Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 35 ]

Temat: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Witam,

przepraszam, że pisze na tym forum, ale chciałbym poznać zdanie drugiej strony bo już chyba straciłem sens i cel w życiu.

Mam 34 lata, jestem już w trzecim związku (a może już nie - przerwa), w którym oddaje się w 100% bo myślę, że będąc dobrym i wspierając kosztem siebie będzie to widziane i będzie odwzajemnione w ten sposób, że ta osoba będzie kochać i będzie jej zależało na mnie, moim zdaniu i rozumiała, że czasami muszę powiedzieć nie czy się nie zgadzać z różnymi sytuacjami, planami bo widzę, że będą powodować konflikty, które prowadzą do nerwów, stresów i spowodują dystans w związku. Nie chcę słów, chcę po prostu widzieć to.

Czy naprawdę tak trudno trafić na "tą" osobę? Przecież nigdy nikomu krzywdy nie zrobiłem, jestem wychowany z szacunkiem do kobiet, zawsze staje w obronie, nawet wystawiając się na sytuację, których konsekwencję były by dość bolesne byle mojej partnerce nic się nie stało, puszczam kobiety przodem, otwieram drzwi w samochodzie - piszę tak bo partnerka z którą jestem/byłem dziwiła się, że ma tak dobrze i nigdy tak nie miała bo inni tylko siedzieli, pachnieli i zauważyłem, że byli lepiej, szanowani i była o nich walka z wybaczaniem naprawdę ciężkich sytuacji, seks też miała kiepski bo to z czasem wychodziło jak ją obserwowałem - chcąc zaimponować starałem się uczyć i poznawać ją by było jak najlepiej i mi się to udawało, takiego potu na jej plecach nie da się oszukać itd.. ale nie o tym temat. A tutaj jest ktoś kto się stara, jest stanowczy kiedy trzeba, szanuje i jednocześnie by nie było niedomówień potrafię powiedzieć "nie", a to kończyło się awanturą. Kiedy jednak szedłem na rękę, a przez jej pomysł, plan powstawał problem to jest szukanie winy we mnie. Buntowałem się tylko kiedy widziałem, że może być źle i byłem tego pewny, a reszta to wolna ręka, co chciała to miała, czas, dystans, mnie, chwalenie się koleżankami jak ma dobrze itd. Oczywiście na początku nie rozumiałem dlaczego chcę mieć więcej czasu dla siebie, ale jak poznałem historię to zrozumiałem i nauczyłem się z czasem robić tak jak chcę, ale powoli przełamywałem tą jej blokadę i zaczęło się jej podobać być blisko mnie.

Nie ważne ile zrobię, pomogę, wesprze, ile zduszę w sobie złości, wystarczy, że się nazbiera, wybuchnę i powiem swoje - to koniec.
Nic nie da tłumaczenie, że za dużo już czegoś, że ile można słuchać czy rozwiązywać problemy powstałem przez angaż w coś nie patrząc na drugą osobę i najgorsze jest to, że te problemy, plany, angaże były dla trzecich osób i nie związane z nami.

Próbowałem tłumaczyć, ze coś ma przyczynę, że każdy ma jakieś granicę, ale wmawiane mi jest, że jestem nerwowy i muszę z tym coś robić. Oskarżenia typu "wypominasz mi" mnie po prostu osłabiają bo ja tylko bronie się mówiąc, że naprawdę dużo potrafię z siebie dać, że to wszystko robię bo kocham, że nie robił bym tego jak by mi nie zależało i dlaczego tego nie widzi? Dlaczego ciężko zrozumieć, że potrafię zdenerwować się bo zależy mi na związku, a nie ulepszaniu świata i walczenia z czymś co nas nie dotyczy, chcę się skupiać na związku i go budować, bo to jest na pierwszym miejscu, a nie inni.

Mimo tego wszystkiego co się robi pojawiają się teksty typu "jak Ci się nie podoba ze mną być to nie musisz" i stanowcze odsuwanie się ode mnie.

Nie wiem co robić, zależy mi bo uważam to za mały problem, osoba, z którą się spotykam/spotykałem nie miała czułych związków, głownie wykorzystywana i okłamywana przez facetów, rozmawialiśmy kiedyś o tym bo dziwiłem się dlaczego pojawiają się jakieś dziwne rzeczy w jej zachowaniu, chciałem znać prawdę by pomóc nam i przez to mogłem się starać i być lepszym dla niej. Trochę dzięki temu udało mi się zmienić i mogła poczuć jak to jest mieć kogoś w każdej sytuacji.

Czy aż tak przebywanie z takimi partnerami zmienia kobietę? Myślałem, że będzie inaczej, a tak docenia bardzo w słowach, w okazyjnych akcjach by mi pokazać, że robi to dla mnie, dla nas, kiedy ja widzę, że robi bo ma wolną chwilę, okazję, albo coś się dzieje. Nie pamiętam kiedy poszła na kompromis z jakimś naprawdę ważnym tematem, próbowała wykorzystywać coś co jej się znudziło lub miała przez to problemy i od tego odeszła mówiąc, że zrezygnowała dla nas...

Jestem tak głupim człowiekiem, że potrzebuję kochać i dawać, wtedy się cieszę z tego. Uwielbiam dzieci, one mnie akceptują i zawsze powiedzmy lgną do mnie, też pokazałem jaki mam stosunek do tego.

Ja się męczę będąc sam, robiłem sobie przerwy między związkami by dochodzić do siebie, by nie traktować przedmiotowo żadnej kobiety tylko mieć siłę i traktować wyjątkowo. Bez drugiej połówki nie mam celu w życiu, nie mam niczego, nie mam siebie, nie żyje tak jak bym chciał żyć.

Tak na marginesie, uprawiam sport, staram nie myśleć, staram się nie przejmować, ale nie mogę bo dla mnie to bardzo ważne - rodzina u mnie jest na pierwszy miejscu, jestem rodzinny i o to zawsze będę walczył. Nie byłem żonaty, nie mam dzieci, a kiedyś bym chciał, bardzo...

Przepraszam za chaotyczny wpis, ale jestem świeżo po ciężkiej kłótni i już nie wyrabiam, mam naprawdę chore myśli związane ze sobą.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Marcinie Cześć,

Jest coś co rzuciło mi się w Twoim podejsciù do związku, coś co mógłbyś zmienić.Przede wszystkim Twoim błedem jest całkowite oddanie się partnerce iiii...uważaj teraz i brak wymagań.Ty po prostu dajesz na maxa nie uświadamiając przy tym dziewczyny, że i Ty masz oczekiwania...i w pewnym momencie spalasz się...Twoj ból  jest tak silny, że wybuch prowadzi do destrukcji związku.

Lubisz jeden typ kobiet, ten sam w tym są one niedojrzałe emocjonalnie.To wszystko jest trudne Marcinie, bo musisz uświadomić sobie co to jest za typ, i unikać takich znajomości.Ponieważ one jak na przykładzie wcześniejszym za żadne skarby nie przyniosą Ci szczęścia.

3

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Och Marcin ,czytam i widze  w tym co napisales ,moja corke ,tzn,jest podobna do Ciebie ,była w dwóch związkach,podobnych do Twojego dawala z siebie wszystko ,nie mogłam patrzeć na to ,,na wszystko się zgadzala ,ale chyba mezczyzni lubia kobiety które nimi rzadza.
Dobrzy ludzie nie maja lekko.Zycz epowodzenia

4 Ostatnio edytowany przez MarcinESD (2017-04-17 19:54:56)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Dziękuję za odpowiedź.

W tym związku zwracałem uwagę na to, że czegoś nie ma i co oczekuję już od samego początku, tłumaczyła to tym, że taka jest, że taki ma sposób bycia,a dla mnie to było dziwne bo jeżeli ktoś kogoś kocha to widzi co robi ta osoba dla niej i nie skupia się tylko na swoich sprawach co prowadzi do tego, że nie ma przez to spokoju i czasu na poszerzanie naszych relacji.  Są momenty, że czuję się niepotrzebny kiedy nie ma jakiejś akcji czy nie ma jakiś problemów, wtedy czuję, że nie muszę być bo po co - daje to do zrozumienia dość mocno - traktuję wtedy jak przyjaciela bo spotykała się kiedyś właśnie z takimi "kolegami", którzy mieli dobrze, nic nie oczekiwali, nie starali się, ale fajnie było i kolorowo tylko nie wychodziło jej z nimi... Mówiąc mi,że była sama jakiś czas nie uwzględniła, że spotykała się z kolegami wiadomo jak...więc nie była sama. Jak ktoś przebywał z facetem, który później wracał do żony to nie dziwie się, że dał jej taką swobodę i robiła co chciała nie ucząc się zobowiązań - bo gdzie?

Męczy mnie to bo wiem,że strasznie zależało jej na poprzednim mimo tego, że nie miała tak dobrze, nie wspierał, nie pocieszał, nie robił nic tylko kłamał i opowiadał bajki, a tutaj byle wybuch i kłótnia i już afera i moja wina bo ciężko zauważyć, że walczę o nas od początku i domagam się zdrowych relacji, a nie takich koleżanka-kolega kiedy mówi, że kocha - bo tak najwygodniej.

Zaczęła starać się by było dobrze, sporo zmieniła też w sobie, ale gdy przychodzi ciężki moment,wybuchnę bo za dużo już czegoś i mówię czemu nie pomyślała ile na tym oboje stracimy zdrowia i ile może być problemów to wykorzystuję to co jej powiem w nerwach, a sama mi mówi przed awanturą takie rzeczy, że aż w końcu nie daję rady.
Tego nie widzi co robi, nie widzi przyczyny, ale moje reakcję widzi doskonale i jak by magiczna ściana zasłaniała wcześniejsze wydarzenia. Mało kiedy przyznała się do błędu.

Dziwne, że wcześniej mówiła, że ma taki sposób bycia, ale jak popracowałem nad naszą relacją, trochę naciskałem to nagle okazało się, że część tych normalnych związkowych rzeczy podoba się i zaczęła to chcieć, jest miło i - zaczęła myśleć o rodzinie, kiedy o tym wcześniej będąc z innymi nie myślała.

Po moich naciskach i jak zrobiło się luźniej postanowiła dać nam chwile tylko dla nas, ale nerwy nas tak wypompowały i te wszystkie sprawy, że próbując razem spędzić już czas na luzie nie potrafimy jakoś tego czasu zorganizować bo nauczyliśmy się żyć działając razem w jakieś sprawie (jej oczywiście).

Ja nie dam rady wiecznie walczyć z wybuchami po prowokacji kiedy nie ma tej równowagi MY-INNE SPRAWY.

Karmie się tym, że są chwile cudowne, czuje wtedy, że jest wspaniała, widzę jak się stara dla mnie, że jest za mną, potrafimy śmiać się z tych samych dowcipów, żartować, te same poczucie humoru, podobne zainteresowania, ja interesuję wieloma rzeczami, więc znaleźliśmy wspólne tematy, głownie odpowiednie dla niej bo moje za bardzo są skomplikowane z racji zawodu, dlatego angażując się w to co wiem na ten temat mogłem pomóc w realizacji jakiś jej planów, o których kiedyś myślała i myślałem, że dam jej sporo i nic nas nie ruszy...

Ani ona ani ja nie byliśmy w żadnym małżeństwie, dzieci też nie posiadamy, dlatego jej mówiłem, mamy okazję jak inni mieć rodzinę, pożyć jak każdy bo usuwając te kłótnie z powody innych spraw i skupieniu się na nas możemy dużo osiągnąć bo tak nam udawało się załatwiając te sprawy - razem nie do pokonania.

Powiedźcie szczerze, jak naprawdę jest ze mną coś nie tak to chcę wiedzieć, co zmienić jeszcze, co robić z sobą, nie boje się krytyki bo idealny nikt nie jest.

Nie wiem czy mężczyźni lubią jak kobiety nimi rządzą bo potrafię być giętki w tych tematach, staram się by było bardziej wyśrodkowane, część spraw może mieć ona rację, a czasami mogę ja bo nie wszystko jeden człowiek może rozumieć, wiedzieć czy znać się. Dlatego myślę, że jak jest relacją dobra to da się pogodzić wiele spraw.
Mam nadzieje, że Twoja córka znalazła szczęście.

5

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Jakiś czas temu czytałem ciekawy artykuł... http://volantification.pl/2017/03/21/o- … h-mezczyzn   polecam.

6

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Marcin, przeczytałam Twoje posty i wydaje mi się, Ty chcesz a ona jest i bierze, nazwałabym to Ty: dawca, ona : Biorca, gdzie w tym wszystkim Ty ?
bardzo skupiłeś się na niej, jej potrzebach, jak się czuje, jak jej pomóc itd.
Kobieta rozwinięta emocjonalnie potrafi docenić mężczyznę, który ma kulturę, wspiera, jest kiedy go potrzebuje.

O co te kłótnie ? bo nie bardzo rozumiem ? A może potrzebujecie oboje szczerej rozmowy między sobą i wyjaśnienia czego
każde z Was oczekuje od Waszej realacji ?

Związek to nie "szarpanie" się udowadnianie, zatracanie, to spokój i radość choć również ciężka praca, ale obu stron nie tylko jednej (czyt. Twoja)

Sorki ale ja tak to widzę,

7

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

No to jestem mieszanką dwóch typów, czyli jednak coś ze mną nie tak, albo nie pasuję o tych czasów.

8

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Wszystko z Tobą w porządku, tylko trafiłeś na osobę, która nie potrafi Cię docenić, sama tkwiłam do niedawna w takim
związku jak Ty, i też powtarzałam sobie co ze mną nie tak ?? A mam 40 lat..

dopóki nie uświadomiłam sobie, że to nie ma sensu, mimo, że jeszcze "walczyłam" o coś czego już nie  było (z jego strony).

Aż w końcu powiedziałam dość! wykorzystywania, nie szanowania, olewania itd...

Dziś jestem sama i pomimo tego, że było cholernie trudno i kop w dooope mnie zabolał to dziś jetem
już inną kobietą i odzyskałam szacunek do siebie.

Nikt mi nie serwuje jazdy emocjonalnej, i wcale nie myślę, że ze mną jest coś nie tak - nie godzę się na bylejakość!!

Wiej póki czas zobaczysz  spotkasz właściwą kobietę, która doceni a nie będzie strzelać wiecznie fochy a Ty tracić zdrowie.

Uwierz nie warto,

9 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-04-17 22:06:30)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
MarcinESD napisał/a:

W tym związku zwracałem uwagę na to, że czegoś nie ma i co oczekuję już od samego początku, tłumaczyła to tym, że taka jest, że taki ma sposób bycia,a dla mnie to było dziwne bo jeżeli ktoś kogoś kocha to widzi co robi ta osoba dla niej i nie skupia się tylko na swoich sprawach co prowadzi do tego, że nie ma przez to spokoju i czasu na poszerzanie naszych relacji.  Są momenty, że czuję się niepotrzebny kiedy nie ma jakiejś akcji czy nie ma jakiś problemów, wtedy czuję, że nie muszę być bo po co - daje to do zrozumienia dość mocno - traktuję wtedy jak przyjaciela bo spotykała się kiedyś właśnie z takimi "kolegami", którzy mieli dobrze, nic nie oczekiwali, nie starali się, ale fajnie było i kolorowo tylko nie wychodziło jej z nimi... Mówiąc mi,że była sama jakiś czas nie uwzględniła, że spotykała się z kolegami wiadomo jak...więc nie była sama. Jak ktoś przebywał z facetem, który później wracał do żony to nie dziwie się, że dał jej taką swobodę i robiła co chciała nie ucząc się zobowiązań - bo gdzie?

Nie ważne ile zrobię, pomogę, wesprze, ile zduszę w sobie złości, wystarczy, że się nazbiera, wybuchnę i powiem swoje - to koniec.

Marcinie, wg mnie masz nierealny obraz związku.
Jeżeli wydaje się tobie, że w związku chodzi o to, żeby druga osoba dostosowywała się do twoich potrzeb i na odwrót, to mylisz się. Taki zwiążek nie ma szans na przetrwanie. Związek to wspólna podróż tą samą drogą, a nie ciągły kompromis, wyzbywanie się siebie, powstrzymywanie, hamowanie i oczekiwanie tego samego od drugiego. Generalnie podoba mi się postawa dziewczyny, która nie ukrywa tego kim jest, jaka jest, czego oczekuje i potrzebuje. Jest szczera i bezpośrednia. Za to twoje "udawanie" kogoś innego niż jesteś, przykrywanie prawdziwych emocji i przybieranie dobrej miny do złej gry zalatuje fałszem i oszustwem.
To, co tobie radzę, to być sobą. Nie udawaj kogoś innego niż jesteś, nie duś w sobie złości i przede wszystkim zrozum, dlaczego za wartość uznajesz rezygnowanie z siebie, duszenie w sobie złości i oczekiwanie, że druga osoba będzie ci za to wdzięczna.

10

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

O co te kłótnie - za bardzo nie chcę wchodzić w szczegóły, one są związane z tym, że kiedy miała na początku problem dość poważny, spełniła swoje jedno marzenie i te marzenie pożerało ją finansowo i wykańczało zdrowotnie. Pomagałem tak jak mogłem nie patrząc na siebie, zrezygnowałem też w tym czasie ze swojej przyszłości rezygnując z okazji lepszego bytu bo nie mogłem jej tak zostawić no i coś czuć zaczynałem. Przemyślałem to i zaryzykowałem bo uważałem w tamtym momencie, że warto bo radziła sobie w miarę, ale potrzebowała wsparcia bo długo by nie dała rady sama.

Kiedy minęło pół i już nie radziła sobie ze stresem, nie wspominając, że my na tym traciliśmy, wsparłem ją w decyzji, której celem było rezygnacja z tego marzenia, wiedząc, że jestem i będę wspierał odważyła się i było fajnie. Do czasu.

Przez miesiąc czy nawet dwa, już nie pamiętam bo się mieszało już wszystko, jeździliśmy tu i tam, załatwialiśmy i działaliśmy we dwoje pokazując innym jak to jest fajnie mieć kogoś z kim można tyle zdziałać - była pogoda, więc super. Mi odpowiadało, razem, to nas umocni jak wszystko inne, oczywiście spełnialiśmy jej pasję. No i zaczęły się schody, ja kto bywa jak się za daleko zajdzie pojawiają się większe problemy i poważniejsze, wystraszyła się, więc powiedziałem by przepisała na mnie, a ja sobie z tym poradzę i tak zrobiła, kamień z serca, a ja znowu szczęśliwy, że zaufała i że ma lżej, ale nerwy trwały kolejne miesiące, trzy z tego co pamiętam. Zrezygnowaliśmy z dalszych działań bo się przekonała, że to nie ma sensu, duże stres, ale spróbowała jak to jest i już więcej nie chcę.

Po tej rezygnacji za chwile kolejna afera, dosłownie po miesiącu, śledziła to co się dzieje z jej pierwszy marzeniem, z którego zrezygnowała, no i musieliśmy to sprawdzić bo nie mogła wytrzymać i nie odpuszczała. Zadziałaliśmy, sprawy miały się wyprostować i tak się działo, wolno, ale można było poczekać do lipca tego roku czy sierpnia by sprawdzić i jak coś zadziałać już konkretnie. Ale nie....

Od stycznia do tego aktualnego miesiąca (kwiecień) cały czas myślała o tym, cały czas nie dawało jej to spokoju, ze względu na te wszystkie akcję nasza sytuacja się pogorszyła nie tylko finansowo, ale też między nami, byłem już mocno zirytowany i nerwowy, nie chciałem już słuchać o tematach, które widzieliśmy, że się prostują. Niech się prostują, a my zajmiemy się sobą.

I stało się, mój może błąd, że nie chciałem słuchać już na ten temat, więc nasłuchała się ludzi, podbudowali ja, mówili, że jak zareaguję teraz inaczej niż planowaliśmy razem to całkiem ten etap pierwszego marzenia zamknie się na wieki. Zadziałała tak, że gdy pytałem czy jest ok i sobie radzi odpowiadała, że tak - do czasu jak zrobiło się dość poważnie i spanikowała, zdenerwowała się bo nie liczyła się z konsekwencjami. Dość, że za szybko zareagowała nie mając konkretnego planu to jeszcze nie było pewne czy to zadziała, a konsekwencje duże w razie niepowodzenia.

Oczekiwała ode mnie bym powiedział coś pozytywnego jak zawsze w takich sytuacjach, nie potrafiłem bo widziałem, że jest źle, jak mówiłem, to mówiła bym przestał bo już i tak jest zdenerwowana, więc pytałem - "chciałaś porozmawiać czy miałem Ci mówić coś pozytywnego jak tego tutaj nie widzę, a oszukiwać Ciebie nie będę bo nie wierzysz jak mówi się ogólnikowo, że będzie ok" i wybuchła z nerwów mówiąc, że ją nie wspieram, że inni jej pomagali w tej sprawie, a ja nie, że kim ja jestem, nikim, że zostawiłem ją w trudnej sytuacji itd. i wtedy wybuchłem, jak zwykle mówiąc i dając przykłady powiedziała, że wypomina jej...

Przecież jak daje mi do zrozumienia, że nie widzi to co robiłem i tak mnie ocenia to mówię jej jak było i jest. Nie moja wina, że za plecami coś działała i zmieniła plany i priorytety bo ktoś ją nakręcił. A jak wybuchłem to powiedziałem, że koniec z nami i kilka takich rzeczy, że żałuję tego, ale nie mogłem już ze złości wytrzymać.

W międzyczasie i w trakcie tych problemów były też drobiazgi, ale dało się to opanować, po prostu nie było nas przez ten czas, mimo, że starała się nadrobić w tym roku to nie rozumiała, że te wszystkie sytuację i ich ilość nie da się tak w kilka dni nadrobić bo w człowieku się już wypala coś i zaczyna nie mieć tego ognia.

Wiecie co... tak piszę i czytam to i widzę, że jestem żałosny. Matka jak mnie zobaczyła w święta to spytała - "znowu się meczysz?" - powiedziałem, że tak i machnęła ręką. Powiedziała, że jestem przystojny, stać mnie na więcej itd. ja to wiem, bo nie miałem problemów z poznawaniem kobiet, ale dalej nic nie chciałem bo nie było tego czegoś .

11 Ostatnio edytowany przez MarcinESD (2017-04-17 22:36:53)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

summerka88 , ja taki jestem, nie udaje nic, nie przykrywam nic, mówię wprost jak coś jest nie tak, ale też idę na kompromis, którego z drugiej strony nie widać  w sytuacjach kiedy powinien być. Ona właśnie udaję, że robi coś dla nas, a robi to tylko wtedy kiedy mocno naciskam i o tym mówię, ale związek chyba nie polega na tym by upominać się o wszystko bo każdy chcę czuć, że ta druga osoba zna nas, liczy się z nami i też chcę pielęgnować związek, a nie swoje interesy i plany. Dla mnie to jest własnie takie udawanie niezależnej, kochającej i myślącej, że jak się nudzi to chwilę pogra dobrą kobietę w związku i powie, że to dla nas.

summerka88, właśnie coś sobie uświadamiam, dziękuję Ci bardzo!!!!

12

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

W sumie wszystkim Wam dziękuję za rady i odpowiedzi!

13

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

A ja bym chciała gwiazdkę z nieba...
Tak to jest, że jak walisz głową w mur, a on nie puszcza, to chyba lepiej odpuścić, no nie? Albo łeb rozbity.
Moze zamiast się skręcać na pseudo "dziewczynie" skup się na sobie? Tego chłamu jest pół swiatu i nie warto się skręcać.

14

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Rozumiem, jestem tego świadomy, tylko mnie gubi uczucie bo jestem strasznym uczuciowcem i przez to też się angażuję chyba za mocno i za szybko.
W życiu myślę pozytywnie, tutaj też, dlatego widząc, że jest źle mam nadzieje na poprawę, a jak ona przychodzi, nawet chwilowa to się cieszę jak idiota nie widząc tak tego jak tutaj Wam piszę.

Przez to wszystko nie umiem odczytać za bardzo jak coś może się skończyć.

Dlaczego to nie może do mnie dotrzeć, szanuję się kiedy chodzi o obcych ludzi, ale jak już jestem za kimś to się gubię i robię z siebie jak widać sierotę życiową.

Dlatego piszę do Was bo mi może to pomoże jakoś określić sytuację, wytknie mi moje błędy, głupotę, podpowie mi coś na przyszłość.

Nie mam problemu z nawiązywaniem kontaktu z kobietami, czy to ładna czy nie, dla mnie to człowiek jak każdy inny, tak poznawałem aż się zakochałem...

15 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-04-18 16:34:13)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
MarcinESD napisał/a:

summerka88 , ja taki jestem, nie udaje nic, nie przykrywam nic, mówię wprost jak coś jest nie tak, ale też idę na kompromis, którego z drugiej strony nie widać  w sytuacjach kiedy powinien być. Ona właśnie udaję, że robi coś dla nas, a robi to tylko wtedy kiedy mocno naciskam i o tym mówię, ale związek chyba nie polega na tym by upominać się o wszystko bo każdy chcę czuć, że ta druga osoba zna nas, liczy się z nami i też chcę pielęgnować związek, a nie swoje interesy i plany. Dla mnie to jest własnie takie udawanie niezależnej, kochającej i myślącej, że jak się nudzi to chwilę pogra dobrą kobietę w związku i powie, że to dla nas.

summerka88, właśnie coś sobie uświadamiam, dziękuję Ci bardzo!!!!

Widzisz Marcin, twoja dziewczyna nawet nie udaje, bo łatwo zauważasz, że jej zachowania są przez ciebie na niej wymuszane i ona od czasu do czasu zwyczajnie się im poddaje, dla tzw. świętego spokoju lub na odczepnego. Problem nie leży w niej ale w tobie. Sam pisałeś, że to jest kolejny tego typu związek a to oznacza, że nie potrafisz wyciągać wniosków z wcześniejszych doświadczeń i wciąż wybierasz podobny "typ" dziewczyn, które nie traktują cię w sposób, którego pragniesz. Na świecie są miliardy kobiet, różnych kobiet i uwierz mi, że są wśród nich takie, które swoim zachowaniem nie powodowałyby sytuacji, w których ty musiałbyś zaciskać zęby, powstrzymywać emocje, znosić poniżające dla siebie wydarzenia. Ale takie ciebie nie zainteresują, bo dla ciebie naturalnym, znanym stanem jest to, że to ty się strasz bardziej, ty zabiegasz, ty jesteś pomijany i nie doceniany. Lepiej zastanów się nad sobą i swoimi wyborami, zamiast na nie narzekać wink

16

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
summerka88 napisał/a:
MarcinESD napisał/a:

summerka88 , ja taki jestem, nie udaje nic, nie przykrywam nic, mówię wprost jak coś jest nie tak, ale też idę na kompromis, którego z drugiej strony nie widać  w sytuacjach kiedy powinien być. Ona właśnie udaję, że robi coś dla nas, a robi to tylko wtedy kiedy mocno naciskam i o tym mówię, ale związek chyba nie polega na tym by upominać się o wszystko bo każdy chcę czuć, że ta druga osoba zna nas, liczy się z nami i też chcę pielęgnować związek, a nie swoje interesy i plany. Dla mnie to jest własnie takie udawanie niezależnej, kochającej i myślącej, że jak się nudzi to chwilę pogra dobrą kobietę w związku i powie, że to dla nas.

summerka88, właśnie coś sobie uświadamiam, dziękuję Ci bardzo!!!!

Widzisz Marcin, twoja dziewczyna nawet nie udaje, bo łatwo zauważasz, że jej zachowania są przez ciebie na niej wymuszane i ona od czasu do czasu zwyczajnie się im poddaje, dla tzw. świętego spokoju lub na odczepnego. Problem nie leży w niej ale w tobie. Sam pisałeś, że to jest kolejny tego typu związek a to oznacza, że nie potrafisz wyciągać wniosków z wcześniejszych doświadczeń i wciąż wybierasz podobny "typ" dziewczyn, które nie traktują cię w sposób, którego pragniesz. Na świecie są miliardy kobiet, różnych kobiet i uwierz mi, że są wśród nich takie, które swoim zachowaniem nie powodowałyby sytuacji, w których ty musiałbyś zaciskać zęby, powstrzymywać emocje, znosić poniżające dla siebie wydarzenia. Ale takie ciebie nie zainteresują, bo dla ciebie naturalnym, znanym stanem jest to, że to ty się strasz bardziej, ty zabiegasz, ty jesteś pomijany i nie doceniany. Lepiej zastanów się nad sobą i swoimi wyborami, zamiast na nie narzekać wink

Zgadzam się z Summerka88 w 100 % po tym co napisałeś, to faktycznie powielasz te same schematy, czyli te same błędy co w poprzednich związkach.
szkoda, że nie wyciągasz wniosków tylko ślepo brniesz w to samo bagienko.

To o czym piszesz nie ma nic wspólnego z miłością, to jedna wielka szarpanina.

Szkoda czasu na takie byle co...

17

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
MarcinESD napisał/a:

Witam,

przepraszam, że pisze na tym forum, ale chciałbym poznać zdanie drugiej strony bo już chyba straciłem sens i cel w życiu.

Mam 34 lata, jestem już w trzecim związku (a może już nie - przerwa), w którym oddaje się w 100% bo myślę, że będąc dobrym i wspierając kosztem siebie będzie to widziane i będzie odwzajemnione w ten sposób, że ta osoba będzie kochać i będzie jej zależało na mnie

Poprzednie dwa razy nie nauczyły cię, że to nie działa, więc próbujesz trzeci raz? "Tylko szaleniec oczekuje innych rezultatów robiąc to samo" czy jak to szło.
Poza tym, trochę to naiwne podejście, jak ja dam 100% to druga strona też musi dać 100%. (Ale twoje 100%, a nie jej). To chyba tak nie działa, bo każdy daje tyle, ile może i ile chce.

MarcinESD napisał/a:

Czy naprawdę tak trudno trafić na "tą" osobę? Przecież nigdy nikomu krzywdy nie zrobiłem, jestem wychowany z szacunkiem do kobiet, zawsze staje w obronie, nawet wystawiając się na sytuację, których konsekwencję były by dość bolesne byle mojej partnerce nic się nie stało, puszczam kobiety przodem, otwieram drzwi w samochodzie - piszę tak bo partnerka z którą jestem/byłem dziwiła się, że ma tak dobrze i nigdy tak nie miała bo inni tylko siedzieli, pachnieli i zauważyłem, że byli lepiej, szanowani i była o nich walka z wybaczaniem naprawdę ciężkich sytuacji, seks też miała kiepski bo to z czasem wychodziło jak ją obserwowałem - chcąc zaimponować starałem się uczyć i poznawać ją by było jak najlepiej i mi się to udawało, takiego potu na jej plecach nie da się oszukać itd.. ale nie o tym temat. A tutaj jest ktoś kto się stara, jest stanowczy kiedy trzeba, szanuje i jednocześnie by nie było niedomówień potrafię powiedzieć "nie", a to kończyło się awanturą. Kiedy jednak szedłem na rękę, a przez jej pomysł, plan powstawał problem to jest szukanie winy we mnie. Buntowałem się tylko kiedy widziałem, że może być źle i byłem tego pewny, a reszta to wolna ręka, co chciała to miała, czas, dystans, mnie, chwalenie się koleżankami jak ma dobrze itd. Oczywiście na początku nie rozumiałem dlaczego chcę mieć więcej czasu dla siebie, ale jak poznałem historię to zrozumiałem i nauczyłem się z czasem robić tak jak chcę, ale powoli przełamywałem tą jej blokadę i zaczęło się jej podobać być blisko mnie.

Czyli po pierwsze uważasz, że jesteś zajebisty, bo otwierasz drzwi i jesteś rycerzem (uważasz, że tego pragną wszystkie kobiety, z którymi byłeś). A po drugie, to ty masz dobre pomysły, a partnerka ma złe, ale idziesz łaskawie na rękę, ale i tak zawsze kończy się źle. No wow. Ładne masz o sobie mniemanie.


MarcinESD napisał/a:

Nie ważne ile zrobię, pomogę, wesprze, ile zduszę w sobie złości, wystarczy, że się nazbiera, wybuchnę i powiem swoje - to koniec.
Nic nie da tłumaczenie, że za dużo już czegoś, że ile można słuchać czy rozwiązywać problemy powstałem przez angaż w coś nie patrząc na drugą osobę i najgorsze jest to, że te problemy, plany, angaże były dla trzecich osób i nie związane z nami.

Czyli dusisz, dusisz, dusisz aż w końcu wybuchasz. A nie lepiej mówić od razu co cię złości? Ja też bym powiedziała "koniec" gdyby ktoś udawał miesiącami, że wszystko jest okej, a jak w końcu poziom złości sięgnął zenitu, to wygarnął wszystko, co myśli. Po co udajesz?

MarcinESD napisał/a:

Próbowałem tłumaczyć, ze coś ma przyczynę, że każdy ma jakieś granicę, ale wmawiane mi jest, że jestem nerwowy i muszę z tym coś robić. Oskarżenia typu "wypominasz mi" mnie po prostu osłabiają bo ja tylko bronie się mówiąc, że naprawdę dużo potrafię z siebie dać, że to wszystko robię bo kocham, że nie robił bym tego jak by mi nie zależało i dlaczego tego nie widzi? Dlaczego ciężko zrozumieć, że potrafię zdenerwować się bo zależy mi na związku, a nie ulepszaniu świata i walczenia z czymś co nas nie dotyczy, chcę się skupiać na związku i go budować, bo to jest na pierwszym miejscu, a nie inni.

No przecież dokładnie napisałeś, że tak robisz - to wypominanie nie jest bezpodstawnym oskarżeniem, bo sam mówisz, że dusisz złość (czyli dla osoby z boku wszystko jest okej), a potem nagle wypominasz coś, co było dawno temu. Zamiast to rozwiązać na bieżąco.
Zdenerwowanie się jest okej. Ale hamowanie złości z mylnie pojętej "miłości" już nie jest. Naprawdę uważasz, że miłość to "poświęcanie się"?

MarcinESD napisał/a:

Mimo tego wszystkiego co się robi pojawiają się teksty typu "jak Ci się nie podoba ze mną być to nie musisz" i stanowcze odsuwanie się ode mnie.

Nie wiem co robić, zależy mi bo uważam to za mały problem, osoba, z którą się spotykam/spotykałem nie miała czułych związków, głownie wykorzystywana i okłamywana przez facetów, rozmawialiśmy kiedyś o tym bo dziwiłem się dlaczego pojawiają się jakieś dziwne rzeczy w jej zachowaniu, chciałem znać prawdę by pomóc nam i przez to mogłem się starać i być lepszym dla niej. Trochę dzięki temu udało mi się zmienić i mogła poczuć jak to jest mieć kogoś w każdej sytuacji.

Czy aż tak przebywanie z takimi partnerami zmienia kobietę? Myślałem, że będzie inaczej, a tak docenia bardzo w słowach, w okazyjnych akcjach by mi pokazać, że robi to dla mnie, dla nas, kiedy ja widzę, że robi bo ma wolną chwilę, okazję, albo coś się dzieje. Nie pamiętam kiedy poszła na kompromis z jakimś naprawdę ważnym tematem, próbowała wykorzystywać coś co jej się znudziło lub miała przez to problemy i od tego odeszła mówiąc, że zrezygnowała dla nas...

Jestem tak głupim człowiekiem, że potrzebuję kochać i dawać, wtedy się cieszę z tego. Uwielbiam dzieci, one mnie akceptują i zawsze powiedzmy lgną do mnie, też pokazałem jaki mam stosunek do tego.

Ja się męczę będąc sam, robiłem sobie przerwy między związkami by dochodzić do siebie, by nie traktować przedmiotowo żadnej kobiety tylko mieć siłę i traktować wyjątkowo. Bez drugiej połówki nie mam celu w życiu, nie mam niczego, nie mam siebie, nie żyje tak jak bym chciał żyć.

Ooo, a tu drugie dno. "Nie mam celu w życiu". DAMN. Uciekam od takich ludzi, którzy chcą sobie z innego człowieka zrobić cel w życiu. Z prostego powodu - to jest nie do zniesienia. Jeśli złożysz na kimś tak wielkie brzemię, takie ogromne oczekiwania, taką odpowiedzialność, to ten ktoś prędzej czy później się załamie i ucieknie. I jeśli uważasz, że jesteś "połówką" to z żadną kobietą, która uważa siebie za całość, za pełną osobę, nie stworzysz dobrego związku, bo co to za konfiguracja 1,5 osoby...

MarcinESD napisał/a:

Tak na marginesie, uprawiam sport, staram nie myśleć, staram się nie przejmować, ale nie mogę bo dla mnie to bardzo ważne - rodzina u mnie jest na pierwszy miejscu, jestem rodzinny i o to zawsze będę walczył. Nie byłem żonaty, nie mam dzieci, a kiedyś bym chciał, bardzo...

Przepraszam za chaotyczny wpis, ale jestem świeżo po ciężkiej kłótni i już nie wyrabiam, mam naprawdę chore myśli związane ze sobą.


Podsumowując - ja zupełnie nie rozumiem twojego podejścia do związku. Z tego co widzę, uważasz, że w związku człowiek powinien starać się, starać się, walczyć, hamować emocje, wynosić drugą osobę na piedestał, dusić złość, udawać, że wszystko jest okej. A druga strona powinna to zauważyć i  z wdzięczności za to, że ty się poświęcasz, powinna robić dokładnie to samo.

Zamęczyłam się samą myślą, że związek musi być taki... ciężki, mozolny i do tego ma być CELEM w życiu.

18 Ostatnio edytowany przez Rock'n'Rolf (2017-04-19 01:36:28)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
Monoceros napisał/a:


Czyli po pierwsze uważasz, że jesteś zajebisty, bo otwierasz drzwi i jesteś rycerzem (uważasz, że tego pragną wszystkie kobiety, z którymi byłeś). A po drugie, to ty masz dobre pomysły, a partnerka ma złe, ale idziesz łaskawie na rękę, ale i tak zawsze kończy się źle. No wow. Ładne masz o sobie mniemanie.

.


Wiesz Monoceros....Akurat w dzisiejszych czasach, może dla niektórych kobiet (nie wiem czy sie do nich zaliczasz) bycie szarmanckim nie jest w modzie, ale tak....Marcin ma prawo czuć sie zajebisty, bo otwiera drzwi kobiecie i w jego mniemaniu jest rycerski. Zwłaszcza  w kontekście pomyj, które sie wylewa na tym forum na facetów nieczułych, narcystycznych, niedbających, pijących, bijących, zdradzających, kłamiących, chorobliwie zazdrosnych, onanizujących sie jawnie, albo potajemnie......ogólnie faceci to generalnie materiał odpadowy....więc tak......autor tego wątku w świetle tego jawi się całkiem OK. Tyle słowem dygresji:)

Do autora watku....widzisz....ja mam trochę podobnie z odczuwaniem satysfakcji kiedy pomagam - niekoniecznie żonie....piszę to z perspektywy gościa  szczęsliwego mniej więcej przez ostatnie 12 lat. Ja tez jestem próżny...., tak, prózny jak większość facetów, ....i podobnie jak Ty,  lubię dawac duzo od siebie. Uśmiech i zadowolenie kochanej osoby, krótko mówiąc robi mi dobrze. Swiadomośc, że jestem komus potrzebny jest wystarczającą nagrodą.  I tu Cię jestem w stanie rozumieć. Ale grzechem ciężkim jest oczekiwanie, że po pierwsze druga strona będzie równie przychylała Ci nieba jak Ty jej, tylko dlatego, że Ty jesteś dobry. Masz prawo oczekiwać wdzięczności, ale tylko wtedy kiedy w sposób jasny będziesz akcentował swoje potrzeby. Natomiast dramatycznym błedem jest wypominanie zaszłości i dawnych sytuacji. Partnerka wtedy bedzie dosłownie rzygać Twoją dobrocia, bo utrwala sie w jej glowie schemat....ok...teraz jest dla mnie taki uczynny, ale ciekawe kiedy o za ile mi to wypomni. Tak po prostu postepować nie można. Bo za tym parawanem uczynności według Twojej kobiety czai się bomba, która nie wiadomo kiedy wybuchnie. I wbrew pozorom sam przyznajesz miedzy słowami, że oczekując wzajemności przestajesz być bezinteresowny.  Nie wiem, czy Twoja dobroc i uczynność idzie w parze z zazdrością o kobietę....może czuje sie jak osaczona w złotej klatce. ma wszystko, czego zapragnie....poza własną wolą. Ale to oczywiście hipoteza. Piszesz, że masz 34 lata...razem mieszkasz ze swoją dziewczyną? Pytam....bo, kobieta czuje potrzebuje faceta w codziennych domowych czynnościach wymagających po prostu siły fizycznej. Jesli macie w tej chwili przerwę, to naucz sie po prostu asertywnie mówić "nie". Nie wiem ile twój związek trwa(ł), ale w przypadku kontaktu z jej strony sugeruję odrobinę wyczekania. Bo pewnie na prośbę o pomoc, rzuciłbys wszystko i pobiegł...z myslą, że "bedzie lepiej". Nie będzie. Daj dziewczynie ochłonąć i odetchnąć. I tak jak powiedzieli przedmówcy....nie duś w sobie frustracji tylko na bieżąco przerabiajcie to Co was gniecie. Albo wybaczaj w duchu i do tego nie wracaj.

Powodzenia:)

19

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Marcin, jest coś takiego co nazywa się hypergamia u kobiet.  Poczytaj na ten temat.  W skrócie, kobiety poszukują partnerów którzy są bardziej atrakcyjni niż one same.  Wiele czynników wpływa na atrakcyjność.  Paradoksalnie, kiedy mężczyzna bardzo stara się o związek z kobietą, pokazuje on jej że ona jest bardziej atrakcyjna niż on.  To kobiety męczy i odpycha.  Musisz dać kobiecie do zrozumienia, że będziesz z nią o ile ona będzie się zachowywać i że jesteś gotów w każdej chwili odejść aby znaleźć sobie nową partnerkę.  Ona nie jest jedną jedyną i wyjątkową.  Kobieta musi czuć zaszczyt bycia z tobą.  Również, kobieta nie może mieć nieograniczonego dostępu do twoich zasobów - twoich pieniędzy, twojego czasu, itd.  Ona musi ciebie szanować albo kończysz związek.  Musisz nauczyć się mówić "nie".  Tylko nie zrozum tego źle.  Nie chodzi o to żebyś był świnią wobec kobiet.  Powinieneś traktować je dobrze, ale absolutnie one nie mogą po tobie chodzić.  Wtedy będziesz miał szczęśliwy związek.

20

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Wiesz, Rock'n'Rolf, można być nieczułym narcystycznym, chorobliwie zazdrosnym człowiekiem i nadal otwierać przed kobietami drzwi, więc w sumie to niewiele o człowieku świadczy takie zachowanie. Wolę faceta, który będzie szanował swoje potrzeby i na przykład będzie siedział na siedzeniu w tramwaju, gdy jest zmęczony, zamiast rycersko podnosić się z miejsca dla każdej kobiety bez wyjątku (albo zawsze ustępował miejsca swojej kobiecie, niezależnie od tego, jak on się czuje i jak ona się czuje). Tak to widzę.

Ze wszystkim się zgadzam i chyba asertywność jest tu kluczem.

21 Ostatnio edytowany przez MarcinESD (2017-04-19 18:06:23)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

summerka88 - bycie z facetami, którzy nie szanowali, nie starali się, nie pokazali, że im w ogóle zależy nie zmienia kobiety i jej podejścia do faccetów? nie traktują wtedy przedmiotowo? Ciekawe. Sama powiedziała, że nie myślała nigdy o małżeństwie bo nie była pewna, zawsze miała problem z facetem, a teraz myśli o małżeństwie i się uczy bycia z kimś w sposób inny niż kiedyś. To są jej słowa. Nie nie robiła na odczep się, płakała mi, że nikt wcześniej nią się tak nie interesował i nie słuchał co mówi, a teraz ma z tym problem.

Tak, powielam schematy, bo może taki jestem, może to nie ta osoba. Trudno, tak jak ona może być sobą, tak ja nie będę na siłę robił coś co mi nie pasuję i też chce być sobą i mieć to co chcę.

Monoceros - czytaj ze zrozumieniem, podałem przykład drzwi i takich tam bo jej się to podobało i powiedziała, że tak zawsze chciała (a ja jestem tak wychowany i mi to nie sprawia problemu). Nigdy takiej kultury wcześniej nie widziała bo wszyscy partnerzy (trzech) posiadali ŻONY, tak trafiała... poznałem ich przypadkowo-bajkopisarze szukający naiwnych panienek by odreagowywać nerwy wyniesione z domu. Poznawała kogoś, facet opowiada bajki, kręci, daje wolną rękę, nie wymaga nic, ideał, naiwnie traktowała go fajnie, ale za często znikał w ważnych sprawach i to jej nie pasowało, każdego sprawdziła i koniec zabawy, powrót do znajomych i swojej pasji.

Duszę sam fakt, że słyszy co mówię, ale nie reaguję, aż w końcu wybucham i mówię koniec, wtedy myśli i widzi, że nie jestem NIMI, a innym człowiekiem.

Cel w życiu u mnie to rodzina, a nie  bycie z kimś kto żyje swoim życiem bez zobowiązań i odpowiedzialności. Nie czuje partnerstwa kiedy wszystko jest ważniejsze niż MY. Z zachowania czysta panienka do towarzystwa (nie mylić z panienką wiadomo jaką) z wyuczonym życiem bez zobowiązań z ludźmi takimi jak pisałem wyżej - mam wiele taki przykładów z jej udziałem.

Ona rzygać nie będzie moją dobrocią bo chce tak, tylko ma już frustrację, że jej przyzwyczajenia tak powodują u nas dystans, a chcę być ze mną. Z powodu charakteru nie przyznaje się od razu do błędu tylko przekręca fakty, a jak widzi, że chce odejść to zaczyna się zmieniać. Męczy mnie te wahadło.

KaktusTX - jestem atrakcyjniejszy niż ona i chyba przez to ma lekki problem jak jesteśmy wśród znajomych bo moje i jej koleżanki zagadują mnie intensywnie itd. wtedy kurczowo się mnie trzyma, łapie za rękę i wtula nie odpuszczając na krok. No i chwalenie się co ja nie zrobiłem.

Mówię jej "nie" i to dość często, ale nie mogę przecież od razu kończyć znajomość, mówię "nie" i idę, wtedy chyba zaczyna myśleć bo jest inaczej. Męczy ta walka.

To jest sprawa skomplikowana, czytałem swoje wcześniejsze wpisy pisane pod emocjami, nie jestem miękki, mam swoją dumę i charakter, widziała to nie raz, ale też mam serce i jestem inaczej wychowany, daje szansę, próbuję i nie poddaje się, nie potrafię być aż tak stanowczy bo jestem do życia pozytywnie nastawiony.

22

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Monoceros - Preferujesz widocznie takich z piwkiem na kanapie, którzy co jakiś czas byś poczuła kto jest panem to porządnie klepnie w policzek - albo złapie za włosy i wiadomo, bo jeżeli facet potrafi być aż tak zmęczony, że nie może wstać i ustąpić kobiecie to nie facet, a słaby chłopiec, który dość, że nie ma kultury to ma jeszcze pewnie nerwy, które odreagowuje na najbliższych - bo ma akurat taką potrzebę wyładowania się smile

Lepiej się bój bo jak by był zmęczony w momencie kiedy groziło by Ci coś to pewnie by nie dał rady tyłek podnieść, albo by był zajęty, a jeszcze jak by miał się szarpać z kimś? Przecież rycerzem swojej kobiety nie jest smile

23

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
MarcinESD napisał/a:

summerka88 - bycie z facetami, którzy nie szanowali, nie starali się, nie pokazali, że im w ogóle zależy nie zmienia kobiety i jej podejścia do faccetów? nie traktują wtedy przedmiotowo? Ciekawe. Sama powiedziała, że nie myślała nigdy o małżeństwie bo nie była pewna, zawsze miała problem z facetem, a teraz myśli o małżeństwie i się uczy bycia z kimś w sposób inny niż kiedyś. To są jej słowa. Nie nie robiła na odczep się, płakała mi, że nikt wcześniej nią się tak nie interesował i nie słuchał co mówi, a teraz ma z tym problem.

Tak, powielam schematy, bo może taki jestem, może to nie ta osoba. Trudno, tak jak ona może być sobą, tak ja nie będę na siłę robił coś co mi nie pasuję i też chce być sobą i mieć to co chcę.

Marcin, czasami doświadczenia ludzi zmieniają, a czasami nie. To indywidualne, zależy od tego, czy dana osoba potrafi spojrzeć na siebie z innej perspektywy, dopuścić do siebie bolesna prawdę i zmienić sposób myślenia. Możesz na swoim przykładzie zobaczyć, jak to działa. Mimo porażek, wciąż wybierasz podobne kobiety. Może po prostu tak ci lepiej. Przy kobiecie, dla której jesteś opcją zapasową, bo faceci, którzy są dla niej warci jej uczuć tylko jej używali, nigdy nie będziesz czuł bliskości i spełnienia. Może o to ci nieświadomie chodzi, bo tak jest boleśnie, ale znajomo i bezpiecznie.

24

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
MarcinESD napisał/a:

Monoceros - Preferujesz widocznie takich z piwkiem na kanapie, którzy co jakiś czas byś poczuła kto jest panem to porządnie klepnie w policzek - albo złapie za włosy i wiadomo, bo jeżeli facet potrafi być aż tak zmęczony, że nie może wstać i ustąpić kobiecie to nie facet, a słaby chłopiec, który dość, że nie ma kultury to ma jeszcze pewnie nerwy, które odreagowuje na najbliższych - bo ma akurat taką potrzebę wyładowania się smile

Lepiej się bój bo jak by był zmęczony w momencie kiedy groziło by Ci coś to pewnie by nie dał rady tyłek podnieść, albo by był zajęty, a jeszcze jak by miał się szarpać z kimś? Przecież rycerzem swojej kobiety nie jest smile

Aż mi ciebie żal, bo uważasz, że mężczyzna nie ma prawa do potrzeb ani do emocji ani do słabości. Smutne. Ale co zrobić, skutek wychowywania chłopców w duchu "mężczyzna nie płacze", "mężczyzna nie okazuje emocji", "mężczyzna musi być zawsze silny" (i że kobiety są takie słabiutkie, no przecież nie dadzą rady wystać w tramwaju). To co napisałeś tylko potwierdza pierwotną moją teorię, że nie dbasz o siebie i masz w nosie własne potrzeby, bo tak cię wychowano. Nauczono cię, że kobiety się adoruje i wyręcza i dba się o nie swoim kosztem, bez względu na swoje potrzeby. I teraz tak żyjesz.

I nie zgadłeś, kogo preferuję, niestety. Wolę mężczyznę, który jak będzie zmęczony, to będzie sobie siedział na tym miejscu w tramwaju, jak zobaczy staruszkę, która się trzęsie, to z ludzkiej przyzwoitości jej ustąpi miejsca (tak jak normalny człowiek), a jak zobaczy zdrową kobietę, to będzie sobie dalej siedział, BO MA PRAWO. A jeśli będzie zmęczony i któraś kobieta go poprosi o ustąpienie miejsca, jak kultura jej nakazuje - grzecznie i spokojnie, to on odda jej to miejsce, jeśli będzie chciał.
To, że ktoś korzysta z przysługujących mu praw i nie musi obnosić się ze swoją siłą, tak jak to proponujesz, oznacza, że po prostu zna siebie, swoją siłę i swoje potrzeby i potrafi o nie zadbać. Natomiast wygląda na to, że panicznie boisz się, że ktoś cię uzna za słabego, skoro dla ciebie korzystanie z miejsca w tramwaju to zbyt wielki przejaw słabości.

I spokojnie, jakby mi coś groziło, to poradę sobie, nie jestem księżniczką, co będzie czekać na rycerza na białym koniu.

25 Ostatnio edytowany przez MarcinESD (2017-04-19 23:11:02)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Monoceros - spokojnie, nie było to poważnie, trochę dystansu. Masz pewnie rację w niektórych aspektach dotyczące mojej osoby, ciesze się, że jest też krytyka, a nie tylko słodzenie. Masz piękny opis  "Nie proś o miłość. O prawdziwą nie musisz. O fałszywą nie warto."

summerka88 - nie mogę się nie zgodzić z Tobą, to samo widzę i widziałem, ale nie potrafię tego zmienić w sobie, a chcę i próbowałem. Nie rozumiem jak to działa. Dlaczego człowiek, za którym tak szalała, okłamywał ją, bajki opowiadał, nie był ogierem, zachowanie jak by był homoseksualny (znam go osobiście) - podobny do takich jakich nie preferuję Monoceros, a i tak jak dowiedziała się o tym, że była dodatkiem to i tak po czasie wybaczyła i chciała się z nim zejść, spotkali się, sprawdziła go, a ten już ma inną i zrezygnowała. Jak to działa? Nie miała kolorowo, jak była z nim to musiała chodzić do specjalisty z powodu nerwicy przez niego. Lubi niedostępnych? A tak mówi, że chcę spokoju i kogoś kto jest z nią, a jak to ma to jest źle? To jak tworzyć z nią rodzinę jak woli takich, których nie ma w domu?

Tu nie chodzi o to chyba, że facet jest twardy czy miękki to chyba jest gdzieś zapisane. Brzydki  nie jestem, umiem rozmawiać z dziewczynami, umówić się, poderwać, ale gdzieś robię błąd - nie jest chyba możliwe, że nie mogę tyle czasu trafić na "tą" osobę.

Miałem kiedyś bardzo dobry związek, dziewczyna idealna, sporo czułości, oddana, śliczna, mój typ, zakochani byliśmy w sobie 3 lata, ale rozbiła nas jej rodzina, nie dała nam czasu na pójście "na swoje", im dalej byliśmy z naszym związkiem i planami tym bardziej oni atakowali aż oboje nie wytrzymaliśmy i nie zdążyliśmy nas uratować. Jej rodzina była rozbita, rodzice ze sobą byli dla niej, ale nie kochali się, spali w osobnych pokojach, ona chciała mieć prawdziwą rodzinę, a widząc moje podejście i moją rodzinę była szczęśliwa, że mnie poznała.
Czy to wpłynęło aż tak na mnie? Aż tak mogło zmienić to, że angażuję się w nie te osoby?

26 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-04-19 23:40:01)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
MarcinESD napisał/a:

Tak, powielam schematy, bo może taki jestem, może to nie ta osoba. Trudno, tak jak ona może być sobą, tak ja nie będę na siłę robił coś co mi nie pasuję i też chce być sobą i mieć to co chcę.

 

Moim zdaniem świadomie i z premedytacją wybierasz sobie kobiety "problematyczne" - czy to niedojrzałe emocjonalnie czy po przejściach. Oczywiście nie ma w tym nic złego... do momentu gdy wybieramy te osoby, aby podwyższyć swoje mniemanie o sobie oraz zawsze (w swoim mniemaniu) być osobą decydującą/lepiej wiedzącą. Jesteś osobą dość despotyczną jeśli chodzi o poglądy i zapewne kompromisy muszą dużo kosztować partnerki - zatem mamy to twoje wypominanie, które ty traktujesz jako "udowadnianie" swojej dobroci, aby przypadkiem przez pomyłkę ktoś zapomniał o twoim poświęceniu.
Odpowiedz sobie tak szczerze:
W jakim celu poświęcasz się dla innych (w tym wypadku dla kobiet)? Nie ma tutaj drugiego dna? Jakim cudem występują kompromisy jeśli twierdzisz, że ty musisz mieć to co chcesz? Dlaczego demonizujesz czyjeś odmienne postrzeganie kwestii rodziny, niż twoja - to że ty masz już niestety 34 lata (tutaj moim zdaniem wychodzi twoja wybuchowość, zegar tyka a na horyzoncie same kobiety co są po przejściach i nie w głowie im coś poważnego)? Osobiście sama na ich miejscu dokładnie badałabym każdego mężczyznę.

Abyś mnie źle nie zrozumiał - na pewno masz wiele dobrych cech. Jednakże despotyczność w poglądach oraz umniejszanie innym poprzez dobrowolne poświęcenie w zamian za coś... trudno z takim człowiekiem współtworzyć związek oparty na partnerstwie. Za dużo presji, za dużo nacisków, za dużo interpretacji każdego zachowania kogoś takiego (bo jest coś za coś). Granice trzeba stawiać, ale nie z x podpunktami do każdego z nich. Szukasz uległych partnerek, które będą w stanie zaakceptować w pełni twoje poglądy i odczuwalnie dla ciebie odwdzięczać się za twoją dobroć (jak to nazwałeś).
Podsumowując problem nie leży w samych kobietach, ale w tobie, bo to są twoje wybory. Ty chcesz być takim rycerzem na białym koniu, ale nie za darmo. W zamian trzeba łechtać twoje ego, a dziewczyny bardziej nastawione na własne szczęście. Zdecydowanie twoim typem jest księżniczka z dobrego domu - niestety praktycznie na wyginięciu.
Masz bardzo dużo do przeanalizowania i polecam zamiast koncentrować się na ich zachowaniu (dokładnie byłej) dokonać rozłożenia na czynniki pierwsze swoich słabości. Kto jak kto, ale szczerość najbliższej rodziny jest wskazana. Wiesz ilu ciekawych rzeczy na swój temat można się dowiedzieć?

MarcinESD napisał/a:

Miałem kiedyś bardzo dobry związek, dziewczyna idealna, sporo czułości, oddana, śliczna, mój typ, zakochani byliśmy w sobie 3 lata, ale rozbiła nas jej rodzina, nie dała nam czasu na pójście "na swoje", im dalej byliśmy z naszym związkiem i planami tym bardziej oni atakowali aż oboje nie wytrzymaliśmy i nie zdążyliśmy nas uratować. Jej rodzina była rozbita, rodzice ze sobą byli dla niej, ale nie kochali się, spali w osobnych pokojach, ona chciała mieć prawdziwą rodzinę, a widząc moje podejście i moją rodzinę była szczęśliwa, że mnie poznała.
Czy to wpłynęło aż tak na mnie? Aż tak mogło zmienić to, że angażuję się w nie te osoby?

Dziwne tłumaczenie było idealnie, ona była za mną, ale rodzina niby zdołała zniszczyć ten związek. Idealizacja dziewczyny i to w jakim stopniu wink. Powiedz sobie to szczerze i przestań ukazywać swoje życie w różowych okularach. Ona dobrowolnie wybrała odejście od ciebie. Przeanalizowała sytuację, podsumowała plusy i minusy obierając taką, a nie inną drogę. Ty masz identyczny problem jak moja siostra - jak coś nie idzie po myśli to zaczynasz się denerwować/unosić i odczuwasz "porażkę"? Życie to mnóstwo nieoczekiwanych sytuacji, które mogą powalić na ziemię.

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

 śmieszne to trochę. Widzę że kolega zakłada kolejne maski, nie jest sobą co jak widzę co pewien czas zapewne w mniej lub bardziej wyrafinowany sposób się wylewa a później wypomina i się tłumaczy. Rozpaczliwie szukasz kogoś naginając się do granic możliwości- to się nie uda. Szukaj ale z głową i nie na siłę. Czasami lepiej być samemu. Poznać swoje wnętrze i siebie to powinien być twój cel. Zrozumiesz siebie to będzie Ci łatwiej. Szukasz rozpaczliwie rodziny….pytanie dlaczego? 34 lata to jeszcze nie tak dużo poznawaj ludzi, świat, książki, filmy, a co najważniejsze siebie. Nie panikuj przed tobą kawał życia.

28

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Nie, to bez sensu, wszystko nie tak, tłumaczę o co mi chodzi, daje Wam przykłady - pisałem dlaczego to nie wypominanie - jak kobieta mi mówi w kłótni i złości, że nic nie robię, nie wspieram po tym jak zrobi aferę gdzieś za moimi plecami i później mówi, że nie wsparłem ją (bo nie wiedziałem o tym) i mówi to poważnie, podnosi mi ciśnienie to jak każdy człowiek będę się bronił i mówił jej, że tu stałem za nią i tu skoro tego nie widzi, więc kiedy ją tak naprawdę zostawiłem i jest cisza. Tylko tyle. A Wy już piszecie tak jak bym wypominał wszystko i każdy mój dobry uczynek czy angaż.

Żadna z dziewczyn wcześniej nie odeszła ode mnie, ja to zrobiłem dla dobra siebie i nas. Po prostu już miałem dość i widziałem, że się też męczą.

Leśny_owoc, nie jestem jak Twoja siostra, wiem, że są konsekwencję i wiem, że nie wszystko może się udać, z tym właśnie się nie liczy ta z którą mam teraz problem - planuję, nie liczy się z konsekwencjami i jak pojawia się problem to złość i wybuchy, atak na mnie, a ja sprzątam ten jej bałagan. To pisałem na początku.

A tak z dobrych wieści - coś we mnie pękło po kilku dniach, chyba za bardzo już jest tej szarpaniny i czytając tu na forum widzę, że miesza się to wszystko i nie mogę Wam dokładnie wytłumaczyć jak jest - książkę musiał bym napisać.

Nie zwracam już uwagi na wiele rzeczy i jestem obojętny bardziej na różne sytuację, kiedy próbuję kombinować i chcę mnie sprowokować to ja na spokojnie mówię co myślę i kiedy szuka w tym awantury by odreagować to ja tylko mówię, że powiedziałem swoje zdanie i nic złego w tym nie ma. Zauważyła, że już coś jest nie tak.

Jeszcze kilka dni i sytuacja będzie klarowna, czuję, że jeszcze w tym tygodniu się wszystko zmieni, a raczej od niedzieli.

29 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-04-20 09:49:27)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
MarcinESD napisał/a:

summerka88 - nie mogę się nie zgodzić z Tobą, to samo widzę i widziałem, ale nie potrafię tego zmienić w sobie, a chcę i próbowałem. Nie rozumiem jak to działa. Dlaczego człowiek, za którym tak szalała, okłamywał ją, bajki opowiadał, nie był ogierem, zachowanie jak by był homoseksualny (znam go osobiście) - podobny do takich jakich nie preferuję Monoceros, a i tak jak dowiedziała się o tym, że była dodatkiem to i tak po czasie wybaczyła i chciała się z nim zejść, spotkali się, sprawdziła go, a ten już ma inną i zrezygnowała. Jak to działa? Nie miała kolorowo, jak była z nim to musiała chodzić do specjalisty z powodu nerwicy przez niego. Lubi niedostępnych? A tak mówi, że chcę spokoju i kogoś kto jest z nią, a jak to ma to jest źle? To jak tworzyć z nią rodzinę jak woli takich, których nie ma w domu?

Czyli nie potrafisz zmienić siebie, a uważasz, że możesz wymagać zmian od swojej kobiety, która ma do ciebie swobodny stosunek? Ona tak samo jak ty lubi "trudnych" partnerów. Może tylko tacy budzą w niej jakiekolwiek emocj i ona ma podobnie do ciebie: mimo że związki z "trudnymi" partnerami ją męczą i sprawiają ból, to jednak są to emocje znane i przewidywalne, przez co podświadomie pożądane.


MarcinESD napisał/a:

Tu nie chodzi o to chyba, że facet jest twardy czy miękki to chyba jest gdzieś zapisane. Brzydki  nie jestem, umiem rozmawiać z dziewczynami, umówić się, poderwać, ale gdzieś robię błąd - nie jest chyba możliwe, że nie mogę tyle czasu trafić na "tą" osobę.

Miałem kiedyś bardzo dobry związek, dziewczyna idealna, sporo czułości, oddana, śliczna, mój typ, zakochani byliśmy w sobie 3 lata, ale rozbiła nas jej rodzina, nie dała nam czasu na pójście "na swoje", im dalej byliśmy z naszym związkiem i planami tym bardziej oni atakowali aż oboje nie wytrzymaliśmy i nie zdążyliśmy nas uratować. Jej rodzina była rozbita, rodzice ze sobą byli dla niej, ale nie kochali się, spali w osobnych pokojach, ona chciała mieć prawdziwą rodzinę, a widząc moje podejście i moją rodzinę była szczęśliwa, że mnie poznała.
Czy to wpłynęło aż tak na mnie? Aż tak mogło zmienić to, że angażuję się w nie te osoby?

Gdyby wasz związek był naprawdę dobry, to by się nie rozpadł z powodu osób z zewnątrz. Wyidealizowałeś sobie tamtą relację. Rozumiem, źe chcesz wierzyć w to, że 3letni związek musi coś znaczyć, ale uwierz mi, że wcale nie musi. Ludzie bardzo często są z sobą, bo wypada kogoś mieć i potem najmniejsze problemy pokazują, jak bardzo słaba jest więź między partnerami i jak łatwo komuś z zewnątrz doprowadzić do jego zakończenia.

Marcin, myślę, że nigdy nie byłeś w związku, w którym mógłbyś być po prostu sobą. Czy uważasz, że jak nie będziesz się starał, to druga osoba nie będzie ciebie akceptowała? Uważasz, że tylko powstrzymywanie emocji, odgrywanie roli, udawanie kogoś innego, staranie się może spowodować, że będziesz dostrzeżony i doceniony? To by wyjaśniało, dlaczego tak bardzo boli cię, że mimo twoich starań, nie jesteś doceniany. Nie łatwiej byłoby zmaleźć sobie kobietę, dla której taki, jaki jesteś, bez napinania się i ciągłych starań byłbyś kimś ważnym i wyjątkowym? Pytania w sumie dla mnie są retoryczne, bo sam sobie powinieneś na nie odpowiedzieć.

30

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Paradoks polega na tym, że Autor twierdzi , że jeśli "tyle z siebie daje" to gwarancją jest że otrzyma tyle samo od drugiej osoby, ano niestety nic  nie jest pewne, według Ciebie Ty w tą relację dużo wnosisz i co ? dooopa ;(

Przestań się napinać i "tworzyć" doskonały związek, 'bo ja tak' , 'bo ja to'  'bo ja tamto',

Czasem odnoszę wrażenie, że masz 'syndrom starej panny' bo 34 lata, bo znów nie wyszło  bo sam, rodzina, dzieci bleblablo..

Masz dopiero !  34 lata i całe życie przed sobą  przestań analizować  zajmij się sobą, wyciągnij wnioski i tyle.

Popracuj nad tym żeby nie powielać tych samych błędów w kolejnym związku.

Mnie by nie chciało się tak szarpać tym bardziej, że sam czujesz że to nie to i nie czujesz się szczęśliwy - Ty zrobisz jak uważasz.

31 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-04-20 13:45:56)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Nie to ty stworzyłeś obraz samego siebie, który interpretujesz tak jak ty sobie tego życzysz. Tak nie ma. Dalej pomimo tego co napisałeś zdania nie zmieniłam, jesteś niezłym manipulatorem. Tylko pytanie świadomym, czy nieświadomym? Robisz z siebie białego rycerza i jak dziewczyna nie okazuje ci, jaki jesteś super to zaczynasz się irytować. Masz dość ciężki charakter pod tym względem, bo nie wiadomo kiedy wypomnisz okazaną pomoc. Trochę jak to się działo zza PRL-u? Niby pomoc, ale zawsze coś za coś, bądź ręka rękę myje?
Wybierasz takie co najczęściej będą ulegały i chętnie przez doświadczenia będą przyjmować "bezinteresowną" pomoc. Oczywiście nie chcesz, aby odwdzięczały się w ostentacyjny sposób, ale naturalnie. Wiem, że moje słowa będą ciężko przechodzić do świadomości. Mając tego typu podejście nie stworzysz z żadną kobietą relacji której oczekujesz, bo to nierealne. Koncentrujesz się nie na tym kim ty jesteś w związku, ale czy ktoś na każdym kroku spełnia twoje oczekiwania. Ta "naturalna dobroć" to niezła maska w celu tuszowania prawdziwych intencji. Jak będą się stawiać to wywołać wyrzuty sumienia, bo przecież tyle dla nich robisz.
Nie na tym polega związek, nie na tym polega miłość. Trochę jak bluszcz, oplątać się i gdy poczują "trzeba wiać" uderzać w sumienie. Tyle pomogłem, tyle zrobiłem, poświęcałem się ty niewdzięczna! Nikt w związku nie chce czuć się gorszy, tłamszony, a ty nieświadomie to wywołujesz przez swoje zachowanie. Masz tendencję do wtrącania swoich trzech groszy do wyborów innych?
Oczywiście wiem, że za mocno odbierasz krytykę i masz na tym punkcie poważne problemy. Jednak może terapia szokowa coś pomoże? Dopóki nie zmienisz siebie to "ta" będzie udawała, że ciebie nie widzi dla własnego bezpieczeństwa. Ja generalnie nie poszukiwałam nikogo i jestem zwolenniczką przeznaczenia (co w moim przypadku działało bezbłędnie). Wiesz na co najbardziej zwracałam uwagę przy wyborze partnera? Nie na to jakie ma wspaniałe cechy, ale czy nie ma wad które doprowadzałyby mnie do szału - te dziewczyny szukały zalet.

32 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-04-20 14:32:50)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
MyLife77 napisał/a:

Paradoks polega na tym, że Autor twierdzi , że jeśli "tyle z siebie daje" to gwarancją jest że otrzyma tyle samo od drugiej osoby, ano niestety nic  nie jest pewne, według Ciebie Ty w tą relację dużo wnosisz i co ? dooopa ;(

Powyższe nasunęło mi jeszcze jedną myśl.
Są wśród nas osoby, które "prześladuje" stałe rozczarowanie ludźmi. Ludzie ich zawodzą. Dzieje się tak, gdy w pierwszej znaczącej relacji (najczęściej z rodzicem) dana osoba nie otrzymała w dzieciństwie wystarczającej troski, czasami był to emocjonalny chłód, zniecierpliwienie wymagającym opieki dzieckiem a czasami dziecko było wręcz zaniedbywane Taka relacja staje się prototypem późniejszych relacji w dorosłym życiu. Jako dorosły albo wycofuje się z relacji, gdy robi się zbyt bliska, albo wybiera na partnera kogoś, kto jest nieczuły i głuchy na jego potrzeby. W ten sposób związek z drugą osobą zawsze kończy się ubogo emocjonalnie.
Może być nawet tak, że Marcin sam sabotuje relację, bo np. stał się nadwrażliwy na wszelkie sygnały zaniedbania, wyolbrzymia je. Może też oczekiwać, że jego dziewczyna będzie czytała w jego myślach i domyślała się czego oczekuje, a gdy to nie wychodzi ma pretensje, że się nie domyśla, nie odwdzięcza.

33

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.
summerka88 napisał/a:
MyLife77 napisał/a:

Paradoks polega na tym, że Autor twierdzi , że jeśli "tyle z siebie daje" to gwarancją jest że otrzyma tyle samo od drugiej osoby, ano niestety nic  nie jest pewne, według Ciebie Ty w tą relację dużo wnosisz i co ? dooopa ;(

Powyższe nasunęło mi jeszcze jedną myśl.
Są wśród nas osoby, które "prześladuje" stałe rozczarowanie ludźmi. Ludzie ich zawodzą. Dzieje się tak, gdy w pierwszej znaczącej relacji (najczęściej z rodzicem) dana osoba nie otrzymała w dzieciństwie wystarczającej troski, czasami był to emocjonalny chłód, zniecierpliwienie wymagającym opieki dzieckiem a czasami dziecko było wręcz zaniedbywane Taka relacja staje się prototypem późniejszych relacji w dorosłym życiu. Jako dorosły albo wycofuje się z relacji, gdy robi się zbyt bliska, albo wybiera na partnera kogoś, kto jest nieczuły i głuchy na jego potrzeby. W ten sposób związek z drugą osobą zawsze kończy się ubogo emocjonalnie.
Może być nawet tak, że Marcin sam sabotuje relację, bo np. stał się nadwrażliwy na wszelkie sygnały zaniedbania, wyolbrzymia je. Może też oczekiwać, że jego dziewczyna będzie czytała w jego myślach i domyślała się czego oczekuje, a gdy to nie wychodzi ma pretensje, że się nie domyśla, nie odwdzięcza.

Zgadzam się , ja sama pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny (DDA) i teraz w swoim dorosłym życiu widzę swoje pewne zachowania, które mają wpływ na stworzenie zdrowego emocjonalnie związku wymaga to ogromnej pracy i świadomości obojga partnerów.

Rozwijamy się i jesteśmy kształtowani w rodzinie. Doświadczenia z niej wyniesione – dobre lub złe – wywierają niezatarty wpływ na nasze życie. By zrozumieć drugiego człowieka, odwołujemy się do jego historii rodzinnej.

Nasze doświadczenia z dzieciństwa świadomie i nieświadomie przenosimy na nasze późniejsze relacje w związku.

Autorze, pomyśl o tym i przeanalizuj to naprawdę ważne + własna intuicja, której nic i nikt nie zastąpi,

Pozdrawiam,

34

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Macie w zupełności wszyscy rację co do mnie. Mną opiekowała się zawsze matka, ojciec ciągle pracował, mało był w domu, a jak był to awantury, że musiałem jako najstarszy z rodzeństwa  uspokajać rodziców - zawsze chciałem być kochany, zauważony.
Myślałem, że jak dorosnę i będzie mi się powodziło to będę miał to co chce, ale nie miałem, dopiero jak poznałem tą pierwszą dziewczynę to poczułem, że to wszystko mam. Po prostu bez niczego, oboje razem zgrani i dla siebie.

Straciłem b.dobry związek, a mogłem to ciągnąc dalej, ale poddałem się, była możliwość uratowania całej sytuacji, po prostu wyrzuciłem to z głowy. Nie byłem wcześniej taki jak teraz, nie musiałem prosić o miłość, zainteresowanie, troskę, nie musiałem się starać bo robiłem swoje i było to odwzajemnione, nie musiałem nic udowadniać czy wypominać, po prostu po tym jak straciłem to co miałem w kimś co zawsze chciałem mieć musiałem się zmienić, szukałem tego w innych, ale nie znajdowałem, stałem się egoistyczny, podchodzę niby tak oddanie, a tak naprawdę robiąc to co wcześniej oczekuję tego samego efektu jaki był kiedyś. Po prostu jest ze mną problem i to wiem, zawracam głowę ludziom, pakuję się w związki nie będąc szczery bo nie mówię czego oczekuję zanim głębiej się zaangażujemy tylko stawiam na swoim, wykłócam się i starając się, czasami też na siłę myślę, że będzie to co było kiedyś, a przy tym marnuję czas nie tylko partnerce, ale też sobie.

I nie usprawiedliwiam się, to ja popełniłem błędy, to ja doprowadziłem do tego jak jest, nikt inny nie jest odpowiedzialny za to co ja zrobię czy pomyślę.

Nie wiem czy w tym wieku jest możliwość naprawienia siebie, czy jest w ogóle sens skoro tyle prób kończyło się bólem nie tylko dla drugiej osoby,ale też i dla mnie, a frustracja jak rosła tak rośnie łącznie z wymaganiami bo za każdym razem chce nadrobić straty i czas. Przegrałem tą rundę, może następnym razem nie popełnię takiego życiowego błędu.

Chciałem napisać, że przemyślę wszystko, że spróbuję się zmienić, zastanowić nad sobą i takie tam, a doskonale wiem, ze robiłem tak już kilka razy i nic się nie zmienia bo za głęboko to wszystko siedzi we mnie. Chciałem siebie oszukać i Was przy tym.

Nie wiem co mama napisać więcej - z mojej strony chyba temat zamykam.
Dziękuje Wam za pozytywne i negatywne wnioski i opinię, za udział w dyskusji, nie sądziłem, że aż taki będzie odzew.

35 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2017-04-24 01:24:25)

Odp: Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Nie zawracasz nikomu głowy szukając odpowiedzi. Tylko, że ty ją znając nie chcesz zmienić swojego podejścia, bo ci tak wygodniej. Boisz się odwzorowania związku swoich rodziców dlatego wręcz wymagasz odwzajemniania uczuć. Jest coś za coś. Na początku dziewczyny odczuwają twoją miłość. Zapewne dlatego widzisz ich zaangażowanie. Z czasem zauważają, że żyją w jakimś układzie. Wówczas odczuwasz zaniedbanie - one nie będą angażowały się w związek co do którego mają obiekcje. Do tego nie zbyt dobrze radzisz sobie w konfliktach - nie zawsze postawienie na swoim jest dobre, doskonale wiem to po sobie. Osoby z dysfunkcyjnych rodzin mają z tym problemy. Dziecku rodzice narzucają określone role niezbędne do scalania rodziny np. powiernik, czy sojusznik (wypisz i wymaluj ty, czyli mediator smile). W dzieciństwie mając "niedobór miłości", chcą jak najszybciej zrekompensować niedobory w przyszłości. Świadomie szukasz kogoś podobnego do siebie - w  czym nie ma nic złego gdyby to miało służyć budowaniu was obojga.
Poczytaj sobie o syndromach DDA/DDD. Zobacz czy przypadkiem trochę cech nie pasuje do ciebie. Jeśli tak to już wielki plus, bo będziesz wiedział na czym konkretnie stoisz.
Nie jesteś złym człowiekiem, ale strach wymusił stworzenie skorupy. Niestety w poważnym związku trzeba znać się jak dwa łyse konie i zaufać.

Posty [ 35 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Chcę w końcu być kochany i widzieć, ze komuś zależy tak jak mi.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024