Jeśli pod pojęciem "twarda ręka" rozumiemy to samo, to nie, nie jest lepsza. Rozmawiać, rozmawiać i jak najwięcej rozmawiać. Dziecko powinno rozumieć, dlaczego nie wolno robić tego i tamtego - a nie unikać robienia tych rzeczy jedynie w obawie przed karą/krzykiem.
Przy błędach - nie wyśmiewać, nie ganić, nie okazywać zawodu, nie ochrzaniać. Wspierać, motywować, ale też nie robić z siebie i z dziecka debili, wychwalając pod niebiosa nieudany rysunek/kiepską ocenę. Można zapytać: "A jak Ty oceniasz swoje dzieło/swoje zachowanie?" Zachęcać, by spróbowało jeszcze raz, ale nie tak, by maluch odczuł presję i starał się "dla mamy".
Aczkolwiek dziecko musi wiedzieć, że są sprawy, w których rodzic będzie twardy. Moja córka uwielbiała odpinać pasy fotelika samochodowego podczas jazdy - wystosowałam krótki komunikat, że "wiesz, że o wszystkim możemy pogadać, ale od pasów zależy życie i bezpieczeństwo - zapinasz je bez dyskusji". Więcej powtarzać nie musiałam.
Dzieci wszystko, ale to wszystko rozumieją - nie mogę się nadziwić, skąd wzięło się to słynne "to TYLKO dziecko"
Pod warunkiem właśnie, że się z nimi normalnie rozmawia i normalnie traktuje. Że pozwala mu się okazywać emocje i że jemu okazuje się swoje emocje. Że każda chwila jest okazją do nauki: "Mamusia idzie do pracy, a wiesz, po co się pracuje? Za pracę dostaje się pieniądze, a za pieniądze - jedzenie, ubrania i zabawki w sklepie". Potem inne dzieci płaczą, bo mama nie chce kupić im misia, a one odbierają to jako "mama już mnie nie kocha" - nasze rozumie, że po prostu chwilowo jest cieniutko z kasą 
Edit:
koni napisał/a:Tłumaczę mu zwykłe rzeczy: typu "nie dotykaj, bo gorące i się poparzysz" itp i tak kilka razy, zamiast krzyczeć i wyzywać.
No i bardzo dobrze. Przecież tylko jakiś debil w takiej sytuacji drze się na dziecko
Wytłumaczyć, że nie wolno, dlaczego nie wolno, ewentualnie dodatkowo zainteresować malucha czymś innym (zależy, o jak małym dziecku mówimy). Po cholerę krzyczeć? Pewnie, jesteśmy tylko ludźmi, zdarzy nam się pewnie nie raz podnieść głos, stracić cierpliwość... ale ja zawsze potem przytulam, mówię córce, jak bardzo ją kocham, przepraszam, że krzyknęłam i tłumaczę, że to np. z przerażenia, jak zobaczyłam, że pcha paluszki do kontaktu. Pokazywać emocje - owszem. Zastraszać i drzeć się dla zasady, bo może będzie lepszy efekt - broń Boże.
Dziecko nie chce np. posprzątać zabawek? Mówię, że do pójścia spać mamy jeszcze godzinę. Jeżeli szybko posprząta, to starczy czasu jeszcze na coś fajnego. Jeśli woli stać naburmuszone przez tą godzinę nad porozrzucanymi zabawkami - spoko
koni napisał/a:Ale tak myślę, że może jestem zbyt pobłazliwa?
Ale co? Dziecko wrzeszczy, bije, pluje, skacze Ci po głowie, wyrzuca wszystko z szuflad i podpala, a Ty siedzisz i słabym głosikiem powtarzasz "ojej, ojej, dzidziusiu rozkoszny"?
Nie, sygnalizujesz, że nie wolno, tłumaczysz i wymagasz. W bardzo fajny sposób.