłych decyzji a na pewno nie podejmuj decyzji których nie chcesz zrealizowac. Wychodzi sztucznie i teatralnie i odpycha cię od twojego męża.
Ludzie z natury nie są monogamistami- kobiety lubią być adorowane a faceci ciągle polują - taka natura. Potrafimy żyć w związku ale zawsze pojawiają się na nim mniejsze lub większe rysy.
Przeczekaj i obserwuj. Myśl o sobie i nie popełniaj moich błędów. Ja robiąć rzeczy dla siebie myślałem o niej. To wszystko zabija nie tylko ciebie ale i wasze relacje
Trzymaj się
Właśnie usłyszałam od męża, że zastanawia się czy chce ze mną być.
A zaczęło się półtora tygodnia temu (no może niezupełnie bo różnie bywało już od lat - bez bliskości, namiętności, prawie bez seksu ...). Wtedy dowiedziałam się o nim wiele, a przede wszystkim, że jakieś 2 lata temu zauroczyła go koleżanka z pracy. Dobrze mu się z nią rozmawiało, atrakcyjna. Twierdzi, że powiedział jej półtora roku temu że jest nią zauroczony, ale ona nie odwzajemniła uczucia. Znalazłam piękny list z wyznaniem jego uczuć - twierdzi że nie został skończony i nigdy go nie wysłał. Długo rozmawialiśmy. Następnego dnia stwierdził, że nie wie czy odejść czy zostać ze mną. Twierdził że mnie kocha, ale inaczej,a nią jest nadal zauroczony. Powiedział, że lubi spotkania i rozmowy z koleżankami, chce mieć czas dla siebie i nie będzie w stanie zrezygnować z tego dla mnie. Widzi jak mnie zranił, widzi jak cierpię wiec aby mnie nie ranić zastanawia się nad odejściem. Zastanawiał się 2 dni, po czym stwierdził, że zostaje. Tydzień spędziliśmy całkiem przyjemnie. Było inaczej: wcześniej wracał z pracy, pocałunek przed wyjściem do pracy i po powrocie, przytulał gdy tego chciałam, nawet piątego dnia napisał sms-a z zapytaniem jak mija mi dzień. Wcześniej tego nie było. Nie kontaktował się ze mną jeśli to nie było konieczne. W piątek wieczorem coś we mnie pękło. Powiedziałam, że niewiele mi daje, że tak nie potrafię - ciągle czekać na miłe gesty, słowa, czułość, wszystko to czego oczekuję. To co powinien zrobić tu i teraz, a nie kiedyś, aby naprawić to co zepsuł. Tak naprawdę niewiele oczekuję, gdyby tylko zechciał... On twierdzi że taki jest i zrobił wiele przez te 5 dni. Dziś mówiłam o wyprowadzce, że to ja się wyprowadzę. Nie mogę słuchać jego wymówek. Nie mogę tak żyć ciągle czekając (przez te 5 dnie bardzo się starałam, wie że go kocham, inicjowałam wszelkie czułości). Powiedział, że nie będzie mnie zatrzymywał (a czekałam że chociaż w ten sposób okaże mi że zależy mu na mnie). Gdy odchodziłam powiedział, że zastanawia się czy chce ze mną być. I tu szok. Myślałam, że wie że chce. Zostałam w domu, bo zasłabłam (stres ostatnich dni spowodiwał, że niewierke jem, a dzisiaj do 15.00 nic nie jadłam). No i jestem w domu, on siedzi obok, a ja zastanawiam się czy mam tu jutro wrócić ... po co?
Jeśli kochasz męża - jak sama napisałaś, walcz,a przede wszystkim musicie razem usiąść i szczerze porozmawiać - bez tego ani rusz. Ale po Twoim wpisie widzę, że i Ty i mąż macie "rogate" dusze, a przecież jak wiesz w małżeństwie nie powinno być żadnych niedomówień, bo to, że on kiedyś tam kimś się "zauroczył" jeszcze nie świadczy o tym, że nie ma innego problemu, widocznie oboje musicie coś w sobie zmienić. A wiadomo, że wina zawsze - niestety - ale leży po obu stronach i jeśli w tej chwili nie możecie się dogadać, z dalszego "bycie razem" nic nie będzie,aby się dalej nie męczyć i nie ranić,lepiej jest się w jako takiej zgodzie rozstać. Takie jest moje zdanie, a Ty zrobisz jak uważasz,bo to i tak będzie tylko i wyłącznie ale teraz Wasza decyzja.
24 2014-12-01 15:28:59 Ostatnio edytowany przez alcybiades (2014-12-01 16:04:08)
....tak każde małżeństwo i każdy związek to osobna historia i tylko główni aktorzy wiedzą o co chodzi, reszta jest tylko obserwatorami....bądź silna...mam koleżanki, które nie są szczęśliwe w małżeństwie....jedyny sposób w jaki mogę im pomóc to dawać przykład, że bez męża można funkcjonować i to nieźle...ale boją się z różnych względów walczyć o siebie...to takie smutne....jeszcze jedno nie mnie jest oceniać czy ktoś daje drugą szansę na zaufanie i naprawę związku bo to sprawa każdego z osobna ale powiem tylko jeśli chodzi o zdrady partnera nie można się przyzwyczaić , bo to to samo co przyzwyczajenie się do bycia nieszczęśliwym ...naprawa związku nie może odbywać się na odległość ....jeśli naprawę związku traktujesz jak poświęcenie swojej osoby i masz to przypłacić swoim zdrowiem to zrezygnuj ....aha najważniejsze aby dwie strony były zainteresowane....
Dziękuję za wszystkie posty. Dziś się wyprowadzam. Nie wiem co zrobi..., czy będzie próbował mnie zatrzymać...? Czas pokaże.
Wyprowadzasz się, by zobaczyć jego reakcję? Hm...
Manipulacja nie jest pomocną techniką reaktywowania związku.
27 2014-12-01 19:58:12 Ostatnio edytowany przez moni140774 (2014-12-01 19:59:31)
Tak jak pisze alcybiades każde małżeństwo i każdy związek to osobna historia i tylko główni aktorzy wiedzą o co chodzi. W tym przypadku nie o manipulację, ale o deklarację, że zależy mu, że będzie się starał razem ze mną. Wiedział tylko, że musi sę zdeklarować, bo to ostatnia szansa. Gdyby mu nie zależało mógł wrócić z pracy po moim wyjściu... Ale wrócił wcześniej...na razie zostałam, zobaczę co z tego wyniknie.
Do wszystkich zwolenników radykalnych rozwiązań: po 19 latach wspólnego życia nie jest łatwo podjąć decyzję o rozstaniu i trwać przy niej bez względu na wszystko. W głębi ducha chyba każdy liczy na to, że nieoczekiwanie zdarzy się coś co pozwoli zostać i wierzyć, że szczęście jeszcze przed nimi:)
Witam..
Gdyby mój mąż powiedzial mi , że zauroczyla go inna.. kazalabym mu odejść, ja nie umialabym się z tym faktem pogodzić.
Możesz próbować ratować wasz związek,bo są dzieci i kochasz go,ale czy dasz radę- wybaczyć mu?..
Bo to jest konieczne do naprawy waszych relacji..
Witaj,
jestem w podobnej sytuacji.
20 lat razem, dziecko i chłód w związku nie do opisania.
Wyprowadziłam się miesiąc temu. Z uśmiechem pomógł mi się wynieść (syn ze mną).
Nie walczył, chociaż miałam nadzieję, że w końcu zobaczy jak ważna dla niego jestem.
Ja chyba dalej czekam, aż się obudzi, chociaż wczoraj tak bardzo żałowałam, że znam jego nr tel "na pamięć".
Dziś rano sms "miłego dnia"...
Jestem na Niego zła, bo nie dość, że w życiu nie miałby na tyle jaj, żeby podjąć decyzję, aby się wyprowadzić to jeszcze rzuca mi te ochłapy, żeby mnie dalej trzymać gdzieś niedaleko siebie ale nie robi nic, żeby mieć mnie naprawdę blisko. Czyli wychodzi na to, że to ja go rzuciłam (jakie to atrakcyjne, dla znajomych koleżanek - zraniony misio) to jeszcze podsyca mój żal i uczucie porażki. Codziennie się siebie pytam: Jak On mógł mnie przestać kochać?
Wyprowadzka w sumie niewiele zmieniła. Więc się zastanów czy odejście (tym bardziej bez dzieci?) w tej chwili ma sens. Może spróbuj jeszcze porozmawiać - u mnie już nie dawało rady...
30 2014-12-02 17:35:22 Ostatnio edytowany przez moni140774 (2014-12-02 17:36:51)
Kałasznikow, domyślam się co czujesz, choć moja historia jest trochę inna. Mój mąż chciał ze mną być. Proponował, że to on się wyprowadzi, ale tylko dlatego abym ja tego nie robiła, nie zostawiała dzieci. Rozważał to bo zwątpił czy sprosta moim oczekiwaniom, bo uważał, że w ten sposób nie będzie mnie więcej ranił. W końcu bliski był przyznania mi racji, że to co czuje wobec mnie to za mało aby nazwać to miłością. Ale zatrzymał mnie, jesteśmy razem. Widzę, że bardzo chce aby poukładać to nasze życie, ale zostawić sobie cząstkę swobody, czas dla siebie. Właściwie czy mogę mu jej odmówić....? Jest dobrze, ja też się staram aby nie mieć pretensji, że okazuje mi za mało uczucia, może po prostu mam zbyt wielkie oczekiwania? Nie wiem, ale wierzę, że dojdziemy do większej czułości, to przyjdzie z czasem. Może jestem naiwna, czas pokaże, zawsze można się rozstać. W twoim przypadku - zbyt mało wiem, ale jeśli oceniać to co napisałaś, zastanów się czy warto byłoby wracać. Myślę, że nie. Życzę Ci szczęścia.