Nie wiem od czego zacząć, moja obecna sytuacja jest bardzo trudna i nie wiem jakie mam podjąć kroki i co zrobić by wreszcie poczuć wewnętrzny spokój i zaznać jeszcze trochę szczęścia i miłości. mojej historii nie da się napisać w kilku zdaniach ale spróbuję się streścić. Wyszłam za mąż mając ledwo skończone 18 lat, rok wcześniej w wypadku zginął mój ojciec, mam popadła w alkoholizm. Wtedy poznałam mojego obecnego męża, był starszy ode mnie o 9 lat, przychodził do domu, pomagał w pracach męskich gdy była potrzeba no i po roku znajomości zbliżyliśmy się do siebie, potem ciąża no i wesele. Po 10 latach mięliśmy 3 dzieci i żyło się nam całkiem dobrze, ale już wtedy zaczęły pojawiać się problemy alkoholowe męża, z roku na rok było coraz gorzej. Dzieci rosły, ja pracowałam, mąż prowadził działalność gospodarczą, nawet mu to szło, nie przelewało nam się, ale na bieżące życie było, czasami na wakacje. Jednak mąż nie potrafił odmówić sobie alkoholu, pił prawie codziennie po południu po pracy, czasami kilka piw przy TV ale często z kolegami z branży przesiadywali i organizowali sobie spotkanka zakrapiane alkoholem. Wracając z pracy do domu nigdy nie wiedzialam w jakim będzie stanie. Nie pomagały moje prośby i tłumaczenia, ze tak się nie da żyć, że nie mam z kim porozmawiać itp. Stał się do tego bardzo agresywny. Pierwszy raz pobił mnie z 10 lat temu, przez 2 tygodnie nie mogłam wyjść z domu, żałuję, ze nie zgłosiłam tego na policje. Mąż stał się agresywny, bardzo chamski, wulgarny, narzuca wszystkim swoje zdanie i poniża innych w tym mnie i dzieci, potrafi manipulować ludźmi. Jakieś cztery lata temu znów mnie pobił i znów nie wiem dlaczego tego nie zgłosiłam. Bałam się wtedy odejść, że nie poradzę sobie sama z dziećmi, nie miałam zresztą znając jego nie pozwoliłby mi na to. Straszył mnie, ze ma znajomości z prawnikami, ze pozbawi mnie dzieci, itp. Mąż nie potrafi sobie odmówić alkoholu, pije codziennie, raz mniej a raz wiecej, zasypia w fotelu i spi do rana. Nie dba o siebie, jedyne co jeszcze potrafi ogarnąć to firma, jako mąż sie nie sprawdza, nie sypiamy razem od co najmniej 3 lat, pali, pije....po prostu sie nim brzydzę. Dzieci sie go boją, potrafi je wyzywać i bić. Najstarszego syna rok temu zimą ze trzy razy wyganiał z domu. Szećć lat temu wzięlismy kredyt hipoteczny na dom, sprzedaliśmy mieszkanie i kupiliśmy dom. Myślałam, ze jakoś to wszystko się ułozy w nowym domu, ale z roku na rok jest gorzej. Jak się napije potrafi rzucić np monitorem o podlogę, rozgrzaną patelnią z olejem, itp. Nie mogę już patrzeć na niego i słuchać jego glosu. Jak jestem w domu sama jestem spokojna ale jak on już jest to wewnętrznie się denerwuję. Miałam czasami rózne mysli, nawet te najgorze ale potem pomyslałam sobie, ze przecież jest inna droga, że mogę odejść i spróbować jeszcze być szczęsliwą i że kiedyś przyjdzie taki dzień i to był mój cel, który dawał mi siłę by przetrwać. Postanowiłam, ze wytrzymam jeszcze trochę aby dzieci były trochę starsze. Od dawna czuję się samotna, praca, dom, dzieci no i mąż na którego nie mogę patrzeć i słuchać. Obecnie jestem już 22 lata po ślubie, mam 40 lat, mąż prawie 50, dwóch synów 22 i 19 oraz córkę 17 lat. Z osiem miesięcy temu poznałam kogoś przez internet, na początku to była tylko korespondencja ale po jakimś czasie spotkalismy się. Rozmawiamy telefoniecznie codziennie, bardzo duzo wiem o nim, spotkalismy się jeszcze kilka razy. Mój znajomy od roku jest po rozwodzie, żona poznala kogoś innego i odeszła, jest w moim wieku, mamy podobne zainteresowania, podobnie myslimy, mieszka 250 km ode mnie. Od początku coś zaiskrzyło i to bardzo mocno. Jakiś czas temu wyznał mi, że bardzo mnie kocha i chciałby być ze mną na co dzień. Dodam, ze spaliśmy ze sobą. Ciężko mi to przyznać ale również bardzo się zaangażowałam, czuję się z tym cudownie, od lat nie byłam szczęsliwa a taka jestem gdy jestem przy nim. Zaczęliśmy planować jak moglo by być cudownie. I wtedy mąż się dowiedział o wszystkim, znalazl list od niego. Wpadł w szał, pił, wyzywał, bluźnił, nie zwracał uwagi na dzieci. Po kilku dniach przestał pić, wie, ze stało się tak bo ?przespał? z 10 lat życia w małżeństwie jak mówi. Chce żebym została, mówi ze się zmieni , że przestanie pić, że będziemy żyć już normalnie. Jednak w tym czasie gdy mi to wszystko obiecywał buntował dzieci przeciwko mnie, córka miała wyprowadzić się ze mną jednak tata jest teraz dobry i zdecydowała, ze na razie zostanie. Nie chcę też jej do niczego zmuszać, ma już 17 lat i jest mądrą dziewczyną, jest za mną i chcę bym była szczęsliwa. Chłopcy też to przezywają, mąż wykorzystał ich przeciwko, buntuje ich, szantażuje, ze nie da grosza i ze mną będą biedni wiecznie. Mam stałą pracę, regularny dochód, ale nie mam odwagi odejść i zostawić dzieciaki w domu, choć jeśli mąż nie będzie pił to krzywdy im raczej nie zrobi. Ja nawet jeśli będzie trzeźwy nie potrafię go już pokochać, zbyt wiele złego mi zrobił, zniszczył psychicznie od środka, nie chcę żyć z kimś tylko jako lokator, chce cieszyć się jeszcze życiem, spacerować trzymając się za rękę. Czuję, ze to uczucie do mojego przyjaciela jest prawdziwe a i on jest gotów przyjąć mnie i abyśmy zaczęli razem wspólne życie. Może nie będziemy mieszkali od razu w domu z wygodami ale chociaż będę czuła się kochana i będę mogła kogoś kochać. Trudno mi tylko podjąć decyzję bo żal mi dzieci, choć wiem, ze za kilka lat pewnie rozpoczną samodzielne życie a co wtedy będzie ze mną? Może przemawia przeze mnie egoizm, boję się, że będę miała wyrzuty sumienia. Z drugiej strony to moje życie i mam je tylko jedno a dzieciom jak tylko będę mogła to pomogę i będę w kontakcie. Jednak mąż gra mi na uczuciach, przedstawia argumenty, ze zostawiam dzieci, ze powinnam im pomagać nawet gdy będę dorosłe, ze powinniśmy być rodziną bo kiedyś z rodzinami oni będą nas odwiedzać itp. Nie wiem co mam robić, ja tylko chcę być jeszcze w życiu trochę szczęsliwa a z mężem czuję, ze nie będę, nie kocham go, chwilami to go wręcz nienawidziłam. Wiem, ze powinnam najpierw odejść a potem układać sobie życie ale stało się odwrotnie. Naprawdę mam ogromny dylemat, bo dodatkowym obciążeniem dla mnie jest jeszcze kredyt hipoteczny który wzieliśmy na dom. Nie zrozumie mnie ktoś kto nie wie co to, żyć przez 10 lat z alkoholikiem. Miało być krótko ale nie udało się. Nie wiem co mam robić. Proszę o rady.
Podobne tematy
2 2014-01-23 14:34:29 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2014-01-23 16:22:08)
twoi dwaj synowie są już dorośli
lada moment zaczną zyć na włąsny rachunek - o ile jeszcze tego nie zrobili
córka dorasta i była świadkiem piekła, jaki urządziliście w rodzinie
odejdź od męża.
szkoda, że dopiero jak kogoś spotkałaś masz odwagę by zmieniac swoje życie
ale lepiej póxno niż wcale.
wiesz, piszesz, że chcesz odejść "by być w końcu szczęsliwą"..
zobacz, twój interes się pojawił, twoja wyrazona potrzeba i wiara w to, że życie może wyglądac inaczej
a dzieci?/
czemu nigdy nie chciałaś odejśc od męża alkoholika, żeby "dzieci były szczęsliwe"?
czemu nie byłas gotowa zrobić tego dla dobra dzieci?
gdzie one były przez te wszystkie lata picia, przemocy i agresji?
nie pomyslałas o nich...
teraz tez uważasz - że TO TY zasługujesz na szczęscie
a im zgotowałas piekło...
Witam .Dobrze cię rozumiem mam podobną sytuację mąż jest trzeżwy tylko w pracy cud że jeszcze pracuje .jest opryskliwy chamski wszystkiego się czepia zatruwa nam życie .Syn już się wyprowadził zastała 18 letnia córka.Mąż mnie nigdy nie uderzył ale psychicznie wykańcza.Jestem w tym gorszej sytuacji że straciłam pracę .więc w jakimś stopniu od niego uzależniona. Nie potrafię odejść zawsze znajdzie się jakiś powód żeby zostać.Ale czy to znaczy że mamy zrezygnować z własnego szczęścia .jeśli masz gdzie i kogoś z kim chcesz spróbować od nowa po prostu to zrób .Dzieci zrozumieją gdy zobaczą że jesteś szczęśliwa że zrobiłaś dobrze . Ja nie szukam faceta na razie szukam pracy bo wtedy w każdej chwili będę mogła powiedzieć dość.Myślę że podzielisz się z nami twoją decyzją i będziesz pisać jak ci się układa . Pozdrawiam .
Może spójrz realnie na swoją rodzinę? Dzieci przez lata cierpiały, z powodu alkoholizmu ojca, twojego współuzaleznienia, przemocy. Nie wiem, dlaczego uważasz, że trwanie w takiej rodzinie jest dla nich dobre? Przecież to jest koszmar. Piszesz, że żal Ci dzieci, że rozbijesz im rodzinę, a nie żal Ci ich było trzymać w tym wszystkim?
Alkoholik sam się nie zmieni, potrzebna mu terapia, po terapiach, nawet jeśli Ty równocześnie podejmiesz swoją dla współuzależnionych, też różowo nie będzie. Alkohol to tylko substancja, chore są emocje, po zaprzestanu picia, trzeba sporo nad nimi pracować, nad rozwojem, nad zmianą. To, że przestanie pić, nie znaczy, że wszystko się zmieni, bo chore emocje pozostaną. Napiszę jeszcze, że dobrze by było, abyś ty też zrobiła porządek ze współuzaleznieniem. Bardzo łatwo bez terapii wpaść z deszczu pod rynnę, chodzi mi o Twój nowy związek.
Nie wiem, jak radzą sobie Twoje dzieci, w jakich rolach były w domu, ale im też przydałaby się terapia. Przecież przez lata cierpiały, mają zaburzone wzorce, nie wiedzą, co jest normalne, co nie.
Tak nie można żyć przecież, to niszczy i Ciebie i dzieci i Twojego męża.
Ja bym corki w tym piekle nie zostawila .alkoholik zawsze bedzie alkoholikiem .skad wiesz czy nie zacznie chlac jak sie wyprowadzisz ?piszesz ze corka jest madra !mysle ze chyba jej zle nie bylo jak do tej pory ze ojca argumenty sa tak silne .porozmawialabym z dziecmi przede wszystkim z doroslymi synami by kazdy z nich sie usamodzielnil i nie zostawal z ojcem ktory nie wiadomo co odwali .tyle sie slyszy na temat tragedii rodzinnych ,ze nigdy nie wiadomo .
Dziwie i nie dziwie ci sie ze tyle czasu czekalas bo tak szczerze mowiac jak czlowiek nie ma bratniej duszy to tkwi w takim bagnie .musisz tak wszystko zrobic by pozniej placzu nie bylo.
Czy ten kredyt hipoteczny na dom bedzie spoczywal na mezu?
Powinnas byc ostrozna z nowym partnerem bo tak naprawde nigdy nie wiadomo czemu ta jego zona odeszla od niego .wszystko pozniej w praniu wychodzi.a odchodzac nie sadze zeby maz dal ci droge powrotna .
Mogalas lata wstecz zalozyc niebieska karte ,bo teraz tak naprawde to przy rozwodzie maz ci zarzuci ze ty sobie kogos poszukalas .
Wspolczuc czlowiek miedzy mlotem a kowadlem .
zgadzam się z myszką 50. ja miałam podobną sytuację . też mieszkałam z alkoholikiem. nawet nie wiem kiedy stałam się współuzależniona. nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. byłam tak zaszczuta przez męża że nie myślałam logicznie. jednak przyszedł taki dzień że powiedziałam sobie dość. bardzo bałam się podjąć walkę bo nie miałam nikogo kto by mnie wspierał w tych ciężkich dla mnie chwilach. mąż na początku bił i poniżał tylko mnie ale gdy zobaczyłam jak podnosi rękę na córkę momentalnie przyszło opamiętanie. od razu otrzeźwiałam. powoli ale konsekwentnie dążyłam do tego by od niego odejść. no i się udało. teraz dopiero wiem że żyję. dzięki wsparciu córki wyszliśmy z tego bagna.
Dziękuję Wam za wszystkie posty. Teraz od miesiąca mąż nie pije, tzn pije po 1 piwie dziennie, twierdzi, ze może na tym zapanować bo bardzo zależy mu na mnie i na dzieciach, by rodzina była razem - tak mówi. Myślę, ze też jestem współuzalezniona dlatego tak trudno i tak długo nie moglam zdecydowac sie na żaden krok, dopiero teraz ten romans sprawil ze coś we mnie pękło i poczułam, ze chcę być jeszcze w życiu szczęsliwa. Wiele lat byłam w domu od prania, sprzatania, gotowania, zajmowania się dziećmi, do tego pracowalam - mam przepracowane juz 20 lat w tym 4 lata na urlopie wychowawczym. Wiecznie słyszałam, ze moja praca to h... nie praca i h.... nie pieniądze, że wszystko w domu jest jego zaslugą, bo przecież prowadzi biznes i daje na rachunki ( zawsze z wielkim trudem) córka nie lubi o cokolwiek prosić ojca bo zawsze ma coś do powiedzenia i zmusza do tego aby go prosić wręcz - chyba to lubi. Lubi być gorą, lubi mieć racje, lubi pokazywać innym gdzie powinni być w szeregu. To człowiek z bardzo cięzkim charakterem. Teraz kiedy od miesiąca nie pije nie jestem w stanie uwiezyć mu w tak nagłą zmianę, nie potrafię rozmawiać z nim, nie sprawia mi przyjemności spędzanie z nim czasu. Jest dla mnie jak czlonek rodziny, nie potrafię go kochać, coś we mnie się zniszczylo przez te lata, wygasło, został tylko lęk, bo mimo wszystko nadal nie wiem kiedy jak zareaguje, a bywał wczesniej bardzo agresywny. Teraz drażnią mnie nawet słowa ktorych uzywa, slowa które kiedyś wykrzykiwał w czasie awantur, drazni mnie jego sposób bycia, ruchy, glos.......po prostu toleruje go póki co ale uczucia między nami już nie będzie. Dlatego walczę z samą sobą bo żal mi dzieci, bo mogłam dużo wczesniej to zakończyć jednak nie miałam odwagi, dzieci były małe i balam się ze sama sobie nie poradzę, mąż zresztą straszyl mnie prawnikami, ze ma znajomości i zabierze mi dzieci......dlatego w tym trwalam. Były oczywiście takie okresy kiedy bylo spokojnie ale tych złych bylo znacznie za duzo. Sił dodawała mi myśl, ze kiedyś to się zmieni, wiele nocy przepłakałam a on nawet o tym nie wiedział bo spal w fotelu trzeźwiejąc. Teraz dzieci są już duże....wiem, ze trzeba będzie jeszcze pomóc im wejsc w tą dorosłość i ile będę mogła to pomogę ale czy to znaczy, że muszę nadal trwać w tym związku? Czy one będą szczęsliwsze widząc, ze się męczę? a jaką mam gwarancję, ze za 6 miesięcy, rok albo dwa maż nie wroci do nałogu? Uważa, że nie potrzebna mu terapia, ze sobie z tym poradzi dla mnie.....ale ja chcę by zrobił to dla siebie bo to jego życie. on zdał sobie sprawę, ze za 2, 3 moze 5 lat dzieciaki całkowicie wyfruną z domu, będą miały swoje zycie i on zostanie sam. Ta myśl go przeraża dlatego próbuje wszelkimi środkami, uzywając róznych argumentów przekonać mnie bym została. Próbuje wzbudzać we mnie poczucie winy oskarżając jaki przykład daję dzieciom ( zapomniał jaki dawał przyklad przez co najmniej 10 lat?) mówi, że powinnam zostać bo dzieci nie będą miały kogo odwiedzać gdy będą chciały przyjechać. Najśmieszniejsze jest to, że powiedział mi, że jesli bym się wyprowadziła to raz w tygodniu będzie przychodziła babka do sprzatania ( u sąsiadów sprzata wiec stać go będzie aby przyszła i mu też posprzątała) i jak powinnam się poczuć po czymś takim? bez komentarza. Najstarszy syn pracuje, kiedys troszkę pracowal z ojcem ale nie dal rady psychicznie przebywać z nim w pracy i w domu dlatego ponad rok temu znalazł inną pracę. Młodszy nie dostał się na studia i na razie mąż zabiera go do firmy i troche pracuje dorywczo. Może w tym roku uda mu się bo chciał bardzo do szkoły wojskowej.....zobaczymy. Córka chciała bardzo wyprowadzić się ze mną ale gdy mąż zaczął chodzić do niej do pokoju i z nią rozmawiać to zmieniła zdanie ale twierdzi, ze jesli będzie jej tu źle to będzie chciała być ze mną. Maż próbuje teraz być dobry aż za dobry. Pozwala jej na wszystko to czego wczesniej zabraniał, opowiada jak to będzie teraz wspaniale, mówi jej że będziemy jeździć na wakacje, na ferie itp.....zmieniła zdanie a ja zawsze mówiłam jej, ze do niczego nie będę jej zmuszac bo jest na tyle duza i to ma być jej decyzja. Obecnie sytuacja wyglada tak, że mąż chce bym została ale pod warunkiem, że zerwę kontakt z moim przyjacielem? to dla mnie bardzo trudna decyzja....z jednej strony chcę by dzieci czuły, że jestem i co mogę chcę im pomóc ale z drugiej strony chcę jeszcze cieszyć się życiem, chce czuć się kochana i chcę kochać......boję się, ze zostając z męzem nigdy tak nie będzie i wiecznie będę żalować, ze nic nie zrobilam i drugi raz weszlam znów do tej samej rzeki:( nie chcę za 10 lat płakać ze mialam szansę a zmarnowałam ją, tego się boję:(
no właśnie trzeba wreszcie wziąć życie w własne ręce. trzeba iść na przód i nie oglądać się za siebie. to co on robi to jest szantaż emocjonalny. a co do picia to taka zmiana może być tylko na jakiś czas. gdyby chciał się naprawdę zmienić to by poszedł na terapię i zaczął inaczej podchodzić do życia. zacząłby cię szanować być częścią rodziny a nie tatusiem na pół gwizdka. twój mąż to czysty egoista poza czubkiem własnego nosa niczego nie widzi. myśli że jak tak jest to tak musi być. pan i władca. musisz to zmienić zadbać o swoje szczęście przecież do końca życia nie będziesz podaj przynieś pozamiataj. powodzenia
Sam się z choroby nie wyleczy
Alkoholik potrafi na dupościsku (bez alkoholu i leczenia) wytrzymać bardzo długo, rok, dwa, jak się zaprze, to nawet dłużej. Twój mąż nie zrezygnował z alkoholu, cały czas go dostarcza, ty widzisz jedno piwo, on może wypić więcej tylko w ukryciu. Zresztą, nawet to jedno świadczy o tym, że musi dostarczyć alkohol, że sobie nie radzi jednak.
Gdyby Twój mąż rzeczywiście chciał zmiany i leczenia, zapisałby się na terapię zamkniętą, widziałabyś też zmiany w zachowaniu. Cały proces leczenia jest długi i ciężki, nie tylko dla uzaleznionego, ale również dla rodziny. Stare przestaje funkcjonować, przychodzi nowe, dziwne, trzeba się tego nauczyć, nowe konflikty, napięcia itp.
Rób jak uważsz, jak czujesz, mniej tylko na uwadze swoje potrzeby, chyba za długo już żyłaś dla kogoś, zapominając o sobie, o swoich potrzebach, uczuciach.
Życzę Ci wszystkiego dobrego! I dobrej decyzji, która sprawi, że będziesz szczęśliwa!