Witam
Mam taki problem tam gdzie pracuje są często organizowane tzw. wyjazdy integracyjne - może nie do końca integracyjne raczej w nagrodę za wyniki itp. Ponieważ są całkowicie finansowane przez pracodawcę lubię z nich korzystać w końcu nie zawsze nas stać by pojeździć na nartach czy popływać żaglówką. Problem jest w tym że mój mąż tego nie rozumie - za każdym razem gdy go informuję że chciałabym znowu pojechać on reaguje w dziwny sposób - nie chodzi o to że jest zły i czy mi zabrania bo tak nie jest. Tłumaczy że boi się że zrobię coś głupiego itd. Czy Wy też macie takie problemy? Bardzo kocham męża a on mnie razem tez wyjeżdżamy różne miejsca i nie przyszłoby mi nawet go głowy aby go zdradzić ale chciałabym też czasami rozerwać się z przyjaciółmi w pracy. Czy moje postępowanie jest złe, czy to nie jest normalne, że dwa razy do roku gdzieś wyjadę na 1 lub 2 noce. Dodam że mąż ma taką pracę gdzie nie ma takich wyjazdów (nad czym ubolewam bo może wtedy by mnie zrozumiał)
W pracy się ze mnie śmieją jak mówię że muszę pogadać najpierw z mężem o tym czy pojadę. Wiele z moich koleżanek jest również mężatkami i mają dzieci i ich mężowie nie mają takich problemów (ale raczej pracują w miejscach gdzie sami też mają takie sytuacje)
Proszę o Wasze opinie na ten temat..........
Podobne tematy
MATI79 to "Tłumaczy że boi się że zrobię coś głupiego " brzmi, jakbyś mieszkała z ojcem a nie mężem i w dodatku miała 15 lat a nie 33.
Jak to się stało, że Twój mąż zgodził się zostać Twoim mężem nie ufając Ci?
a ja byłam z mężem na takim wyjeździe integracyjnym i po tym co tam widziałam nigdy w życiu męża nie puszczę samego...
Kolejna przedszkolanka ![]()
Kolejna przedszkolanka
Daruj sobie jak nie wiesz o co chodzi i nie znasz mojego męża...
Panowie na wieczornej imprezie podpili się i pojechali taksówkami na turne po agencjach towarzyskich
E tam Mati79! Nie przejmuj się -- te fochy, zazdrości twojego męża będą jak niewygodne buty w długiej podróży. Będą Cię ranić, będą Cię uwierać, czasami będziesz płakać z bólu... Cóż Ci pozostaje? Zatrzymać się i trwać w miejscu. Albo zaciskać zęby i iść dalej walcząc o własną wolność. Ostatecznie możesz zrezygnować z tej podróży, ale tego nie chcemy, prawda?
Mam to samo w związku, a nawet gorzej, dużo gorzej. Nie naprawisz tego, rozmowy nic nie dadzą. Zawsze jesteś winna, potencjalnym zdradzaczem. Jesteś bez szans na zmianę tego. Trzeba z tym żyć. Jak z chorobą.
Catwoman napisał/a:Kolejna przedszkolanka
Daruj sobie jak nie wiesz o co chodzi i nie znasz mojego męża...
Panowie na wieczornej imprezie podpili się i pojechali taksówkami na turne po agencjach towarzyskich
Nie znam ale.... jak to świadczy o człowieku, z którym się związałaś? Sądzisz, że do takiego tournee po agencjach potrzebny jest wyjazd integracyjny ?
A moze mi ktos wyjasniec po jasna cholere sa w ogole te wszystkie wyjazdy, spedy i doszkalania w kurortach?
Dawniej jak sie czlowiek chcial zintegrowac z paroma osobami z firmy (bo co mnie cala firma interesuje, ludzie, z ktorym slowa nie zamienie raz na rok?) to sie szlo po pracy na piwko, dwa, ew. spotykalo w weekend u nas, u nich, w parku, w knajpie - albo sami albo z partnerami. I jakos firmy dzialaly i ludzie w nich dobrze sie znali, niektorzy przyjaznili. Bez tych sztucznych hamerykanskich "lets get together" wynalazkow, bez litrow alkoholu i tego co sie z tym potem wiaze.
Osobiescie tez nie jestem zachwycona atmosfera i otoczka takich spedow - i tych, na ktorych sama bywalam i tych moich partnerow. Mnie sie nic nie stalo ale pare malzenstw szlag trafil. Powstalo nawet lokalne powiedzenie. Nokia - connecting people, disconnecting families". Niestety niebezpodstawnie.
Mussuka, ja nie wiem, bo też jestem zdania, że jest to dość sztuczne -najczęściej. Ale czasem takie wyjazdy są motywacyjne, by pracownikom chciało się pracować i by zwiększyć ich lojalność wobec firmy ![]()
Catwoman. Takie wyjazdy sprzyjają szukania w firmie celów pozazawodowych. Jak w firmie ok. Wysilac się nie trzeba. To można sobie inne emocje znaleźć....
W mojej branży tego nie ma. W branży mojego meza to nagminne
11 2013-03-07 12:29:53 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2013-03-07 12:34:29)
Mussuka, ja nie wiem, bo też jestem zdania, że jest to dość sztuczne -najczęściej. Ale czasem takie wyjazdy są motywacyjne, by pracownikom chciało się pracować i by zwiększyć ich lojalność wobec firmy
Teoria swietnie dorobiona przez pracodawcow - zamiast dac premie czy podwyzke pracownikowi to wykupia jakis promocyjny pakiet na 2 dni (po sezonie) i posla cala zaloge, zeby sie wyszalala. Podwyzka bedzie wyplacana co miesiac, a taki szal cial raz do roku - to ma byc motywacja? Zwlaszcza, ze do tego samego gara pojda i ci dobrze pracujacy i firmowe obiboki.
Nasza firma (duza finansowa instytucja w stolicy) tez nas integrowala - mikolajkami (od 13-tej do 17-tej w firmie a pozniej integrowalismy sie w dowolnym gronie i na wlasna reke oraz koszt, jak kto chcial), balem karnawalaowym avec, piknikami letnimi dla pracownikow z rodzinami i bardzo atrakcyjnymi merytorycznie szkoleniami - zwykle na miejscu badz w firmie szkoleniowej w tym samym miescie czyli w godzinach pracy. Oraz bonusami, trzynastka, premia letnia, karnetami sportowymi, paczkami dla dzieci, niskooprocentowanymi pozyczkami na mieszkanie czy studia itp. - to jest sposob na podniesienie motywacji w zalodze, a nie alkoholowe bibki w Zakopanem.
calineczka_m napisał/a:Catwoman napisał/a:Kolejna przedszkolanka
Daruj sobie jak nie wiesz o co chodzi i nie znasz mojego męża...
Panowie na wieczornej imprezie podpili się i pojechali taksówkami na turne po agencjach towarzyskichNie znam ale.... jak to świadczy o człowieku, z którym się związałaś? Sądzisz, że do takiego tournee po agencjach potrzebny jest wyjazd integracyjny ?
Po pijaku różne rzeczy ludzie robią, nawet Ci najbardziej spokojni. Oczywiście, że wyjazd integracyjny nie jest do tego potrzebny, ale sytuacja i atmosfera sprzyja temu.
Wracając do tematu wątku i Twojego problemu.
Nie widzę niczego złego w wyjazdach integracyjnych.
Dlaczego? Taki wyjazd może być (i często jest) dobrym sposobem na odpoczynek, poznanie kolegów/koleżanek w nowych warunkach. Spędzenie kilkudziesięciu godzin razem (gdy taki wyjazd jest dobrze zorganizowany) daje znacznie więcej informacji o drugiej osobie, niż wypad na piwo.
Gdy zaś ktoś ma tzw. luźne szelki, to zdradzi nie wyjeżdżając ani na kilometr ze swego miasta; taki zaś wyjazd będzie okazją do zerwania się ze smyczy i wówczas hulaj dusza, żadne ograniczenia nie działają, hamulców wewnętrznych - brak. Efektem - alkohol pity w niewyobrażalnych ilościach i przypadkowy seks; później zaś tłumaczenie się (również przed sobą samym), że wszystko to wina alkoholu. Bo, biedactwo, zmuszone zostało do picia, własnej woli nie mając.
W tym, co napisałaś widzę dwa problemy.
Jednym jest zazdrość Twego męża, niewypowiadany wprost, brak zaufania i traktowanie Ciebie jak osoby, którą należy pilnować.
Drugim jest Twoje wchodzenie w rolę narzuconą Ci przez męża. Czym innym jest poinformowanie męża o planowanym wyjeździe, czym innym podjęcie decyzji po rozmowie z nim. W imię czego wchodzisz w taką rolę?
Hm... co ciekawe, różnorakie szkolenia też tak działają: szkolenie jest przez kilka godzin, a potem rozrywka. Każdy na taką rozrywkę ma inny pomysł.
dwa razy do roku gdzieś wyjadę na 1 lub 2 noce
Więc tak na prawdę niewiele tracisz. Warte to tego fermentu w domu ?
W pracy się ze mnie śmieją jak mówię że muszę pogadać najpierw z mężem o tym czy pojadę.
Przecież wiesz, że będzie miał obiekcje a o ile się nie mylę i tak postawisz na swoim, więc po co w ogóle o tym mówisz? Wystarczy jak powiesz, że jedziesz albo nie. Po co ta gadka?
Skoro jesteście razem, to bądźcie ![]()
a ja byłam z mężem na takim wyjeździe integracyjnym i po tym co tam widziałam nigdy w życiu męża nie puszczę samego...
Hej chętnie bym się dowiedziała co tam takiego widziałaś? bo widzisz byłam już na kilku takich wyjazdach i nic takiego nie widziałam. Te wyolbrzymione filmy i opowieści na ten temat mnie śmieszą. Jak ktoś chce zdradzić to nie potrzebuje takiego wyjazdu jak ktoś nie chce to żaden wyjazd ani alkohol go do tego nie nakłoni. Takie jest moje zdane i wynika ono z doświadczenia a nie wyobrażeń po prostu chcę zrozumieć mojego męża co sprawiło że tak myśli o świecie (nie o mnie), że trzyma się takich stereotypów. Wkurza mnie to że mam piekielne wyrzuty sumienia, że tam jadę a jednak chcę zatrzymać ten kawałek własnego ja. Miłość i małżeństwo jest dla mnie czymś wspaniałym. Ale przecież nie musi oznaczać że człowiek jest już skazany tylko na wieczne bycie ze sobą i brak kontaktu z innymi ludźmi. Osobiście uważam że takie wyjazdy są dobre mam czas zatęsknić znów poczuć tą adrenalinę na widok drugiej osoby jaką się przeważnie czuje w początkowym okresie związku. Chciałabym aby mój mąż też za mną zatęsknił.
"
MATI79 napisał/a:dwa razy do roku gdzieś wyjadę na 1 lub 2 noce
Więc tak na prawdę niewiele tracisz. Warte to tego fermentu w domu ?"
To nie jest żaden ferment. Wiem że pojadę ale uważam że skoro podjęłam decyzję o małżeństwie to przed podjęciem każdej innej powinnam to z nim konsultować. Jest mi tak ciężko że on to tak przeżywa. Nie rozumiem tego bo jak on wychodzi z kolegami na piwo to dla mnie jest to zwykła normalna rzecz. Do głowy by mi nie przyszło żeby mu robić jakieś wyrzuty, a on gdy mnie pyta o to czy może pójść zachowuje się tak jakby sam nie wiedział czy ma iść czy nie - mówię mu idź kochanie i baw się dobrze - a on jest zdziwiony bo jak mówi żony jego kolegów z pracy przeważnie wrzeszczą i krzyczą itd. w takich sytuacjach.
Ufam mu w 100% - może to głupie bo to w końcu tylko facet ale nie chcę robić inaczej i tego samego oczekuję wzamianMATI79 napisał/a:W pracy się ze mnie śmieją jak mówię że muszę pogadać najpierw z mężem o tym czy pojadę.
Przecież wiesz, że będzie miał obiekcje a o ile się nie mylę i tak postawisz na swoim, więc po co w ogóle o tym mówisz? Wystarczy jak powiesz, że jedziesz albo nie. Po co ta gadka?
Skoro jesteście razem, to bądźcie
Hm tak się zastanawiam czy jakby on powiedział stanowcze "nie" to czy bym pojechała. Nigdy jednak mi nie odmówił choć wiem że z trudem podejmuje takie decyzje. Ja chcę po prostu zrozumieć dlaczego on mi nie ufa. Dlaczego tak trudno mu powiedzieć "jedź" i nie martwić się o nic. Nigdy nie dałam mu żadnego powodu. Więc o co chodzi? Boje się że taki wpływ na niego ma po prostu otoczenie, bo wszyscy tak mówią, bo to , bo tamto.
calineczka_m napisał/a:a ja byłam z mężem na takim wyjeździe integracyjnym i po tym co tam widziałam nigdy w życiu męża nie puszczę samego...
Hej chętnie bym się dowiedziała co tam takiego widziałaś? bo widzisz byłam już na kilku takich wyjazdach i nic takiego nie widziałam. Te wyolbrzymione filmy i opowieści na ten temat mnie śmieszą. Jak ktoś chce zdradzić to nie potrzebuje takiego wyjazdu jak ktoś nie chce to żaden wyjazd ani alkohol go do tego nie nakłoni. Takie jest moje zdane i wynika ono z doświadczenia a nie wyobrażeń po prostu chcę zrozumieć mojego męża co sprawiło że tak myśli o świecie (nie o mnie), że trzyma się takich stereotypów. Wkurza mnie to że mam piekielne wyrzuty sumienia, że tam jadę a jednak chcę zatrzymać ten kawałek własnego ja. Miłość i małżeństwo jest dla mnie czymś wspaniałym. Ale przecież nie musi oznaczać że człowiek jest już skazany tylko na wieczne bycie ze sobą i brak kontaktu z innymi ludźmi. Osobiście uważam że takie wyjazdy są dobre mam czas zatęsknić znów poczuć tą adrenalinę na widok drugiej osoby jaką się przeważnie czuje w początkowym okresie związku. Chciałabym aby mój mąż też za mną zatęsknił.
jak już wcześniej pisałam panowie sobie wycieczkę po agencjach towarzyskich zrobili. Część panów która nie chciała jechać jednak dała się przekonać. Niektórzy wrócili dopiero rano. A pan który tak wszystkich namawiał na drugi dzień opowiadał, ze był tak pijany że za usługi pań zapłacił kartą płatniczą a ma wspólne konto z żoną... I też ten sam pan po powrocie czule się z żoną wital, bo ta czekała na niego jak wróciliśmy. Z tego co słyszałam to u niektórych panów takie wizyty w agencjach podczas wyjazdów firmowych to standard i robią to tylko wtedy. Dużo osób włącznie z paniami pod koniec imprezy wieczornej było tak pijanych, że ledwo na nogach stało. Jak ktos nie potrafi pić z umiarem i na trzeźwo się bawic to powinien w domu siedzieć...
Wiele osób pisało, że firma powinna lepiej dać podwyżkę, niż organizować takie "głupie wyjazdy". Ale przecież koszt takiego wyjazdu pokrywany jest z funduszu socjalnego, a podwyżki nie można zapłacić pracownikowi z takiego funduszu
na coś te pieniądze trzeba wydać, jeśli firma jest duża, to te fundusze naprawdę są spore, więc bonami na święta nie da się zagospodarować całej tej kasy, stąd też różne eventy.
Ja bywałam na różnych takich, jakiś bezeceństw nigdy nie widziałam. Alkohol owszem, ale jakieś agencje towarzyskie/panienki/seks w każdym kącie, to dla mnie historia rodem z głupich polskich komedii.
Firma mojego męża z kolei organizuje corocznie kolację dla pracowników z późniejszym przyjęciem, ale z rodzinami ;-) bardzo fajnie to zawsze wspominamy, bo przy okazji są kręgle, bilard, piwko, naprawdę fajnie
Więc nie ma co demonizować wyjazdów integracyjnych (jedna historia Calineczki nie uogólnia tematu do 100%).
Firma mojego męża z kolei organizuje corocznie kolację dla pracowników z późniejszym przyjęciem, ale z rodzinami ;-) bardzo fajnie to zawsze wspominamy, bo przy okazji są kręgle, bilard, piwko, naprawdę fajnie
i właśnie takie imprezy powinno się organizować
w pracy mojej mamy były zawsze festyny rodzinne, mnóstwo zabaw i konkursów a nie pijackie imprezy, które teraz się urządza.
Bardolka napisał/a:Firma mojego męża z kolei organizuje corocznie kolację dla pracowników z późniejszym przyjęciem, ale z rodzinami ;-) bardzo fajnie to zawsze wspominamy, bo przy okazji są kręgle, bilard, piwko, naprawdę fajnie
i właśnie takie imprezy powinno się organizować
w pracy mojej mamy były zawsze festyny rodzinne, mnóstwo zabaw i konkursów a nie pijackie imprezy, które teraz się urządza.
Popieram. Nie za bardzo w ogole rozumiem sponsorowania picia alkoholu przez pracownikow z jakiegos funduszu socjalnego, ktory mozna na cos duzo wartosciowszego wykorzystac. Oczywiscie takie okazje jak bale czy festyny z odpowoiednia iloscia win czy piw to co innego, ale nie totalne libacje na koszt firmy. Niestety tez widzialam.
22 2013-03-08 11:39:00 Ostatnio edytowany przez calineczka_m (2013-03-08 11:42:10)
calineczka_m napisał/a:Bardolka napisał/a:Firma mojego męża z kolei organizuje corocznie kolację dla pracowników z późniejszym przyjęciem, ale z rodzinami ;-) bardzo fajnie to zawsze wspominamy, bo przy okazji są kręgle, bilard, piwko, naprawdę fajnie
i właśnie takie imprezy powinno się organizować
w pracy mojej mamy były zawsze festyny rodzinne, mnóstwo zabaw i konkursów a nie pijackie imprezy, które teraz się urządza.
Popieram. Nie za bardzo w ogole rozumiem sponsorowania picia alkoholu przez pracownikow z jakiegos funduszu socjalnego, ktory mozna na cos duzo wartosciowszego wykorzystac. Oczywiscie takie okazje jak bale czy festyny z odpowoiednia iloscia win czy piw to co innego, ale nie totalne libacje na koszt firmy. Niestety tez widzialam.
Czyli nie jestem sama i wcale nie wyolbrzymiam. Przy odpowiedniej ilości alkoholu też się można bawić i wódka nie musi się strumieniami lać. Z mężem miałam też okazję na firmowej imprezie być i popatrzeć sobie na zataczających się pracowników. Nie rozumie co tego typu imprezy mają wspólnego z integrowaniem się.
Potem panowie się dziwią, że żony się wkurzają o tego typu imprezy.
To nie jest żaden ferment. Wiem że pojadę ale uważam że skoro podjęłam decyzję o małżeństwie to przed podjęciem każdej innej powinnam to z nim konsultować. Jest mi tak ciężko że on to tak przeżywa. Nie rozumiem tego bo jak on wychodzi z kolegami na piwo to dla mnie jest to zwykła normalna rzecz. Do głowy by mi nie przyszło żeby mu robić jakieś wyrzuty, a on gdy mnie pyta o to czy może pójść zachowuje się tak jakby sam nie wiedział czy ma iść czy nie - mówię mu idź kochanie i baw się dobrze - a on jest zdziwiony bo jak mówi żony jego kolegów z pracy przeważnie wrzeszczą i krzyczą itd. w takich sytuacjach.
Ufam mu w 100% - może to głupie bo to w końcu tylko facet ale nie chcę robić inaczej i tego samego oczekuję wzamianHm tak się zastanawiam czy jakby on powiedział stanowcze "nie" to czy bym pojechała. Nigdy jednak mi nie odmówił choć wiem że z trudem podejmuje takie decyzje. Ja chcę po prostu zrozumieć dlaczego on mi nie ufa. Dlaczego tak trudno mu powiedzieć "jedź" i nie martwić się o nic. Nigdy nie dałam mu żadnego powodu. Więc o co chodzi? Boje się że taki wpływ na niego ma po prostu otoczenie, bo wszyscy tak mówią, bo to , bo tamto.
Koniecznie chcesz się uważać za dobrą żonę i partnerkę, czyli taką, która rozmawia, konsultuje, liczy się zdaniem partnera etc... i dlatego katujesz chłopaka. Chcesz to jedź, nie chcesz to nie jedź, ale nie nie katuj go, skoro i tak z góry wiesz co będzie i nawet nie przyszło ci do głowy, że odważyłby zdobyć się na veto. Urabiasz go jak kawał ciasta drożdżowego. To nazywam fermentem.
Wyjście na piwo to nie to co wyjazd na 1-2 noce. To nie jest tylko kwestia zaufania do ciebie. Tobie może ufa, ale nie żyjesz w próżni i czasem może się zdarzyć tak, że sprawy potoczą się niezależnie od twojej woli. Pewnie nasłuchał się co nieco o tych wyjazdach i wyobraźnia mu działa. A może jest mu zwyczajnie przykro, że go zostawiasz. Nie wiem czy o to chodzi, to jedne z wielu możliwości. Jak chcesz wiedzieć o co dokładnie, zapytaj go. W ogóle to dziwne, że jeszcze tego nie zrobiłaś a niby ze sobą rozmawiacie. Warto rozmawiać, ale nie tak jak u Pospieszalskiego, gdzie z góry wiadomo kto jest dobry, kto zły i jaki będzie wynik konfrontacji bo pytania są tendencyjne jak w Rejsie
niewygodnych kwestii się nie podnosi a jak już coś sie wymsknie to ucina się je w pół zdania. Widzę tu czystą pozorację.
ps. chyba pierwszy raz w życiu cieszę z tego, że nie lubię piwa ![]()
24 2013-03-08 16:55:06 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-03-08 17:29:26)
"za każdym razem gdy go informuję że chciałabym znowu pojechać on reaguje w dziwny sposób - nie chodzi o to że jest zły i czy mi zabrania bo tak nie jest. Tłumaczy że boi się że zrobię coś głupiego" - znasz definicję cnoty wg Sztaudyngiera ? ![]()
- notoryczny brak okazji
tak bardzo wierzysz sama sobie ?
wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Poczytaj o dramatycznych wyznaniach po zdradzie - typu "ja nie chciałem/łam" albo
zdradzonych którzy dowiadują się o "wypaleniu" partnera/ki.
Atmosfera, otoczenie, relaks, alkohol, "brak nadzoru" i znajomi z pracy - to mieszanka wybuchowa.
Niewinne spojrzenia, malutki flircik a potem nagłe olśnienie o "prawdziwej miłości życia".
Nie wspomnę o pojedynczym skoku w bok.
Po co kusić los ?
Co jest dla Ciebie ważniejsze ?
Może istnieje rozwiązanie które byłoby akceptowalne dla Was obojga ?
andy1234, idac Twoim tokiem myslenia moznaby wywnioskowac, ze lepiej byloby, zeby autorka watku nie kusila losu i w ogole nie chodziła do pracy, nie robiła zakupow, nie spotykala sie ze znajomymi, bo w sumie wszedzie moze skusic los. W kazdej sytuacji znalezc sie moze niecny uwodziciel, ktorey w jednej chwili zalotnym spojrzeniem przekresli małzenstwo autorki.
Ja ufam mojemu mezowi, kiedy jeździ w delegracje (a jezdzi z kilkoma kolegami z pracy, z rozna czestotliwoscia), sama tez nie czyham na okazje aby skoczyc w bok. Szanujmy siebie nawzajem i nie traktujmy sie jak przestepcow na zwolnieniu warunkowym. Moim zdaniem w zgodnym małzenstwie nie powinno byc zasady ograniczonego zaufania.
26 2013-03-08 19:45:58 Ostatnio edytowany przez Andy1234 (2013-03-08 22:42:05)
andy1234, idac Twoim tokiem myslenia moznaby wywnioskowac, ze lepiej byloby, zeby autorka watku nie kusila losu i w ogole nie chodziła do pracy, nie robiła zakupow, nie spotykala sie ze znajomymi, bo w sumie wszedzie moze skusic los. W kazdej sytuacji znalezc sie moze niecny uwodziciel, ktorey w jednej chwili zalotnym spojrzeniem przekresli małzenstwo autorki.
Ja ufam mojemu mezowi, kiedy jeździ w delegracje (a jezdzi z kilkoma kolegami z pracy, z rozna czestotliwoscia), sama tez nie czyham na okazje aby skoczyc w bok. Szanujmy siebie nawzajem i nie traktujmy sie jak przestepcow na zwolnieniu warunkowym. Moim zdaniem w zgodnym małzenstwie nie powinno byc zasady ograniczonego zaufania.
- wiesz jest różnica pomiędzy chodzeniem do pracy a przebywaniem na wyjeździe integracyjnym, gdzie jest relaks, miła tmosfera i alkohol sponsorowany przez firme.
Warunki sprzyjające zbliżeniu ludzi - czyż nie o to chodzi organizatorom ?
Dlatego stopień "zbliżenia" bardzo łatwo może wymknąć się spod kontroli.
Ja też... dużo, nawet bardzo dużo jeżdżę w delegacje. Dlatego że znam siebie
nie kuszę losu, nie szukam przygód i jak do tej pory
udaje mi się.
Praca, nawet pobyt w delegacji to nie impreza.
Hm to może jest integracja dla pracy ale dez-integracja dla małżeństwa - przynajmniej w odczuciu męża autorki.
Co jest równoznaczne z faktyczną dez-integracją ich małżeństwa.
EDIT, tak z własnej obserwacji - najłatwiej zdarzają się romanse, zdrady osobom które przedtem zdecydowanie mówiły :
" JA ?? NIGDY !!"
nie mam ochoty zagłębiać się w przyczyny tego fenomenu. Może jest to wynik przekonania że mając takie zasady to nawet ich zdrada nie może być taką zwykłą zdradą ?? Może przekonanie o swojej nieomylności usypia ich czujność ??
Nie wiem, ja tam wole sobie nie dowierzać ![]()
Mój mąż, jeszcze jako chłopak i narzeczony informację o ewentualnym wyjezdzie/trwającej późno w noc imprezie firmowej/delegacji itp przyjmował chyba w sposób naturalny w takiej sytuacji - po prostu kodował sobie, aby nie planować na ten czas nic co wymaga mojej obecności. Ja podobnie. Nie przyszło mi do głowy dotychczas dręczenie go o to, że chce wyjść czy wyjechać gdzieś sam, czy w ramach imprezy firmowej. Co do tych mrożących krew w żyłach historii jak to morze wódy i dzikie orgie - wystarczająco dużo czasu w korpo spędziłam aby sporo zobaczyć, ale jeszcze nigdy nie widziałam aby komuś kto wóde (czy tam inne procenty) siła do gardła lał, czy też jakąś przemocą zmuszał do innych haniebnych zachowań. Więc co do meritum - wiem kogo wzięłam za męża aż za dobrze, wiem jakie ma zasady, wiem jakim jest człowiekiem. Wiem też co nas łączy i jakie ma to dla niego znaczenie. Dlatego nie widzę powodu aby nagle wpadać w histerie, bo mąż mój wypije wódkę za kasę firmy - o ile sam ma na to chęć. No ale dla mnie już od wczesnych lat nastoletnich dostrzeżenie najmniejszych problemów partnera np. z kontrolowaniem się po alko, czy tymbardziej kontrolowania wlanej w siebie ilości alko-niezależnie od skutków bezwzględnie skutkowały zerwaniem - i związku i kontaktów. Ponadto taki sam skutek przynosiło najmniejsze podejrzenie, że moje zaufanie zostało nadużyte, lub może zostać nadużyte. Skutkiem tego za mąz wyszłam stosunkowo późno, ale za to za człowieka, którego doskonale znam i wiem, że podziela moje zasady i przekonania. Choć rozumiem, że nie każda kobieta ma taki psychiczny komfort. Rozumiem i współczuję, bo dla mnie to nie do pojęcia jak można z własnej woli tak życ.
Mój mąż, jeszcze jako chłopak i narzeczony informację o ewentualnym wyjezdzie/trwającej późno w noc imprezie firmowej/delegacji itp przyjmował chyba w sposób naturalny w takiej sytuacji - po prostu kodował sobie, aby nie planować na ten czas nic co wymaga mojej obecności. Ja podobnie. Nie przyszło mi do głowy dotychczas dręczenie go o to, że chce wyjść czy wyjechać gdzieś sam, czy w ramach imprezy firmowej. Co do tych mrożących krew w żyłach historii jak to morze wódy i dzikie orgie - wystarczająco dużo czasu w korpo spędziłam aby sporo zobaczyć, ale jeszcze nigdy nie widziałam aby komuś kto wóde (czy tam inne procenty) siła do gardła lał, czy też jakąś przemocą zmuszał do innych haniebnych zachowań.
Potwierdzam, przecież nikt nikogo do niczego nie zmusza. Nikt nie zabrania położyć się wcześnie spać. I ważne jest też wzajemne zaufanie, choć wiadomo nie każdy może swojego partnera takim obdarzyć, a szkoda
Moja firma nas zabrała do ośrodka wczasowo-wypoczynkowego Libra i żadnych ekscesów nie było, może dlatego, że zaznaliśmy sporo ruchu (quady, paintballe itd.) i do tego naprawdę spore posiłki, że w zasadzie to nie chciało się już nikomu harcować. W każdym razie cały wyjazd bardzo dobrze wspominam i koleżanki też się z żadnych zdrad nie zwierzały ![]()
Ja rozumiem Twojego męża.
Nie zabrania Ci, nie urządza dzikich awantur - wiec nie powinnaś robić z tego wiekszego problemu.
A to, ze nie jest zadowolony i reaguje w taki sposób świadczy tylko i wylacznie o tym, że Cie kocha i że sie martwi. Uważam, ze to nic złego takie zachowanie z jego strony.
Głupie gadanie "wiem co nas łączy, znam wartość naszej miłości, nigdy nic nie zrobie" jest tylko głupim gadaniem. Alkohol, samowolka, impreza, hotele i te klimaty no przykre ale nie słuzą wierności. I nawet jesli kocha się partnera zawsze jest ryzyko, że troche za duzo czlowiek wypije i na drugi dzien budzi się z kacem... także czasem tym moralnym.
Nie nie jestem za tym, żeby NIE jeżdzić na takie wyjazdy, bo fajna sprawa, czasem morze, czasem narty, ciekawe okolice, ale nie dziwmy się, ze partnerzy, którzy zostaja w domu sa zazdrości i nie skaczą z radości...
A to, ze nie jest zadowolony i reaguje w taki sposób świadczy tylko i wylacznie o tym, że Cie kocha i że sie martwi.
Ale nie ufa. Ja jestem tą drugą stroną, czyli zostającą w domu. Mój mąż wyjeżdża nie dwa razy w roku, tylko o wieeeele częściej, bywa że dwa razy w tygodniu. Są to różnego rodzaju delegacje, spotkania z klientami, czasem za granicą i czasem połączone z różnymi atrakcjami. Gdybym mu nie ufała, to musiałabym zwariować z zazdrości, bo cały czas bym myślała, co tam mój mąż wyprawia, i czy mnie czasem nie zdradza. Miał milion okazji, więc jakby miał to zrobić, to nic bym na to nie poradziła. Mam jednak do niego pełne zaufanie i wiem, że nawet jak wypije morze alkoholu, to będzie się trzymał swoich zasad i mnie nie zdradzi. To po prostu nie w jego stylu. Z resztą gdzie on by znalazł taką drugą ekstra laskę jak ja
.
31 2013-07-17 10:24:05 Ostatnio edytowany przez nocnalampka (2013-07-17 10:30:06)
Veno, jeśli dla kogoś zasady, wierność, samokontrola, szacunek -przede wszystkim dla samego siebie, ale i dla partnera, to tylko głupie gadanie, to faktycznie lepiej nawet z domu osobno nie wychodzić, bo pokusa czyha nawet w warzywniaku. Ja wiem, że w dzisiejszych czasach mówienie o zasadach, o odpowiedzialności, o szacunku to takie niemodne zupełnie i takie niepraktyczne, ale wyobraź sobie, że są jeszcze takie dinozaury na świecie, które w to nie tylko wierzą, ale i tak żyją. Na przykład ja i mój mąż. Jakoś tak głupio wierzymy, że to jaką jakość będzie miał nasz związek jest tylko i wyłącznie kwestią naszych decyzji i naszego postępowania. I obydwoje wiemy, że określone decyzje i czyny niosą za sobą określone konsekwencje. I to wystarcza.
A mówienie o tym, że dorosły człowiek może "niechcący za dużo wypić" jest dla mnie równoznaczne z czymś w rodzaju "zupełnie niechcący wyrwał staruszce torebkę i uciekł". Każdy jest odpowiedzialny sam za siebie. I powtórzę raz jeszcze - przez kilka lat pracy w korpo na róznych wyjazdach, szkoleniach, imprezach bywałam. I nigdy, przenigdy nie widziałam, żeby ktoś, kto nie chce stracić kontroli np nad piciem, jakoś magicznie, pod wpływem jakieś tajemniczej siły, wbrew swojej woli tracił ją i robił coś wbrew sobie. Wszystko jest kwestią naszej decyzji i świadomego wyboru. Dlatego warto wybrać sobie na życiowego partnera kogoś, kto podejmuje decyzje i wybory, które akceptujemy. Wtedy o wiele łatwiej jest razem życ.
No właśnie ja nie uważam, że pokusa czyha wszędzie dookoła.
Sama mam narzeczonego i jego praca wiąże sie z jakimiś wyjazdami i ja zachowuje spokój, akceptuje to.
Sama go tez wyganiam czasem do kolegów, na jakiś weekend spedzony na uprawianiu jego hobby i całkowicie mu ufam, nie robie wymówek, nawet ciesze sie, że moge miec wtedy czas dla samej siebie ![]()
Ale nie widze pokusy w weekendzie spędzonym w towarzystwie kolegi czy kolegów, nad jeziorem na totalnym pustkowiu z kampingiem, z łowieniem ryb 24 h na dobe.
Natomiast widze pokuse w wyjezdzie integracyjnym, w super zabawie z innymi kobietami i alkoholem.
I choc ufamy sobie, nie byłabym z tego zadowolona i odczuwałabym zazdrość. Zazdrośc o mojego partnera, który jest przystojny i widze w jaki sposób kobietki na niego patrzą i zazdrosna równiez o to, że ja zostaje w domu a on jedzie sie wspaniale bawić.
Nie zabroniłabym mu rzecz jasna, ale z radości bym nie skakała...
Wiesz, pokusa jest wszędzie. Może na odludnym kampingu mniejsza, ale jak kto chce, to i na takim wyjeździe będzie zdradzać. No ale dla mnie to sedno wszystkiego - jeśli chce.
I rozumiem Twoje stanowisko, choć go nie podzielam. Ja nie czuję zazdrości jak mój mąż gdzieś wychodzi z ludzmi z pracy (raczej w tej pracy wyjazdów nie ma, ale właśnie wyjścia - na kręgle itp). Wiem, że jest piękny i mądry, w końcu na coś mnie wyrwał, co nie?
Ale wiem, że on też wybrał mnie. I oboje, decydując się na związek, potem na założenie rodziny, wzięliśmy na siebie pewne zobowiązania i ufam, że żadne z nas nie zmieni zdania i tak jak teraz planujemy - będziemy żyli długo i szczęśliwie
A jeśli mój mąż miałby zmienić zdanie, porzucić swoje zasady i wybrać np. przygodny seks na imprezach integracyjnych, a nie mnie, to ani ewentualna zazdrośc, ani nic mnie przed tym nie uchroni. Ale, jak wspominałam wyżej - wiem kogo wzięłam za męża i tu i teraz jestem go pewna.
No i poza tym, jak Kizia pisała - gdzie on drugą taką fajną znajdzie?
I on też o tym wie, że takiej drugiej to nie ma nigdzie, więc warto nie zmarnować szansy na spędzenie ze mną reszty życia ![]()
I on też o tym wie, że takiej drugiej to nie ma nigdzie, więc warto nie zmarnować szansy na spędzenie ze mną reszty życia
Amen ![]()
Mój jest spokojny, ale no, dlaczego miałby nie być. Wyjazdy integracyjne są tylko po to, by sobie porobić szkolenia w fajniejszym środowisku, a potem pobawić. Wystarczy raz zobaczyć, jak taki wyjazd wygląda: https://bcamp.pl/co-robic-podczas-zimow … ch-w-gory/ tutaj podaję link, jak wyglądają typowe wyjazdy integracyjne z firmą i już zero stresu. Jeśli druga połówka jest zazdrosna, to dlatego, że sobie wyobraża nie wiadomo co....
Mąż jest zazdrosny ponieważ:
Ma już jakieś złe doświadczenia związane z wyjazdami integracyjymi partnerki.
Dałaś mu już kiedyś powód do zazdrości swoim zachowaniem.
Kocha Cię i jednocześnie wie co się dzieje na imprezach tego typu.
Jest przesadnie zazdrosny.
Niedawno poszedłem z moją lady ( ta z tego wątku o przeszłości seksualnej) na kręgle. Nagle podeszlo to nas 3 lekko pijanych typów. I żarty do niej: ze owinna wybrać inną kule, jak ta kule trzymać, jak rzucać z jaką siłą. Stałem obok i bez słowa obserwowałem sytuację. Moja Lady zamiast ich spławic , żartowała z nimi z uśmiechem na ustach. Czy to powód do zazdrości? Dla mnie trochę tak.
37 2023-02-24 14:37:37 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-02-24 14:39:42)
Wykasowałem , bo nie wiedziałem że ktoś takiego starocie odkopał ![]()