Witam: Co sądzicie o młodej dziewczynie postępującej w ten sposób:
Jeśli w kilkuletnim związku ze swoim partnerem, z którym nie jest szczęśliwa. Pewnego dnia np w poniedziałek poznaje pewnego faceta, we wtorek postanawia zerwać z obecnym, po czym decyduje się na wyjazd do innego miasta i zamieszkanie z tym nowopoznanym. w środę mu się oddaje po całości. Gdy facet "zaliczył" to olał o ona np w sobotę wraca do swojego miasta, a następnie do swojego partnera.
1. Czy uważacie to za zdradę?
-Ja myslę, że jest to zdrada, w końcu zostawiła kogoś dla innego, przespała się, po czym wróciła jak tamten ją olał
2. Czy taka dziewczyna jest Waszym zdaniem łatwa, jesli decyduje się na zamieszkanie po dwóch dniach znajomości (dosłownie)?
-ja uwazam, że zamieszkać można z kimś z kim planuje się być na zawsze, a takie zamieszkanie z pierwszym lepszym to chyba coś na zasadzie "kto chce może mieć mnie całą"
3. Czy taka dziewczyna jest łatwa skoro oddaje się w trzecim dniu znajomości?
-Uważam, że to łatwa dziewczyna skoro daje obcemu facetowi wszystko to co powinna dać temu, który wykazuje staranie względem niej
4. Czy jest osobą nierozsądną podejmując pochopne decyzję, argumentując to że chciała w ten sposób uwolnić się od swojego partnera?
-Myslę, że uwolnić się od partnera można poprostu kończąc związek, a nie zamieszkując z innym nie znając go.
5. Czy skoro po całej akcji wróciła do partnera to można uznać ją za dz*wkę szukającą wrażeń i chwilowej odskoczni od związku?
-Ja uważam, że tak. Chyba poprzedni nie był jej obojętny skoro do niego wróciła
Jakie macie zdanie? Ja swoje wyraziłem. Dodam, że jest to historia autentyczna, a kilkuletni partner bohaterki zaniedbuje ją, pije, dopuścił się zdrady, i wyzywa ją. I to skłoniło ją by "uciec" do innego. Pytanie tylko, po co w takim razie do niego wróciła?