netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Wasza pomoc na ostatniej prostej...

13 odpowiedzi2 836 wyświetleńzałożony przez czrnamamba-24, 27.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Witajcie.

Zdecydowałam się zasięgnąć opinii u was, ponieważ nikt nie jest w stanie udzielić mi odpowiedzi, a tylko to mnie już męczy w mojej sytuacji.
Swą opowieść skrócę maksymalnie, coby was nie zanudzić. Poznałam go w liceum, zaczęliśmy być ze sobą po maturze, wielka miłość, zostawiłam dla niego chłopaka, z którym byłam 3 lata i snuliśmy plany na przyszłość mimo mojego młodego wieku. Nowa miłość coś przepięknego, uczucia jak nigdy przedtem, nawet się nie spodziewałam, że tak można kogoś kochać. Dodam z całą pewnością, że tak było i z mojej strony i z jego. Przecudowne 2,5 roku, wyjazdy w wakacje, ferie, poznanie rodzin. Nagle czuje, że coś jest nie tak, coś się zmieniło z jego strony. Ufam swojej intuicji i wiem, że dzieje się niedobrze. Pytam co się dzieje, w odpowiedzi słyszę, że nic, wszystko ok. Od tej pory sinusoida - raz czuły i kochający, raz nieobecny i chłodny. Ewidentnie widać, że dzieje się źle, więc ja drążę (lubię wiedzieć na czym stoję). Ciągle "wszystko ok", "wmawiasz sobie", itp. Chudnę, na niczym nie mogę się skupić, studia olewam, w pracy funkcjonuje jak zombie. W końcu nie wytrzymuje i mówię, że ma podjąć decyzje. Usłyszałam, że musimy zrobić sobie przerwę. Po tygodniu spotkanie, na którym słyszę, że nie jestem tym czego on szuka, że przez ten tydzień (!) stwierdził, że mu mnie nie brakowało. Byłam w szoku, jakby mi wbił nóż w serce. Pewnie większość osób z tego forum wie o czym pisze smile Nie jestem osobą, która potrafiłaby błagać o miłość, więc nie mamy kontaktu. Po kolejnym tygodniu kolejny szok. Jakaś panna z jego uczelni oznacza go na zdjęciu... na wspólnym wyjeździe... Myślę sobie ok, wszystko jasne, dla mnie w sumie też zostawił poprzednią dziewczynę. Cierpię bardzo wiele miesięcy. Po pół roku dzwoni do mnie, że kocha mnie bardzo, że wie co stracił, że myślał o mnie każdego dnia. Wracamy do siebie, mówi, że z tą dziewczyną przespał się kilka razy, uczuciowo nic nich nie łączyło. Okazuje się, że podczas tej pół rocznej przerwy było kilka innych, niby tylko flirt, ale nie wierze do końca. Nie za bardzo nam się układa, po dwóch miesiącach znowu mnie rzuca, tym razem trochę przyznaję mu racji, bo nie potrafiłam zapomnieć o tym co mi zrobił. Więc myślę, kurde, moja wina, skoro się zdecydowałam do niego wrócić to powinnam mu nie wypominać i żyć dalej. Co się okazuje? Że powód był inny - kolejna laska. Usuwam go z FB, zrywam kontakt. W sumie to zawsze on zrywa kontakt, praktycznie bez wyjaśnienia, a ja nie usiłuje za bardzo się z nim kontaktować, bo jestem honorowa. Jakiś czas później poznaję kogoś, dobrze się rozmawia, spotykamy się coraz częściej, chłopak dość szybko się angażuje, ale ja działam powoli, nie chce aby było jak z exem. Niestety, tamten znowu się odzywa, na neutralne tematy, więc stwierdzam, że możemy normalnie pogadać, w końcu tyle nas łączyło, ja jestem zainteresowana kimś innym, może wśród tych wszystkich lasek nie ma takiej z którą może porozmawiać. Więc daje się zaprosić na piwo. I znowu teksty, że jak mnie zobaczył to wie co stracił i setki przepięknych słów, które jak słyszę to serce mi topnieje. Dodam, że cały czas go kocham. Więc wracam znowu. Przez rok super extra, ja już nie wypominam, chce żeby było dobrze, bo jesteśmy sobie na pewno przeznaczeni ( big_smile ) Po prawie roku sielanki coś się zmienia... Sinusoida come back! Nauczona wcześniejszymi sytuacjami mówię, że wiem co się dzieje, że ma spier... i dać mi normalnie żyć. Dodam w tym momencie, że oprócz jednego spotkania nasze rozstania (a raczej rzucanie mnie) odbywało się przez smsy, bo nie miał nawet odwagi się spotkać i powiedzieć tego prosto w oczy. W tym momencie nie ma go w mieście, w którym mieszkamy, wiem, że jeszcze jakiś czas go nie będzie, dlatego tym razem ja piszę smsa. Chyba spływa to po nim jak po kaczce, bo nie widać aby go coś zabolało. Wiem, że wrócił do miasta, więc proszę o spotkanie, bo jednak przez smsy to nie jest dla mnie rozwiązanie. Mówię, że nigdy więcej nie chce od niego słyszeć, że mnie kocha, że wie co stracił i żeby się nie wpieprzał więcej w moje życie. Możemy mieć sporadyczny kontakt i nic więcej. Jak on mnie dwa razy zostawiał to była kompletna cisza miesiącami, teraz ruch był mój, więc mniej więcej co 3 tygodnie pisze do mnie "co słychać" itp. Wciąż kocham, ale nie mówię mu o tym, zależy mi aby naprawdę zniknął i dał mi żyć, bo nie jestem w stanie zaangażować się w kogoś innego. On też nic nie wyznaje, chyba uszanował moją prośbę i dał spokój w kwestii "miłości". Spotkanie na kawę w lato, słucham jak poznał tą, tamtą, wesela, imprezy, trochę boli, ale w sumie zaczynam mieć myśli, że jest niezbyt zdrowy na umyśle, bo sugeruje mi, że ze mną wszystko było najlepiej i najpiękniej, żadna inna mu tego nie dała. Kontakt jest sporadyczne, ale męczy mnie sytuacja, wiem, że powinnam zerwać ten kontakt zupełnie. Przed świętami proszę o spotkanie, mówię, że to nasze ostatnie, na poważnie, że pierwsze trzy lata były cudowne, ale to minęło i te nasze "co słychać" nie jest mi do niczego potrzebne. Wtedy olśnienie! "Ale jak to, my jesteśmy sobie przeznaczeni, nie udawajmy, że bez siebie też nam będzie dobrze", znowu bardzo przeżywam, bo jest dla mnie ideałem, ale za dużo się wydarzyło, nie potrafiłabym z nim żyć. Nie ufałabym już nigdy. Od tego niby ostatniego spotkania widzieliśmy się kilka razy, bo mnie uprosił (jestem chyba idiotką). Widzi mój opór, zawsze jak chciał wrócić leciałam jak na skrzydłach, a teraz.. nic... Obecnie jest taka sytuacja, że potrafi milczeć tydzień i nagle napisać mi "Chce abyś była szczęśliwa, ze mną", że będzie walczył, że to, że tamto... Potem tydzień absolutnej ciszy i nagle znowu takie wyznania.

Na koniec napiszę, że coś do niego jeszcze czuje, wiem, że on do mnie też, ale nie widzę absolutnie szans dla tego związku. Na pewno do niego nie wrócę i nie szukam u was pomocy w tej kwestii. Chciałabym tylko zasięgnąć waszych opinii o co tutaj chodzi, bo tak jak napisałam na początku - ani rodzina, ani znajomi nie potrafią wytłumaczyć co ten człowiek ma w głowie. Może on jest na coś chory? Skoro tak ze mną było wspaniale (a wierzę, że byłam dla niego wyjątkowa), to po kiego szukać wrażeń gdzie indziej? I to tyle razy? Można się pomylić raz... I raz bym wybaczyła, ale nie pozwolę sobie na kolejne zmarnowane lata.

Czytałam wiele historii na forum zanim tu napisałam. I wydaje mi się, że jego zachowanie jest hmmm... nazwę to "niestandardowe".

Bardzo liczę na wasze opinie, jak zrozumiem na czym to polega to uwolnię się całkiem z tej toksycznej racji. Z góry dziękuje smile

2 Ostatnio edytowany przez NieZnamSiebie (2015-01-27 22:25:36)

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Standardowe.
Najpierw robił sobie przerwy między jedną panienką a drugą.
Wiedział, że jesteś na pstryknięcie palcem.
Byłaś odskocznią....starym, dobrym, sprawdzonym miejscem,wprost idealnym do nabrania sił i oddechu. Do przeczekania.
Teraz to co innego, choć zachowanie może Ci się wydawać identyczne.
Teraz to urażona duma. Teraz to szok, że Ty z nim, nie on z Tobą.
Myślał, że jest panem świata. Pomylił się. To nowość, która wcale mu się nie podoba.

3

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Mam wrażenie, że większość zdradzających z opisywanych tutaj historii odchodzi do kochanki lub błaga o przebaczenie... Ten typ ani myśli się związać z którąś z tych panienek na poważnie, ale jestem pewna, że nigdy się nie zmieni, ma to we krwi. Jest to jeszcze bardziej okrutne, że widać, że traktuje mnie jak bezpieczną przystań specjalnie się nie kryjąc. Jednocześnie twierdząc, że kocha... Nawet wroga bym tak nie potraktowała, a co dopiero kogoś z kim mnie tyle łączyło.

To jest dla mnie niestandardowe.

4

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Witaj w clubie kochana:) Mój robił dokładnie to samo! I też przy ostatnim razie słyszałam, że mnie kocha i może jeszcze kiedyś będziemy razem (ani mi się śni po tym wszystkim). Według mnie chodzi o jego charakter. Taki jest i tego nie zmienisz. Chce mieć "ciepło w domu" i "ogień na mieście". Z jednej strony poznawać panienki i się zabawić a z drugiej taką ułożoną, pewną i kochającą dziewczynę jak Ty.Pozwala sobie na odchodzenie bo myśli, że go przyjmiesz bo Twoja miłość jest tak bezgraniczna. I w sumie to tyle On pewnie uważa, że Wy i tak będziecie jeszcze razem więc robi co mu się podoba.

5

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Już gdzieś tu widziałam takie zdanie i pozwolę sobie je skopiować "Wolałabym nie należeć do tego klubu" wink Ale już tyle się was naczytałam, że jest to jakiś plus mojej sytuacji, bo dużo mądrości jest w waszych wypowiedziach zawartych smile

Czyli jednak jest zwykłym ch@#$, a nie niezwykłym smile

W każdym razie wszystkim, którzy trafią na ten wątek mam do powiedzenia tyle - też kochałam nad życie, też myślałam, że nasza miłość jest najpiękniejsza na świecie i nikt nawet nie poczuł tego co ja. A potem podobnie jak większość z was przechodziłam piekło. Ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że da się z tego wyjść, u mnie trwało to długo, sporadycznie pojawia się gorszy humor, ale to pikuś w porównaniu z tym co było. Więc klata do przodu!

6

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Z TWOJEJ WINY rozstaliście się kolejny raz, bo to Twoja wina, że w ciągu 2 miesięcy nie zdołałaś zapomnieć o tym co Ci zrobił wcześniej? No błagam Cię!
To co robił i robił jest najzwyklejszym w świecie wykorzystywaniem Ciebie. Nie myśli ani o Tobie ani o nikim innym. Ciebie używa jako wygodnej przystani gdy nie ma nic innego pod ręką, a u innych szuka przygody gdy posiadanie jednej partnerki seksualnej mu się znudzi. Ponieważ w swoim mniemaniu jest zapewne pępkiem świata, to "wszystko mu się należy", i z dlatego z żadnej z tych rzeczy nie zamierzał rezygnować. Zupełna podłość. Po czymś takim nie zasługuje na to żebyś splunęła w jego stronę. Utnij z nim wszelkie kontakty, a z czasem wszystko się ułoży u Ciebie.

7 Ostatnio edytowany przez madoja (2015-01-28 01:45:49)

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Owszem, może mu było dobrze z Tobą, ale podejrzewam że bardzo pragnie przygód, innych kobiet itd. Dlatego wciąż trzyma Cię w zapasie, karmiąc słodkimi słówkami. Czasami faktycznie za Tobą tęskni (wtedy gdy akurat nie jesteś jego), a gdy wracacie do siebie, znów do niego dochodzi że on szuka innego życia.
Czyli klasyczne "dobrze mu tylko tam, gdzie go akurat nie ma".

8

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Dziękuje za wasze wypowiedzi, w sumie potwierdziły moje zdanie. Ale nie powiem, trochę czasu mi zajęło przejrzenie na oczy...

9

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

W sumie lepiej późnoniż wcale.
Aha, i nie ma za co, fajnie było pomóc. smile

10

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Autorko! I teraz twarda badz! Jak mowi moj kuzyn: Ninja nie moze byc mietka:-). Ja bym na Twoim miejscu zmienil numer telefonu.
On takimi ruchami niszczy Cie. Wprowadza wachania w Twoje zycie, ktore chcesz sobie uporzadkowac. Potraktuj go jak intruza.

Pozdrawiam

11

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Staram się być twarda. Po prostu przyszedł taki moment, że powiedziałam sobie STOP. Sam mi w tym pomógł, bo jak usłyszałam po tym wszystkim, że jesteśmy sobie przeznaczeni to parsknęłam śmiechem wink
Przerażające jest to, że ludzie robią sobie takie rzeczy.

Nawet mu źle nie życzę... Wisi mi to, brzydko mówiąc. Martwię się o siebie smile

Dzięki!

12

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Dokładnie, to jest przerażające. hmm

czrnamamba-24 napisał/a:

Nawet mu źle nie życzę... Wisi mi to, brzydko mówiąc. Martwię się o siebie smile

Czyli masz teraz chyba najlepsze podejście, jakie można mieć-troska o siebie, obojętność na niego bez zatruwania się negatywnymi myślami. Jakby każdemu na Twoim miejscu udawało się dojść do tego etapu, to było by naprawdę nieźle.

13

Odp: Wasza pomoc na ostatniej prostej...

mohic
Mieszkamy w dużym mieście, więc szanse na przypadkowe spotkania są niewielkie. Ze wspólnymi znajomymi ja nie utrzymuje kontaktu oprócz nielicznych wyjątków, a moi znajomi i rodzina nie tolerują go po tym jak widzieli moje cierpienia. Czytałam tu historie osób, które nie mogą unikać widywania się, bo pracują razem. To jest dopiero dramat. Niby pracę można zmienić, ale z wielu powodów może to być utrudnione.
Taak, tego życzę każdej zranionej osobie. Całe szczęście, że opamiętanie przyszło teraz, a nie za kilka lat, chociaż ostatnie trzy lata uważam za kompletnie zmarnowane i za to najbardziej pluję sobie w brodę...

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wasza pomoc na ostatniej prostej...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026