Witajcie, postanowiłam podzielić się z Wami swoją historią i poprosić o radę. Wydaje mi się, że przez długotrwały stres podejmuję decyzje nieprzemyslane... Sama nie wiem. Zacznę od początku.
Mam skończone 36 lat, nie mam dziecka i wali mi się pięcioletni związek. Wali dlatego, że partner oddala sie ode mnie. Podejrzewam, że jest jakaś kobieta, która miesza mu w glowie (taka niby przyjaciółka z celem zdobycia go). Dodatkowo okazało się ze z przyczyn zdrowotnych moja możliwość zajścia w ciążę obnizyła się do 50% + do tego jeszcze wiek. Spytacie czemu tak późno... Wcześniej miałam męża, który po 7 latach odszedł ode mnie do innej. Zrobił to w taki sposób, że teraz nie umiem zaufać mężczyznom. Zarzucam partnerowi, że nie oświadczył mi się do tej pory, tak bardzo chciałabym aby moje zycie sie ułożyło, tak bardzo pragnę mieć rodzinę, której sama nie miałam. Wychowywała mnie tylko mama, ojca nie miałam okazji poznać. Myślę, że też ten brak ojca oraz to rozstanie z poprzednim partnerem zaważyło na tym, iż nie mam pewności siebie, czuję się gorsza i uzależniona od bycia z kimś, bo tak bardzo boję się samotności. Mówią, że jestem ładna, że mam bardzo dobre serce i charakter, z pracą też mam poukładne. Brakuje mi do szczęścia rodziny i boję się że już jej nie założę. Obawiam się, że związek może zakończyć się lada dzień, bo nie możemy od dwóch miesięcy dojść do porozumienia, zaczeły się rozmowy w stylu, "czy to ma sens", a dziś rano zauwazyłam, ze jakaś kobieta napisała do niego smsa, i nie chciał powiedzieć od kogo go dostał.
Proszę poradźcie co robić. On i ja mamy silne charaktery, uparte. Odejść ? I tu pojawia się moja panika, a co z dzieckiem ? Jestem jedynaczką, mam tylko mamę i nie chciałabym zostać kiedyś samotną babcią z kotem (tak statam się jeszcze trzymać i żartować).
To tak w skrócie.
Pozdrawiam Was ciepło, bo jestem tu od dziś :-)