Witam bardzo serdecznie
postanowiłam tutaj napisać i poprosić o opinię bo zaczynam sama ze sobą wariować a nie chcę obarczać tym moich bliskich bo jeśli to ja robię z igły widły albo uda mi się jakoś to przetrwać z partnerem, rodzina i przyjaciele tak łatwo mu mogą nie wybaczą.
Nie jestem bita, prześladowana, zdradzana (przynajmniej nic o tym nie wiem) wiem , że wiele kobiet ma dużo gorzej. Obiecaliśmy sobie że "rozstanie nie wchodzi w grę" i walczyć o nasz związek, że będziemy rozmawiać o problemach - i tak się dzieje, ale czy to nie jest tak , że czyny przemawiają głośniej niż słowa? Wiele można powiedzieć w złości, po to żeby coś ugrać - nie zawsze mając to na myśli. Przechodząc do sedna. Kiedy jesteśmy razem czuje się bardzo szczęśliwa, niestety kiedy zamykają się drzwi naszego domu a mój facet wychodzi do pracy ( kończy pracę bardzo późno z racji wykonywanego zawodu) nasza relacja jak by przestaje istnieć. Kończąc pracę o 00:00 wychodzi z kolegami na jedno piwo- ale wraca o 6/7 nad ranem. Na samym początku dostawałam informacje od niego że za 40 minut będzie w domu więc czekałam godzinami , telefonu i sms-ów nie odbierał. Za każdym razem było postanowienie mocnej poprawy (niestety na słowach się kończyło). Mówiłam "nie mam nic przeciwko że od czasu do czasu wyjdziesz z kumplami, po prostu daj mi sygnał to nie będę zarywać nocki". Wczoraj dostałam telefon czy może zostać na piwo maks dwa bo kolega z pracy ma urodziny, powiedziałam że nie ma sprawy tylko niech nie wróci pijany. Piwo dwa nawet jeśli pracę skończyli o 1:00 nie kończy się powrotem do domu o 8:00. Dodatkowo odkryłam, że pieniądze które pożyczył od ojca nie zostały mu oddane tylko "przeimprezowane" ( z mojej kieszeni). Nie jest to kwestia braku chęci z mojej strony ale jestem pewna że do budowy związku i zaufania potrzebne są dwie osoby. Co z tego, że ktoś obiecuje skoro nie idą za tym czyny? A może to nie jest takie straszne, że facet wychodzi z kolegami i zapomina o Bożym świecie. Pytam bo czytałam kilka artykułów na temat toksycznych związków ale wszystkie mówią o zdradach, o ograniczaniu wolności drugiej osoby ( to tak jak bym ja była tu tą toksyczną bo nie pasują mi te "wyskoki" z przyjaciółmi). Jeśli kto kol wiek zechce podzielić się opinią będę wdzięczna.
Podobne tematy
Hej, nie wiem jak długo jesteś w związku i ile masz lat, ale chyba w zasadzie żadne wyliczenia nie będą w stanie,, usprawiedliwić,, zachowania Twojego partnera. To nie jest porostu normalne.. owszem, każdy potrzebuje przestrzeni,prywatności, swobody.. Ale nie w ilości i częstotliwości o jakiej piszesz.. Sama musisz przeanalizować czy to jest fair wobec Ciebie.. Ja osobiście uważam że nie zasługujesz na faceta który traktuje dom jak noclegownie , a Ciebie jak dodatek do popołudniowych rozmów przed pracą.. .. Zawsze będę po stronie kobiet bo sama nią jestem :-)
PS. Stanowczość. To jedyna metoda na faceta.. Powodzenia ![]()
Dzięki za odpowiedź
ja mam 28 lat on jest 8 lat starszy. Sytuacja o tyle skomplikowana że kiedyś byliśmy razem ale byłam bardzo młoda i chciałam czegoś innego od życia - studia , przyjaciele imprezy (on zresztą też). Po latach wróciliśmy do siebie. Dodatkowo pochodzimy z różnych krajów, on ma dziecko. Więc mieszkamy ze sobą około 4 miesięcy oczywiście to ja się przeprowadziłam dla dobra dziecka (nie chciałam być " tą która zabiera dziecku ojca"). Nigdy wcześniej nie mieszkałam z facetem , zawsze trzymałam się na dystans ważniejsze były studia, praca . Jeśli jakiś facet się trafiał to jeśli coś mi nie pasowało bardzo szybko " uciekałam" z relacji. Masz rację, że to ja muszę przeanalizować. czasem człowiek najzwyczajniej świecie chce poznać opinię kogoś trzeciego w szczególności, że się nie znamy i bierzesz sprawę na zimno (rodzina i przyjaciele podchodzili by do sprawy emocjonalnie tym bardziej że jesteśmy daleko od siebie)
pozdrawiam
"nie zasługujesz na faceta który traktuje dom jak noclegownie"
Jak widać, noclegownię on ma gdzie indziej. Trudno uwierzyć, że człowiek po np. 8 godzinach pracy, którą kończy w nocy, następne 5 czy 6 godzin siedzi z kumplami przy piwku. Nawet jeśli tak jest w istocie, to faktycznie nie masz z takiego faceta, a co zatem idzie, związku, żadnego pożytku, ani satysfakcji.
" Kiedy jesteśmy razem czuje się bardzo szczęśliwa" wynika z tego, że gość nie sypia.
nie chcę żeby to zabrzmiało jak obrana ale pewnie i tak będzie
ale kiedyś pracowałam jako kelnerka na drugą zmianę kończyłam kolo północy a potem impreza ze znajomymi. Różnica polega na tym że miałam 19 lat i nie chciałam z kimś sobie życia układać. Pisząc to wszystko staram się być wyrozumiała ale zarazem nie wpaść w wir tłumaczenia typu " bije bo go sprowokowałam" (oczywiście nigdy mnie nie uderzył)
nie chcę żeby to zabrzmiało jak obrana ale pewnie i tak będzie
ale kiedyś pracowałam jako kelnerka na drugą zmianę kończyłam kolo północy a potem impreza ze znajomymi. Różnica polega na tym że miałam 19 lat i nie chciałam z kimś sobie życia układać. Pisząc to wszystko staram się być wyrozumiała ale zarazem nie wpaść w wir tłumaczenia typu " bije bo go sprowokowałam" (oczywiście nigdy mnie nie uderzył)
Z tego co napisałaś wynika, że spędzacie z sobą 2, najwyżej 3 godziny na dobę, bo gdyby tak zsumować jego godziny pracy, dojazdy, imprezy z kumplami oraz niezbędny sen, to mniej więcej tyle zostaje. Jeśli takie życie daje ci szczęście... ale wtedy nie pisałabyś tutaj.
Jesteś pewna, że te noce, gdy nie ma go w domu, gdy nie odbiera od Ciebie telefonu, spędza z kolegami?
to nie jest tak , że każda noc tak wygląda . raz na tydzień co dwa tygodnie. nie zawsze jest to do 8 nad ranem . Oczywiście jeśli ktoś wraca z pracy po 6 godzinach to jest to lekkie przegięcie tym bardziej że nie żyje sam na jakimś odludziu. Tego jestem pewna. W obecnej sytuacji nie jestem szczęśliwa nie należę do osób które lubią dramat w swoim życiu. Tak jak pisałam wcześniej , z innymi facetami była krótka piłka ale to dla tego że czułam że to nie to. Mimo tego że teraz czuje że to mogło być to , wychodzę z założenia że nie warto w życiu się męczyć dla samej zasady i czasem trzeba się poddać. A czasem jak się za dużo gada o jednym problemie a facetem i nic się z tym nie robi, w głowie tworzy się milion scenariuszy więc warto zapytać kogoś co o tym myśli , w szczególności kogoś kto nie zna mnie ani jego i kto nie jest w żaden sposób związany emocjonalnie z sytuacją.
Fresa facet przed 40 to nie nastolatek. Szczerze wątpię, żeby te piwka były imprezami z kolegami.
kurde miałam nadzieję , że przynajmniej facet powie mi żebym wyluzowała a tu jeszcze gorsze wnioski niż sama wyciągnęłam.
Na twoim miejscu sprawdziłabym najpierw czy to na prawdę są piwka z kolegami. Jeśli tak no to porozmawiać z nim jeszcze jeden raz postawić jakieś granice, to nie może być tak, że ty zarywasz nocki, bo on nie może nawet zadzwonić. (Wiem, co czujesz bo miałam podobnie, ale byłam stanowcza i się skończyło)
Na twoim miejscu sprawdziłabym najpierw czy to na prawdę są piwka z kolegami. Jeśli tak no to porozmawiać z nim jeszcze jeden raz postawić jakieś granice, to nie może być tak, że ty zarywasz nocki, bo on nie może nawet zadzwonić. (Wiem, co czujesz bo miałam podobnie, ale byłam stanowcza i się skończyło)
skoro telefon i media społecznościowe nie wykazują żeby to były kłamstwa jak inaczej to sprawdzić? śledzić go raczej nie będę
szczerze mam już dość rozmów chcę zobaczyć czyny. wiem że zawsze będą jakieś problemy ale za rozmową powinna iść poprawa może nie za pierwszym razem drugim ale w końcu chyba powinno się coś zadziać? mam nadzieję że u mnie też się skończy . w taki lub inny sposób ![]()
LonelyGirl napisał/a:Na twoim miejscu sprawdziłabym najpierw czy to na prawdę są piwka z kolegami. Jeśli tak no to porozmawiać z nim jeszcze jeden raz postawić jakieś granice, to nie może być tak, że ty zarywasz nocki, bo on nie może nawet zadzwonić. (Wiem, co czujesz bo miałam podobnie, ale byłam stanowcza i się skończyło)
skoro telefon i media społecznościowe nie wykazują żeby to były kłamstwa jak inaczej to sprawdzić? śledzić go raczej nie będę
szczerze mam już dość rozmów chcę zobaczyć czyny. wiem że zawsze będą jakieś problemy ale za rozmową powinna iść poprawa może nie za pierwszym razem drugim ale w końcu chyba powinno się coś zadziać? mam nadzieję że u mnie też się skończy . w taki lub inny sposób
Może postaw jakieś warunki? Żeby wiedział, że ty nie żartujesz, żeby nie myślał 'a przezwyczai się'.
A jak postawisz warunki to twardo wyciągać konsekwencje bo i 0naczej nic z tego nie będzie.