netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Co jest z tym życiem nie tak?

15 odpowiedzi3 394 wyświetleniazałożony przez Mrs.Happiness, 24.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Co jest z tym życiem nie tak?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Co jest z tym życiem nie tak?

Witam wszystkich. Właściwie nie wiem od czego powinnam zacząć, ale tego nigdy nie wiem, gdy mam do opowiedzenia tak wiele zanim w ogóle będę w stanie przejść do sedna sprawy. Z góry chciałabym powiedzieć, że już kiedyś prosiłam Was o pomoc, jednak dotyczyło to zupełnie innej relacji, innej sprawy jak dla mnie, byłam też wtedy jak inna osoba, dlatego zamiast pisać tam i naprostowywać wszystko, wolałam założyć nowy temat. Tym razem będzie on dotyczył ogólnie mnie, chciałabym rozjaśnić sobie parę rzeczy, a wiem, że często spojrzenie osób stojących z boku jest do tego wręcz niezbędne. A więc? Zaczynając od początku? Dobre dwa lata temu, jakoś w zimę, poznałam pewnego chłopaka przez Internet, akurat był w niezbyt ciekawym stanie, ponieważ został rzucony przez dziewczynę, było z nim naprawdę ciężko, ale wydał mi się ciekawą osobą, a że lubiłam pomagać innym, to zaczęłam z nim rozmawiać. Z każdym dniem stawaliśmy się sobie coraz bardziej bliscy, jego stan się poprawiał. Zaprzyjaźniliśmy się. Nawet mieliśmy się spotkać w wakacje. Nie zauważyłam kiedy zaczęło mi na nim zależeć bardziej niż powinno, ale milczałam. Wiedziałam, że on potrzebuje czasu, by do końca ochłonąć po rozstaniu, że nie ma teraz sił, ani ochoty na to, by słuchać, że ktoś się w nim podkochuje. Tym bardziej, że nie byłam pewna, czy nie jest to jakieś przejściowe zauroczenie. W każdym razie, znajomość trwała dalej, dużo rozmawialiśmy, już otwarcie nazywał mnie przyjaciółką, widać było, że mi ufa. Ale w moim życiu nic nie trwa wiecznie, więc oczywiście coś musiało się wydarzyć. Pojawiła się z powrotem jego była. Bardzo szybko go omotała i do niej wrócił. Było mi smutno, nawet bardzo, ponieważ naprawdę mi na nim zależało, ale ostatecznie uszanowałam jego decyzję i miałam nadzieję, że będzie szczęśliwy. To, co mnie zabolało, nadeszło później. A mianowicie, jego obojętność. Nagle nie miał dla mnie ani chwili. Ograniczał nasze kontakty do minimum, aż przestał się w ogóle odzywać. Nie muszę chyba mówić jak się z tym czułam. Byłam przyzwyczajona do tego, że ludzie przychodzą i odchodzą, zawsze tak się działo w moim życiu, ale to i tak bolało. Nie rozumiałam wtedy jeszcze jak wielki miało to na mnie wpływ, ale parę miesięcy później poznałam kogoś. Zawsze miałam opory odnośnie spotykania się z ludźmi poznanymi na jakichś portalach itp. ale miałam już dość swojego życia. Myślałam, że po prostu popełniłam jakiś błąd, że robiłam coś źle i dlatego zawsze byłam wykorzystywana i porzucana jak odpad. Więc się z nim spotkałam po paru tygodniach znajomości. Bardzo szybko ogólnie zostaliśmy parą. Na początku było dobrze, wręcz świetnie. Trwało to kilka miesięcy. W międzyczasie moje życie trochę się pokomplikowało i zamieszkałam z nim oraz jego rodziną. Wcześniej oczywiście mieliśmy kilka mniejszych lub większych spięć, ale prawdziwe zaczęły się dopiero po tym jak widywaliśmy się codziennie. Nie ma chyba sensu opowiadać tutaj wszystkiego, nie chcę zabierać Wam aż tyle czasu, a i tak już się bardzo rozpisałam. W każdym razie, związek z miesiąca na miesiąc coraz mniej przypominał związek, a coraz bardziej jakąś mało zabawną parodię. Kochałam mojego chłopaka, więc starałam się to naprawić. Na darmo. Ciągle obiecywał, że będzie lepiej i ciągle łamał te obietnice. Oddalaliśmy się od siebie. Było ze mną już wtedy naprawdę nieciekawie, sytuacja z nim tylko pogarszała mój stan. Jedyne, co mnie ratowało, to rozmowy z przyjacielem. Był osobą, którą znałam od paru lat, chociaż dopiero od stycznia zeszłego roku zaczęliśmy rozmawiać ze sobą tak naprawdę. W czasie, gdy chłopak kompletnie ignorował moją obecność, zajmowałam się tworzeniem powieści oraz rozmowami z przyjacielem, który pomagał mi nie tylko w pisaniu, ale również z wszelkimi innymi problemami. Pierwszy raz w życiu czułam, że mam kogoś, kto naprawdę doskonale mnie rozumie, komu zależy na moim dobru. Minęło kilka miesięcy. Gdzieś przed wakacjami związek jeszcze bardziej się ochłodził. Mój ukochany był na tyle zobojętniały, że zamiast zainteresować się mną, przytulić, pocałować, dotknąć, wolał grać kilka godzin w grę albo coś oglądać. Czułam się jaka jakaś ozdoba. Dusiłam się. Nic nas już nie łączyło. W wakacje zrobił też coś, co bardzo mnie zdenerwowało. Gdy byłam wziąć prysznic, włączył mojego laptopa i zaczął czytać moje wiadomości z przyjacielem. Byliśmy ze sobą naprawdę blisko, więc często pisaliśmy sobie miłe rzeczy, ogólnie byliśmy bardzo zżyci. Nic mi nie powiedział. Przez dwa dni chodził naburmuszony. Gdy sprawa wyszła na jaw, zrobił mi awanturę. W pierwszym odruchu próbowałam to ratować, ale potem zastanowiłam się co niby miałabym ratować, skoro to wszystko, co było między nami, już dawno umarło? Porozmawiałam z przyjacielem. Mimo wszystko to bardzo mnie zdołowało. Nie wiedziałam co robić. Bałam się wracać do domu, nie chciałam też zostać u chłopaka. Czułam się przyciśnięta do muru. Przyjaciel dostrzegł moje wzburzenie, bał się, że mogłabym zrobić sobie coś złego, a on miał do mnie naprawdę daleko, bo dzieliła nas w sumie cała Polska. Wyznał mi uczucia. Byłam w szoku. Tak po prostu powiedział, że mnie kocha. Że było tak od jakiegoś czasu, ale nie chciał nic mówić, bo przecież byłam w związku. Nie chciał mieszać. Tym bardziej, że sam nie był w najlepszym stanie i potrafił mieć pewne napady? ale to dodatkowa historia, a wolałabym mimo wszystko się streścić. W razie, gdyby ktoś miał jakieś pytania, oczywiście mogę odpowiedzieć. Dalej wszystko potoczyło się dość szybko. Fakt, że miałam kogoś tak bliskiego jak on dodał mi sił, żeby zakończyć ten dawno umarły związek i wrócić do rodziny. Tak też zrobiłam i w połowie sierpnia byłam już w rodzinnym domu. Były chłopak nie dawał mi oczywiście spokoju przez dłuższy czas. Co prawda, sama przed wyprowadzką kilka razy uległam i dałam mu w ten sposób nadzieję. Ale nie czułam się temu winna. Sam do tego doprowadził. Miał kilka miesięcy, by zająć się związkiem, nie kiwnął palcem. Miałam prawo odejść. Teraz w sumie zaczynają się schody w historii, ponieważ moim błędem była niecierpliwość i zły stan psychiczny. Teoretycznie już w wakacje postanowiłam spróbować stworzyć coś więcej z przyjacielem, jednocześnie z czasem uświadamiając sobie, że zostały mi jakieś resztki uczuć i przywiązania do byłego chłopaka. To zdecydowanie nie było proste. Ale chciałam to zwalczyć, chciałam walczyć o to, co było dobre, nie o coś, co nieustannie mnie krzywdziło. Niestety to też nie było tak łatwe. Życie po raz kolejny pokazało mi, że gdy coś naprawdę wartościowego jest na wyciągnięcie ręki, bardzo szybko znika. Stan przyjaciela zaczął się pogarszać. Tworzył kłótnie, próbował odchodzić, zrywać ze mną. Miał depresję, więc przewijały się też myśli samobójcze. Nie poddawałam się jednak. Pamiętałam jak wiele dla mnie zrobił, gdy go potrzebowałam. Więc starałam się przy nim być. Bóg jeden wie jak bardzo mi na nim zależało. Ale wszystko się pogarszało. Z miesiąca na miesiąc, mimo starań, chęci, mimo uczuć, nasza relacja rozpadała się coraz bardziej. Ostatecznie zakończyła się ona w grudniu zeszłego roku, tuż przed sylwestrem. Załamało mnie to. Czułam się tak źle jak nigdy przedtem. Nadal się czuję, choć od tego czasu minął już prawie miesiąc, choć takie sytuacje zdarzały się systematycznie przez kilka miesięcy. To mnie wykończyło. Zabiło coś we mnie. Rozerwało na kawałki. I wiem, że napisałam to strasznie chaotycznie, ale już się pogubiłam we własnych myślach i uczuciach. Piszę do Was, ponieważ potrzebuję się komuś wygadać i potrzebuję rady, bo nie wiem co mam teraz zrobić. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić. Nie wiem jak zwalczyć pustkę we mnie, nie wiem jak zacząć znowu czuć. Jak zacząć od nowa. Jakiś czas temu poznałam kogoś innego. Nie planowałam, chciałam tylko bez zobowiązań rozmawiać z nowymi ludźmi, by odciągnąć myśli od tego, co się stało. Ale ta jedna osoba okazała się być w porządku, więc rozmawiałam z nim więcej i więcej. Tylko? przeraziło mnie i odrzuciło jego tempo. Ledwie mnie znał, a już czułam się przytłoczona tym, że pisze jakby co najmniej planował nasz związek. Wyjaśniłam mu wszystko, powiedziałam, że nie jestem gotowa na to, by myśleć o kimkolwiek w ten szczególny sposób. Powiedziałam, że teraz potrzebuję jedynie przyjaciela i że jeśli to dla niego zbyt wiele, to lepiej jakby przeznaczył czas na kogoś innego. Ale on został. Nadal chciał rozmawiać. Tylko? jego stosunek się nie zmienił. Twierdził, że rozumie, ale moim zdaniem wcale tak nie jest. Gdy próbuję się przed nim otworzyć, zawsze powtarza, że niepotrzebnie o tym wszystkim myślę, czuję się wtedy jakby na siłę wciskał mi, bym była radośniejsza i odrzuciła całą przeszłość. Może byłoby to całkiem rozsądne podejście, ale nie uważam, by robił to ze względu na mnie, a dla siebie. Czuję się wtedy jakby chciał, żebym szybko stała się nowiutka i gotowa na nowy związek. Po takich rozmowach, nawet gdy przyznawałam się, że mi smutno, że jest ze mną źle, na drugi dzień nigdy nie zapytał jak się czuję, czy mi lepiej. Nigdy się tym nie zainteresował. Nie widziałam tego wyraźnie, bo przez mój stan i to wszystko miałam nieco wykoślawione spojrzenie na chłopaków. Mieliśmy się więc spotkać za tydzień. Jako kolega i koleżanka, by po prostu się normalnie zobaczyć. Ale gdy to wszystko do mnie dotarło, zrozumiałam, że nie chcę tego spotkania. Że nie chcę wchodzić z nim na nowy etap. Znam też dużo innych osób, ale z nimi też niczego nie chcę. Nie czuję niczego. Co do niego, jest to uzasadnione, co do innych ? nie wiem. Potrzebuję teraz po prostu kogoś bliskiego. Kogoś, kto wysłucha i zrozumie. Kto się zainteresuje. Ale czy to możliwe, by takie osoby w ogóle istniały? Zawsze, gdy kogoś poznawałam, tej osobie chodziło o to, by osiągnąć jakiś cel, albo mnie wykorzystać. Było parę wyjątków, ale ostatecznie te osoby też odchodziły. Nie wiem już czy to ze mną jest coś nie tak, czy z ludźmi. Gubię się we wszystkim. Mam przyjaciółkę, jednak ona bardzo się ode mnie różni pod względem emocjonalności, więc nie potrafi aż tak zrozumieć co przeżywam. Do psychologa pójść nie chcę, bo nie potrafiłabym powiedzieć mu ani słowa. Nie umiem tak. Szczególnie w trakcie realnej rozmowy. Gdy piszę, jest mi łatwiej. Mam prawie 20 lat, a czuję się jakbym była u skraju życia. Coraz bardziej boję się kontaktów z ludźmi, coraz bardziej zamykam się w sobie. To przeraża. Chciałabym móc coś zmienić, ale brakuje mi już opcji. Próbowałam tak wiele razy i wszystko wychodziło tak samo. Boję się, że to nie zdąży zmienić się na czas i będzie dla mnie za późno. Wiem, że mogę brzmieć bardzo egoistycznie i głupio, bo tak wiele osób przeżywa dużo gorsze rzeczy ode mnie, ale nie daję już sobie z tym wszystkim rady. Gdyby chociaż reszta życia była okej, to jakoś bym to przetrawiła, ale tak nie jest. Nic w moim życiu się normalnie nie układa. Ani rodzina, ani przyjaźnie, ani tym bardziej związki.

2

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?

Cześć.. Uważnie przeczytałam Twoją historię, pewnie czytając to pomyślisz że jestem kolejną bawiącą się w psychologa.. I słusznie wink choć czytając Cię mam wrażenie jakbyś po części pisała o mnie samej z przed lat.. Byłam trochę podobna do Ciebie, w końcu młodość ma swoje prawa i swój punkt widzenia, jednak chce byś wiedziała że rozterki z jakimi się teraz spotykasz za lat kilka wydadzą Ci się błachostką. Masz niespełna 20 lat i jeszcze wiele dobrego przed Tobą, mnóstwo ludzi przewinie  się przez Twój życiorys.. Jednych  będziesz pamiętać innych zapomnisz.. Ważne by czerpać korzyść z poznanej  osoby.. (nie myl  z materialną ;-) ) a bardziej duchową Bo tak naprawdę każda napotkana  na naszej drodze osoba nie pojawia się bez powodu.. Tak uważam ja;)  Jeśli chodzi o przyjaźń damsko męską.. Odpowiedź brzmi tak.. Oczywiście jeśli znacie się od dziecięcych lat..!  W innym przypadku to nie działa..my jesteśmy,, tylko,, kobietami, a facet to,, tylko,, facet. Może daj sobie odpocząć? Przestań szukać na portalach przyjaznej duszy.. Po bądź sama ze sobą i wsłuchaj się w siebie.. 
Ps. Przeszłość.. Zbieraj z niej lekcje, ale nie wracaj do tego co było.. :-) Powodzenia

3

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?
Trzydzieści z plusem napisał/a:

Cześć.. Uważnie przeczytałam Twoją historię, pewnie czytając to pomyślisz że jestem kolejną bawiącą się w psychologa.. I słusznie wink choć czytając Cię mam wrażenie jakbyś po części pisała o mnie samej z przed lat.. Byłam trochę podobna do Ciebie, w końcu młodość ma swoje prawa i swój punkt widzenia, jednak chce byś wiedziała że rozterki z jakimi się teraz spotykasz za lat kilka wydadzą Ci się błachostką. Masz niespełna 20 lat i jeszcze wiele dobrego przed Tobą, mnóstwo ludzi przewinie  się przez Twój życiorys.. Jednych  będziesz pamiętać innych zapomnisz.. Ważne by czerpać korzyść z poznanej  osoby.. (nie myl  z materialną ;-) ) a bardziej duchową Bo tak naprawdę każda napotkana  na naszej drodze osoba nie pojawia się bez powodu.. Tak uważam ja;)  Jeśli chodzi o przyjaźń damsko męską.. Odpowiedź brzmi tak.. Oczywiście jeśli znacie się od dziecięcych lat..!  W innym przypadku to nie działa..my jesteśmy,, tylko,, kobietami, a facet to,, tylko,, facet. Może daj sobie odpocząć? Przestań szukać na portalach przyjaznej duszy.. Po bądź sama ze sobą i wsłuchaj się w siebie.. 
Ps. Przeszłość.. Zbieraj z niej lekcje, ale nie wracaj do tego co było.. :-) Powodzenia

Na początku dziękuję Ci ogromnie za wytrwałość i za to, że postanowiłaś się wypowiedzieć na ten temat. Naprawdę potrzebuję teraz rady, kogoś, kto podpowie mi co powinnam zrobić. Wiem, że problemy w przyszłości będą na pewno większe od tych, jednak już teraz nie jest kolorowo. Może dlatego tak bardzo potrzebuję kogoś bliskiego? Bycie z samą sobą już nie wystarcza, męczą mnie własne myśli, a nie mam nawet za bardzo z kim o tym porozmawiać. Nie czuję, bym miała w kimkolwiek oparcie, którego po tym wszystkim, co się działo, naprawdę potrzebuję, by móc stanąć na nogi. Oczywiście nie chcę nikogo szukać na siłę, nie o to mi chodzi. Po prostu gdzieś tam w środku potrzebuję osoby, która by przy mnie była. Nigdy na materialne korzyści nie patrzyłam, więc o to nie trzeba się martwić. Nie mówię też, że taka osoba miałaby siedzieć, wysłuchiwać wszystkiego i mnie wspierać, nie otrzymując nic w zamian. Nie potrafiłabym tak. Czułabym się zbyt samolubna. I może to błąd, myśleć, że mogłabym zaprzyjaźnić się z chłopakiem, ale... tutaj dochodzi kolejna rzecz, a mianowicie to, że odkąd pamiętam, to z chłopakami lepiej się dogadywałam. Bardzo się różnię od dziewczyn, które znam i to utrudnia mi znalezienie przyjaciela tej samej płci. Niestety nic na to nie poradzę.

4

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?

Domyślam się jak się czujesz, może daj sobie jakoś odpocząć od tego? Zabierz przyjaciółkę i pojedźcie gdzieś na wycieczkę, będziesz zajęta czymś innym uwolnisz się od myśli. Z własnego doświadczenia wiem, że im więcej myślisz, tym jest gorzej bo ciągle dochodzą nowe myśli i coraz bardziej się gubisz. Psycholog w twoim przypadku jest całkiem niezłym pomysłem, może chociaż spróbuj? A nóż widelec coś z tego wyjdzie i poczujesz się lepiej?
Powodzenia smile

5

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?
LonelyGirl napisał/a:

Domyślam się jak się czujesz, może daj sobie jakoś odpocząć od tego? Zabierz przyjaciółkę i pojedźcie gdzieś na wycieczkę, będziesz zajęta czymś innym uwolnisz się od myśli. Z własnego doświadczenia wiem, że im więcej myślisz, tym jest gorzej bo ciągle dochodzą nowe myśli i coraz bardziej się gubisz. Psycholog w twoim przypadku jest całkiem niezłym pomysłem, może chociaż spróbuj? A nóż widelec coś z tego wyjdzie i poczujesz się lepiej?
Powodzenia smile

Odpoczynek? Bardzo chciałabym, żeby był teraz możliwy, tak samo jak wycieczka, niestety i przyjaciółka, i ja mamy teraz w szkołach egzaminy, więc musimy zająć się tym. Do tej pory jakoś przetrwałam dzięki nauce, zapychaniu dnia czymkolwiek, ale nocami ciężko jest odsunąć od siebie myśli. Tym bardziej, gdy człowieka męczy bezsenność. Ciężko już z tym wszystkim wytrzymać. Obiecałyśmy sobie, że wyjdziemy gdzieś razem w pierwszy weekend lutego. I gdyby mieszkała na miejscu, na pewno widywałybyśmy się częściej, ale niestety dzieli nas ponad 40 km. Wszystkie koleżanki, które miałam tutaj, albo totalnie się zmieniły, albo mają dzieci, jedna nawet męża. Już dawniej zupełnie do nich nie pasowałam, a co dopiero teraz? To nie mój świat. Wiem też, że psycholog byłby teoretycznie niezłym pomysłem, ale w moim przypadku to nie wypali. Nawet z kimś bliskim nie potrafię rozmawiać normalnie na temat moich problemów, zostało to we mnie zabite wiele lat temu. Psychologowi nie pisnęłabym ani słowa. To znaczy, historię bym potrafiła mniej więcej opowiedzieć, ale brzmiałoby to tak jakbym nie była jej częścią, a obserwatorem, kimś stojącym z boku. Inaczej nie potrafię. Zawsze było to dla mnie problemem, próbowałam to zmienić, ale gdy już się zaczynałam otwierać, to jak zwykle otrzymywałam cios od losu i dana osoba zostawiała mnie całkiem samą.

6

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?
Mrs.Happiness napisał/a:
LonelyGirl napisał/a:

Domyślam się jak się czujesz, może daj sobie jakoś odpocząć od tego? Zabierz przyjaciółkę i pojedźcie gdzieś na wycieczkę, będziesz zajęta czymś innym uwolnisz się od myśli. Z własnego doświadczenia wiem, że im więcej myślisz, tym jest gorzej bo ciągle dochodzą nowe myśli i coraz bardziej się gubisz. Psycholog w twoim przypadku jest całkiem niezłym pomysłem, może chociaż spróbuj? A nóż widelec coś z tego wyjdzie i poczujesz się lepiej?
Powodzenia smile

Odpoczynek? Bardzo chciałabym, żeby był teraz możliwy, tak samo jak wycieczka, niestety i przyjaciółka, i ja mamy teraz w szkołach egzaminy, więc musimy zająć się tym. Do tej pory jakoś przetrwałam dzięki nauce, zapychaniu dnia czymkolwiek, ale nocami ciężko jest odsunąć od siebie myśli. Tym bardziej, gdy człowieka męczy bezsenność. Ciężko już z tym wszystkim wytrzymać. Obiecałyśmy sobie, że wyjdziemy gdzieś razem w pierwszy weekend lutego. I gdyby mieszkała na miejscu, na pewno widywałybyśmy się częściej, ale niestety dzieli nas ponad 40 km. Wszystkie koleżanki, które miałam tutaj, albo totalnie się zmieniły, albo mają dzieci, jedna nawet męża. Już dawniej zupełnie do nich nie pasowałam, a co dopiero teraz? To nie mój świat. Wiem też, że psycholog byłby teoretycznie niezłym pomysłem, ale w moim przypadku to nie wypali. Nawet z kimś bliskim nie potrafię rozmawiać normalnie na temat moich problemów, zostało to we mnie zabite wiele lat temu. Psychologowi nie pisnęłabym ani słowa. To znaczy, historię bym potrafiła mniej więcej opowiedzieć, ale brzmiałoby to tak jakbym nie była jej częścią, a obserwatorem, kimś stojącym z boku. Inaczej nie potrafię. Zawsze było to dla mnie problemem, próbowałam to zmienić, ale gdy już się zaczynałam otwierać, to jak zwykle otrzymywałam cios od losu i dana osoba zostawiała mnie całkiem samą.

Ale wiesz psycholog umiałby zadawac takie pytania, że w końcu byś sie otworzyła, w końcu to profesjonalista, zna wiele przypadków więc myślę, że potrafiłby nakierować rozmowę tak  żebyś opowiedziala nie tylko jak było ale i jak się czułaś.  Mam jeszcze jeden pomysł, może zacznij to zapisywać? Kazdą myśl tak żeby wyleciało Ci z głowy wszystko na ten temat.

7

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?
LonelyGirl napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:
LonelyGirl napisał/a:

Domyślam się jak się czujesz, może daj sobie jakoś odpocząć od tego? Zabierz przyjaciółkę i pojedźcie gdzieś na wycieczkę, będziesz zajęta czymś innym uwolnisz się od myśli. Z własnego doświadczenia wiem, że im więcej myślisz, tym jest gorzej bo ciągle dochodzą nowe myśli i coraz bardziej się gubisz. Psycholog w twoim przypadku jest całkiem niezłym pomysłem, może chociaż spróbuj? A nóż widelec coś z tego wyjdzie i poczujesz się lepiej?
Powodzenia smile

Odpoczynek? Bardzo chciałabym, żeby był teraz możliwy, tak samo jak wycieczka, niestety i przyjaciółka, i ja mamy teraz w szkołach egzaminy, więc musimy zająć się tym. Do tej pory jakoś przetrwałam dzięki nauce, zapychaniu dnia czymkolwiek, ale nocami ciężko jest odsunąć od siebie myśli. Tym bardziej, gdy człowieka męczy bezsenność. Ciężko już z tym wszystkim wytrzymać. Obiecałyśmy sobie, że wyjdziemy gdzieś razem w pierwszy weekend lutego. I gdyby mieszkała na miejscu, na pewno widywałybyśmy się częściej, ale niestety dzieli nas ponad 40 km. Wszystkie koleżanki, które miałam tutaj, albo totalnie się zmieniły, albo mają dzieci, jedna nawet męża. Już dawniej zupełnie do nich nie pasowałam, a co dopiero teraz? To nie mój świat. Wiem też, że psycholog byłby teoretycznie niezłym pomysłem, ale w moim przypadku to nie wypali. Nawet z kimś bliskim nie potrafię rozmawiać normalnie na temat moich problemów, zostało to we mnie zabite wiele lat temu. Psychologowi nie pisnęłabym ani słowa. To znaczy, historię bym potrafiła mniej więcej opowiedzieć, ale brzmiałoby to tak jakbym nie była jej częścią, a obserwatorem, kimś stojącym z boku. Inaczej nie potrafię. Zawsze było to dla mnie problemem, próbowałam to zmienić, ale gdy już się zaczynałam otwierać, to jak zwykle otrzymywałam cios od losu i dana osoba zostawiała mnie całkiem samą.

Ale wiesz psycholog umiałby zadawac takie pytania, że w końcu byś sie otworzyła, w końcu to profesjonalista, zna wiele przypadków więc myślę, że potrafiłby nakierować rozmowę tak  żebyś opowiedziala nie tylko jak było ale i jak się czułaś.  Mam jeszcze jeden pomysł, może zacznij to zapisywać? Kazdą myśl tak żeby wyleciało Ci z głowy wszystko na ten temat.

Jakkolwiek bym o tym nie pomyślała, wiem, że z psychologiem nie dam rady. Nie potrafię się otwierać przed bliskimi, przed obcymi tym bardziej. Gdy z kimś piszę, jest okej, potrafię powiedzieć co leży mi na sercu, tak jak teraz, ale gdy mam kogoś przed sobą, to staję się zupełnie inną osobą. Mówię o tym wszystkim nie tylko tak, jakbym była w całej sytuacji osobą trzecią, ale też jakby mnie to naprawdę nie ruszało. Nie potrafię wtedy sama zrozumieć swoich uczuć, nie potrafię ich również wyrażać, bez względu na to jak bardzo się staram. To jest we mnie głęboko zakorzenione, wiele wspólnego ma z tym moje dzieciństwo i sytuacja w rodzinie, więc nie wydaje mi się, że z kimś przypadkowym, czyli na przykład psychologiem, byłabym w stanie zdziałać cokolwiek. Nawet bym nie chciała. Na samą myśl źle się czuję. Czasami ogólnie pozwalam tym myślom przepływać, czasem coś napomykam przyjaciółce, nie trzymam tak zupełnie wszystkiego w sobie, ale mam gdzieś w środku takie dziwne uczucie. Jakby mnie coś zżerało. Chyba zbyt długo już po prostu byłam sama. Nawet jak pozornie ktoś był w moim życiu, to pod pewnymi względami wciąż byłam samotna. Mój były chłopak, ten, który najpierw był przyjacielem, był naprawdę jedyną osobą w moim życiu, która do mnie dotarła, otworzył we mnie to wszystko, zburzył bariery i teraz zostałam z tym wszystkim sama, bo odszedł. Dawniej z zewnątrz byłam dość chłodną osobą, z łatwością potrafiłam przeciąć nić przywiązania między mną a jakimś człowiekiem. Zamknęłam w sobie uczucia ze strachu i w pewnym sensie, by przetrwać niekończące się, trudne chwile. Więcej było we mnie sztucznej obojętności niż prawdziwych emocji. On mnie zmienił, przywrócił mi normalne czucie. Tylko co mi z niego, skoro przez to wszystko nie potrafię teraz w pełni normalnie funkcjonować?

8

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?

A próbowałaś z nim odnowić te kontakty?

9

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?
LonelyGirl napisał/a:

A próbowałaś z nim odnowić te kontakty?

Tak, nawet całkiem niedawno. Nie wytrzymałam i do niego napisałam. Rozmawialiśmy dwa dni. Ale... Rany, to tak strasznie skomplikowane, że nie wiem jak to wytłumaczyć. On po prostu miał zbyt dużo problemów. Problemów, z którymi nawet nie próbował sobie radzić. Poddał się wiele miesięcy temu, więc to by się nie skończyło. Przez jakiś czas byłoby dobrze, potem znów źle i tak w kółko. Próbowałam do niego dotrzeć niezliczoną ilość razy - zawsze było tak samo. Musiałam w końcu odpuścić, bo to powoli coraz bardziej, oczywiście negatywnie, wpływało na moją psychikę.

10

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?
Mrs.Happiness napisał/a:
LonelyGirl napisał/a:

A próbowałaś z nim odnowić te kontakty?

Tak, nawet całkiem niedawno. Nie wytrzymałam i do niego napisałam. Rozmawialiśmy dwa dni. Ale... Rany, to tak strasznie skomplikowane, że nie wiem jak to wytłumaczyć. On po prostu miał zbyt dużo problemów. Problemów, z którymi nawet nie próbował sobie radzić. Poddał się wiele miesięcy temu, więc to by się nie skończyło. Przez jakiś czas byłoby dobrze, potem znów źle i tak w kółko. Próbowałam do niego dotrzeć niezliczoną ilość razy - zawsze było tak samo. Musiałam w końcu odpuścić, bo to powoli coraz bardziej, oczywiście negatywnie, wpływało na moją psychikę.

A da się mu jakoś w tych problemach pomóc? Byłabyś w stanie coś zdziałać zeby mu pomóc? Bo jeśli wyjdzie z tych problemów z twoją pomocą to może kontakty będą jeszcze lepsze i będziesz miała tą wyczekiwaną osobę.

11

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?
LonelyGirl napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:
LonelyGirl napisał/a:

A próbowałaś z nim odnowić te kontakty?

Tak, nawet całkiem niedawno. Nie wytrzymałam i do niego napisałam. Rozmawialiśmy dwa dni. Ale... Rany, to tak strasznie skomplikowane, że nie wiem jak to wytłumaczyć. On po prostu miał zbyt dużo problemów. Problemów, z którymi nawet nie próbował sobie radzić. Poddał się wiele miesięcy temu, więc to by się nie skończyło. Przez jakiś czas byłoby dobrze, potem znów źle i tak w kółko. Próbowałam do niego dotrzeć niezliczoną ilość razy - zawsze było tak samo. Musiałam w końcu odpuścić, bo to powoli coraz bardziej, oczywiście negatywnie, wpływało na moją psychikę.

A da się mu jakoś w tych problemach pomóc? Byłabyś w stanie coś zdziałać zeby mu pomóc? Bo jeśli wyjdzie z tych problemów z twoją pomocą to może kontakty będą jeszcze lepsze i będziesz miała tą wyczekiwaną osobę.

Próbowałam wielokrotnie. To nie jest coś, z czym mogłabym coś zrobić. Pewna rzecz jest dla niego nieosiągalna i to ona sprawia, że nie dostrzega niczego wokół. Niestety ja tej rzeczy dać mu nie mogę, NIKT nie może. To smutne, ale nic na to nie poradzę. Naprawdę starałam się przy nim być, wspierać go, pomagać odnaleźć coś, czego mógłby się trzymać. Nigdy nie starczało to na długo. Ostatecznie stał się naprawdę nieprzyjemny, usłyszałam od niego wiele złych, bolesnych słów. Na koniec potrafił mi tylko powiedzieć, że zakochałam się w kimś, kto nie myślał o życiu poważnie i że powinnam znaleźć sobie kogoś innego.

12

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?

Eh... trochę kiepsko. Możliwe, że jak poradzi sobie z problemami zrozumie i odezwie się

13

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?
LonelyGirl napisał/a:

Eh... trochę kiepsko. Możliwe, że jak poradzi sobie z problemami zrozumie i odezwie się

Wiesz, tak szczerze, to nie wydaje mi się, by jego odezwanie się miało teraz cokolwiek zmienić. Nie po tym co robił i co mówił. Nie chcę ani na niego czekać, ani dalej trzymać w sobie uczuć do niego. Chcę iść naprzód, pozbyć się tego możliwie jak najszybciej, żeby się już tak nie męczyć. Sam nawalił, poddał się i odrzucił mnie w najbardziej okrutny sposób. Dlatego teraz chciałabym sobie jakoś uporządkować życie i następnym razem trafić na osobę, której naprawdę będzie na mnie zależało i która nie odejdzie z byle powodu.

14

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?

Dwa razy utrzymywałaś kontakt z chłopakami z problemami. To jest twój problem. Tacy chłopcy często nie wytrzymują presji życia i wyżywają się na otoczeniu. Staraj się szukać chłopaków bez problemów lub radzących sobie z nimi. Musisz zobaczyć ich reakcję na problemy, czy oni tracą kontrolę nad sobą, i nie wiązać się z żadnym który nie kontroluje się. Ekstrawertyk nie daje nadziei na trwały związek. Poznawaj dłużej i wyczuwaj najdrobniejsze rzeczy w charakterze chłopaka, jak psycholog.

15

Odp: Co jest z tym życiem nie tak?
MrSpock napisał/a:

Dwa razy utrzymywałaś kontakt z chłopakami z problemami. To jest twój problem. Tacy chłopcy często nie wytrzymują presji życia i wyżywają się na otoczeniu. Staraj się szukać chłopaków bez problemów lub radzących sobie z nimi. Musisz zobaczyć ich reakcję na problemy, czy oni tracą kontrolę nad sobą, i nie wiązać się z żadnym który nie kontroluje się. Ekstrawertyk nie daje nadziei na trwały związek. Poznawaj dłużej i wyczuwaj najdrobniejsze rzeczy w charakterze chłopaka, jak psycholog.

Czyli trzeba wytępić wszystkich ekstrawertyków(czki) świata bo do niczego sie nie nadają? Ciekawe podejście.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Co jest z tym życiem nie tak?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026