netkobietyWszystkie działy
Kuchnie świata - przepisy kulinarne

To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

56 odpowiedzi14 853 wyświetleniazałożony przez BabaOsiadła, 19.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » KUCHNIE ŚWIATA - PRZEPISY KULINARNE » To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 57 ]

1

Temat: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Zapewne wiele z nas ma problem z tym, że ze wszystkich stron jesteśmy bombardowane sprzecznymi informacjami:

Chcesz być zdrowa i mieć ładną cerę, jedz marchew. - A kuku, marchewka jest rakotwórcza!
Pij mleko, będziesz wielki! - Pij mleko, będziesz kaleką...
Chcesz schudnąć, pij soki owocowe. - Rany, czemu mi tak tyłek rośnie?
Dawaj niemowlakowi zupki z kurczakiem. - Czy pani oszalała, pasie pani dziecko hormonami!
Świeżo upieczona mamo, dla maluszka najlepsze są herbatki. - Co ty dajesz dziecku, przecież to sam cukier!
Mała czarna jest bardzo zdrowa, wspomaga pracę serca. - Kawa to trucizna, osłabia serce.

Nasze mamy i babcie pewnie nie raz wytrzeszczały oczy ze zdumienia, obserwując, co, kiedy i jak podajemy dzieciom, bo "za ich czasów"... wink

Skąd, Waszym zdaniem, biorą się te sprzeczne informacje? Czy to rozwój i postęp w nauce i medycynie odkrywa przed nami, że to, co kiedyś było uważane za zdrowe, tak naprawdę nam szkodzi? Czy jesteście raczej zwolenniczkami teorii, że te wszystkie "odkrycia" to tylko reklama wielkich firm - "mamusie, mleko krowie jest trucizną, kupujcie Bebiko!"? A może ingerencja człowieka w środowisko spowodowała, że tak zachwalane kiedyś dary natury zawierają obecnie substancje rujnujące nasz organizm? Czy to ludzie rodzą się coraz słabsi i wszystko, z czym dotąd nie było problemu, wywołuje choroby, nietolerancje, alergie?

Jak radzicie sobie z tymi sprzecznymi informacjami? Skąd wiecie, komu ufać? A może kierujecie się tylko i wyłącznie własną wiedzą - jeśli tak, skąd ją pozyskujecie? Czy umiecie "czytać ze zrozumieniem" skład produktów, które kupujecie, wiecie, co znaczą te wszystkie E-ileś i tajemniczo brzmiące nazwy? A co w przypadku owoców, warzyw, jajek, mięsa - jak odróżniacie te zdrowe, naturalne, bez chemii od tych, których lepiej nie spożywać?

Zapraszam do dyskusji smile

2

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Nic nie jest zdrowe. Moja znajoma ostro pryska marchewkę, żeby była większa niż u sąsiada i oto metrowe marchwie stają się późnym latem rzeczywistością. Rolnictwo tzw. ekologiczne, na własny użytek i trochę na sprzedaż (drogo).

Staram się zdrowo odżywiać, nie popadając w obsesję. Lepsze pryskane, nieekologiczne warzywa i owoce niż ich brak w diecie. A przypadki nie jedzenia produktów z warzywniaka, kiedy nie ma dostępu do własnych z działki znam. Tacy ludzie wolą połknąć suplementy, niż zjeść coś niewiadomego pochodzenia. I to dopiero jest paranoja.

3

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Temat u mnie w domu ostatnio jest na tapecie, a im więcej na ten temat informacji, tym coraz bardziej zaczynamy się w tym gubić. Jak sama, Babo, podkreśliłaś, mnóstwo jest sprzeczności i wzajemnie wykluczających się teorii. Jedyne co można zrobić, to kierować się zdrowym rozsądkiem i nie dać się zwariować.
Osobiście nie mam schizy na punkcie zdrowego odżywiania (tylko ekologiczne, tylko ze sprawdzonego źródła, tylko własne), ale też świadomie szkodzić sobie i bliskim nie mam zamiaru, jeśli więc o czymś wiem, że na pewno nie służy zdrowiu, to tego nie ruszam. 
I tak nie kupuję podejrzanie wyglądających (czytaj: najdzwyczaj wielkich i nienaturalnie wykolorowanych) warzyw i owoców, żywności przetworzonej, fast foodów, wyrobów wędliniarskich, które ociekają wodą i naprawdę wielu innych produktów.

Nie dalej jak wczoraj mąż był a Almie, tam przy wyrobach na wagę dokładnie wypisany jest skład produktów. Od jakiegoś czasu zwracałam mu na to uwagę, ale musiał przeczytać w sklepie, żeby dotarło. Przyszedł i stwierdził, że do pracy nie chce już żadnej szynki, woli sery - w siatce znalazłam trzy gatunki sera, choć poszedł po wędliny tongue. Moim zdaniem to jest chore, żeby w szynce nazwanej "wiejską", mięso stanowiło niewiele ponad 50% zawartości wyrobu yikes. 

BabaOsiadła napisał/a:

Skąd, Waszym zdaniem, biorą się te sprzeczne informacje? Czy to rozwój i postęp w nauce i medycynie odkrywa przed nami, że to, co kiedyś było uważane za zdrowe, tak naprawdę nam szkodzi? Czy jesteście raczej zwolenniczkami teorii, że te wszystkie "odkrycia" to tylko reklama wielkich firm - "mamusie, mleko krowie jest trucizną, kupujcie Bebiko!"? A może ingerencja człowieka w środowisko spowodowała, że tak zachwalane kiedyś dary natury zawierają obecnie substancje rujnujące nasz organizm? Czy to ludzie rodzą się coraz słabsi i wszystko, z czym dotąd nie było problemu, wywołuje choroby, nietolerancje, alergie?

Sądzę, że po części wszystko to, co wypisałaś, wpływa na obecne postrzeganie żywności i jej wpływu na nasze zdrowie. Na pewno nauka poszła do przodu, ale niestety nie tylko w tym dobrym kierunku. Rzecz jasna mamy coraz większą wiedzę i świadomość, co tak naprawdę nam służy, a co zostało wyssane z palca, ale z drugiej strony to właśnie nauka dostarcza nam coraz to nowych "cudownych" wynalazków w postaci polepszaczy, konserwantów i wszelkiej maści metod poprawiania natury.
Reklama? Oczywiście, że ma wpływ na nasze konsumenckie zachowania, niestety jej zadaniem jest produkt sprzedać, niekoniecznie w przekazie podpierając się prawdą i tylko prawdą. Tu znów powtórzę słowo-klucz: rozsądek.

4

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Ja używam rozsądku, dociekam, nie wierzę każdej zasłyszanej informacji smile Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną... wink

5

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Jestem weganką, więc problem nafaszerowanego hormonami mięsa, nasmarowanych ryb olejem by wyglądały na świeże, zbędnego do życia mleka, wątpliwej jakości miodów, podejrzanego składu serów, mam z głowy. smile Jaja kupuję okazjonalnie, od zaprzyjaźnionego rolnika, u którego kury żyją spokojnie na wydzielonym obszarze podwórka i są dobrze karmione. Warunki, w których żyje kura, są bardzo ważne. Jajka pochodzące z chowu klatkowego, są małe, blade, a to nie świadczy dobrze o ich kondycji...
Warzywa i owoce kupuję w osiedlowym warzywniaku, inne produkty w sklepie z ekologiczną żywnością... I pepsi, którą piję maniakalnie, w monopolowym. wink

6

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Mnie zawsze śmieszy, jak "miastowe paniusie" zawsze wybierają jajka z wolnego wybiegu, że niby lepsze. Tym czasem w takich jajkach znajduje się znacznie więcej toksyn, niż z chowu klatkowego, bo kura dziobie co popadnie, a nie przebadaną paszę z podajnika.
W tym całym "zdrowym odżywianiu" jest bardzo dużo propagandy. Często mówi się, że "kiedyś ludzie żyli zdrowo", co jest kompletną bzdurą, bo kiedyś ludzie nie mieli tak łatwego dostępu do świeżych produktów i nie było takiej różnorodności, nie wspominając o higienie.

7

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
Werna napisał/a:

Jajka pochodzące z chowu klatkowego, są małe, blade, a to nie świadczy dobrze o ich kondycji...

Wielkość jaja zależy od rasy kury, zaś kolor żółtka można łatwo podrasować karmiąc kurę kurkuminą - nie świadczy on kompletnie o NICZYM smile

A co do "zaprzyjaźnionych rolników" to znam takich ,co sprzedają "jaja wiejskie na targu, a kupują ja na klatkowej fermie przed ometkowaniem. Oczywiście sprzedają je za podwójna cenę big_smile
Jaja są ogólnie zdrowe, jest w nich mnóstwo składników odżywczych i wato je jeść. Nie ma NIEZDROWYCH jaj. Więc całe to doktoryzowanie się na temat jak z takiego, czy innego chowu jest niepoważne. Z resztą i tak najwięcej jaj ludzie zjadają w makaronach i innych przetworach, a tam idą jaja przemysłowe, które z różnych względów nie nadają się na sprzedaż detaliczną smile

8

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Jako ciekawostka:
                          od 20.12.2014 leży u mnie w spiżarni na regale pomidor-tzw,śliwkowy.
I....nic z nim nie dzieje się!!!
                                        Jest czerwoniutki,nie psuje się tylko troszkę !jakby przywiędnięty!!!
Trzymam go i patrzę co będzie z nim dalej.
Nawiasem mówiąc od ok.1982 roku jestem fanką książki Ireny Gumowskiej "Kuchnia i medycyna".Nie daję się zwariować ale bacznie "patrzę" co wrzucam na talerz. Wydaję na kucharza a nie na lekarza!

9 Ostatnio edytowany przez Nataluszek (2015-01-19 23:36:07)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Ja tam nie wariuję na tym punkcie.
Jem to, co chcę/lubię nie wsłuchując się w głosy, że jest to dobre lub nie.

Kupuję pieczone mięso (do chleba, około 30 zł/kg) zamiast "szynek", parówki kupuję tylko z zawartością mięsa 97%.
Warzywa i owoce kupuję od lat w jednym warzywniaku i są ok.
Raz pokusiłam się na pomidora o pięknym kształcie i wielkości dyni. Schowałam do szuflady w lodówce i zapomniałam o nim.
Ale luuuzik. Po 3 tygodniach wyglądał jak nowy.

To tyle z mojego żywieniowego "rozsądku".
Nadal uwielbiam chińskie zupki i glutaminian sodu. smile

10

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
antykobieta napisał/a:

Mnie zawsze śmieszy, jak "miastowe paniusie" zawsze wybierają jajka z wolnego wybiegu, że niby lepsze. Tym czasem w takich jajkach znajduje się znacznie więcej toksyn, niż z chowu klatkowego, bo kura dziobie co popadnie, a nie przebadaną paszę z podajnika. (...) Wielkość jaja zależy od rasy kury, zaś kolor żółtka można łatwo podrasować karmiąc kurę kurkuminą - nie świadczy on kompletnie o NICZYM smile

W tej jakże "zdrowej" paszy są składniki o nazwie Kokcydiostatyki, czyli antybiotyk stosowane w profilaktyce i leczeniu drobiu na kokcydiozę, choroby pasożytniczej.
Pasożyty bytują sobie w nabłonku jelit i nasilają się w złych oraz/i przemysłowych warunkach hodowlanych.
Badania wykazały, że kokcydiostatyki, dodawane do tej przebadanej paszy, mogą stanowić zagrożenie toksykologiczne dla konsumentów.

W przemysłowej hodowli rozróżnia się 2 gatunki kur - tzw. bojlery, które są hodowane na mięso w hangarach, gdzie nikt sobie raczej nie zaprząta głowy spacerem w aromatycznej woni rozkładających się odchodów, oraz nioski, hodowane w niewielkich klatkach po kilka sztuk. Zarówno jedne jak i drugie nie mogą korzystać z wolnej przestrzeni, korzystać z promieni słonecznych, zażywać kąpieli piaskowych, grzebać sobie w tej ziemi jak to natura ustawiła... Czyli nie mają tego wszystkiego, co mogą kury na wolnym wybiegu.
Tak "hodowane" nioski zazwyczaj cierpią na osteoporozę. Leżą w klatkach połamane, z przerośniętymi, często uszkodzonymi pazurami...
To tak, jakby ciężarnej wmówić, że jak będzie paliła paczkę dziennie, wciągała kreskę rano i wieczorem, a do obiadu wypijała butelkę wina codziennie, to urodzi zdrowego potomka.

11

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Życie jest nie zdrowe ;-)

Wszystko przebija ,,JARZYNKA'' (taka przyprawa) nazwa sugeruje coś zdrowego,a w rzeczywistości zawiera  sól i inne E cośtam.

12

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Jeśli chodzi o skład i wartość odżywczą jaj, to nie ma jakichś konkretnych różnic - to raczej fanaberia kupującego, czy wspiera hodowcę ekologicznego. Jakość jaja zależy od możliwości genetycznych kury i jakości paszy, a nie tego, czy ona jest szczęśliwa, czy żyje jak w obozie zagłady.

Kurczaków nie trzeba faszerować hormonami - to, że są takie ogromne w tak krótkim czasie wynika z efektu genetycznego tzw. heterozji. Krzyżuje się dwie różne linie zarodowe specjalnych ras i to, co się wykluje rośnie, wielkie, umięśnione i w zastraszającym tempie.

Ja się staram ogarnąć zdroworozsądkowo co jest dla mnie dobre, po czym się dobrze czuję i dobrze wyglądam. Bez mleka i jego przetworów życia sobie nie wyobrażam, codziennie pochłaniam duże ilości - jakby było takie szkodliwe, to by mnie szlag już dawno trafił, a na to się nie zanosi. Trawię laktozę, nie mam alergii na białko, więc nie widzę sensu w odstawieniu produktów mlecznych

Teraz jest wielkie straszenie pszenicą i glutenem, a prawda jest taka, że jak ktoś nie ma nietolerancji glutenu, to nic mu nie będzie. Całe pokolenia się wychowały na pszennej mące i jakoś nie wyginęliśmy do tej pory. Ja białej mąki pszennej unikam ze względu na to, że szybko po niej cukier skacze i zaraz głodna znowu jestem, ale razową używam i nie zamierzam przestać.

Staram się nie jeść wysoko przetworzonej żywności, gotowego jedzenia, większość ogarniam sobie w domu, ale nie mam szajby, jak mam ochotę na coś niezdrowego, to od czasu do czasu sobie kupię. Nie zamierzam wydawać połowy swoich pieniędzy na żarcie z napisem "bio" i "eko", bo moim zdaniem to jest zwyczajne naciągactwo.

13

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
WitchQueen napisał/a:

[...]Bez mleka i jego przetworów życia sobie nie wyobrażam, codziennie pochłaniam duże ilości - jakby było takie szkodliwe, to by mnie szlag już dawno trafił, a na to się nie zanosi. Trawię laktozę, nie mam alergii na białko, więc nie widzę sensu w odstawieniu produktów mlecznych[...]

Ludzie krowie mleko piją od pokoleń, żyją, nie bulgoczą, nie świecą na zielono, a nawet całkiem dobrze się mają wink , ale mnie osobiście skłania do refleksji fakt, że człowiek jest jedynym ssakiem żyjącym na Ziemi, który pije mleko będąc dorosłym i to w dodatku jest to mleko innego gatunku zwierząt. smile

14

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
Werna napisał/a:
WitchQueen napisał/a:

[...]Bez mleka i jego przetworów życia sobie nie wyobrażam, codziennie pochłaniam duże ilości - jakby było takie szkodliwe, to by mnie szlag już dawno trafił, a na to się nie zanosi. Trawię laktozę, nie mam alergii na białko, więc nie widzę sensu w odstawieniu produktów mlecznych[...]

Ludzie krowie mleko piją od pokoleń, żyją, nie bulgoczą, nie świecą na zielono, a nawet całkiem dobrze się mają wink , ale mnie osobiście skłania do refleksji fakt, że człowiek jest jedynym ssakiem żyjącym na Ziemi, który pije mleko będąc dorosłym i to w dodatku jest to mleko innego gatunku zwierząt. smile

Robi to od tak dawna, że nawet dwie mutacje genu odpowiadającego za aktywność laktazy przez całe życie wykształcił w toku ewolucji. My się do tego jako gatunek w zasadzie przystosowaliśmy w dużym stopniu. Są ludzie, którzy żadnej z tych mutacji nie posiadają, aktywność laktazy zanika u nich jeszcze w dzieciństwie i im mleko szkodzi - mają problemy ze strony przewodu pokarmowego i nie piją, bo się źle czują.

15

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

W rodzinie mojego męża było kilka osób, które dożyły w dobrym zdrowiu prawie do 100lat  żywiąc się litrem mleka codziennie, kanapkami ze słoniną, boczkiem, kiszoną kapustą, ziemniakami, burakami, kaszą gryczaną, mąką.
Na obiad na przemian ziemniaki ukraszone skwarkami ze słoniny  z kapuśniakiem, barszczem, zsiadłym mlekiem.
Na śniadanie kasze albo zacierki na mleku.
Na kolację jajecznica na skwarkach i cebuli albo placki kartoflane czy racuchy drożdżowe.
Przyprawy tylko naturalne/ koper, pietruszka, kminek, majeranek, pieprz ziołowy/, napoje z własnych owoców/ kompoty, soki/.
Zero kawy naturalnej, słodzików, sztucznych przypraw z glutaminianem sodu, kostek rosołowych, produktów w puszkach.
Jedzenie monotonne, biedne, proste ale jak widać na zdrowie im wyszło.

Pomidorów nie powinno się trzymać w lodówce.

16

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

To prawda, jest bardzo dużo sprzecznych informacji. A bardzo często sami producenci nabijają nas w butelkę, co jak czytałam wynika z niejasnych przepisów, które po prostu wykorzystują dla swoich celów. Np mogą nazwać jogurt o smaku np truskawki, a truskawki tam np 1 % czy piszą, że coś jest naturalne, a wcale takie nie jest. Powinny myślę być bardziej restrykcyjne przepisy, bo są bardzo luźne myślę i panuje samowolka tutaj, przez co dużo ludzi się nabiera i rozumiem to, bo sama też często się nabierałam albo nabieram. Trochę teraz umiem składy czytać tzn te podstawowe niezdrowe rzeczy znam i staram się unikać jasne, ale też nie zawsze pamiętam i biorę niektóre rzeczy orientacyjnie. Czasem też zjem coś co ma szkodliwe składniki, nie ma co popadać w paranoję, pewnie. Niemniej, powinny być przepisy takie, żeby producenci na opakowaniach nie mogli aż tak oszukiwać jak to robią.

Teraz jest lepiej, bo więcej ludzi choć pobieżnie przegląda składy, kiedyś chyba było gorzej, bo brali, bo opakowanie ładne czy coś czy że producent zachwalał na opakowaniu, sama jak byłam kiedyś nieuświadomiona nic, to tak brałam, bo opakowanie zachęciło czy coś. Sama sobie pewnie nie zdawałam sprawy, ale tak jest. Wiadomo, że teraz pewnie też temu czasem ulegnę, bo to jakoś podświadomie może działać, ale jednak staram się jak mam możliwość w skład spojrzeć, mam też sprawdzone rzeczy, które wydają mi się mniejszym złem i smakują mi do tego, więc je wiem, że mogę brać a jakże smile Co do glutenu i mleka to też uważam, że nie ma co popadać w przesadę tak samo, bo jak możemy jeść i chcemy, nie szkodzi nam, to czemu nie. Nic na siłę, żeby sobie odmawiać koniecznie. Ja bez glutenu tak całkowicie, czyli bez chleba choćby ciemnego, makaronu nie wyobrażam sobie jadłospisu. Staram się jeść różnorodnie, ale i tak bez tego sobie nie wyobrażam, bardzo je lubię smile

Bardzo lubię też teraz kaszę gryczaną, a kiedyś nie lubiłam hehe, a i dobrze, że teraz lubię, zdrowa jest. Kiedyś nie cierpiałam też wody, ale przy odchudzaniu zaczęłam pić trochę na siłę, tak sobie postanowiłam, choć było ciężko i o dziwo przyzwyczaiłam się, teraz piję codziennie. A kiedyś tak wody nie lubiłam, że wykrzywiało mnie, serio, nie smakowała mi. No kwestia przyzwyczajenia, skoro teraz piję i jest dla mnie ok, choć fakt, nie jest jakaś szałowa dla mnie, ale ok. No i fajnie, woda to główny budulec organizmu, więc wierzę, że faktycznie jest zdrowa, a piję Nałęczowiankę, ma chyba sporą ilość minerałów dobrych jak patrzyłam i jest dla mnie ok do wypicia, więc piję teraz cały czas ją. Co do jaj, to ja staram się jednak wybierać te, gdzie kury chodziły swobodnie, nie wiem czy ma to duże znaczenie zdrowotne, bo to jasne, że różnie podają, ale jednak lepiej czuję się z tym, że one być może nie były tak bardzo krzywdzone. Z mięsem nie mam pewności czy zwierzęta mniej cierpiały czy bardziej, a jem, to prawda, ale jeśli tu mogę wybrać jajka od kur, które być może mniej cierpiały, to wolę takie. Sam wygląd zaś jaj podobno faktycznie o niczym nie świadczy, więc tym nie ma co się sugerować.

Mięso jak kupujemy to też staramy się ze sprawdzonych mięsnych i takie, żeby nie była sama woda prawie hehe. No parówki kiedyś kupowałam na oślep jak się nie znałam, teraz jak patrzę na skład bardziej, to raczej bym kupiła lepsze, ale już dawno akurat parówek nie kupowałam. Coś nie mam teraz na nie chęci. Za to czasem jem kiełbasę i tu też staramy się wybrać dobrą. Ekologiczne to nie, nie stać nas teraz, to nie, ale takie lepsze, choćby te mniejsze zło.

Mleko kiedyś jak nie wiedziałam o tym, mama też, to jak byłam młodsza, to piłam dłuższy czas codziennie te mleko w kartonie, chyba jedno z gorszych, taka prawie sama woda jakby. Tylko wtedy to co ja tam wiedziałam, piłam i tak, bo "mleko zdrowe". Teraz wiem, że nie każde mleko jest zdrowe, że lepiej choćby z butelek. No, a wtedy "mleko zdrowe i już", chyba wielu ludzi miało takie myślenie i brało byle jakie. Także wtedy jako młodsza ja miałam tych niezdrowych rzeczy zjedzonych na pewno sporo, moja mama też nie bardzo interesowała się składami, to sama chyba sobie nie zdawała sprawy z niektórych zagrożeń, no z niektórych, bo z niektórych tak i wtedy tego starała się, bym nie jadła czy nie piła. Np wiedziała, że Cola niezdrowa i inne, choć to wiadomo, łatwo było się domyślić nawet hehe i napoje gazowane u nas były bardzo rzadko. Może dlatego teraz ich nie lubię za specjalnie. No, ale na słodycze to łasuch jestem, niestety. Dlatego teraz duża nadwaga, no iw końcu zacznę zbilansowanie jeść, to najważniejsze i będzie lepiej, dla zdrowia itp dla mnie.

17

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
WitchQueen napisał/a:

Jeśli chodzi o skład i wartość odżywczą jaj, to nie ma jakichś konkretnych różnic - to raczej fanaberia kupującego, czy wspiera hodowcę ekologicznego. Jakość jaja zależy od możliwości genetycznych kury i jakości paszy, a nie tego, czy ona jest szczęśliwa, czy żyje jak w obozie zagłady.

Kurczaków nie trzeba faszerować hormonami - to, że są takie ogromne w tak krótkim czasie wynika z efektu genetycznego tzw. heterozji. Krzyżuje się dwie różne linie zarodowe specjalnych ras i to, co się wykluje rośnie, wielkie, umięśnione i w zastraszającym tempie.

Dokładnie.
Ludzie kupując produkty zapominają, że ktoś na tym zarabia. Stąd rozsiewane są różne teorie na temat szkodliwości jakichś produktów, jak tez zbawienności innych. Tak samo jak śmieszy mnie sprzedawana w sklepach "woda źródlana", która nie różni się niczym od zwykłej kranówy.

18

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Różni się jedną rzeczą, w starych blokach gdzie jest stara instalacja, rury mogą być oblezione, co nie zmienia faktu że ja jeśli piję wodę to piję z kranu tongue

19

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Kieruję się głosem organizmu. A ponieważ on mówi, że większość rzeczy w sklepie jest beee, to znaczy, że można mu ufać smile

Ostatnio bardzo się uwrażliwiłam na temat jajek. I nie zgodzę się, że "wszystko jedno". To absolutnie nie jest wszystko jedno. Jajo to komórka, w dodatku stworzona do rozmnażania, a więc zawierająca wszelkie składniki z ciała matki - dla potencjalnego przyszłego potomstwa. Kura karmiona antybiotykami będzie te antybiotyki miała również w jajach. Na fermach kury muszą być karmione antybiotykami - w przeciwnym razie wszystkie by wyzdychały na pierwszą lepszą chorobę. Antybiotyki, oczywiście, stają się składnikami jajka. Połamane, ślepe kury z ciasnych klatek, przez całe swoje nieszczęsne życie wydzielają hormony swojego nieszczęścia. Gdzie te hormony są? Ano w jajkach i mięsie.
Kury hodowane gdzieś na wiejskim podwórku są szczęśliwe, więc w ich mięsie i jajach są hormony szczęścia, nie stresu. W ich pożywieniu jest więcej naturalnych składników, nie ma antybiotyków, więc te jaja muszą być zdrowsze.

Inną sprawą jest to, że te naprawdę wiejskie jaja w mieście szalenie trudno dostać. Bo, jak ktoś wyżej zauważył, bardzo powszechne jest sprzedawanie fermowych jaj bez stempelków jako "wiejskich".

20 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2015-01-20 11:07:02)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Ja od kilku lat staram sie odżywiać zdrowo oczywiście w miarę możliwości.
Smaku wędlin ze sklepu nie pamietam . Kupujemy kilka razy w roku świnkę i tym sposobem mam swoje szyneczki , boczki , kielbase , mięsko itp. Smak nie do porównania z tym sklepowym. Poza tym szynka sklepowa po 3 dniach robi sie mokra a swojska poprostu wysycha na skwareczek po 2 tyg.Wolowine cielęcinę ryby , owoce morza niestety musze kupic w sklepie.  Cześć Warzyw mam ze swojego małego warzywniaka ( pomidor, ogorek , papryka, buraczki, rzodkiewka itp).Opracowalam  nawet oprysk naturalny przed ewentualnymi szkodnikami. Robię oczywiście przetwory do słoików na zimę smile swojska kapusta kiszona niezastąpiona do bigosu i suroweczke smile. Od czasu do czasu chleb ze smalcem i swoj ogorek kiszony. smile Po za tym w okresie zimowym cześć warzyw zastępuje kiełkami ( tez własna chodowla) kiełki sklepowe wytrzymują około 3 tyg. ( tez pędzone ? ) Moje około 1,5 tygodnia. Drzewka owocowe rowniez rosną wiec mam nadzieje na pierwsze zbiory w tym roku smile
Jaja kupuje u sąsiada który ma 20 kurek i jestem pewna co te kury jedzą.
Jogurty owocowe robię w większości sama na bazie jogurtu naturalnego + owoce, zboża.  Czasem jak mam wenę to jogurt naturalny zrobie od podstaw sama . Kultury bakerii+ mleko. Zrobie litr i mam na 2-3 dni.
Od czasu do czasu pieke swoj chleb.
Nie używam przypraw gotowych ( jarzynka, magi, czy kostek) zastępuje je ziołami z parapetu lub ogródka .
Na codzień pijemy wodę mineralna a nie soki z kartonu.
Sol zwykła zastępuje sola himalajska. Np różowa ma wiecej żelaza .


Oczywiście nie wpadam w skrajność i Mc Donalda czy inne fast foody, cola , chipsy itp rowniez zdaza mi sie jesc bo czasem moj organizm dopomina sie czegos niezdrowego smile

21

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
vinnga napisał/a:

Kieruję się głosem organizmu. A ponieważ on mówi, że większość rzeczy w sklepie jest beee, to znaczy, że można mu ufać smile

Ostatnio bardzo się uwrażliwiłam na temat jajek. I nie zgodzę się, że "wszystko jedno". To absolutnie nie jest wszystko jedno. Jajo to komórka, w dodatku stworzona do rozmnażania, a więc zawierająca wszelkie składniki z ciała matki - dla potencjalnego przyszłego potomstwa. Kura karmiona antybiotykami będzie te antybiotyki miała również w jajach. Na fermach kury muszą być karmione antybiotykami - w przeciwnym razie wszystkie by wyzdychały na pierwszą lepszą chorobę. Antybiotyki, oczywiście, stają się składnikami jajka. Połamane, ślepe kury z ciasnych klatek, przez całe swoje nieszczęsne życie wydzielają hormony swojego nieszczęścia. Gdzie te hormony są? Ano w jajkach i mięsie.
Kury hodowane gdzieś na wiejskim podwórku są szczęśliwe, więc w ich mięsie i jajach są hormony szczęścia, nie stresu. W ich pożywieniu jest więcej naturalnych składników, nie ma antybiotyków, więc te jaja muszą być zdrowsze.

Inną sprawą jest to, że te naprawdę wiejskie jaja w mieście szalenie trudno dostać. Bo, jak ktoś wyżej zauważył, bardzo powszechne jest sprzedawanie fermowych jaj bez stempelków jako "wiejskich".

Na fermach po to jest tyle procedur bezpieczeństwa, śluz, natrysków, kombinezonów, bo antybiotyków podawać nie wolno. Nawet pracownikom nie wolno mieć własnego drobiu żeby choróbska jakiegoś nie przywlec. Młode pisklaki do chyba tygodnia dostają kokcydiostatyki i tyle. Jak w mleku, albo jajach wykryją obecność antybiotyków to towaru nikt Ci nie odbierze. Wszyscy wiedzą czym kury faszerują, a był ktoś na fermie? Wie w ogóle jak tam wygląda i co dostają te zwierzęta, czy po prostu propagandowy filmik z YT?

22 Ostatnio edytowany przez kawusia85 (2015-01-20 12:34:25)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Nie ma prostej jednoznacznej odpowiedzi na to co jest zdrowe, jeden przeżyje 100 lat paląc fajki i jedząc fast foody inny zejdzie na raka w wieku 30 lat mimo, że całe życie zdrowo się odżywia. Faktem jest to, że czasy są okrutne i pieniądz nie ma litości nad nikim, ludzie sprzedają sobie nawzajem trucizny zachwalając, że ekologiczne, bo ładne wielkie i bez robala a powinno być właśnie z robalem no ale jesteśmy wzrokowcami i ładne wydaje nam się zdrowe. A najbardziej mnie boli, że nawet nad małymi dziećmi nie ma litości. W tych wszystkich słoiczkach typu Gerber gdzie mają być same warzywka gotowane na parze jest pięćdziesiątkilka procent warzywek a reszta to skrobia kukurydziana. Cały czas trwa nagonka na laktozę, teraz zaczyna się również na gluten. Kampanie reklamowe żeby szczepić dziecko przeciwko temu i tamtemu bo szczepionki zalegają i trzeba je wypchnąć i zarobić. Nie mamy dla siebie litości, "to ludzie ludziom zgotowali ten los"
Wychowałam się na wsi, w domu nigdy się nie przelewało, mięso było kiedy rodzice ubili świniaka lub koguta, mleko było od krowy pasącej się na łące, warzywa z ogródka, jabłka na drzewach, babcia piekła chleb, robiła ser i masło, nie było pasz dla zwierząt, były ziemniaki, buraki i owies. I nie znałam pojęcia "alergia", "konserwant", "barwnik", "skrobia modyfikowana". Dzisiaj mieszkam w mieście i aby żywić się w taki sposób jak w czasach dzieciństwa musiałabym sporo zarabiać.

23

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
WitchQueen napisał/a:

Na fermach po to jest tyle procedur bezpieczeństwa, śluz, natrysków, kombinezonów, bo antybiotyków podawać nie wolno. Nawet pracownikom nie wolno mieć własnego drobiu żeby choróbska jakiegoś nie przywlec. Młode pisklaki do chyba tygodnia dostają kokcydiostatyki i tyle. Jak w mleku, albo jajach wykryją obecność antybiotyków to towaru nikt Ci nie odbierze.

O kokcydiostykach pisałam w poprzednim poście i nieprawdą jest, że są podawane tylko pisklętom - dorosłe zwierzęta również są tym faszerowane.
I tak mimo to, wiele niosek cierpi właśnie na kokcydiozę. Rzadko kiedy chore ptaki są izolowane od reszty, bo zwyczajnie jest ich za dużo by codziennie doglądać każdego z osobna. Zdychają powoli, w wielkich męczarniach, przy okazji zarażając inne osobniki ze słabszymi układami immunologicznymi.
Bardzo dobrze żniwo kokcydiozy widać wśród bojlerów. Gdybyś weszła do hangaru, zobaczyłabyś dziesiątki padniętych zarówno piskląt, jak i dorosłych kur, rozkładających się w grubej warstwie odchodów, gdyż nikt nie sprząta takiego hangaru przez cały okres życia bojlerów (kura może żyć 6 lat - bojler wegetuje 6 tygodni).
Niektóre z nich wyglądają na padnięte, a tak naprawdę wciąż żyją, tylko nie mają siły się podnieść... Zanim ktoś usunie chore i zdechłe osobniki z hangaru, minie wystarczająco dużo czasu, by kokcydioza przeszła na kolejne zwierzęta.

Te procedury są stworzone dla pracowników, nie dla zwierząt...

24

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Kurczaki to brojlery.
Bojler to zbiornik na podgrzewaną wodę.

25 Ostatnio edytowany przez Kleoma (2015-01-20 14:25:48)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Woda z kranu.
Czasem jest zdrowa a czasem nie.
Jeśli miejscowość zaopatruje się w wodę z ujęć podziemnych to w porządku w większości przypadków o ile nie ma zanieczyszczonych rur, azbestowych, źródła podziemne nie są zanieczyszczane nieszczelnymi szambami, wodami opadowymi, są w odpowiedniej odległości od pól gdzie rolnicy stosują chemię w uprawie .
Jeśli jest to woda z rzeki do której wpust mają wody z oczyszczalni ścieków to już gorzej.
Bo ta woda nawet jeśli oczyści się ją dokładnie to i do gotowania się nie nadaje bo nie ma takiej techniki aby oczyścić ją z hormonów, antybiotyków,leków,  które wraz z woda z oczyszczalni ścieków w niej są. Ludzie sikają , w moczu są np. hormony, idzie to na oczyszczalnię , potem do rzeki, z rzeki do kranu. Woda wprawdzie  przechodzi przez multum filtrów, jest chlorowana ale niektórych jej składników nie da się przefiltrować.

26

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
Werna napisał/a:
WitchQueen napisał/a:

Na fermach po to jest tyle procedur bezpieczeństwa, śluz, natrysków, kombinezonów, bo antybiotyków podawać nie wolno. Nawet pracownikom nie wolno mieć własnego drobiu żeby choróbska jakiegoś nie przywlec. Młode pisklaki do chyba tygodnia dostają kokcydiostatyki i tyle. Jak w mleku, albo jajach wykryją obecność antybiotyków to towaru nikt Ci nie odbierze.

O kokcydiostykach pisałam w poprzednim poście i nieprawdą jest, że są podawane tylko pisklętom - dorosłe zwierzęta również są tym faszerowane.
I tak mimo to, wiele niosek cierpi właśnie na kokcydiozę. Rzadko kiedy chore ptaki są izolowane od reszty, bo zwyczajnie jest ich za dużo by codziennie doglądać każdego z osobna. Zdychają powoli, w wielkich męczarniach, przy okazji zarażając inne osobniki ze słabszymi układami immunologicznymi.
Bardzo dobrze żniwo kokcydiozy widać wśród bojlerów. Gdybyś weszła do hangaru, zobaczyłabyś dziesiątki padniętych zarówno piskląt, jak i dorosłych kur, rozkładających się w grubej warstwie odchodów, gdyż nikt nie sprząta takiego hangaru przez cały okres życia bojlerów (kura może żyć 6 lat - bojler wegetuje 6 tygodni).
Niektóre z nich wyglądają na padnięte, a tak naprawdę wciąż żyją, tylko nie mają siły się podnieść... Zanim ktoś usunie chore i zdechłe osobniki z hangaru, minie wystarczająco dużo czasu, by kokcydioza przeszła na kolejne zwierzęta.

Te procedury są stworzone dla pracowników, nie dla zwierząt...

Po pierwsze - brojler, nie bojler.

Ale ty mnie nie ucz, bo ja mam wykształcenie w tym kierunku, byłam na fermach, w oborach, chlewniach. Jak ogarnięty człowiek tym zarządza, to wcale nie jest tak źle. A brojlery nie mogą wstać, bo im kości za wolno przyrastają w stosunku do masy - często im się łamią, serce też czasami nie nadąża, wtedy zdychają. Nie na kokcydiozę. Dla podrośniętego kurczaka kokcydioza nie jest taka śmiercionośna, zwłaszcza na zamkniętej fermie. Pisklęta najbardziej kosi. W zwykłym ekologicznym kurniku jest kokcydiów od cholery, bo nikt tego nie tępi.

Na fermach stosuje się zasadę - wszystko pełne, wszystko puste - czyli po tym jak jeden odchów wyjdzie robi się dezynfekcję, oczyszczanie i dopiero wchodzi drugi odchów. Ludzie nie łapią kokcydiów, nawet wszołów nie łapią od drobiu. Te śluzy, skafandry itd. są właśnie dlatego żeby cały odchów nie padł przez jednego debila, który coś wniesie, bo w tak krótkim okresie odchowu jak 6-8tyg. nie możesz stosować leków, bo się w okresie karencji nie zmieścisz i mięsa nie odbiorą, bo się do sprzedaży nie będzie nadawało.

Ja piję od lat wodę z kranu i nic mi nie jest - z wodociągu, ze studni głębinowych. Nie ma co panikować.

27

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Pomijając kwestię "zdrowotności" jaj.
Nie ma porównania w smaku jajko ze sklepu i jajko "od baby" wink
Mam dwa źródła ze wsi i gdy zdarza mi się kupić w przymusowej sytuacji jaja ze sklepu, to "niebo i ziemia".

28

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Wychowałam się na mleku z krowy (nie z kartonika) i jest ze mną wszystko oki wink a poważnie, jako niemowlę normalnie je tolerowałam, wiadomo nie każdy ma dostęp do takiego mleka, ale teraz matki nawet nie próbują, tylko od drążku dają mleko z puszki, niby jakieś witaminy w nim, ale tak na prawdę to same chemiczne związki... to już chyba lepsze mleko z kartonika. No chyba ze dziecko nie toleruje takiego mleka, ale warto chociaż spróbować, a nie od razu z proszku.

29

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
WitchQueen napisał/a:
vinnga napisał/a:

Kieruję się głosem organizmu. A ponieważ on mówi, że większość rzeczy w sklepie jest beee, to znaczy, że można mu ufać smile

Ostatnio bardzo się uwrażliwiłam na temat jajek. I nie zgodzę się, że "wszystko jedno". To absolutnie nie jest wszystko jedno. Jajo to komórka, w dodatku stworzona do rozmnażania, a więc zawierająca wszelkie składniki z ciała matki - dla potencjalnego przyszłego potomstwa. Kura karmiona antybiotykami będzie te antybiotyki miała również w jajach. Na fermach kury muszą być karmione antybiotykami - w przeciwnym razie wszystkie by wyzdychały na pierwszą lepszą chorobę. Antybiotyki, oczywiście, stają się składnikami jajka. Połamane, ślepe kury z ciasnych klatek, przez całe swoje nieszczęsne życie wydzielają hormony swojego nieszczęścia. Gdzie te hormony są? Ano w jajkach i mięsie.
Kury hodowane gdzieś na wiejskim podwórku są szczęśliwe, więc w ich mięsie i jajach są hormony szczęścia, nie stresu. W ich pożywieniu jest więcej naturalnych składników, nie ma antybiotyków, więc te jaja muszą być zdrowsze.

Inną sprawą jest to, że te naprawdę wiejskie jaja w mieście szalenie trudno dostać. Bo, jak ktoś wyżej zauważył, bardzo powszechne jest sprzedawanie fermowych jaj bez stempelków jako "wiejskich".

Na fermach po to jest tyle procedur bezpieczeństwa, śluz, natrysków, kombinezonów, bo antybiotyków podawać nie wolno. Nawet pracownikom nie wolno mieć własnego drobiu żeby choróbska jakiegoś nie przywlec. Młode pisklaki do chyba tygodnia dostają kokcydiostatyki i tyle. Jak w mleku, albo jajach wykryją obecność antybiotyków to towaru nikt Ci nie odbierze. Wszyscy wiedzą czym kury faszerują, a był ktoś na fermie? Wie w ogóle jak tam wygląda i co dostają te zwierzęta, czy po prostu propagandowy filmik z YT?

Dokładnie tak jest, ludzie czytają różne propagandowe bzdury w internecie o "nieszczęśliwych kurach" i je powtarzają, nie będąc nigdy na kurzej fermie. Wielki kurze fermy są pod stała kontrola weterynaryjną i w razie wykrycia czy to antybiotyków, czy jakichś chorób, jaja, albo całe stado idą do utylizacji. Dla producenta jest to ogromna strata. Podobnie w przypadku wykrycia niedozwolonych składników w paszy. Jednakże ta kontrola nie dotyczy stad o wielkości do kilkudziesięciu sztuk drobiu, czyli właśnie takiego "zaprzyjaźnionego rolnika". Kury biegające swobodnie są o wiele bardziej narażone na choroby, drapieżniki, przyjmowanie niekontrolowanego pokarmu, czy wzajemny kanibalizm. Między bajki należy włożyć opowieści o okaleczonych kurach w klatkach. Natomiast hasło "szczęśliwa kura" jest tylko i wyłącznie propagandowe. Chów np. brojlerów wygląda tak, że wpuszcza się je do ogromnej hali, gdzie są paśniki i poidła. Gdy taki brojler znajdzie paśnik, to bierze z niego pokarm i prze resztę swojego życia nie oddala się od niego zwykle, pod koniec hodowli (trwający zaledwie 3 miesiące) w ogóle nie odchodzą one od paśników, bo im tam po prostu DOBRZE, bo ich największym SZCZĘŚCIEM jest żarcie. Niski są bardziej ruchliwe, ale chów w tzw. otwartych klatkach, tzn takich, które zamykane są tylko na na noc a otwierane w dzień wykazał, że bynajmniej i one niechętnie opuszczają OTWARTE KLATKI, bo tam mają żarcie i czują się bezpiecznie - a mają powód, bo u niosek kanibalizm jest dość powszechny.

30

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
luc napisał/a:

Pomijając kwestię "zdrowotności" jaj.
Nie ma porównania w smaku jajko ze sklepu i jajko "od baby" wink
Mam dwa źródła ze wsi i gdy zdarza mi się kupić w przymusowej sytuacji jaja ze sklepu, to "niebo i ziemia".

Tak samo jak nie ma porównania - dobrze podsmażony i ociekający tłuszczem kebab, a kromka pieczywa ryżowego smile
Mówimy o zdrowiu, nie o smaku.

31

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

a istnieje możliwość i smacznie i zdrowo...
obecne czasy przynoszą skrajności - nie lubię ich
miałam dziadków na wsi, pamiętam smak i zapach potraw z dzieciństwa zdecydowanie inny niż współczesny
ale dzisiaj już świat inny

32 Ostatnio edytowany przez luc (2015-01-20 23:51:47)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
antykobieta napisał/a:

Tak samo jak nie ma porównania - dobrze podsmażony i ociekający tłuszczem kebab, a kromka pieczywa ryżowego smile
Mówimy o zdrowiu, nie o smaku.

Porównanie niezbyt trafne.

Smak ma dla mnie duże znaczenie przy jedzeniu wink
Poza tym, tak jak wspomniała In_ka - może być i smacznie i zdrowo.
Też pamiętam smak jedzenia na wsi, gdy spędzałam tam czasem w dzieciństwie wakacje.
Było zdrowe (bo niewiele przetworzone) i bardzo smaczne. Nawet gdy nie były to frykasy.

33

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Smaki z dzieciństwa. Nie da się za bardzo tego odtworzyć bo wszystko jest inne niż kiedyś. Inne odmiany warzyw i owoców, zbóż. Chciałabym aby dzisiejsze dzieci spróbowały tego co ja jadłam. Właśnie nawet proste jedzenie było cudownie smaczne. Chleb był zupełnie inny bo pieczony z innych gatunków pszenicy, których dziś się nie sieje. Tak samo zwykle placki drożdżowe czy na sodzie. Zupełnie inny smak chociaż robione według tamtej, dawnej receptury.
Chleb ze śmietaną i cukrem lub polany woda i posypany cukrem. Które dziecko dziś uważałoby to za smakołyk? a dla mnie i dla moich rówieśników wówczas naprawdę był.
Pomidory były takie naprawdę pomidorowe. A dziś nawet te z własnego ogródka tak nie smakują bo odmiana inna, zmodyfikowana, skrzyżowana.

34

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Czy coś jest zdrowe, czy nie, to można stwierdzić po kilkudziesięciu latach.Najwcześniej.
''Odkrycia'' naukowców serwowane nam co kilka miesięcy są bez sensu.
Interesuję się dietetyką sportową od jakichś 15 lat; i w tym krótkim okresie 'mody' zmieniały się po kilka razy już.
Mój dziadek po wylewie w latach 70-tych otrzymał poradę dietetyczną: jeść wszystko, ale od stołu wstawać głodnym.Stosuje do dziś.Ma 92 lata i ma się dobrze.

35

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Równie dobrze mógłby dożyć tych lat jedząc jak leci, bo tak na prawdę w największym stopniu za nasze zdrowie odpowiadają geny. Oczywiście możemy zmniejszać lub zwiększać ryzyko pojawienia się pewnych chorób, ale geny mają ogromny wpływ na to czy, na co i kiedy zachorujemy. Jeden będzie palił dwie paki dziennie dożyje 90 lat, tak znam taką osobę, a jeden będzie palił slimy pół paczki i po 5 już będzie chorował.

36

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
Małpa69 napisał/a:

Równie dobrze mógłby dożyć tych lat jedząc jak leci, bo tak na prawdę w największym stopniu za nasze zdrowie odpowiadają geny. Oczywiście możemy zmniejszać lub zwiększać ryzyko pojawienia się pewnych chorób, ale geny mają ogromny wpływ na to czy, na co i kiedy zachorujemy. Jeden będzie palił dwie paki dziennie dożyje 90 lat, tak znam taką osobę, a jeden będzie palił slimy pół paczki i po 5 już będzie chorował.

duże uproszczenie z tymi genami, wpływ mają ale czy największy - polemizowałabym ...

37

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
in_ka napisał/a:
Małpa69 napisał/a:

Równie dobrze mógłby dożyć tych lat jedząc jak leci, bo tak na prawdę w największym stopniu za nasze zdrowie odpowiadają geny. Oczywiście możemy zmniejszać lub zwiększać ryzyko pojawienia się pewnych chorób, ale geny mają ogromny wpływ na to czy, na co i kiedy zachorujemy. Jeden będzie palił dwie paki dziennie dożyje 90 lat, tak znam taką osobę, a jeden będzie palił slimy pół paczki i po 5 już będzie chorował.

duże uproszczenie z tymi genami, wpływ mają ale czy największy - polemizowałabym ...

To jaki mamy kod genetyczny ma ogromne znaczenie w tym temacie wbrew pozorom. Wpływ środowiska może nam bardzo pomóc lub zaszkodzić, ale jednak to, co dostaliśmy na starcie ma na nasze zdrowie ogromny wpływ. Wystarczy tylko spojrzeć jak to się ma w przypadku chorób dziedzicznych.

38

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
WitchQueen napisał/a:

Wystarczy tylko spojrzeć jak to się ma w przypadku chorób dziedzicznych.

tzn doprecyzuj,
czy chcesz powiedzieć, że można odziedziczyć skłonności genetyczną do chorób ?
bo z tym się zgadzam - można,
tylko ja odniosłam się do sformułowania

bo tak na prawdę w największym stopniu za nasze zdrowie odpowiadają geny

39 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-01-25 00:09:41)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Obawiam się inko że w przypadku wielu chorób tak jest o czym sama boleśnie się przekonałam. Zresztą to wynikało również z tego czego nauczyłam się na studiach, geny mają ogromny wpływ, oczywiśie zdrowy styl życia może nas uchronić od choroby, ale niestety to nie jest tak że uda nam się wszystkiego uniknąć. Mała mutacja może spowodować że nie będziemy mieli ręki, nie trudno więc domyśleć się jaki wpłw ma na powstawanie chorób to co mamy w genach.

W przypadku genu BRCA zachorowanie na raka piersi to 70 %

40

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
in_ka napisał/a:
WitchQueen napisał/a:

Wystarczy tylko spojrzeć jak to się ma w przypadku chorób dziedzicznych.

tzn doprecyzuj,
czy chcesz powiedzieć, że można odziedziczyć skłonności genetyczną do chorób ?
bo z tym się zgadzam - można,
tylko ja odniosłam się do sformułowania

bo tak na prawdę w największym stopniu za nasze zdrowie odpowiadają geny

Tak jak Ci małpa napisała powyżej - jak dziedziczysz gen, który odpowiada za to, że na 70% zachorujesz, to tak, to ma największy wpływ i marne szanse, że Cię uchroni przed tym nawet tzw. zdrowy styl życia, co do którego zdania też są jak widać mocno podzielone.
Genetyczna jest zdolność do metabolizowania cholesterolu, a więc i jego poziom. Dziedziczymy skłonność do nadciśnienia tętniczego. Bywa, że warunkami środowiskowymi możemy to w jakimś stopniu regulować, ale zawsze ten problem będzie i za dużo w niektórych przypadkach nie zrobimy.

41 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-01-25 00:46:53)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
Małpa69 napisał/a:

Obawiam się inko że w przypadku wielu chorób tak jest o czym sama boleśnie się przekonałam. Zresztą to wynikało również z tego czego nauczyłam się na studiach, geny mają ogromny wpływ, oczywiśie zdrowy styl życia może nas uchronić od choroby, ale niestety to nie jest tak że uda nam się wszystkiego uniknąć. Mała mutacja może spowodować że nie będziemy mieli ręki, nie trudno więc domyśleć się jaki wpłw ma na powstawanie chorób to co mamy w genach.

W przypadku genu BRCA zachorowanie na raka piersi to 70 %

zachorowałam na raka piersi bez BRCA ...
moja znajoma z tym genem ma 75 lat i nadal ... jest zdrowa

geny, tak jest w nich wielki potencjał i mogą zdeterminować  nasze życie ale nie przesadzajmy

42

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Inko to że ktoś zachoruje bez genu nie świadczy o tym ż głównej roli nie odgrywają geny. To uszkodzenia DNA powodują wiele chorób, jak i wiele chorób jest niezależnych od naszego stylu życia.

Moja ciocia zmarła na raka, miała gen, niedługo po jej śmierci rak ujawnił się u mojej babci (jej mamy), babcia żyje, jej córka nie.

Cukrzyca, prawie cała moja rodzina z obu stron jest chora, o ile mogę powiedzieć że tata i babcia to grubcie, o tyle moja mama i dziadek to ludzie szczupli i aktywni, u mnie nastąpiła kumulacja, cukrzyca w wieku 20 lat, a może nawet i wcześniej (objawy miałam na długo przed diagnozą), nigdy nie byłam łasuchem na słodkie i żywiłam się głównie warzywami...

Rak pluc jest dziedziczny nawet w 80% jeżeli uszkodzone są dwa geny.

Warto o siebie dbać i zdrowo żyć, ale nikt nam nie da gwarancji, że dzięki temu będziemy żyć długo i szczęśliwie, niestety.

A no i stres... praktycznie mało kto w dzisiejszych czasach nie ma do czynienia z przewlekłym stresem, krótkotrwały bywa korzystny, długi powoduje wiele chorób i uszkodzeń.

43 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-01-25 11:35:43)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

temat wątku - co jest zdrowe ...
a to o czym rozmawiamy, to - jaki wpływ mają geny na choroby, tak?
albo - geny mają wpływ na to czy zachorujemy ?

nie tłumacz mi Małpo o Dna, genach, uszkodzeniach, dziedziczeniu, skłonności czy predyspozycji do pewnych chorób genetycznych, bo akurat w tym temacie sobie dość dobrze radzę wink

oczywiście, że warto zdrowo się odżywiać i o siebie dbać i nie mysleć, że wszystko determinują geny

a gwarancji na długie życie, to nikt i nic nam nie da bo, każdego dnia wychodząc z domu - możemy do niego już nie wrócić...( obojętne jakie mamy geny)

brałam udział w badaniach prowadzonych przez politechnikę, powiedzmy krótko - styl odżywiania a choroby
dotyczyły one występowania pewnych chorób w rodzinach spowodowanych sposobem odżywiania, który przekazywany jest czy może raczej był z pokolenia na pokolenie
w każdej rodzinie dominują pewne wzorce - ilość spożywanych produktów np.ziemniaki czy kasze
nie będę, już szczegółowo się rozpisywała ...

w obecnych czasach w naszym menu pojawiają się produkty, które są "nowe" w naszej kulturze, jaki to będzie miało wpływ na zdrowie, tak jak ktoś już pisał dowiemy się za ileś tam lat

warto jeść to, co rośnie blisko nas, bo nasz organizm do tego, jest przystosowany od wieków

44

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Ja raczej jestem za roznorodnoscia. Akurat to co rosnie blisko nas moze byc zanieczyszczone jakas substancja i w ten sposob ja skumulujemy.
W Danii sa oficjalne ostrzezenia zeby nie jesc ryzu wiecej niz jedna porcje tygodniowo - ze wzgledu na kumulacje arsenu z wody. Taka sama w ryzu z upraw ekologicznych. Ktos jedzacy ryz dlatego ze w jego kraju sie go uprawia i je od wiekow ulegnie zatruciu.
U nas tradycyjnie ziemniaki i pieczywo pszenno- zytnie. A najlepiej jesc wszystko - ryz, kasze, ziemniaki, zboza, na zmiane. Platki owsiane tez nie sa polecane do codziennego spozyca, a jedzone raz na tydzien sa zdrowe.
Kiedys byla kaszka krakowska - taka drobno zmielona kasza gryczana. Mozna to jeszcze dostac?

45 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-01-25 13:37:01)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

blisko nas tzn. rejon w którym żyjemy ... ostatnio dużo jest nt oliwa a nasz olej rzepakowy
i zdecydowanie różnorodność - nabiał, warzywa i mięso, owoce itd.

46

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Akurat do oceny całej tej "nowej" żwyności nie potrzeba wielu lat. Już są całe tony badań, dobrych badań na ten temat. Wiele lat to potrzeba jedynie do tych pseudo teorii jak np mleko jest be, a jajka podnoszą cholesterol, trzeba zachować zdrowy rozsądek i jeśli do tej pory coś się jadło i czuło po tym dobrze (jak ja po jajkach) to pozostawić to w diecie niezależnie od bełkotu pseudo naukowców, zresztą już się z tej jajecznej nagonki wycofali. Z tej mlecznej także bo alergie na kazainę w Polsce, ma bardzo niewielu ludzi.

47 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-01-25 16:21:17)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

no są różne badania na ten moment dotyczące zawartości produktów, wpływu na nasz układ pokarmowy czy reakcje organizmu
ale ...
ja jestem pokoleniem, które dzieciństwo spędziło jeszcze  na żywności raczej nie zmodyfikowanej lub mało
mój syn już całkowicie na takiej wychowany
i teraz dopiero za ileś lat można będzie dokonać oceny wpływu, takiej żywności na organizm
(pojawią się być może nowe mutacje genów, itd.)
to są kwestie, na które potrzebny jest pewien interwał aby wyciągnąć wiarygodne wnioski

nasza polska żywność uważana jest za zdrową i w stosunku do zachodu, mało zmodyfikowaną

48 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-01-25 17:27:40)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

No czy ja wiem wiele składników żywności które w Stanach np są zakazane u nas są dopuszczone, choćby błękit brylantynowy.

Sądzę jednak że zdrowsze jest jedzenie nie przetworzone niż papu z proszku i inne cuda na kiju, no i ten cukier, wszędzie jest cukier i jeszcze gorszy syrop glukozowo fruktozowy.

Z drugiej strony nie ma co wariować nie każdy barwnik czy konserwant są szkodliwe, a nawet ten znienawidzony glutaminian sodu- wzmacniacz smaku, my po prostu jako rasa Europejska nie przywykliśmy do niego. Benzoesan sodu jest szkodliwy w połączeniu z kwasem, dlatego w napojach gazowanych z dodatkiem kwasku cytrynowego jest szkodliwy, ale...sam w sobie jest zdrowy działa przeciwbakteryjnie, przeciwgrzybiczo.

Nie ma co wariować, ale na nowe produkty lepiej uważać, zwłaszcza te które są niby proste, a skład mają dłuuuuuuugaśny, to powinno dać do myślenia.

49

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

ale u nas nadal żywność jest mało przetworzona, korzystamy z innych technologii produkcji,  innych pasz

tak, zdecydowanie zdrowsze jest to, co sami ugotujemy niż korzystanie z półproduktów
i sądzę, że również smaczniejsze

50

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!
in_ka napisał/a:

blisko nas tzn. rejon w którym żyjemy ... ostatnio dużo jest nt oliwa a nasz olej rzepakowy
i zdecydowanie różnorodność - nabiał, warzywa i mięso, owoce itd.

Akurat olej rzepakowy to taki trochę dyskusyjny jest.  Trudno substancje znaną ludzkości od ledwo 200 lat podawać jako przykład zdrowej tradycji wink

51

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

przykład z olejem podałam mówiąc o produkcie z rejonu w którym się żyje z którego się pochodzi
zachwycamy się oliwą z oliwek a mamy swój olej rzepakowy, równie dobry jak oliwa

52

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Ja akurat nie lubię oliwy.

A olej to zależy jaki, nawet kujawski niby taki super jest rafinowany.

53

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Wg mnie jeżeli chodzi o te 'zdrowe odżywianie się' to to co powinno się robić to jeść rzeczy jak najmniej przetworzone - owoce, warzywa i tym podobne, najlepiej z własnego lub zaufanego źródła jeżeli nie ma się kawałka ziemi czy choćby działki. Ja osobiście staram się unikać rzeczy które mają w składzie aspartam i duże ilości cukru. W ogóle strasznie ciężko jest znaleźć soki czy napoje które nie rujnowałyby kieszeni i nie byłyby miksem zabarwionej wody i cukru + pochodnych.

54

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Wiesz, zakładając że sok pijesz raz na dwa dni to te 3,50 nie jest tragiczne aż tak. A te w dużych kartonach, z tłoczni też bywają w promocji. jednak nie ma się co łudzić, że jeszcze coś jest 100% czyste i zdrowe. Mamy skażone środowisko.

55 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2015-02-23 11:25:41)

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Ja już od pewnego czasu wogóle nie ufam temu co mówią reklamy i co polecają bo wszystko co tkniesz ma jakieś niepotrzebne chemiczne składniki.  Dlatego większą uwagę zwracam na etykiety produktów. Może to trochę głupie i czasochłonne, bo jednak stoje przy półkach i czytam, ale wole nie jeść czegoś, co jest tak naprawdę świństwem. Ciężko znależć coś dobrego hmm Ostatnio w Biedronce kupiłam   super dżem firmy [spam], sprawdziłam-skład super. Szczerze mówiąc wcześniej nie sięgałam po tego typu jedzonko ale właśnie ten smak zwalił mnie z nóg! Jakość, smak i cena, to wszystko przekonało mnie do urozmaicenia moich kanapek i nie tylko big_smile Serio polecam dziewczyny!

56

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

ja sie staram podchodzić z dystansem do tych wsyzstkich medialnych informacji. Staram się myśleć zdroworozsądkowo, czasami próbuje dotrzeć do źródła jakiejś informacji, ale jest cieżko, bo niekóre pseudobadania sa sponsorowane przez koncerny, w internecie powielane sa o raz enty te same rewelacje, cięzko się dokopać do źródeł. Dlatego najlepszy moim zdaniem we wszystkim jest przede wszystkim umiar smile

57

Odp: To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Haha...też o tym słyszałam i czytałam. Ale to odwieczna walka rynków o produkty. Moim zdaniem należy jednak cukier zastąpić np. syropem klonowym lub miodem. (bo cholernie niszczy organizm) i ograniczyć spozywanie soli. To dwa składniki,które naprawdę poważnie szkodzą. Wiadomo,że przetworzona żywność bardzo szkodzi. Najlepiej samemu przygotowywać posiłki. A chemia....jest wszędzie,ale nasz organizm również składa się z różnych pierwiastków,których potrzebujemy do życia(żelazo,magnez,potas,wapń,itp.) Ale...można się wsłuchać w organizm. Za mną np. "chodzi" cos dobrego czasem i sobie to przygotowuję. wink Ważne,by z umiarem. Nie wolno tez łaczyć niektórych składników ze sobą,bo szkodzą kiedy się połaczą. Przypraw używam bardzo wielu. Nadają fajny smak zwykłym potrawom. I jedzeniem również można sie leczyć. Orzechy mają mnóstwo witamin (byle z umiarem). smile Pozdrawiam serdecznie smile

Posty [ 57 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » KUCHNIE ŚWIATA - PRZEPISY KULINARNE » To co, do cholery, w końcu jest zdrowe?!

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026