Witajcie kochane. Jestem w punkcie mojego życia, w którym kompletnie nie wiem w którą stronę pójść. Ale zacznę od początku. Kiedy byłam w drugiej klasie liceum podjęłam decyzję, co chcę robić w swoim życiu. Wydawało mi się wtedy, że chce chodzić w szpileczkach i garniturkach codziennie do pracy i siedzieć w wielkiej korporacji. Podjęłam wtedy decyzję, że bez względu co się będzie działo, kierunek moich studiów to finanse i rachunkowość. Nie dostałam się na dzienne, bo oczywiście nie przyszło mi do głowy, że jest to jeden z najpopularniejszych kierunków i mogę nie być jedną z najlepszych a 788 na liście rezerwowych. Z racji tego, że mam najwspanialszą mamę na świecie, która zrobiłaby dla mnie wszystko jestem na I roku zaocznych firu. Zaczęła się sesja, a więc nauka. I teraz właśnie zaczęłam odkrywać, że każde jedno słowo, którego muszę się nauczyć jest dla mnie niesamowicie nudne, bezsensowne, trudne i usypiające. Miałam zamiar przenieść się na dzienne, ale jakoś powoli przestaje widzieć tego sens. Powoli odkrywam co chcę robić w życiu tak naprawdę. Właściwie zawsze to wiedziałam, ale cały czas miałam na myśli, że to nie ma perspektyw. Jest to kosmetologia. Chłonę wszystko, co tego dotyczy jak gąbka. Tylko przecież kosmetyczek już jest tyle, że nie będzie szans na dobry start. Jestem w kropce. Nie wiem co mam zrobić. Najgorzej, że mam świadomość tego, że po tym kierunku będę miała pracę.
Poradźcie, może znacie podobny przykład. Ja już powoli dostaje depresji przez to, że codziennie muszę uczyć się rzeczy, które tak strasznie mnie nudzą...Pogubiłam się ![]()